W Górniku Łęczna doszło już do drugiej zmiany trenera w tym sezonie. Najpierw Macieja Stolarczyka na stanowisku zastąpił Daniel Rusek, a teraz jego miejsce zajął Jurij Szatałow. Jest to o tyle zaskakujący ruch, że ten szkoleniowiec na ławkę trenerską wraca po ponad ośmiu latach przerwy od pracy na stanowisku.
62-letni trener ostatniego zespołu na zapleczu Ekstraklasy udzielił wywiadu Dziennikowi Wschodniemu, w którym zdradził, co robił przez lata, gdy pozostawał bez zatrudnienia, przedstawił wygląd swojego sztabu szkoleniowego, zapowiedział, jakich wzmocnień można się spodziewać oraz zaskoczył dość nieoczywistym wyznaniem.
– W tym miejscu też zaznaczę, że od trzydziestu lat mam tylko jedno, polskie obywatelstwo. Byłem obywatelem Związku Radzieckiego, a nie Rosji – to tak by ukrócić niektóre pytania – wypalił Szatałow.
Czerwona latarnia 1. ligi ma nowego trenera. Powrót po latach
Szatałow zapowiada. Nie jest Kaszpirowskim, ale o utrzymanie Górnika będzie walczył
Jurij Szatałow w przeszłości był szkoleniowcem choćby Zawiszy Bydgoszcz, Cracovii czy Polonii Bytom. Pracował już także w Górniku i to właśnie w Łęcznej spędził najwięcej czasu w trakcie swojej trenerskiej przygody, jednak ostatnim zespołem jaki prowadził był GKS Tychy. Było to już ponad osiem lat temu. Odkąd w 2017 roku zakończył swoją pracę pozostawał bez zatrudnienia. Teraz opowiedział, co się u niego działo przez tyle czasu.
– W skrócie można powiedzieć, że cieszyłem się życiem. Dużo podróżowałem, oglądałem wiele meczów. W 2020 roku pojawiło się kilka propozycji, by znów poprowadzić jakiś zespół, ale moją pracę trenerską zatrzymała choroba mojej małżonki. Wobec tego nie przyjąłem żadnej z propozycji. Można więc powiedzieć, że chciałem i zakończyłem swoją przygodę z trenerką. Zadzwonił do mnie Grzegorz Szkutnik i przekonywał dosyć długo. „Poddałem się” i przyjąłem tę ofertę. Przekonały mnie ambicje prezesa, bo znałem go z czasów mojej poprzedniej pracy w klubie. Można powiedzieć, że zaryzykowałem. Będziemy ciężko pracować.
62-latek zapowiedział, że już szuka mieszkania w Łęcznej, by mieszkać jak najbliżej stadionu. Jednocześnie potwierdził, że nie będzie współpracował z Danielem Ruskiem, czyli ostatnim trenerem Górnika, a wcześniejszym asystentem Macieja Stolarczyka oraz Pavola Stano. Nowy szkoleniowiec Łęcznian zdecydował się na przedstawienie swojego sztabu szkoleniowego.
– Moja praca będzie polegać przede wszystkim na tym, by zmienić mentalność tych piłkarzy. Kiedy w 19 meczach ponosi się tyle porażek to w nawyk wchodzi myśl, że jest się przegranym. To trzeba odwrócić i nastawić zespół na ciężką pracę. Do pomocy będę miał asystenta Łukasza Mierzejewskiego i Roberta Skoka. Do tego w sztabie będzie Piotr Wilawer, Sergiusz Prusak i trener z Akademii Luiz Mołodecki. Tak będzie wyglądać mój sztab. Piłka nożna mi nie uciekła. Pojawiło się co prawda nowe słownictwo, ale inne rzeczy zostały bez zmian.
Zmiany kadrowe w Górniku Łęczna
Szatałow podkreślił, że w trakcie zimowego okienka transferowego należy spodziewać się wzmocnień dla jego zespołu. Poczyniono w tej sprawie już pierwsze kroki.
– Tutaj wiele zadań ma także nasz prezes, który odbiera i wykonuje dużo telefonów. Próbujemy znaleźć zawodników, którzy sprawią, że w tej drużynie będzie rywalizacja. Choć w tym sezonie zespół ma szeroką kadrę, to nie ma tutaj rywalizacji. Analizowałem ostatnie pięć meczów Górnika i widać było, że około 60. minuty gra się kończyła. Muszą pojawić się więc ludzie, którzy zwiększą rywalizacje, a wchodząc na boisko wniosą jakość do gry. Są w tym zespole „ciemne plamy” i będziemy chcieli je zlikwidować. Na tę chwilę pracujemy wspólnie z prezesem, by dokonać wzmocnień. Odkąd wiadomo, że będę trenować Górnika pojawia się mnóstwo telefonów. Rozmawiamy z menadżerami na temat wzmocnień. Natomiast teraz chcę już wejść bardziej w pracę stricte trenera.
62-latek zdecydowanie nie będzie miał najłatwiejszego zadania. Po 19 kolejkach jego zespół z dorobkiem 11 punktów zamyka ligową tabelę. W tym sezonie Górnik wygrał zaledwie jedno ligowe spotkanie, a do odrobienia do pierwszej drużyny nad strefą spadkową ma sześć punktów.
– Nie jestem Kaszpirowskim więc nie zagwarantuję w tym momencie utrzymania. Jaki będzie Górnik pod moją wodzą? Na pewno będzie walczyć do ostatniego gwizdka. Zawodnikom nie zabraknie zaangażowania i chęci do gry na sto procent. Chciałbym też, aby gra była w miarę możliwości przyjemna dla oka. A więc w skrócie na pierwszym miejscu agresywność, a na drugim kreatywność – zwieńczył – jak sam o sobie mówi – były obywatel Związku Radzieckiego.
Czytaj więcej na Weszło:
Fot. Newspix