Adam Nawałka w sile wieku! Najważniejsze momenty jego kadry na 60. urodziny selekcjonera
Weszło

Adam Nawałka w sile wieku! Najważniejsze momenty jego kadry na 60. urodziny selekcjonera

60 lat… piękny wiek, dużo wspomnień i wspaniałych sukcesów. Adam Nawałka ma się czym chwalić zarówno z czasów kariery piłkarskiej, jak i trenera klubowego, ale to reprezentacja jest drużyną, z którą kojarzyć będą go kolejne pokolenia Polaków. Mimo szóstki z przodu Adam Nawałka wydaje się być w sile wieku, przeżywać z reprezentacją kolejną młodość. Zresztą w przyszłym roku w Rosji będzie debiutował na mistrzostwach świata jako trener, jednocześnie obchodząc jubileusz 40-lecia debiutu na mundialu jako piłkarz. Życzymy mu ugrania z reprezentacją więcej niż w Argentynie, bo dobrze wiemy, że nasze „Orły” pod jego wodzą stać na wiele, udowodnili nam to w ostatnich latach. Dlatego też przypominamy najważniejsze momenty Adama Nawałki w roli selekcjonera kadry. Zapraszamy do lektury i oglądania, jest co wspominać.

Na ratunek

Rozbita reprezentacja, która mimo posiadania w swoich szeregach Lewandowskiego, Szczęsnego, Piszczka, Glika, zajęła w eliminacjach mistrzostw świata miejsce w grupie jedynie przed San Marino i Mołdawią. Za Czarnogórą, daleko za plecami Ukrainy czy Anglii. Kadra potrzebująca wstrząsu. Twardej ręki, przewodnika, który wyciągnie ją z odmętów bylejakości i zacznie przynajmniej wykorzystywać w pełni potencjał jej liderów. W takich okolicznościach wybrańcem ludu stał się Adam Nawałka. W mediach typowany na nowego selekcjonera właściwie od razu gdy tylko Waldemar Fornalik rozstał się z tą funkcją. Dlatego też nie było wielkiego zaskoczenia, gdy pracę w Zabrzu zamienił na zatrudnienie w roli jednego z najważniejszych ludzi w Polsce. Bo umówmy się, taką właśnie posadą jest fotel selekcjonera reprezentacji piłkarskiej. Do profilu selekcjonera idealnego pasował doskonale – przychodził z Górnika, gdzie osiągał wyniki ponad stan i gdzie wsławił się pracoholizmem, żelazną dyscypliną, a także wyciąganiem nawet z przeciętnych zawodników 200% możliwości.

Bombowe powołania

Jakby za wszelką cenę chciał udowodnić, że czeka nas kompletnie nowe otwarcie. Nawałka zdecydował, że na pierwsze zgrupowanie zabierze ze sobą całą rzeszę zawodników, którzy akurat w tym okresie wyróżniali się, ale raczej nie mogli marzyć o powołaniu. Marcin Kowalczyk (dziś pierwszoligowy Ruch Chorzów), Piotr Ćwielong (pierwszoligowy GKS Tychy), Dawid Nowak (pierwszoligowa Puszcza Niepołomice), Tomasz Hołota (szorująca po dnie ekstraklasy Pogoń), Adam Marciniak (Arka Gdynia), Tomasz Brzyski (Sandecja Nowy Sącz), Rafał Leszczyński (pierwszoligowe Podbeskidzie)… Selekcjoner zapowiedział, że „można się spodziewać kilku bomb”, ale tylu głośnych wybuchów przy ogłaszaniu kadry nie uświadczono w naszym kraju już od dłuższego czasu.

Po raz pierwszy od dawna w kadrze nie znalazł się wtedy także żaden farbowany lis.

Debiut z najgorszych koszmarów

„Koszmarny debiut”, „najgorszy mecz kadry od lat”, „dramat Nawałki”. „gorzej być nie może”. Jeżeli takie określenie meczu reprezentacji pojawia się nie na Weszło, a w mediach, które zwykle znacznie dokładniej ważą słowa – w szczególności odnośnie kadry narodowej – to znaczy, że było naprawdę fatalnie. Bo było. Zebraliśmy dwójkę w papę od Słowaków, ale nie wynik, a styl (raczej jego brak) był tutaj najbardziej porażający.

