Odmieniony GKS Tychy. „Dla nas zimowe okno było jak letnie”

Przemysław Michalak

04 lutego 2026, 18:54 • 9 min czytania 1

Odmieniony GKS Tychy. „Dla nas zimowe okno było jak letnie”

GKS Tychy jest obok Stali Mielec zdecydowanie największym rozczarowaniem jesieni w I lidze. Śląski klub nie wygrał od sierpnia, a w ostatnich trzynastu meczach ligowych zdobył zaledwie dwa punkty. W międzyczasie odpadł jeszcze z Pucharu Polski z trzecioligowym Zawiszą Bydgoszcz. Wiosna ma być jednak dla Tyszan zupełnie inna. Wiąże się to nie tylko z osobą trenera Łukasza Piszczka, ale także z rewolucją kadrową, do której doszło w przerwie zimowej.

Reklama

Zimą do GKS-u przyszło aż dziewięciu nowych zawodników: Igor Łasicki, Jakub Mądrzyk, Paweł Łysiak, Dani Sandoval, Marcin Listkowski, Luis Silva, Bartłomiej Barański, Piotr Krawczyk i Jacek Wuwer. Poza tym ostatnim, którego pozyskano z „piszczkowego” LKS-u Goczałkowice, każdy z nich miał już wyrobioną markę przynajmniej na szczeblu pierwszoligowym.

– Za nami bardzo intensywne tygodnie. Wielu piłkarzy przyszło, wielu odeszło. Od początku listopada wiedzieliśmy już kogo i na jakie pozycje chcemy sprowadzić. Praktycznie wszystkich zawodników, których chcieliśmy pozyskać, pozyskaliśmy. Podsumowując to okienko transferowe możemy uznać je za satysfakcjonujące. Chcieliśmy stworzyć konkurencyjny zespół, z większym doświadczeniem. To się udało – powiedział szef klubu Max Kothny podczas tradycyjnego śniadania prasowego.

Reklama

– Widzę bardzo dobrą atmosferę w szatni. Jest w niej więcej liderów, którzy przeżywali już tego typu trudne momenty w trakcie swoich karier. Postawa drużyny w sparingach była obiecująca. Wydaje się, że poczyniliśmy duży postęp – dodał.

GKS Tychy zimą już nie zatrudnia

Nie ukrywa on, że luty będzie już bardzo spokojny jeżeli chodzi o tyskie mercato. – Prawdopodobnie to już dla nas koniec okienka w temacie transferów przychodzących. Jest jeszcze temat odejścia na wypożyczenie Kamila Głogowskiego, który wiosną nie mógłby liczyć na zbyt wiele minut. Nadal monitorujemy rynek, ale wszystkie nasze cele transferowe zrealizowaliśmy – stwierdził Kothny.

GKS Tychy drużyna

Skoro tylu nowych przyszło, ktoś musiał odejść. Maksymilian Stangret, Piotr Gębała i Bartosz Pioterczak powędrowali na wypożyczenia. Rafał Makowski, Mamin Sanyang i Yannick Woudstra rozwiązali kontrakty, a wypożyczenie Leona-Oumara Wechsela zostało skrócone. Bramkarz, który był już nawet powoływany do reprezentacji Niemiec U-21, okazał się totalnym niewypałem. Wcześniej GKS trafiał na tej pozycji z Maciejem Kikolskim i Marcelem Łubikiem, ale w jego przypadku mocno przestrzelił.

– Na koniec można powiedzieć, że po prostu nie jest dobrym bramkarzem. Obserwowaliśmy go na trzecim poziomie w Niemczech w rezerwach Hannoveru i w kadrze Niemiec U-20 – to byli dwaj różni bramkarze, porównując do tego, co pokazał w I lidze. Być może trochę nie docenił jej poziomu. Mimo że miał polski paszport, nie mówił po polsku, co utrudniało mu funkcjonowanie w szatni. Wiele małych rzeczy złożyło się na to, że mu nie wyszło i nie pomagał zespołowi. Cieszymy się, że udało nam się zakończyć to wypożyczenie. Leon ma nowy klub i życzymy mu wszystkiego najlepszego – podsumował jego wątek Max Kothny.

