Reklama

Cud: Zagłębie wygrywa trzeci mecz z rzędu!

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

21 kwietnia 2021, 20:33 • 3 min czytania 27 komentarzy

Uwaga, uwaga, stała się rzecz WIELKA. Mamy przyjemność ogłosić, że Zagłębie Lubin grające systemem „czasem wygram, czasem przegram” odniosło trzecie zwycięstwo z rzędu. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w sezonie 16/17. Żeby osiągnąć ten spektakularny rezultat, lubinianie musieli zmierzyć się ze Stalą, Podbeskidziem i Wisłą Kraków.

Cud: Zagłębie wygrywa trzeci mecz z rzędu!

Serdecznie gratulujemy – duża rzecz, doskonale zdajemy sobie sprawę, ile znaczy ona dla całego Zagłębia, jednej z najmniej równych drużyn w całej lidze. Równa jest za to Wisła Kraków, która znów zagrała katastrofalne zawody. Podopieczni Hyballi mogli się podobać tylko na początku – zaczęli odważnie, ofensywnie, kreowali okazje, nawet strzelili gola gola strzelił za nich Balić. Kuriozalny był to samobój – Sadlok posłał wrzutkę z rożnego, Podliński ją przedłużył, a Balić – kompletnie zaskoczony – został trafiony i skierował piłkę do własnej siatki. Żeby było śmieszniej, róg został wywalczony po nieudanej wrzutce Piotra Starzyńskiego, która okazała się być centrostrzałem. Balić mógł chwilę potem podarować kolejny prezent. Świecę w polu karnym zagrał Crnomarković, Balić zgrał ją do Kuveljicia, a potem żaden z pomocników nie pofatygował się z asekuracją. Wiślak posłał bombę, sparował ją Hładun. Jeszcze wtedy zastanawialiśmy się – co to Zagłębie dzisiaj w ogóle gra?

Zagłębie się jednak ogarnęło, lecz zanim do tego doszło, Wisła jeszcze kilka minut poatakowała, a potem… siadła. I to kompletnie siadła. O takich dziurach w obronie chyba nie mówili na uniwersytetach, na których uczył się Hyballa. Pierwszy gol? Podliński po prostu wziął i uderzył sprzed pola karnego. Mógł, bo miał wokół siebie sporo wolnej przestrzeni (gdzie jakiś doskok czy – ekhem – gegenpressing?). A że przymierzył soczyście, przy słupku, Lis nie miał za wiele do powiedzenia. Dla napastnika Zagłębia to dopiero pierwszy gol w Ekstraklasie. Mimo że zbiera raczej pozytywne recenzje (robi grę), to strzelecko, że tak to ujmiemy, wpasowuje się póki co w klimat. Pozostaje mieć nadzieję, że po tej bramce rozwiąże się cały worek.

Zagłębie, gdy już wyrównało, zaczęło przeważać. Ale na gole kazało trochę poczekać. Wbrew temu, co pokazuje wynik, to nie był perfekcyjny mecz lubinian. Sporo było w ich grze niedokładności, głupich strat, złych decyzji. Przy golu na 2:1 musiała pomóc Wisła. Łakomy posłał długą piłkę z własnej połowy, ale nie była to typowa laga – raczej rozsądne, zaplanowane podanie. Wybiegającego na pozycję Szysza ubiegł Szota i…

  • podał głową do Lisa, lecz zrobił to za mocno,
  • Lis gonił piłkę, nie zdążył, nie opanował jej,
  • z prezentu skorzystał Szysz, który zabrał piłkę, uciekł nieco z ostrego kąta do środka, a potem znalazł lukę między bramkarzem a wracającymi obrońcami.

Chwilę potem Zagłębie dostało rzut wolny z okolic pola karnego, którego idealnym strzałem na gola zamienił Starzyński. To kolejny dobry mecz rozgrywającego – poza konkretami w ofensywie, mógł mieć co najmniej dwie asysty do Drazicia. Serb dwukrotnie zmarnował jego ciasteczka – najpierw biegł od połowy sam na sam i dał się dogonić, a później znów nie miał wystarczającego gazu, by uciec obrońcom i dobrze zapowiadająca się akcja zakończyła się uderzeniem z nieprzygotowanej pozycji.

Reklama

Po tym trafieniu mecz się w zasadzie zakończył. Wisła nie potrafiła się zerwać, jedyną akcję wykreował Savić, który stanął z futbolówką w miejscu w polu karnym, a potem jakimś cudem wypatrzył mającego wolny korytarz Forebesa. Zanim Kostarykańczyk opanował piłkę, było już po akcji. Strzelili za to „Miedziowi” – klasyczna kontra, masa wolnej przestrzeni trójkową wymianę Starzyński-Drażić-Mraz wykończył ten ostatni.

Fatalnie ogląda się Wisłę i nie zdziwimy się, jeśli wkrótce dojdzie do zmiany na stołku trenerskim. Ostatnie cztery mecze to cztery porażki Wisły. Poprawy nie widać. Nadziei zbyt wielkich też. Dograć sezon do końca i zacząć budować od nowa – już tylko taki cel może postawić przed sobą Wisła.

Fot. FotoPyK

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

27 komentarzy

Loading...