Ostatnie styczniowe starcia o złote kalesony

Pamiętacie jeszcze, że nie tak dawno zwykle w styczniu kadra jeździła po ciepłych krajach, by w składzie niegodnym nazywania go pierwszą reprezentacją grać sparingi lub mecze o puchar pasztetowej czy inne złote kalesony króla Tajlandii? Nawałka też musiał przez to przejść, nim PZPN-owi udało się z podobnych gier wymiksować. Ba, to właśnie w Abu Zabi odniósł dwa pierwsze zwycięstwa. Przypomnijmy tylko skład, bo wyobrazić sobie, że dziś niektórzy zawodnicy zakładają pod wodzą tego selekcjonera koszulkę z orzełkiem, to naprawdę konkretny odlot.

Skład w meczu z Norwegią (3:0): Leszczyński – Bereszyński (73’ Olkowski), Rzeźniczak, Wilusz, Jakub Wawrzyniak (90’ Lewczuk) – Kucharczyk (73’ Madej), Jodłowiec, Linetty (73’ Pazdan), Masłowski (73.’ Zachara), Brzyski (78’ S. Pawłowski) – Teodorczyk

Skład w meczu z Mołdawią (1:0): Miśkiewicz – Lewczuk (81′ Wawrzyniak), Golla (69′ Wilusz), Kokoszka, Olkowski – S. Pawłowski (63′ Linetty), Pazdan, Plizga (69′ Jodłowiec), Madej (89. Brzyski), Zachara – Brożek (69′ Masłowski)

Odstrzelony Obraniak

Chciałoby się powiedzieć: wreszcie. Nawałka wyprosił powrót Obraniaka do kadry tylko po to, by na własne oczy przekonać się, że gość nie da jego reprezentacji nic wielkiego. Zagrał towarzysko ze Szkocją i Niemcami, zaprezentował się słabiutko, naturalną koleją rzeczy było więc powiedzenie mu: merci i dalsza droga bez Francuza. No bo sorry, ale nie nazwiemy Polakiem kogoś, kto mówi, że udawał, że nim jest w blasku fleszy (fragment wywiadu z Polska The Times):

– Na każdym zgrupowaniu dziennikarze prosili mnie jednak, abym powiedział coś po polsku. A ja umiałem mało. I czułem wstyd. No bo jak to? Gram w reprezentacji i nie mówię po polsku? Bałem się, że będę źle zrozumiany, że ktoś mnie skrytykuje, wyśmieje. W pewnym momencie ludzi bardziej, niż moja gra, interesowały postępy w nauce. Za każdym razem chciałem więc udowodnić, że jestem Polakiem. I to był błąd. Urodziłem się jako Francuz. Uczyłem się we francuskiej szkole. Znam francuską kulturę. Chciałem stać się Polakiem, bo jestem dumny z moich korzeni. Ale powinienem zrobić to po mojemu. Udawanie w blasku fleszy było tylko stratą energii.

Rozbicie Dornie ataku

Irracjonalna. Krótkowzroczna. Mieliśmy poważne podstawy, by o decyzji o podebraniu Marcinowi Dornie Arkadiusza Milika przed decydującym o awansie na Euro U-21 meczem z Grecją, pisać właśnie w takim tonie. W końcu selekcjoner nie brał Milika do kadry na rywala, którego bez młodego snajpera nie mógłby pokonać, tylko na mecz z Gibraltarem. Zespołem, któremu pewnie gola mógłby strzelić Michał Milowicz. Kadra Dorny zresztą przegrała z Grekami mecz o awans, tym mocniej uwypuklając decyzję Nawałki. Ale on budował już sobie Milika na kolejne mecze. Dał mu 71 minut gry, by odnalazł się w systemie reprezentacji, co zaprocentowało w meczu z Niemcami, gdzie właśnie Milik zdobył dla nas gola na 1:0. Czy bez przetarcia z amatorami z Gibraltaru byłoby inaczej? Tego nie wiemy. Ale patrząc z dzisiejszej perspektywy – nie zaryzykowalibyśmy tamtego gola z Niemcami na rzecz dobrego wyniku kadry U-21 przywiezionego wtedy z Grecji.

