Reklama

PRASA. „Problemem Legii są obcokrajowcy, piłkarze tranzytowi, nic im się nie chce”

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

25 listopada 2021, 09:48 • 8 min czytania 22 komentarzy

Wyglądają na wybitnie „tranzytowych” piłkarzy, świetnie zarabiających, jednak niespecjalnie przywiązanych do miejsca i klubu akurat reprezentowanego. Część z nich udowodniła, choć dawno temu, że fajne z nich grajki, jak choćby Luquinhas. Dziś wygląda na faceta, który niczego od siebie nie wymaga. Pozostali podobnie. Kiedyś w naszej lidze prześmiewczo mówiono o boiskowym lenistwie: „Jeb…ę, nie je- …ę, ale się przebiegnę”. Obecnym legionistom nawet przebiec rzadko się chce – mówi Dariusz Czykier w „Przeglądzie Sportowym” o obcokrajowców grających w Legii. Co poza tym dziś w prasie?

PRASA. „Problemem Legii są obcokrajowcy, piłkarze tranzytowi, nic im się nie chce”

„SPORT”

Legia dziś musi liczyć na cud. A co z jutrem? Posada trenera Gołębiewskiego nie jest pewna, możliwe są zmiany już zimą. A do powrotu zgłasza się Vuković.

Raków Częstochowa, Lechia Gdańsk, Lech Poznań, Piast Gliwice, Pogoń Szczecin, Stal Mielec i Górnik Zabrze – oto ligowa lista wstydu Legii. Do tego doliczyć należy dwie porażki z Napoli w Lidze Europy. Koszmar. – Legia istnieje już 105 lat, a w tym sezonie zostało pobitych kilka niechlubnych rekordów. Jeżeli pojawiłaby się taka propozycja, to schowałbym dumę do kieszeni. Jestem gotowy pomóc Legii w trudnych chwilach – powiedział serbskim mediom Aleksandar Vuković, były zawodnik i trener Legii, który… nadal ma z nią ważny kontrakt! – Do czerwca 2022 roku – precyzuje „Aco”. – Nie stawiałbym żadnych dodatkowych warunków – dodał serbski szkoleniowiec. O tym, kto i kiedy zostanie nowym trenerem Legii, mówi się od dłuższego czasu. Po meczu z Górnikiem Zabrze trener Gołębiewski podkreślił, że należy o to pytać władze klubu. Przypomnijmy, że wcześniej mówiono, iż szkoleniowiec ten poprowadzi „wojskowych” przynajmniej do końca sezonu. Chyba jednak nie, skoro jego bilans, to zwycięstwo i 4 porażki. Wydaje się, że do zmiany dojdzie zimą, a wszyscy związani z Legią widzieliby przy Łazienkowskiej Marka Papszuna. Mówi się nawet, że trener Rakowa jest już po słowie z Dariuszem Mioduskim, właścicielem mistrza Polski. 

Rozmowa z portugalskim dziennikarzem „Recordu” – o losowaniach barażu. Sergio Krithinas mówi, że Portugalia wolałaby uniknąć Polski w losowaniu.

Reklama
Co w takim razie może w najbliższym czasie czekać Fernando Santosa? Zostanie na swoim stanowisku?

– Po tym nieszczęsnym spotkaniu z Serbią udzielił wywiadu, w którym powiedział, że zrezygnuje z pracy, jeśli prowadzona przez niego drużyna nie zdoła się zakwalifikować do finałów mistrzostw świata. Nasza piłkarska federacja też na wszystko patrzy w ten sposób. Tak więc teraz wszystko zależy od barażowych meczów. Jeżeli odpadniemy, to Santos pożegna się ze stanowiskiem. Jeżeli nie, to poprowadzi reprezentację na przyszłorocznym mundialu w Katarze. Dodam jeszcze, że jego kontrakt obowiązuje do mistrzostw Europy w 2024 roku. Niedawno został przedłużony, ale wszystko może się zmienić. Portugalia znalazła się oczywiście wśród drużyn rozstawionych w piątkowym losowaniu barażów do MŚ.

Kto jest wymarzonym rywalem w pierwszej części tych barażów? Macedonia Północna?

– Tak, myślę że dla wszystkich to wymarzony przeciwnik na tym etapie. Choć tak po prawdzie, to łatwych rywali już tutaj nie ma i z każdym mogą być kłopoty. Według wszystkich analiz, symulacji, porównań jakie się u nas przedstawia – to Macedończycy są najlepszym kandydatem do gry, jako ten pierwszy przeciwnik. Na pewno najtrudniej dla wszystkich byłyoby grać z Włochami, ale nas to na razie nie dotyczy. Tego rywala na jakimkolwiek etapie lepiej jednak uniknąć. Zresztą podobnie jest w przypadku reprezentacji Polski. Wolelibyśmy nie grać z wami.

