Zawisza ośmieszony przez Dolcan. Z taką grą wstyd wracać do Ekstraklasy.
Weszło

Zawisza ośmieszony przez Dolcan. Z taką grą wstyd wracać do Ekstraklasy.

Dziś mamy okazję po raz kolejny pochwalić w tym sezonie Dolcan. Bardzo dobrze zorganizowani, uporządkowani w defensywie i z dynamicznym przejściem z obrony do ataku. Być może nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że rywalem zespołu Dariusza Dźwigały był dziś Zawisza, jeden z faworytów do awansu. A w Bydgoszczy padł wynik mocno jednoznaczny, 0:3!

Leszek Bartnicki słusznie zauważył, że relację z tego meczu należałoby zacząć od pomeczowej wypowiedzi Kamila Drygasa. Zawodnik Zawiszy mówił bowiem, że on i jego koledzy nie stworzyli sobie żadnych sytuacji, rozegrali najsłabszy mecz od niepamiętnych czasów, popełnili mnóstwo błędów i „dobrze, że Dolcan strzelił nam tylko trzy gole”. Ale nam spodobały się również słowa Pawła Tarnowskiego, który zanotował kolejny solidny występ w ekipie gości. Dorzucił, że – mimo prowadzenia do przerwy 2:0 – mogli pokusić się o więcej bramek.

Komentarz? W teorii tyle powinno wystarczyć. Tylko, że nawet nie jesteśmy pewni, czy porażka Zawiszy na własnym stadionie różnicą trzech goli odzwierciedla widoczną w wielu momentach różnicę pomiędzy tą dwójką…

No to od początku: w Dolcanie, który w tym sezonie stracił najmniej bramek, brakowało dwóch środkowych obrońców, Klepczarka i Wieteski. Wskoczyli w ich miejsce Sawala z Wiktorskim, którzy bez najmniejszych problemów zatrzymywali Szymona Lewickiego, lidera klasyfikacji strzelców. Niewiele mógł zrobić on, niewiele mogli Mica (podania niedokładne lub przerywane), Patejuk (przeważnie się denerwował na zatrzymujących go rywali lub sędziego) czy Smektała. A goście robili swoje, choć… z pomocą gospodarzy. I to wcale nie taką małą.

Wełnicki po raz pierwszy: zagrywa piłkę głową do bramkarza, ten się z nią mija, co wykorzystuje Tarnowski.

Wełnicki po raz drugi: Tarnowski odjeżdża na skrzydle Nykielowi, Wełnicki w niezrozumiały sposób nie wybija znajdującej się pod jego nogami piłki, co wykorzystuje Świerblewski.

Zawisza po raz trzeci (pewnie dlatego, że Wełnicki był już na ławce): Węglarz odbija strzał Bajdura, ten odgrywa Matuszkowi, którego uderzenie próbują jeszcze bronić stojący na linii Stawarczyk i Nykiel. Robią to nieskutecznie, nieudolnie.

Mało? No to wyobraźcie sobie, że w pierwszej połowie Kądzior padł w polu karnym po starciu z Igumanoviciem i mamy wątpliwości, czy nie powinna być to jedenastka. Poza tym, Petasz nieźle załadował z rzutu wolnego – w poprzeczkę. A Zawisza? Najlepsza sytuacja miała miejsce… po niecelnym uderzeniu. Wierzcie nam, nie ma do czego wracać.

Wracać do tego meczu będzie natomiast na pewno duet trenerów Bartoszek-Hermes, no i pewnie prezes Osuch. Bo 19-letniego Węglarza wypadałoby z bramki odesłać na ławkę, Nykiela, Stawarczyka i Wełnickiego – również. A mowa przecież tylko o defensywie, Zawisza z przodu też nic nie znaczył. Z taką grą ciężko myśleć o czymkolwiek poważnym.

Fot.FotoPyk

KOMENTARZE (0)