Polanski na śmietniku historii

To była jedna z bardziej kłopotliwych zawieruch wokół Nawałki, bo łaszenie się do Polanskiego podkopywało autorytet selekcjonera. Długo selekcjoner próbował, idąc na zgniłe kompromisy, udobruchać pomocnika, którego tak bardzo w swojej kadrze chciał na Euro 2012 mieć Franciszek Smuda. Aż wreszcie były młodzieżowy reprezentant Niemiec wysłał Nawałce jasne przesłanie: daj mi gościu spokój, bo nie mam ochoty grać dla twojej drużyny.

Jak bardzo tęsknili później za nim „koledzy” z drużyny, pokazał wywiad Artura Boruca dla Rzeczpospolitej:

– Nie ma o czym gadać. Jeśli Polanski nie chce przyjeżdżać na zgrupowania kadry, to jego sprawa. Ja się wręcz cieszę, że go nie ma.

Wielkie wątpliwości

Chwila przed meczem z Niemcami. Przypomnijmy – zespołem świeżo po zdobyciu mistrzostwa świata. A w narodzie więcej wątpliwości niż optymizmu. Pisaliśmy wtedy:

„Na początku był chaos” – kto chodził do szkoły nie tylko po to, by poharatać w gałę, ten na pewno to zdanie kojarzy. W reprezentacji prowadzonej przez Adama Nawałkę chaos był nie tylko na początku, ale jest i teraz. To właśnie z chaosu urodzi się jedenastka na mecz z Niemcami.

Jak donosi „Przegląd Sportowy”, jest niemal przesądzone, że na lewej obronie wystąpi Artur Jędrzejczyk. Był już Marciniak, był Kosznik, był Brzyski, był Wawrzyniak, ale Jędrzejczyka to jeszcze nie było, nigdy.

Nawałka miał testować do woli, ale na start eliminacji mieć już gotową drużynę. Teraz widać, że „troszkę” rozminął się z planami. Obrona zapewne zagra w zestawieniu, w jakim nigdy wcześniej nie grała, a i w pomocy wiele osób nagle widzi miejsce dla Sebastiana Mili, który u Nawałki nie rozegrał jeszcze ani minuty. Personalnie nie mamy nic przeciwko obu tym piłkarzom, tylko zwracamy uwagę na wszechobecny chaos.

Ostatecznie zagrał Jakub Wawrzyniak, ale Jędrzejczyk i Mila weszli na boisko z ławki. To, co w starciu z tak poukładanym zespołem jak Niemcy nie miało prawa wypalić, wypaliło lepiej niż chyba nawet Nawałka mógł w najśmielszych planach zakładać.

I jeszcze większe zwycięstwo

Żadne słowa nie oddadzą tego, co odda obraz i dźwięk:

Oglądamy to pewnie setny raz i za sto pierwszym i tak nadal będziemy mieć ciary.

Echa pokonania Niemców

W pomeczowym felietonie pisaliśmy o Nawałce tak:

O ile Nawałkę jako selekcjonera przywitaliśmy ciepło, o tym później nie mogliśmy się wśród jego pomysłów odnaleźć, a gdy jeszcze rozpoczął się ten cyrk z proszeniem się Eugena Polanskiego o łaskę: hamulce nam puściły. Całe szczęście, że sprawa skończyła się tak, jak się skończyła. W efekcie w polskim składzie – bez farbowanych lisów – pierwszy raz w historii ograliśmy Niemców. Polanski, cóż wyszedł na durnia, a drużyna pokazała, iż wcale go nie potrzebuje. Nie wiadomo, jak mecz by się potoczył, gdyby drużyna zagrała tak, jak Nawałka początkowo planował – z Polanskim zamiast Jodłowca w podstawowym składzie. Nigdy tego nie sprawdzimy. Natomiast już wiemy, że przypadkowo – bo na skutek focha zawodnika Hoffenheim – stworzyła się solidna, zdolna do wygrania takiego meczu jedenastka.