Sanyang odchodzi, bo nie ma dla niego pozycji

Odejście Sanyanga mogło trochę zaskakiwać, bo jesienią strzelił trzy gole i zaliczył trzy asysty. Powody były jednak jasno sprecyzowane. – Mamin nie pasował do naszego systemu z trójką stoperów i wahadłowymi. To typowy skrzydłowy, który potrzebuje przestrzeni. Brakowałoby dla niego miejsca. Nasze „dziesiątki” grają bardziej w środku boiska, a na wahadło jest za mało odpowiedzialny w defensywie. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie się rozstać – wytłumaczył Kothny.

Mamin Sanyang

Mamin Sanyang nie pasował do GKS-u Tychy według pomysłu Łukasza Piszczka. 

Co do Woudstry, kolejne problemy zdrowotne zmusiły go do zakończenia kariery. Napastnik ten przybył do Tychów latem 2024 i po kilku dniach zerwał więzadło krzyżowe w kolanie. Na boisko wrócił po ponad roku. W tym sezonie trzy razy wszedł z ławki rezerwowych, ale na dłuższą metę normalne granie okazało się niemożliwe. 24-latek musi znaleźć nowy sposób na życie.

Max Kothny zapytany, z którego transferu jest najbardziej zadowolony, odpowiedział opisywaniem zalet poszczególnych nazwisk.

Igor Łasicki to prawdziwy kapitan i mentalny lider. W sparingach już widać, ile może znaczyć dla zespołu, jak ustawia kolegów. Paweł Łysiak jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, mającym za sobą wiele udanych występów, grającym bardzo charakternie. Przeszedł drogę od III do I ligi i poradził sobie z tym przeskokiem. Szukaliśmy do ofensywy kogoś o jego profilu. Luis Silva to był bardzo szybki transfer, przeprowadziliśmy go w ciągu 24 godzin. Rozmawialiśmy z kimś innym, ale gdy pojawiła się możliwość jego sprowadzenia, zdecydowaliśmy się na ten krok. Dużo rozumie po polsku i nieźle mówi. Powinien być przydatny jako lewonożny stoper.

Jakub Mądrzyk ma dać spokój w bramce

Rozwiązanie kwestii bramkarza było dla nas bardzo istotne. Kuba Mądrzyk powinien być tu wzmocnieniem, co już pokazały sparingi. Negocjacje z Rakowem trwały dłużej niż zakładaliśmy, bo sześć tygodni i były ciężkie, ale jesteśmy szczęśliwi, że udało się porozumieć. 

Marcin Listkowski to mocno niedoceniany piłkarz. Miał trudny czas w Jagiellonii, ale może nam bardzo pomóc. To rozgrywająca „ósemka”, ostatnio w sprawdzianie z Zagłębiem Sosnowiec był najlepszy na boisku. Jacek Wuwer był czołową postacią w III lidze na swojej pozycji. Łukasz Piszczek zna go doskonale, a on zna jego system i filozofię gry. Nie widać po nim, że przyszedł z czwartego poziomu rozgrywkowego. Piotrek Krawczyk zwiększy rywalizację w ataku. Ma dobrą lewą nogę i dobre wykończenie. Liczymy, że kilka goli strzeli.

Marcin Listkowski

Marcin Listkowski już w barwach GKS-u Tychy. 

