Milanu nie ma, ale też jest nie najgorzej
Weszło

Milanu nie ma, ale też jest nie najgorzej

Przykra sprawa –  przynajmniej na razie nie dojdzie do pojedynków Siemaszki z Bonuccim. Marzenia Arki Gdynia o wylosowaniu AC Milanu w III rudzie eliminacji do Ligi Europy zabiła już rano UEFA, umieszczając obie ekipy w różnych grupach. W zamian zdobywcom Pucharu Polski zaproponowano: PAOK, Austrię Wiedeń, Dinamo Zagrzeb, Athletic Bilbao, zwycięzcę dwumeczu Ferencvaros – Midtjylland lub lepszego z rywalizacji Shamrock Rovers – Mlada Boleslav. I teraz tak – jeśli uczestnictwo Arki w pucharach traktujemy wyłącznie jak przygodę, to szkoda, że Leszek Ojrzyński nie pojedzie ze swoimi piłkarzami na San Mames. No bo los przydzielił gdynianom przeciwnika, z którym szanse na nawiązanie walki będą trochę większe. Niemal na pewno będzie to Midtjylland.

Niemal, bo w pierwszym meczu w Ferencvarosem Duńczycy wygrali 4-2. Czwartej ekipy poprzedniego sezonu ligi duńskiej nie trzeba specjalnie przedstawiać, wszak dwa sezony temu mierzyła się z nią Legia w fazie grupowej Ligi Europy. Raz przegrała, raz wygrała, ale na wiosnę w pucharach zagrało Midtjylland. I nawet potrafiło wygrać w pierwszym spotkaniu z Manchesterem United. Poprzedni sezon był już trochę słabszy, bo po przejściu trzech rywali za burtę Ligi Europy Duńczyków wyrzucił Osmanlispor.

Oczywiście, że pisaliśmy o nich większy teksty, wszak to klub znany w skali globalnej ze względu na swe nowatorskie w kontekście futbolu podejście do analizy statystycznej i jeszcze kilku innych spraw. Dużo informacji znajdziecie TUTAJ.

I tak się też złożyło, że wczoraj na Weszło ukazała się długa rozmowa z… byłym piłkarzem Midtjylland. Mateusz Rokuszewski przepytał Patryka Wolańskiego. W TYM MIEJSCU całość, a poniżej fragment:

A jako piłkarze Midtjylland odczuwaliście, że ten klub prowadzony jest inaczej niż inne drużyny?

Szczerze mówiąc, nie. Patrząc od środka – drużyna jak każda inna. Może sposób jej kompletowania jest trochę inny, bo powiem ci, że choć to jedna z najlepszych duńskich ekip, to tam w ogóle nie ma gwiazd i gwiazdorzenia. No, może poza Rafaelem van der Vaartem, ale to trochę inna przypadek. Akurat ściągnięcie Rafy było okazją, bo jego dziewczyna jest piłkarką ręczną i przychodziła grać bodaj do Silkeborga, a on chciał być blisko niej. Prywatny sponsor wyłożył kasę na jego kontrakt i udało się.

Ale nie byli z niego zadowoleni, bo dyrektor sportowy powiedział kiedyś, że jeśli Rafael odejdzie z Midtjylland, to chyba prosto do domu starców. 

Przede wszystkim nie byli z niego zadowoleni inni zawodnicy, bo podobno dawał ludziom odczuć, że przyszedł Pan Piłkarz. A jeśli chodzi o boisko, to był właśnie coś jakby drepczący emeryt z delikatną oponką. Oczywiście jak miał piłkę przy nodze, to od razu widać było ogromną klasę i to w każdym kontakcie. Gorzej, gdy trzeba było trochę powalczyć. Ale gdy ostatnio gadałem z chłopakami, to usłyszałem, że już zmienił podejście. Weszli mu trochę na ambicję, rzucając takimi tekstami jak ten, który przytoczyłeś. Wracając do samego klubu – dla mnie, dla chłopaka z Widzewa, to co zobaczyłem w Danii, to była przepaść. Okej, może to trochę niefortunne zestawienie, ale podejrzewam, że przy innych klubach z Ekstraklasy byłoby podobnie. Obiekty treningowe – bajka. Ale mnie najbardziej uderzyło podejście ludzi, bo jest tam ogromne zaufanie. Wszystko na zasadzie – rób co chcesz, ale na końcu jest trening, który cię zweryfikuje. Jak coś cię bolało, to trener nigdy nie mówił, żeby rozbiegać, bo przecież ty najlepiej znasz swój organizm. Jak dostawałeś rozpiskę treningową, to nikt nie sprawdzał, czy aby na pewno wszystko zrobiłeś. Koniec końców i tak to przecież wychodziło na zajęciach.

*

Arka to nasz jedyny pewniak w tej fazie rozgrywek, ale jednak trzeba się też przygotować na to, że awans wywalczą Jagiellonia Białystok i Lech Poznań. Ciekawych potencjalnych rywali miała drużyna Ireneusza Mamrota, bo po przejściu Gabali zagrać mogła z: PSV, Fenerbahce, Krasnodarem, Panathinaikosem i Szekendiją lub HJK. I trafiła naprawdę nieźle, na Greków. No bo tak:

– marka niezła,
– drużyna coraz bardziej przeciętna.

Kilka lat temu pisalibyśmy, że Jaga może już skupić się na lidze, ale Panathinaikos to nie ten zespół, który skutecznie forsował bramy Ligi Mistrzów i rządził w Grecji. W zeszłym roku był awans do grupy Ligi Europy (kosztem AIK Solna i Brondby), ale tam już lekki wstyd, bo pięć porażek i jeden remis (rywale Ajax, Celta, Standard Liege). A sezon wcześniej z pucharów wyrzuciła Panatę… Gabala. TUTAJ możecie poczytać tekst Kuby Olkiewicza o upadku greckiej piłki, w tym Koniczynek.

Na razie głównym zmartwieniem Lecha jest to, by kompromitacja z Norwegii rozeszła się po kościach, ale jeśli się uda, to w kolejnej rudzie czeka Valletta FC lub Utrecht. W pierwszym meczu padł bezbramkowy remis, co dość jasno pokazuje, że przed rywalem z Eredivisie nie ma co robić po gaciach.