To że Nawałka wygrał, to nie znaczy, że trzeba od razu przyklasnąć każdej decyzji, jaką podejmował w przeszłości. Ale na pewno oznacza to, że dzisiaj tak nam, jak i wszystkim wokół przyda się przystawić trochę lodu do głowy i zaufać selekcjonerowi odrobinę bardziej. Kupił sobie święty spokój chociaż na chwilę. Bo choć – czego w żaden sposób nie mamy zamiaru „odszczekiwać” – ta drużyna wyłoniła się z chaosu, to być może z chaosu powstanie nagle coś trochę trwałego i być może właśnie doszliśmy do tego momentu, w którym kończą się szalone, często niedorzeczne eksperymenty, a zaczyna się obróbka tego, co ten chaos przyniósł.

Spokoju i zaufania, które Nawałka „kupił” sobie golami Milika i Mili, nawet w trudniejszych momentach nie wypuścił z rąk. I tak aż do dziś.

66 wspaniałych (?)

Rocznica wyboru na selekcjonera. 365 dni, w trakcie których Nawałka dał szansę 66 zawodnikom. Tak jak dziś zamyka się raczej w niezmiennym kręgu nazwisk, wymieniając zaledwie pojedyncze elementy, tak przez pierwszy rok wpadł w szał testowania.

Nawałka pewnym krokiem szedł na rekord, wystarczyło kilka razy kopnąć prosto piłkę, a już można było poinformować panią z sekretariatu, że spodziewasz się faksu. Ile tego było? Jeśli dobrze liczymy to reprezentacyjny dres dostało 66 piłkarzy. Wśród nich m.in. Michał Miśkiewicz, Rafał Leszczyński, Dariusz Trela, Rafał Kosznik, Adam Marciniak, Maciej Wilusz, Igor Lewczuk, Dawid Plizga, Piotr Ćwielong, Tomasz Hołota, Dawid Nowak, Łukasz Madej. Bądźmy poważni.

Dochodziło przez to do absurdalnych sytuacji, w których piłkarze przyjeżdżali na kadrę i pierwszą rzeczą, jaką robili było zebranie autografów od największych gwiazd, bo sami mieli świadomość, że to dla nich za wysokie progi i trzeba skorzystać z okazji. Tak, kadra była okazją, by przygotować prezenty pod choinkę dla rodziny.

Mimo wszystko zdecydowanie wolimy obecne podejście, według którego nikt nie dostaje w kadrze szansy za trzy dokładne podania i jeden celny strzał w lidze.

Chwila, która pozwoliła napisać historię

Możliwe, że nie byłoby pierwszego w historii wyjścia z grupy, pierwszej wygranej w fazie pucharowej Euro, pierwszego powrotu z turnieju bez zwieszonych głów, gdyby nie ten jeden fatalnie wykonany stały fragment. Fatalnie wykonany, a jednak zakończony jednym z najbrzydszych, a przy tym najważniejszych goli w życiu Roberta Lewandowskiego.

Pięć minut „Mąki”

Im dłużej był selekcjonerem, na tym więcej jego decyzji – nawet tych nieco dziwnych – patrzyliśmy z rosnącym zrozumieniem. Cały czas zagadką pozostawało jednak to, co widzi w Krzysztofie Mączyńskim. Sami pisaliśmy:

Nie było piłkarza w kadrze Adama Nawałki, którego pozycję w drużynie podważano by tak często. Krytycy mówili, że raczej Tomasz Jodłowiec, Karol Linetty, Dominik Furman, a nawet Damian Dąbrowski prędzej powinni się znaleźć się w pierwszej jedenastce.

Statystyki go miażdżyły. W meczu z Niemcami praktycznie nie był przy piłce. Co spotkanie należał do najsłabszych w drużynie. Ale kadra wygrywała, więc selekcjoner nie dokonywał zmian. I doczekał się wielkiej nagrody. W ostatnim meczu eliminacji z Irlandią to właśnie „Mąka” perfekcyjnie dośrodkował przy golu na 2:1.

Tym, dającym nam w końcowym rozrachunku wygraną z Irlandczykami, a więc także…

Awans do Francji!