Krzysztof Kubica – bohater meczu Górnika z Legią. I kompletnie niespodziewanie – jeden z najlepszych strzelców wśród młodzieżowców.

– Strzeliłem gola i nawet nie wiedziałem co miałem robić. Takie emocje, tylu kibiców na trybunach… Wszyscy krzyczeli, ja się też cieszyłem, to coś wspaniałego wygrać mecz przy takiej publiczności. Świetna sprawa, tym bardziej że ostatnio nam wiele nie wychodziło. Mieliśmy sytuacje, ale nie potrafiliśmy zdobyć bramki. Ciężko było te sytuacje przekuć na gole i przez to przegrywaliśmy mecze. Teraz z Legią się udało. Wyszliśmy z tego wszystkiego i oby tak dalej. To może być dla nas przełom, jeżeli chodzi o kolejne mecze – podkreśla Krzysztof Kubica. W konfrontacji z mistrzem Polski mogło jednak być różnie. Goście odrobili przecież na początku drugiej połowy straty, a jeszcze jedno trafienie dla nich nie zostało uznane. – Ja się rozgrzewałem, nie widziałem wszystkiego dobrze, ale Legia nas zdominowała i siedziała na naszej połowie. Strzeliła dwie bramki, a brakowało nam pewności siebie. Po tych zmianach trener mówił, żeby i pomóc w defensywie i dołożyć coś – jak się da – z przodu. Udało się, a najważniejsze, że wygraliśmy. To moja najcenniejsza wygrana w ekstraklasie – zaznacza.

Reklama

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

Rozpaczliwa walka Legii o odzyskanie twarzy. Punkty z Leicester poprawiłyby i nastroje w szatni, i nastroje wśród kibiców.

Minęły niecałe trzy miesiące i już tak wesoło nie jest. Ale Legia dalej ma w sobie coś z Bonda – bilans siedmiu ostatnich meczów w lidze to 007, gdzie pierwsze dwie cyfry oznaczają liczbę zwycięstw i remisów, a ostatnia – porażek. Atmosfera w zespole jest podła, zmiana trenera niewiele dała. Z pustego i Salomon nie naleje – piłkarze, których ma do dyspozycji Marek Gołębiewski, nie są w stanie wydźwignąć drużyny z zapaści. Wiatr wieje w oczy – ostatnio w Zabrzu legioniści pozwolili stłamsić się Górnikowi (do przerwy 0:10 w strzałach i 0:2 w golach), by w kilka minut drugiej połowy doprowadzić do remisu, zmarnować parę okazji i pozwolić wbić sobie gola na 2:3 w doliczonym czasie. Napisać, że Legia jest na łopatkach, to nic nie napisać. Zespół z Warszawy rozpaczliwie walczy o sportowe odzyskanie twarzy.

Grzegorz Szeliga wyznaje, że mecz Wisły Kraków z Legią Warszawa w 1993 roku był sprzedany. Chciał to powiedzieć teraz – nie chce zabierać tego do grobu.

– Znałem wtedy wszystkich piłkarzy Legii, były z ich strony podchody, ale propozycja wyszła od działaczy warszawskiego klubu. Podeszli do mnie pod stadionem, włożyli mi pieniądze do kieszeni w spodniach i powiedzieli, że mam się podłożyć. Potem, przez całe lata były naciski ze strony działaczy Legii, żebym się zamknął. Z tego powodu siedziałem cicho tyle lat. Mieszkam zresztą w Warszawie, stadion Legii widzę przez okno – powiedział nam Szeliga. Nie pamięta, jaka to była kwota. – Po drodze pojawiła się denominacja… Wiem, że była czwórka z przodu. Te pieniądze dostałem sam, z nikim nie musiałem się dzielić. Na co je wydałem? Na życie. Wtedy w Wiśle nie mieliśmy wysokich kontraktów, nie zarabialiśmy pensji, które teraz mają piłkarze – zauważył. Główny cień podejrzeń długo nie padał na Szeligę. Nawet pomimo tego, że grał w Legii w latach (1987–1989), w Warszawie pozostało mu zatem wiele znajomości. Z drugiej strony jako napastnik nie odpowiadał za bramki seryjnie tracone przez Wisłę w starciu z Legią. – Pół sytuacji nie miałem w tym meczu. Nie przypominam sobie żadnej okazji, nie dostawałem podań. Czy inni koledzy też byli opłaceni? Przypuszczam, że tak, ale to nie moja sprawa – stwierdził 53-latek. O tym, jaki błąd popełnił, szybko zdał sobie sprawę. Już w trakcie meczu zrobiło się nieprzyjemnie, gdy kibice skandowali „Złodzieje!”, „Mistrz za pieniądze!” czy „Ileście wzięli, Wisełko, ileście wzięli?”. Po końcowym gwizdku nikt nie miał zamiaru rozpalać grilla i w miłej atmosferze podsumowywać sezonu. – Po meczu wziąłem taksówkę do Nowej Huty. Przyjechałem do mieszkania. Pieniądze położyłem żonie na stole. O godzinie 23 zapakowaliśmy się do auta, bo musieliśmy uciekać z Krakowa. Bałem się o rodzinę. O trzeciej w nocy dojechaliśmy do Warszawy, pod Dworzec Centralny. Kibice Legii cieszyli się tam z mistrzostwa. To, co wtedy czułem, jest nie do opisania… – przyznał.

