Manchester City prawdopodobnie już nigdy nie przegra żadnego meczu
Anglia

Manchester City prawdopodobnie już nigdy nie przegra żadnego meczu

Nie mamy już pomysłu, co musiałoby się stać, by Manchester City przegrał mecz. Dzisiaj w wyjazdowym meczu z Crystal Palace nie wychodziło im praktycznie nic. W pierwszych 45 minutach zrobili tyle samo zmian, ile oddali celnych strzałów na bramkę rywala – bo z boiska zszedł kontuzjowany po boleśnie wyglądającym szpagacie Gabriel Jesus. Ospali, apatyczni – gdy już dochodzili do okazji, dość spektakularnie je marnowali, a przodował w tej kategorii Leroy Sane. Co więcej – po 91 minutach nudnawego bicia głową w szczelny płot postawiony przez gospodarzy, Palace dostali rzut karny po faulu Sterlinga.

Wystarczyło trafić z 11 metrów i przetrwać przez jakieś 180 sekund, które pozostało do końcowego gwizdka. Wystarczyło wykorzystać ten element piłkarskiego rzemiosła, który wydaje się najprostszy. Wystarczyło tego nie spieprzyć.

Ale przecież to Manchester City. Prawdopodobnie nawet gdyby Luka Milivojević uderzył nieco lepiej, prawdopodobnie nawet gdyby nie pokusił się o sprawdzenie, czy Ederson na pewno stoi w środku bramki Citizens, ba, prawdopodobnie nawet, gdyby padł tu gol – City jakąś niesamowitą szarżą zdołałoby wyrównać. Ich przeznaczeniem w tym sezonie jest zachowanie stylowego zera w rubryce „porażki”, wybaczcie, ale tak to w tej chwili wygląda. Mogą grać słabiej, mogą być mniej skuteczni, mogą nawet mieć pecha – bo groźnie wyglądał też uraz De Bruyne. To wszystko nie wystarcza, by doszło do tej wyczekiwanej przez 3/4 Anglii straty punktów. Nie i tyle. Gdy już wszystko zawodzi, gdy z przodu nie udaje się wcisnąć – to w tyłach na niesamowity poziom wzbija się Ederson i przynajmniej punkt udaje się uratować.

Dziś to właśnie on zasługuje na największe pochwały – nawet nie za wyciągnięcie tego turlnięcia z 11. metrów w wykonaniu Serba, ale też za interwencje… Interwencję sprzed przerwy, gdy to Crystal Palace tworzyło większe zagrożenie pod bramką rywala. „Większe” to znaczy – dwa razy, z czego zresztą tylko raz trochę spocił się bramkarz. To dużo mówi nie tylko o poziomie gry obu drużyn, ale też tempie pierwszych 45 minut. Po prostu, Manchester City podawało sobie piłkę, Crystal Palace z pewnym podziwem obserwowało, jak Citizens oddają się tej niełatwej sztuce. I tak to trwało, kwadrans, pół godziny, w końcu godzinę. Serio, nawet wpuszczony za Jesusa Aguero nie potrafił dzisiaj bujnąć łajbą, podobnie zresztą jak De Bruyne, który grał daleko od poziomu, do którego nas przyzwyczaił. A pamiętajmy – rywalem był zespół walczący o utrzymanie.

Czy powinniśmy krytykować City za rozczarowujący remis? Nie, nie mamy takiego wrażenia. Podopieczni Roya Hodgsona skupiali się na przeszkadzaniu, to prawda, ale City nie forsowało tempa, jakby bez przekonania, że warto w ostatni dzień roku rzucać wszystkie siły na front, który i tak wydaje się już wygrany. Nikt tam nie panikował, że nie udało się dziś strzelić, a pewnie poważniejszym zmartwieniem od wyniku już w pierwszej połowie stał się uraz Jesusa.

Namiast jeśli weźmiemy pod uwagę ten rzut karny, w drugiej minucie doliczonego czasu gry, przy takiej niemocy ofensywnej najlepszej drużyny jesieni 2017… Mecz, który można było określić mianem „spotkania zupełnie bez historii” wyrasta na miano symbolu.

Symbolu niezatapialności Manchesteru City, który już chyba po prostu nigdy nie przegra żadnego spotkania. No bo jeśli nie przegrało w takiej sytuacji, to kto może im zrobić krzywdę?

***

Mecz zagrało też WBA z Arsenalem, Krychowiak dostał 18 minut gry, wtedy też padły oba gole, oba raczej bez jego wyraźnego udziału. Przy bramce straconej przez drużynę Polaka główną rolę odegrał mur, który rozstąpił się przed uderzeniem Alexisa Sancheza. Przy strzelonej – sędzia Mike Dean, który gwizdnął dość kontrowersyjną jedenastce po zagraniu ręką, które nie wyglądało na spcejalnie intencjonalne. Rodriguez uderzył słabo, po ziemi i w środek, czyli dokładnie tak, jak Milivojević w poprzednim spotkaniu. Tym razem jednak wpadło i Arsenal pogubił punkty. Nie piszemy o tym szerzej, bo już powoli odpalaliśmy fajerwerki, mecz leciał w tle. Dozo w Nowym Roku, najlepszego!