Zwycięski debiut

Porażka w towarzyskim debiucie jako selekcjoner, ale za to wygrana w debiucie na wielkiej imprezie. Nie, zdecydowanie nie zamienilibyśmy ich miejscami…

Wytrącenie atutów Niemcom

Taktycznie? Majstersztyk. Niemcy może i w eliminacjach raz nam ulegli, ale na wielkich turniejach to zespół, którego zwykle nie sposób zatrzymać. Nawałka znalazł na to sposób. Doskonałe spotkanie zagrał Michał Pazdan, znakomicie spisał się Artur Jędrzejczyk, pewnością błyszczał Kamil Glik, płucami i sercem zespołu był Grzegorz Krychowiak. Ta maszynka pracowała perfekcyjnie, bez zacięć, dzięki czemu 0:0 z Niemcami mogliśmy przyjmować nawet nie tyle na zimno, co wręcz z niedosytem. Bo Milik miał dwie znakomite okazje, by mistrzów świata raz jeszcze ukłuć.

Klasową drużynę poznaje się…

…gdy wygrywa mecze, w których nie idzie. Z Ukrainą nie szło. Cholernie nie szło. Dobrze, że graliśmy w zasadzie tylko korespondencyjnie o pierwsze miejsce z Niemcami, a nie o wyjście z grupy, bo pierwsza połowa mogłaby co mniej odpornych doprowadzić na skraj załamania nerwowego. A jednak znów biało-czerwoni nie dali sobie wbić gola, ba – wygrali po trafieniu Błaszczykowskiego.

A piękny sen nadal trwa…

Przyzwyczajeni do zdejmowania biało-czerwonych osłonek na lusterka samochodowe i flag z dachów po trzech meczach, doznaliśmy niemałego szoku. Nie trzeba było tego robić nawet po czwartym spotkaniu na wielkim turnieju, oto znaleźliśmy się o krok od półfinału. Nawałka znów rozpracował Szwajcarów na tyle, by po raz trzeci na tym turnieju wyjść na prowadzenie, a to, że nie wygraliśmy po 90 minutach, było tylko efektem geniuszu Shaqiriego.

Ale czy dramatycznymi karnymi nie napisaliśmy jeszcze bardziej podniosłej historii?

I kończy się dopiero w starciu z mistrzem

Znów drużyna Nawałki zdominowała pierwszą połowę, tym razem już nie ze Szwajcarami, a z przyszłymi mistrzami Europy. Nie dając im praktycznie dojść do słowa aż do tego nieszczęsnego uderzenia Renato Sanchesa. Wreszcie odblokował się też Lewandowski, obejrzeliśmy też chyba najbardziej efektowną klepkę reprezentacji w XXI wieku.

Nie, choć wtedy skończyła się przygoda z Euro, najpiękniejszym w wykonaniem biało-czerwonych turniejem od wielu lat, nie umniejszało to dumie, jaka towarzyszyła posiadaniu takich reprezentantów. Walczących, efektownych, wzbudzających podziw całej piłkarskiej Europy. Nieprzypadkowo chwilę później czytaliśmy o kolejnych rekordowych sumach wykładanych za Polaków przez kluby angielskie, francuskie czy włoskie. Odpadliśmy w wielkim stylu, raz jeszcze po dramatycznej serii jedenastek.

Falstart

Jechaliśmy do Astany jako ćwierćfinalista Euro.

Po pierwszej połowie byliśmy ćwierćfinalistą Euro ganiającym zdezorientowanych Kazachów po całym boisku.

Po drugiej części meczu zaczęły się pytania: co stało się z reprezentacją, że z 2:0 zrobiło się 2:2.

Mecz w Astanie, w wyrównanej grupie eliminacyjnej absolutny must-win, zakończyliśmy szczęśliwym remisem. Pierwszy mini kryzys po świetnym turnieju przyszedł zaskakująco szybko. A przecież za rogiem czaiła się już…

Afera procentowa

Ten pierwszy raz, gdy kadrowicze poczuli się zdecydowanie za mocni. Gdy wymknęli się Nawałce spod kontroli, gdy impreza zabrnęła zdecydowanie za daleko, co – co gorsza – było widać na boisku w spotkaniu z Armenią. Okazało się, że jest ciche przyzwolenie na „nocne Polaków rozmowy”, mleko się wylało, a Adam Nawałka stanął przed arcytrudnym dylematem. Poświęcić kozły ofiarne, czy stanąć murem za wszystkimi kadrowiczami.

