O tym, że w najbliższym sezonie nadal będziemy grać systemem ESA 37, wiadomo było od dawna, a teraz zostało to tylko potwierdzone na spotkaniu klubów, gdzie ustalono też szczegóły. W spotkaniu, na którym zapadały wiążące decyzje, uczestniczyli także prezes zarządu Ekstraklasy SA i prezes PZPN; wszystko odbywało się z ich akceptacją – podkreśla Marcin Stefański, dyrektor logistyki rozgrywek Ekstraklasy.

To reakcja na nasz tekst ujawniający, że do klubów trafiło pismo, w którym wiceprezes Marek Koźmiński i sekretarz generalny Maciej Sawicki w imieniu zarządu PZPN (pod listem nie ma podpisu prezesa Zbigniewa Bońka) krytykują kalendarz ekstraklasy na przyszły sezon. Ostatnia kolejka w 2018 roku ma się odbyć tuż przed Wigilią (21–22 grudnia), a wznowienie rozgrywek w 2019 roku już 7 lutego. PZPN twierdzi, że te decyzje i w ogóle system z 37 kolejkami nie tylko nie rozwijają polskiej piłki, to jeszcze jej szkodzą. 

Andrzej Rudy pracuje teraz na lawecie, co wywołało szyderstwa w internecie. Byłego piłkarza bronią Piotr Wołosik i Łukasz Olkowicz.

(…) WOŁOSIK: Wpieniają mnie śmichy-chichy z Andrzeja. Człowiek poszedł do normalnej pracy! Mój Boże, jaka sensacja! Jaki wstyd! Karuzela szyderstwa i śmiechu w komentarzach kręciła się jak szalona. Cóż, Andrzej prowadził życie na bogato, również towarzyskie, w końcu jego żoną była pewna miss, a życie u jej boku kosztowało go fortunę. Skoro dziś pieniądze skończyły się, poszedł do pracy. Nie chciał żyć z kredytów, czy chwilówek (mają te paskudną wadę, że trzeba je spłacać…), nie zapożyczył się u kolegów, czy znajomych, nie próbował pożyczonych pieniędzy pomnożyć w kasynie, nie rozpił się. Zakasał rękawy i poszedł do zwyczajnej roboty. Czytając komentarze odniosłem wrażenie, że w Polsce mamy samych ludzi sukcesu, prężnych biznesmenów, wykładowców prestiżowych uczelni i dyrektorów banków. Nikt nie jeździ lawetą, nikt nie pracuje na budowie, w hurtowni czy na stacji benzynowej. „Komentatorzy” siedzą pewnie w bujanych fotelach i pykając cygarko, rzucają okiem na pęczniejące z godziny na godzinę konto.

Postęp wrogiem bramkarzy – pisze Michał Zaranek. Chodzi o nowe piłki na mundial, które są dużo bardziej przyjazne dla strzelających niż broniących.

(…) To wcale nie jest zaskoczeniem. – FIFA od lat robi wszystko, by nam zaszkodzić. Dla organizatorów mistrzostw najważniejsza jest większa liczba goli. My, bramkarze, mamy temu zapobiegać, więc jesteśmy wrogami numer jeden. Co cztery lata wymyśla się na nas nową broń – twierdzi Argentyńczyk Ubaldo Fillol, mistrz świata z 1978 roku. Podobnie uważa Jose Luis Chilavert. – Naprawdę coraz trudniej jest nam grać. Byłem bramkarzem ponad 25 lat i nikt nigdy nie pytał mnie o opinię. Dla producentów piłek ważne jest tylko zdanie strzelców. Oni się cieszą, gdy piłka leci szybciej, nieoczekiwanie skręca w locie, a dla nas to koszmar. Jesteśmy ofiarami postępu – mówi słynny paragwajski bramkarz. A te różne piłki poznał z dwóch stron, z rzutów karnych i wolnych strzelił ponad 50 goli.

ps5