Gyokeres razy trzy. Szwedzi czekają na Polaków w finale

Marcin Ziółkowski

26 marca 2026, 22:54 • 3 min czytania 9

Reklama
Gyokeres razy trzy. Szwedzi czekają na Polaków w finale

Viktor Gyokeres okazał się skutecznym lekarstwem na problemy Szwedów w ostatnim czasie. Napastnik Arsenalu trzykrotnie pokonał Anatolija Trubina i został bohaterem półfinału baraży w ścieżce C. Skandynawowie wygrali w Walencji z Ukrainą 3:1. Dla Szwecji to pierwsza wygrana od początku eliminacji o mundial w Ameryce Północnej. Graham Potter, który niedawno został nagrodzony nową umową, może odetchnąć z ulgą. Ukraina czeka na awans na MŚ już od 2006 roku i musi poczekać kolejne cztery lata.

Okoliczności meczu barażowego

Na 26-tysięcznym Estadio Ciutat de Valencia eksploatowanym na co dzień przez Levante doszło do starcia drużyn, które wypełniły Walencję niebiesko-żółtymi barwami. Ukraińcy i Szwedzi po raz kolejny walczyli przez baraże o awans do wielkiej imprezy. Obydwa zespoły pozbawione były największych gwiazd – Ukraina od dłuższego czasu musiała borykać się bez Artema Dowbyka z Romy, a Skandynawowie wciąż czekają na powrót do zdrowia Dejana Kulusevskiego. Skrzydłowy ostatni raz w oficjalnym meczu wystąpił w maju ubiegłego roku.

Reklama

Ukraińcy chcieli rozgrywać mecze barażowe poza Polską, co nie może dziwić. Potencjalne zainteresowanie biletami Polaków w kontekście ewentualnego finału mogłoby być ogromne. Nasi sąsiedzi chcieli też wybrać lokalizację „optymalną pod względem interesów reprezentacji Ukrainy” – tak można było przeczytać w grudniowym oświadczeniu UAF (Ukraińskiej Federacji Piłkarskiej).

Szwedzi polegali bardzo mocno na zmierzającym po mistrzostwo Anglii Viktorze Gyokeresie. Napastnik Arsenalu miał być tym, który wejdzie w buty lidera, Kulusevskiego. I już na początku spotkania to on skierował piłkę do siatki. Po dośrodkowaniu Benjamina Nygrena, były snajper Sportingu CP skierował piłkę do pustej bramki z kilku metrów.

Reklama

Blisko kolejnego gola był krótko później Isak Hien. Uderzył on minimalnie ponad bramką po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Podopieczni Grahama Pottera byli zdecydowanie lepszą drużyną na boisku. Solowej akcji spróbował Gabriel Gudmundsson. Boczny obrońca Leeds United uderzył z okolicy pola karnego i trafił w słupek. Z prób Ukrainy nic nie wynikało.

Swojej szansy mogli jednak poszukać w osłabieniu defensywy rywali. Ostatnich kilka minut pierwszej połowy Szwedzi grali bez Hiena, który doznał kontuzji uda. Kolejne minuty pokazały, że za dużo się nie zmieniło.

Już po przerwie Szwedzi mieli dwie okazje w ciągu pierwszych pięciu minut. Do trzech razy sztuka w tym przypadku pasowało. Kristoffer Nordfeldt wykopał piłkę z ręki i powędrowała ona do Gyokeresa. Nie popisał się tutaj Ilia Zabarny, który nie przypilnował toru lotu piłki. Napastnik Arsenal wiedział co zrobić z podaniem i nie zmarnował tej okazji.

Reklama

Po godzinie gry Ukraińcy dokonali trzech zmian. Nie miały one jednak większego wpływu na przebieg gry. Minuty mijały, a ponownie problemy robił im Gyokeres. Do udanego już występu dołożył też wywalczenie rzutu karnego. Trubin otrzymał za faul na napastniku żółtą kartkę. Sam poszkodowany pewnie wykorzystał okazję i podwyższył na 3:0.

Ukraina miała więcej okazji niż w pierwszej części meczu, ale Nordfeldta pokonała dopiero pod koniec spotkania. Po kiksie jednego ze Szwedów, piłka dotarła do Ponomarenki, który zmniejszył rozmiary porażki.

Tym razem to Szwedzi mogli poczuć smak zwycięstwa. Na EURO 2012 i EURO 2024 to Ukraina wygrywała z nimi 2:1. Viktor Gyokeres zmienił co nieco historię tych pojedynków.

Reklama

Szwedzi o awans na MŚ zagrają na Friends Arena z Polską.

Ukraina – Szwecja 1:3 (0:1)

  • 0:1 – Viktor Gyokeres – 6. minuta
  • 0:2 – Viktor Gyokeres – 51. minuta
  • 0:3 – Viktor Gyokeres – 72. minuta (karny)
  • 1:3 – Matwiej Ponomarenko – 91. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

9 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne reprezentacje