Dani Sandoval bardzo dobrze pracował przez pierwsze dwa tygodnie i wystąpił w sparingu z Goczałkowicami. Później poczuł dyskomfort mięśnia przywodziciela i trudno zakładać, aby z Wisłą w piątek zagrał od początku. Później już normalnie będzie do dyspozycji. Wypożyczony z Lecha Bartłomiej Barański w dużej mierze obsadza nam młodzieżowca, a jest ich w tej rundzie mniej. Poza Barańskim są jeszcze Bartek Jankowski i Tymek Ryguła, który teraz został włączony z akademii do pierwszego zespołu. Niedostępny jest Marcel Kalemba, który ma problemy kardiologiczne i nie wiadomo, kiedy będzie mógł wrócić.

A na koniec wtrącił w tym temacie: – Szukaliśmy nie tylko jakości, doświadczenia i odpowiedniej mentalności, ale także intensywności. Ona jest kluczowa dla tego, co chce grać trener Piszczek, czyli regularny wysoki pressing.

Magia Łukasza Piszczka działa

Kothny przyznaje, że zatrudnienie Łukasza Piszczka ma także atuty pozaboiskowe. W GKS-ie obserwują zwiększone zainteresowanie klubem, co objawia się w liczbie wywiadów, liczbie obserwujących czy ogólnym szumie. Osoba byłego reprezentanta Polski ułatwiała także negocjacje transferowe. – Jeżeli Łukasz Piszczek przekonał się do projektu w GKS-ie Tychy, to zawodnik może chcieć zrobić to samo. To może być trochę nasza przewaga w rozmowach kontraktowych – potwierdza szef klubu.

Łukasz Piszczek

Tyszanie na papierze naprawdę poważnie się wzmocnili, powstaje zatem pytanie, dlaczego nie zrobili tego latem. Wówczas wdrożono tryb oszczędnościowy, budżet spadł o 30 procent, ale wcześniejsze zaciskanie pasa sprawiło, że teraz trzeba było gasić pożar. Przed sezonem odeszło 5-6 ważnych ogniw, a od początku jedynym naprawdę poważnie wyglądającym nabytkiem był Damian Kądzior. Praktyka potwierdziła, że zabrakło jakości.

– Możesz wydać tylko to, co masz. Nie działaliśmy jak wiele innych klubów, które wydają więcej niż posiadają. Latem mieliśmy mniej pieniędzy, choć oczywiście nawet w obrębie tego na pewno popełniliśmy błędy przy budowie kadry i pewne ruchy mogły być lepsze. Teraz na zimowe okno dostaliśmy większe środki i liczymy, że nowi zawodnicy pomogą nam się utrzymać. Staramy się odwrócić sytuację i wrócić na dobre tory – komentuje Max Kothny.

Zaznacza on, że kibice muszą zdawać sobie sprawę, w jakiej rzeczywistości funkcjonuje GKS Tychy. – Według raportu finansowego dla I ligi GKS w ostatnim sezonie miał najwyższy budżet w swojej historii, a całościowo i tak pod tym względem był dopiero na trzynastym miejscu. Realia są takie, że jesteśmy stosunkowo małym klubem w stawce, choć stadion czy baza treningowa mogą sugerować co innego. Miasto ciągle nam pomaga, jesteśmy zadowoleni ze współpracy z naszymi sponsorami, mamy wyprzedane sky boxy, ale i tak konkurencja ma do wydania więcej. Trzeba szukać innych dróg, żeby ją wyprzedzić – tłumaczył.

I uściślił: – Klub jest w 75% prywatny, miasto ma 25% i w takich proporcjach jest finansowany. Jeżeli potrzebujemy 10 mln zł, inwestor daje 7,5 mln zł, a miasto 2,5 mln zł. Każdy wywiązuje się ze swojej części zobowiązań i liczymy, że będzie to kontynuowane.

Fundamenty pod przyszły sezon

Czy więc należy uznać, że GKS postawił wszystko na jedną kartę i poszedł na całość? – Pójście all-in? To nie jest właściwe określenie. Kontrakty są podpisane na dłużej lub zawierają opcję automatycznego przedłużenia w razie utrzymania w lidze. Latem mamy tylko 3-4 zawodników z wygasającymi kontraktami, dlatego z tym składem możemy budować w perspektywie dalszej niż jedna runda. Ale na razie nie chcę wybiegać zbyt mocno do przodu. Na początek przed nami 15 meczów, którymi musimy zapewnić sobie pozostanie w I lidze. Jeśli się to uda, będzie szansa na posiadanie silnego zespołu w przyszłym sezonie, który po paru korektach powalczy o coś więcej – wyjaśnił Kothny.