Dariusz Czykier o Jagiellonii i o Legii. Twierdzi, że problemem mistrzów Polski są zblazowani, przepłaceni obcokrajowcy, którym nic się nie chce.

Legia notuje nieprawdopodobnie fatalną passę. Przegrała siódmy mecz z rzędu.

Dzisiejszą chorobą Legii są obcokrajowcy, wyraźnie niezainteresowani graniem na sto procent swoich możliwości.

A na ile im się chce?

Na góra 70. Wyglądają na wybitnie „tranzytowych” piłkarzy, świetnie zarabiających, jednak niespecjalnie przywiązanych do miejsca i klubu akurat reprezentowanego. Część z nich udowodniła, choć dawno temu, że fajne z nich grajki, jak choćby Luquinhas. Dziś wygląda na faceta, który niczego od siebie nie wymaga. Pozostali podobnie. Kiedyś w naszej lidze prześmiewczo mówiono o boiskowym lenistwie: „Jeb…ę, nie je- …ę, ale się przebiegnę”. Obecnym legionistom nawet przebiec rzadko się chce. Co do Jagiellonii, dziś nie ma kompleksów, jak w moich czasach, kiedy debiutowaliśmy w ekstraklasie. Mijaliśmy tabliczkę z napisem „Białystok” i zaczynaliśmy się trząść. Mieliśmy kompleksy wobec „wielkiego” świata. Nikt z nas nie grał wcześniej w ekstraklasie, większość była z Białegostoku i okolic. Dla nas liga to były migawki w telewizji. A jak już się w niej znaleźliśmy, to chcieliśmy grać to samo, co w drugiej lidze, ofensywnie. Nic z tego! To była partyzantka, czyli walka i ambicja. Na wyjazdach czekaliśmy na wyrok. Jeszcze trochę wytrzymać, będzie remis… Oczywiście nie było. Nie ma co grzebać. Jeden z najlepszych wyjazdowych meczów w dziejach Jaga rozegrała na Legii we współczesnych czasach, pokonując ją kilka lat temu 2:0. Za poprzedniej kadencji Mamrota.

„SUPER EXPRESS”

Jon Flanagan, były reprezentant Anglii, opowiada, że Leicester jest pod ścianą przed starciem z Legią.

– Jakiego meczu pan się spodziewa?

– Leicester musi to wygrać, a Legię powinien zadowolić remis, dlatego nie sądzę, aby Polacy chcieli się odkryć. Doskonale pamiętam mecz w Warszawie. Tam Legia zagrała bardzo dobrze w defensywie. Nieźle spisywał się polski bramkarz.

– Kogo powinni obawiać się w czwartek piłkarze Legii?

– Trudno przewidzieć, na kogo postawi Brendan Rodgers. W lidze już od wielu sezonów regularnie strzela Vardy, ale są też inni, jak Ichenacho, Tielemans czy Daka. Ten ostatni strzelił cztery gole w Moskwie. Może znajdzie też sposób na Legię. Nowy mecz to nowa historia. Jestem przekonany, że piłkarze Legii zechcą zaprezentować swoje maksimum. Zagrają przeciwko przedstawicielowi Premier League, na jego stadionie, przy wielu kibicach. To z pewnością wyzwoli jeszcze dodatkowe pokłady energii.

fot. FotoPyk

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

22 komentarzy

Loading...