Wybrał opcję numer dwa. Poważnie porozmawiał z tymi, którzy zbyt mocno popuścili pasa, pogroził palcem, ale nie zastosował podobnych konsekwencji, jakie zdarzały się w przeszłości – czyli wyrzucenia z zespołu. Jak się okazało, choćby patrząc na kolejne wyniki i rezultat eliminacji, ocenił wszystko jak najbardziej słusznie. Uporał się z kryzysem sportowym (remis z Kazachami) i wizerunkowym (alkoafera) w okamgnieniu.

Zbudowanie Grosika

Tę historię przywołuje w dzisiejszym „PS” Piotr Wołosik, zacytujemy za porannym przeglądem prasy:

Trzy dni przed meczem z Rumunią na treningu niewiele wychodziło Kamilowi Grosickiemu. Miał dużo niedokładnych podań, piłka nie trzymała się nogi. Po zajęciach, gdy wszyscy zmieniali buty na ławce, podszedł selekcjoner. „Jak Kamil?” – zapytał. Grosicki pokazał ręką, że średnio. „Jak?! Jak?! Przecież widziałem, że jest świetnie. Wszystko widziałem, masz szybkość, dołożymy dokładność i już będzie super” – zaskoczył zawodnika.

Pamiętacie, jak to się skończyło?

Wielka, zwycięska seria

Porażka z Danią, która miała za moment nadejść, nie miała druzgocących okoliczności z pięciu powodów:

– 3:2 z Danią
– 2:1 z Armenią
– 3:0 z Rumunią
– 2:1 z Czarnogórą
– 3:1 z Rumunią

Nawałka wypracował ze swoją reprezentacją tak ogromną przewagę nad przeciwnikami, że pojedyncza wtopa nie kosztowała nas absolutnie nic. No, może poza wcześniejszym awansem, o który nie trzeba było drżeć do samego końca. Ale znów – reprezentacja tego selekcjonera wolała postawić na emocje do samiutkiego końca, w epilogu fundując happy end.

Kopenhaskie lanie…

I drugi moment, gdy kadrowicze – o czym powiedział wprost nawet Robert Lewandowski – poczuli się za pewnie. Jak ekipa z czołówki rankingu FIFA.

I tę ekipę pobiła boleśnie drużyna, która w tym samym rankingu znajdowała się dużo, dużo niżej. Dania. 0:4. Dramat w każdym calu. Przegląd Sportowy symbolicznie wystawił za ten mecz całemu zespołowi jedynki.

Zrzut ekranu 2017-10-23 o 15.07.47

To był kryzys, z którym trzeba sobie było poradzić błyskawicznie. Zimny prysznic, który z jednej strony mógł podziałać otrzeźwiająco, ale równocześnie zmrozić reprezentantów na końcówkę eliminacji.

…i reakcja na nie

Riposta była jednak najlepsza z możliwych. Nawałka poskładał kadrę do kupy i przekuł tamtą porażkę w naukę. Podkręcił jeszcze sportową złość i sprawił, że w kolejnych meczach pakowaliśmy rywalom kolejno:

– Kazachom trzy gole

– Ormianom sześć

– Czarnogórcom cztery

Ta ostatnia niedziela

Czyli ostatnia niedziela eliminacji. Wiele razy w tych eliminacjach dawaliśmy się rywalom dopaść, nie zawsze umiejąc na powrót odzyskać inicjatywę. Dania nie dogoniła nas, choć była blisko (od 3:0 do 3:2), Kazachom się to wcześniej udało (od 2:0 do 2:2). Czarnogórcy również zrównali się z biało-czerwonymi, którzy jednak zdążyli w ostatnim kwadransie eliminacji pokazać niesamowity charakter. Zrobić to, z czego znany był swego czasu Górnik Nawałki. Zawłaszczyć dla siebie końcówkę i wtedy zadać decydujący cios.