KOMENTARZE (22)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Poss

Patrz, a ja dałem właśnie opcję, że padną „2 lub 3 gole” i już po kuponie, choć korciło mnie dać „Crystal Palace lub remis”. Trudno. W drugim dzisiejszym meczu Prem dałem do przerwy remis/wygra Arsenal.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Odzidzia_Pajszao

Ciekawe jak to jest – czy oni naprawdę walczą o to 0 przegranych, czy zamienia się to już w nieznośna presję, jakby i tej było w takim klubie mało. Tak sobie gdybam – może lepiej dla nich przed powrotem do LM (gdzie zapewne czeka ich bardziej ciężka robota niż w PL) byłoby w końcu przegrać i już media zostawiłyby ten temat? Z drugiej strony być może mają to gdzieś i samo się wygrywa, a im tak naprawdę na tym zerze jakoś strasznie nie zależy. Fakt faktem, że dodatkowa pompka się pojawiła.

Michal Sz

No ale właściwie nad czym się zastanawiasz – przecież każdemu klubowi zależy żeby mieć 0 po stronie porażek. Mieliby chcieć przegrywać? Przecież to absurd.

Odzidzia_Pajszao

Zastanawiam się, bo sezon dla takiego klubu jak Man City jest naprawdę wyczerpujący, a presja sukcesu u siebie i w Europie przeogromna. Czy mogę założyć że piłkarze chcą przegrać mecz, żeby zdjąć z siebie presję? Ależ mogę. Czy nie mieliśmy nigdy do czynienia z kalkulacją w piłce nożnej i ogólnie sporcie zawodowym? Nie mówię zresztą, że oni chcą to zrobić świadomie, czasami podświadomie pewne rzeczy się rozgrywają, czasem człowiek chce mieć jakieś nieprzyjemne wydarzenie które summa summarum źle na niego wpływa raz na zawsze za sobą. To tylko moje rozkminki, jeśli im ta presja nie przeszkadza i chcą nie przegrać w PL i wygrać LM, to ok, jak to mówi Weszłowy komentatorski klaskyk: nie wpierdalam się.

Michal Sz

Jak przegrają to też pojawia się presja. Zresztą w tak dużych klubach ona jest cały czas, piłkarze muszą sobie z nią radzić, w przeciwnym wypadku nie nadają się do grania na wysokim poziomie

Wicher

Przecież przegrali ostatni mecz grupowy LM z Szachtarem…. Po za tym myślę, że mają za silny skład aby przegrali od tak z większością rywali w PL. Nie powstrzymał ich Manchester United czyli w teorii najsilniejsza wtedy drużna Pl zaraz po City – patrząc po miejscu w tabeli. Nie umiał tego zrobić Tottenham teoretycznie najlepiej grająca wtedy drużyna w PL… zaraz po City. Nie umieli tego zrobić Arsenal, Chelsea i Liverpool czyli absolutnie cała czołówka w Anglii, Manchester City pomimo słabszego meczu z Crystal Palace i tak ma najlepszy jakościowo skład w Premier League i być może uda im się coś ugrać w Europie. Z drugiej strony mają taką przewagę i moim zdaniem luz psychiczny że mogą sobie pozwolić, aby odpuścić kilka meczów w PL, aby głownie siły rzucić na LM. Z drugiej strony jeśli odpadną z LM i do tego czasu nie przegrają w PL to jestem pewny, że skończą sezon bez porażki w lidze. Jedyna presję mogą odczuwać w LM i ewentualnie w Pucharze Ligi i Pucharze Anglii, ale myślę, że Gaurdiola będzie wiedział kiedy sobie odpuścić bo dla niego najważniejsza jest LM bo w sumie Mistrzostwo już ma.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Weszło właśnie zdjęło presję z City (bo podobna jest bardzo duża na to, by nie przegrać do końca sezonu). Skoro napisali, że The Citizens nie przegra nigdy, to znaczy, że w następnej kolejce na bank będzie w plecy. Podobno już się z tym w klubie pogodzili.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Klątwa weszło, to klątwa weszło. Nie ma wyjątków. Watford wywiezie z City of Manchester Stadium 3 punkty!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

vincent van cock

a żebyś wiedział ,że to działa , często przeciwko ich prognozom grałem , ale na Watford boje się postawić , pewnie bede żałował jak znam życie

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

fajf

spokojnie, pieśni pochwalne do boskiego pepa zaraz się skończą – wiosna nie leży zespołom prowadzonym przez guardiolę , nie twierdzę że sprawa mistrzostwa nie jest rozstrzygnięta tu się chyba już nic stać nie może ale w CL nie będzie już tak różowo, wspomnicie moje słowa

Michal Sz

Barcelonie też nie leżała wiosna?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Waldek13
Wisła Kraków

O przesądy światło ćmiące…. Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać, jak dorośli ludzie mówią bajki o „niezatapialności”. Wystarczy przypomnieć świeżutką, wciąż pachnąca piekarnią historię o „niepokonanym” Realu. Citi zapewne będzie mistrzem Anglii, trudno będzie roztrwonić taką przewagę, ale w LM i przyszłym sezonie mogą dostać takie same baty jakie teraz zbiera wielki Real, i trochę mniejsza Chelsea. Parę miesięcy temu Zidane i Conte byli bogami, o sorry, BOGAMI, a teraz… Trochę rozsądku panowie Redaktorzy!

Bartek Kiezun

ogolą Basel w LM i zacznie sie weryfikacja umiejetnosci od nastepnej rundy.

Wicher

W Anglii mogą powtórzyć wyczyn Arsenalu, ale mają niepowtarzalną okazję do zawojowania LM. Zwyczajnie mogą sobie odpuścić Zarzynanie się w lidze o byle punkt, a wszystko co najlepsze pokazać w LM. Kwestia czy to czym dysponują wystarczy na np. Barcelonę czy inny Bayern, bo raczej Basel nie powinno im sprawić większego problemu.

wpDiscuz