Trzy największe problemy Legii przed ligowym klasykiem
Weszło

Trzy największe problemy Legii przed ligowym klasykiem

Dwaj niezwykle skuteczni snajperzy, wspierani przez linię pomocy tak kreatywną, że momentami zacierać się mogły granice między ekstraklasą a nieco lepszym piłkarskim światem. Morale zbudowane naprawdę wielkimi wynikami w Lidze Mistrzów. Legia miała sporo powodów do pompowania optymizmu po imponującym zakończeniu jesieni. Ten jednak zaczął się mocno kurczyć, gdy przyszło do wejścia w decydującą o zdobyczach rundę wiosenną. Dziś Legia to klub co najmniej kilku problemów – przed meczem z Wisłą wyróżniliśmy trzy najbardziej rzucające się w oczy.

Problem pierwszy – tęsknota za żądłem

Zero bramek napastników. Ledwie pięć zespołów w lidze jest mniej skutecznych po zimowej przerwie, za to aż siedem lepszych. W tym mające ponad dwa razy więcej goli Jagiellonia i Lech. Delikatnie mówiąc, w ofensywie Legii nie panuje w tym momencie jakościowy ścisk jak w indyjskim pociągu, co kibiców tego klubu musi boleć jeszcze bardziej, gdy patrzą jak radzą sobie jego byli lub wypożyczeni do innych klubów zawodnicy.

Aleksandar Prijović (PAOK) – 9 meczów (397 minut), 7 goli, 1 asysta
Nemanja Nikolić (Chicago Fire) – 2 mecze (175 minut), 1 gol
Jarosław Niezgoda (Ruch Chorzów) – 5 meczów (410 minut), 2 gole

Dla formalności spójrzmy jeszcze na wiosenny bilans aktualnych żądeł:

Tomas Necid – 5 meczów (271 minut), 1 asysta
Daniel Chima Chukwu – 1 mecz (8 minut)
Vamara Sanogo – 0 meczów

Ci u góry to napastnicy, którzy w tym sezonie grali dla Legii, ale obecnie cieszą swoimi występami kibiców innych drużyn, i ich wiosenne osiągi. Każdy z nich trafiał w ostatnim swoim meczu – Niezgoda wczoraj z Lechią, Nikolić z Realem Salt Lake, „Prijo” w meczu na szczycie z Olympiakosem tydzień temu. Ci na dole – wiadomo. Obecny arsenał warszawskiego zespołu:

– napastnik, który – jak można usłyszeć – dobrze wygląda na treningach, ale na razie tylko na nich
– napastnik, który na tenże trening raz nawet nie trafił (bo pomylił stadiony)
– napastnik, który super wygląda na razie tylko w grze FIFA 17 (osiągnął półfinał turnieju drużyn ekstraklasy z Michałem Srokoszem)

Rezultat jest taki, że trzeba wracać do starego, sprawdzonego schematu. Czyli – na kłopoty „Rado”. Ale chyba nie do końca o to chodziło w zimowej zmianie warty w pierwszej linii…

Problem drugi – twierdza z kart

Były czasy, gdy Łazienkowska była dla ligowców prawdziwą twierdzą nie do zdobycia. Był taki okres, kiedy potrafiła notować u siebie serie takie jak 47 wygranych meczów z 51 rozegranych z rzędu. To wprost nie do wiary, że drużyna zdobywająca cztery punkty w fazie grupowej Ligi Mistrzów na własnym stadionie, i która notowała w trzech ostatnich sezonach bilanse domowe na takim poziomie:

2013/14: 15 wygranych, 1 remis, 3 porażki – 2,42 pkt na mecz
2014/15: 13 wygranych, 3 remisy, 3 porażki – 2,21 pkt na mecz
2015/16: 12 wygranych, 5 remisów, 2 porażki – 2,16 pkt na mecz

W obecnych rozgrywkach w tabeli „domowej” Legia zajmuje 10. miejsce – punktowała przy Łazienkowskiej na poziomie 1,42 pkt na mecz. Już teraz było wiadomo, że nie powtórzy nawet najsłabszego z trzech wspomnianych wyników, bowiem już do dziś zgubiła 19 punktów, podczas gdy w sezonie 2015/16 u siebie straciła ich na przestrzeni całego sezonu 18.

Dziś bardziej niż twierdzę, warszawski stadion przypomina relatywnie łatwy do zdmuchnięcia domek z kart.

Problem trzeci – już dawno nie stoi na stacji lokomotywa

A konkretniej – poznańska lokomotywa. Przed Legią w tabeli są trzy ekipy, ale to forma tej z Wielkopolski wskazuje, że margines błędu, jaki mają legioniści, jest doprawdy niewielki. A co gorsza w porównaniu z Lechem, na którego stadion zespół ze stolicy wybierze się za trzy kolejki, Legia wypada wiosną blado, jakby chwilę wcześniej wzięła kąpiel w wybielaczu:

Gole strzelone: 14:6 dla Lecha
Gole stracone: 1 Lecha, 5 Legii
Punkty zdobyte: 100% Lecha przy 58% Legii

Nenad Bjelica rozpędził swoją maszynę tak, że taranuje wszystkie przeszkody na drodze, nie bacząc dosłownie na nic. I tak pędzi do stacji końcowej, jaką jest mistrzostwo kraju. Jeżeli Lech nie zgubi gdzieś dyspozycji z początku wiosny, Legii będzie piekielnie trudno dotrzymać mu kroku. Szczególnie jeśli nie zacznie tydzień w tydzień punktować za trzy.

A przecież w tym sezonie najdłuższa taka seria zwycięstw Legii trwała zaledwie trzy kolejki z rzędu…

Fot. FotoPyK