Druga koronacja

Można pytać, gdzie byłaby kadra Nawałki bez Roberta Lewandowskiego, ale też pytanie równie dobrze można odwrócić: ile goli miałby Robert Lewandowski u innego selekcjonera. Odmiana w kadrze, od kiedy został nim były szkoleniowiec Górnika Zabrze, jest doprawdy znaczna.

U Nawałki: 33 gole w 33 meczach
U Fornalika: 3 gole w 13 meczach
U Smudy: 12 goli w 31 meczach
U Beenhakkera: 3 gole w 12 meczach

Król strzelców eliminacji Euro, król strzelców eliminacji mistrzostw świata. Oba tytuły okraszone wyrównaniem lub wręcz ustanowieniem nowych rekordów eliminacji. Tak, Nawałka zdecydowanie uwolnił sto procent potencjału „Lewego” grającego z orzełkiem na piersi.

W efekcie czego…

I przynajmniej tak dużego sukcesu, jak dwa lata wcześniej we Francji, życzymy tam Adamowi Nawałce. STO LAT!

KOMENTARZE (18)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Czeski_Amator_Fioletowej_Ambrozji
Odra Opole, LFC

a co odjebal Burliga??

wini

czyli jaki wniosek z tego artykułu: jedyna rzecz, jaką robicie, to piszecie o piłce, na której w ogóle się nie znacie, ot co..

baran

Bardzo dobry artykuł. Brakuje tylko uwypuklenia genialnej decyzji Prezesa o wyborze na selekcjonera reprezentacji Nawałki. Oczywiście zdrowia, szczęścia i słodyczy kibic reprezentacji życzy.

blazej przybylowicz

czepianie się Obraniaka takie trochę typowe dla Weszlo. Ludo w wywiadzie nie mówi nic kontrowersyjnego, a wręcz bardzo logicznie tłumaczy z czym się musi zmierzyć, ale interpretacja weszlo jest zawsze zgodna z oficjalną linią.

Urban

Panie Nawalka, zycze panu wyjecia kija z dupy. W wieku 60 lat najwyzszy czas

Jędrek Lepper

Nigdy nie zrozumiem kultu trenera, który taktycznie niewiele się różni od Smudy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Wacław Grzdyl

niewiele w sensie, że „prawie” robi wielką różnicę?,
btw Smuda tak z 18 lat temu to był super taktyk, Wisła Kraków z okresu mistrzostwa 1999 to była najlepiej poukładana taktycznie polska drużyna jaką w życiu widziałem, wyprzedzała resztę ligi o epokę, potem jednak przestał się rozwijać jako trener, chyba za bardzo sie w sobie zakochał a w trenerce jak nie idziesz z duchem czasu toś przepadł,

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

rf122

Koniec dobroci idź pan w cholerę panie Nawałka!
http://weszlo.com/2014/05/06/koniec-dobroci-idz-pan-w-cholere-panie-nawalka/

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

fan kibolkiewicza

Początki Nawałki były tak chujowate, że chyba każdy by go wtedy pogonił.

Prosinecki

Najlepiej ten zespół obrazuje właśnie ten gol ze Szkocją na 2;2 w ostatniej minucie. Koszmarna wrzutka Grosickiego na poziomie B klasy i ratujący wszystko heroicznie Lewandowski. Więcej szczęścia niż rozumu, niestety. Bez Roberta wciąż aktualna kadra byłaby na poziomie tej Fornalika, a sympatyczny Adaś pewnie już podejmowałby trzecią robotę od czasu objęcia stanowiska selekcjonera. Zachwyt „najlepszą klepką w XXI wieku”, bo wymienili 3 (słownie TRZY) podania z pierwszej piłki w akcji z której nic nie było, bo na koniec jak zwykle Turbo podjął najgorszą decyzję z możliwych? Do tego Weszło podające 4 gole z Czarnogórą w ostatnim meczu jako przykład „sportowej złości”. Ten mecz to był przykład sportowego klocka w gaciach dzięki któremu nieomal reprezentacja nie skończyła w barażach. Na koniec życzenia sukcesu jak we Francji – czyli co, po wyjściu z grupy znów 120 minut nerwówki bez zmian, ew. z Peszką wchodzącym z ławki na ostatnie 60 sekund i modlitwa o cud w karnych?
Gdyby na tej stronie był jeszcze jakiś dziennikarz, napisałby klasyczne: to jeszcze nie czas na lizanie się po fiutach, na razie osiągneliśmy tyle co Panama (i również jak oni drżeliśmy o to do ostatnich sekund).

