80-letni Lucescu powalczy o udział w mundialu. „Mam dług wdzięczności”

Marcin Ziółkowski

25 marca 2026, 14:30 • 4 min czytania 1

Reklama
80-letni Lucescu powalczy o udział w mundialu. „Mam dług wdzięczności”

Mircea Lucescu najbardziej znany jest z 12-letniej kadencji w Szachtarze Donieck. W 2009 roku wygrał europejskie trofeum, Puchar UEFA. Tego nie dokonał żaden inny klub z Ukrainy od ogłoszenia niepodległości państwa. Niegdyś uczestnik mistrzostw świata w roli piłkarza – w końcu był kapitanem Rumunii w 1970 roku w Meksyku – teraz chce powtórzyć wyczyn w roli trenera. Reprezentacja, która na ostatnim EURO w Niemczech znalazła się w fazie pucharowej, na MŚ nie była od 1998 roku. Lucescu może więc znów stać się bohaterem narodowym.

Lucescu – selekcjoner celuje w swój pierwszy mundial z kadrą narodową

Jak już wspomnieliśmy we wstępie, Lucescu zagrał w kadrze Rumunii w 1970 na mistrzostwach świata w Meksyku. Był wtedy kapitanem drużyny narodowej i zmierzył się zarówno z Anglią, ówczesnymi mistrzami świata, jak i Brazylią z Pele w składzie.

14 lat później już jako trener poprowadził ojczyznę na EURO 1984. Tym razem chce zwieńczyć dzieło swojej kariery szkoleniowca i pojechać z drużyną swojego kraju na mistrzostwa świata. Potrzeba do tego pokonać Turków oraz innego zwycięzcę półfinału ze ścieżki C. Triumfator decydującego spotkania zagra na turnieju w grupie z Amerykanami, Australią oraz Paragwajem.

Lekarze wydali opinię na temat stanu zdrowia Lucescu

Reklama

Lucescu w ostatnim czasie mierzy się z problemami ze zdrowiem. W tym roku był już w szpitalu trzykrotnie. Mimo to, 80-latek cały czas jest zdeterminowany, aby osiągnąć swój cel, który pomaga mu znaleźć odskocznię od sytuacji zdrowotnej.

Kiedy lekarze powiedzieli mi, że mogę kontynuować trenowanie, skupiłem się na tym, co muszę zrobić dla Rumunii. Rozmawiałem z federacją i powiedziano mi, że nie mogą znaleźć rozwiązania tej sytuacji. Nie jestem w najlepszej formie, więc gdybym miał inną opcję, odszedłbym. Nalegam jednak, nie mogę odejść jak tchórz. Musimy wierzyć w naszą szansę na awans – powiedział Lucescu dla Guardiana.

Reklama

Wspomniał on też o mundialu w 1970 roku. Ubolewa nad tym, co stało się z rumuńską kadrą po tym turnieju.

– Osiągaliśmy wspaniałe wyniki, gdy graliśmy po swojemu. Wiedzieliśmy bardzo mało o tym, co się działo wokół nas. Wywodziliśmy się z zamkniętego, komunistycznego reżimu. Osiągnęliśmy awans ma MŚ w Meksyku, było tam tylko 16 drużyn. Próbowaliśmy pokazać jak się gra w piłkę, próbowaliśmy dobrze podawać, to była nasza siła wobec rywali. Po 1970 pozmieniało się i straciliśmy naszą tożsamość.

Reklama

To właśnie Lucescu dał szansę debiutu Gheorghe Hagiemu w 1983 roku. Młody talent miał 18 lat. Został najlepszym piłkarzem w historii swojego kraju, a drużyna pod jego przewodnictwem na boisku otarła się o awans do półfinału MŚ w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku.

Lucescu prowadził już kadrę w latach 1981-1986. Wiele się od tego czasu pozmieniało. Rumuni na awans na MŚ czeka od 1998, kiedy to wywalczyli aż siedem punktów w grupie z Anglią oraz Kolumbią. Odpadli w meczu 1/8 finału z Chorwacją, kiedy to jedynego gola spotkania strzelił Davor Suker, król strzelców tej imprezy. Dla Lucescu, powrót na turniej z Rumunią to prawdziwa misja.

– Czułem, że to mój obowiązek, aby przejąć zespół. To nie była tylko wielka odpowiedzialność. To był mój obowiązek za to wszystko, co rumuńska piłka mi dała. Miałem dług wdzięczności do spłacenia. Tu nigdy nie chodziło o pieniądze, kolejny medal. Mam wystarczająco dużo trofeów. Chciałem pomóc rumuńskiej piłce, zwłaszcza w funkcjonowaniu na poziomie mentalnym. (…) Nie możesz nic zbudować, jeżeli wszystko to, co cię otacza to środowisko pełne negatywności, to niemożliwe.

Dodał też, że półfinał z Turkami będzie ogromnym wyzwaniem. Zna ten stadion bardzo dobrze, z czasów pracy nad Bosforem. Po udanym pobycie w Galatasaray, w latach 2002-2004 pracował właśnie w klubie z biało-czarnej części Stambułu.

Reklama

– Będziemy grać na arenie Besiktasu, znam ten stadion doskonale. Gdy opuściłem klub, miałem więcej niż dwa lata do końca umowy.  Zostawiłem im pieniądze, ale z pewnym zobowiązaniem – że przeznaczą te pieniądze na odbudowę stadionu. To jeden z najlepszych stadionów na jakim byłem. Gdy przeciwnik ma piłkę, kibice wywierają presję, niezwykłą presję.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne reprezentacje