Max Kothny i Piotr Włodek podczas prezentacji Łukasza Piszczka. 

Środków do wydania byłoby więcej, gdyby GKS zaczął zarabiać na transferach, a z tym jest problem. Klub pokazał, że potrafi właściwie identyfikować talenty, lecz na koniec rzadko kiedy coś z tego ma. Latem za darmo odchodzili Julius Ertlthaler, Marko Dijaković czy Wiktor Niewiarowski, a Marcel Łubik był jedynie wypożyczony. Za Natana Dzięgielewskiego do Tychów wpłynął symboliczny ekwiwalent od Górnika Zabrze i tylko na sprzedanym do Korony Kielce Jakubie Budnickim co nieco zarobiono.

To niestety ta trudniejsza strona piłkarskiego biznesu. Przykładem Norbet Wojtuszek. Mieliśmy opcję jego wykupu, ale była dla nas nieosiągalna. Gdybyśmy mieli więcej pieniędzy, to poza Marcelem Łubikiem zatrzymalibyśmy istotnych piłkarzy, którzy grali dla nas w zeszłym sezonie. Latem podobna sytuacja może być z Marcelem Blachewiczem. Ma tylko pół roku do końca kontraktu i trudno będzie go zatrzymać. Po sezonie może być dość łakomym kąskiem na rynku. Pół roku temu mogliśmy go sprzedać do Niemiec. Uważamy, że to byłaby dla niego świetna opcja, lecz nie zdecydował się na ten ruch. Do dziś nie rozumiemy, dlaczego. Na pewno w kilku przypadkach mogliśmy zrobić więcej. Staramy się wyciągać wnioski, dlatego przedłużyliśmy już umowę Kuby Bierońskiego – mówi Kothny.

Dwa tygodnie w Turcji

Klub zimą nie skąpił nie tylko na transfery. W przeciwieństwie do sytuacji sprzed roku, tym razem drużyna pojechała na zagraniczny obóz. Łukasz Piszczek przez dwa tygodnie mógł szlifować schematy w tureckiej Antalyi. Zimą 2025 zawodnicy nigdzie nie pojechali, bo „nie zasłużyli”. Kothny był wtedy zdenerwowany po letnim obozie w Chorwacji, który jego zdaniem bardziej przypominał wakacje niż ciężką pracę przed sezonem.

Podtrzymuję, że na obóz trzeba sobie zasłużyć, ale dla nas zimowe okienko było jak letnie. Doszło do wielu zmian kadrowych i chcieliśmy dać drużynie komfortowe warunki, żeby się zgrać, zintegrować i przygotować do rundy, zwłaszcza że znaliśmy prognozy pogody w Polsce. To była wyjątkowa sytuacja. Na obóz, częściowo sfinansowany przez prywatnych sponsorów, zdecydowaliśmy się bardzo późno, dlatego musieliśmy lecieć z Warszawy. Na lot z Krakowa do Antalyi już nie było biletów – zdradził Niemiec.

GKS Tychy wiosenną rywalizację rozpocznie w możliwie najtrudniejszych okolicznościach, bo zagra na wyjeździe z Wisłą Kraków. Margines błędu jest mocno ograniczony, bo już teraz strata do strefy bezpiecznej wynosi cztery punkty. W tej rundzie GKS chce się jedynie utrzymać, o czymkolwiek ponad to pomyśli dopiero w przyszłym sezonie – o ile teraz zrealizuje podstawowy cel.

Fot. FotoPyK/Newspix

1 komentarz

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Betclic 1 liga

Reklama
Reklama