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

fan kibolkiewicza

Ćwierćfinał ME czy MŚ to dla takich reprezentacji jak Polska czy Rumunia to jest sukces więc kurwa nie umniejszaj. Co do Lewandowskiego, to miał Go też Fornalik i co ugrał?

Prosinecki

Polaków jest 40 milionów, a Trynidad i Tobago ma mniej mieszkańców niż Warszawa, więc trochę kiepskie porównanie. Poza tym różnica jest taka, że nikt nie piał nad tym, jaką to pakę ma Trynidad i jakim geniuszem taktyki jest jego trener. Tymczasem w Polsce słychać podobne głosy, że Nawałka fachura, że zdolna młodzież, że Zieliński do Barcelony, Glik topowy obrońca Europy, a Turbo zna już każda gospodynia domowa. A przecież tak naprawdę jesteśmy od RL9 uzależnieni jak T&T od Dwighta – ktoś w ogóle wyobraża sobie co by się stało, jakby nie daj Boże miało zabraknąć Roberta w Rosji? Przecież nie byłoby po co tam jechać, formuła mecz otwarcia, o wszystko i o honor byłaby pewna jak śmierć i podatki.
Fornalik owszem miał Lewego, ale młodszego i mniej ogranego na najwyższym poziomie, aczkolwiek tu Nawałce trzeba oddać, że wykorzystał go świetnie w kadrze, 4-4-2 i zrobienie go kapitanem to był świetny ruch, choć było to dość logiczne. Pytanie brzmi, jakie są inne zasługi selekcjonera? Ćwierćfinał to przyzwoity rezultat, owszem, tylko że na tym turnieju drabinka ułożyła się tak, że w półfinale grała Walia, nie wiem czy pamiętasz. Nie umniejszam i tak rangi tej 1/4, tylko uważam, że nie ma co gloryfikować Nawałki – ot, chłop im za bardzo nie przeszkadza, ale również w ogóle nie pomaga. Przy lepszej selekcji byłoby kogo wpuszczać we Francji z ławki, a tak dopuszczono do sytuacji gdy Pazdan wręcz błagał o to by zdjąć go z boiska, a obsrany Adaś bał się desygnować do gry kogokolwiek, by nic nie zepsuć. Wolał trzymać piłkarza niezdolnego do gry, czyli tak naprawdę grać w 10. Zmiany ofensywne typu Peszkin w 89′ lub 105′ lepiej pominąć milczeniem. W obu meczach granych 120 minut po marne dwie zmiany, w tym jedna to Jodłowiec, przecież to był kryminał. Po co w takim razie tam jechali pozostali zawodnicy ofensywni, jakiś Figo-Starzyński, Stępiński, skoro i tak choćby Milikowi urwało nogę, żaden z nich by nie wszedł. Na wycieczkę?
Po prostu trafiło się w końcu lepsze pokolenie, z piłkarzem światowej klasy na czele, natomiast pisanie jakichkolwiek peanów na cześć Nawałki nie ma sensu, bo zwyczajnie niespecjalnie zasłużył. Zarówno w tych, jak i w tamtych eliminacjach musieliśmy liczyć na szczęście, nie potrafiliśmy nawet przekonująco wypaść z Czarnogórą bez dwóch kluczowych zawodników i znów, tak jak ze Szkocją, dupę ratował RL9. Nie ma żadnego wypracowanego stylu gry, jest wciąż liczenie na indywidualne zrywy i przebłyski. Nie ma też co marginalizować znaczenia meczu z Danią, Eriksen pokazał ile warci są Linetty czy Mączyński na najwyższym światowym poziomie. Boje się, że w Rosji chłopaki trafią po wyjściu z grupy np. Brazylię i zagrają z nimi jak Brazylia z Niemcami w 2014.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz