Gwiazdy są na niebie? Nie, gwiazdy są w Kielcach
Weszło

Gwiazdy są na niebie? Nie, gwiazdy są w Kielcach

Przez lata byliśmy oszukiwani, że w polskiej lidze nie mogą grać gwiazdy największego formatu, niby z wielu powodów: bo nie ma aż tak dużych pieniędzy, bo zimno, bo poziom nie ten co trzeba. A, guzik! To wszystko była mistyfikacja, szyta grubymi nićmi lenistwa, niechęci, by zrobić coś wielkiego. Oczy otworzył nam Dieter Burdenski, który przybył zza wielkiej niemieckiej wody i krok po kroku buduje w Kielcach – nie bójmy się tego słowa – Galacticos. Dziś ogłoszono transfer kolejnego elementu tej układanki: Angelosa Argyrisa.

Ah, Angelos. Kto był w Grecji ten wie, jaką estymą cieszy się tam piłkarz – synowie wieszają sobie jego plakaty w pokoju, córki szukają chłopaka na podobieństwo herosa, na podwórkach trwa ciągła walka, kto będzie w pierwszej kolejności Argyrisem. Chętnych zawsze jest wielu, a i tak na końcu dochodzi do tego, że po boisku biega jeden Argyris i kilkunastu Angelosów, bo nikt nie chce sobie odpuścić. Trudno się dziwić, facet jest inspiracją, która w niepewnych czasach daje Grekom nadzieję.

Futbol ma przecież taką naturę, pomaga zapomnieć o problemach dnia codziennego. Dlatego miliony Greków zasiadają co tydzień jak do telenoweli, by podziwiać wyczyny Argyriosa, a trzeba wiedzieć: w zeszłym sezonie było co oglądać. Piłkarz ubrany w barwy SC Weiche Flensburg 08 wyglądał lepiej niż Superman, a już na pewno grał lepiej niż grałby przybysz z kosmosu, bo tego da się powalić kryptonitem, natomiast Angelos słabych punktów nie ma. Czwartą ligę niemiecką wziął dla siebie, wsadził rywali do kieszeni i poprowadził wpatrzonych w niego kolegów do drugiego miejsca w tabeli. Występował na środku obrony albo jako defensywny pomocnik, a i tak potrafił strzelić dwa gole, dołożyć do tego trzy asysty. Piłkarz kompletny.

I niestety, przez to odtrącany, zawiść ludzka nie ma końca, a zawiść niemiecka nie dość, że nie ma końca, to jeszcze robi pętlę dwa razy. Napięcia polityczne na linii Niemcy-Grecja odbiły się na Angelosie, który zamiast błyszczeć na boiskach Bundesligi, musiał z doklejonymi wąsami – by nie wyciągnęli go hiszpańscy skauci – grać w rezerwach Werderu Brema. Wyobraźcie sobie, że nie był tam nawet piłkarzem pierwszego wyboru! Jeszcze w czwartej lidze grał, natomiast w trzeciej do głosu zaczęły dochodzić układy, układziki, Angelos zaczął być odtrącany.

To z jednej strony smutna historia: Argyris poświęcił lata, by grać w trzeciej lidze niemieckiej, a nie może przebić sufitu ludzkiej zawiści. Najpierw opór napotkał w Werderze, a potem na samym szczycie, u władz tamtejszej piłki, które ustaliły, że wspomniane drugie miejsce w Regionalliga Nord nie daje awansu. Z drugiej strony to jednak historia pełna inspiracji, bo Angelos wbrew przeciwnościom losu trwa w postanowieniu, że w końcu zostanie podstawowym zawodnikiem na trzecim poziomie w Niemczech.

Jego droga do celu wiedzie przez Kielce, gdzie na pewno dostanie wiele cennych rad, jak na ten szczyt się wspiąć. Będzie go prowadził w końcu Gino Lettieri, czyli postać w tamtych rozgrywkach niemalże posągowa. W szatni usiądzie koło Zlatana Alomerovica, legendy trzeciej ligi niemieckiej, Fabiana Burdenskiego, który z pewnością ostatniego słowa tam nie powiedział. Jest się od kogo uczyć.

Mówili: gwiazdy to są na niebie. Nie: gwiazdy są w Kielcach.