post Avatar

Opublikowane 23.10.2020 09:49 przez

redakcja

Co dziś słychać w prasie? Echa spotkania Lecha z Benfiką. Mariusz Rumak w „Przeglądzie Sportowym” chwali odważną grę Poznaniaków, „Wyborcza” pisze, że „Kolejorz” był jak Rocky. Mamy także sporo materiałów ligowych, w tym sylwetki Davida Tijanicia czy Yawa Yeboaha. Alan Uryga zdradza plany na przyszłość w wywiadzie, a Kamil Szymura opowiada o pracy w kopalni. Słowem – dzieje się!

Przegląd Sportowy

Mariusz Rumak komentuje mecz z Lecha z Benfiką. Były szkoleniowiec – bez zaskoczenia – chwali ofensywę „Kolejorza”.

MACIEJ WĄSOWSKI: Lech chyba pozytywnie zaskoczył? Wszyscy spodziewali się dominacji Benfiki, a spotkanie było naprawdę bardzodługo wyrównane.

MARIUSZ RUMAK: Zdecydowanie. Mecz był bardzo otwarty. Lech nie bał się grać wysokim pressingiem i naciskać Benfiki. Ostatecznie rywale wygrali 4:2, ale przy odrobinie szczęścia wynik mógł być odwrotny. Niestety środkowi obrońcy Kolejorza grali jeden na jeden i popełniali błędy, które na poziomie Ligi Europy są niewybaczalne. Dla mnie rewelacyjnie pokazał się Kuba Moder. Znów otwierał grę zespołu i kilka razy groźnie strzelał. Na plus również postawa pozostałych wychowanków, czyli Michała Skórasia oraz Jakuba Kamińskiego. Również Filip Marchwiński po wejściu pokazał, że technicznie nie odstawał od Portugalczyków. Generalnie wyszkolenie chłopaków pozwoliło nawiązać rywalizację z faworytem. Lech w defensywie sporo ryzykował i trochę się to zemściło.

Kolejorz nie za łatwo tracił gole?

Niestety tak było i to pokazuje, że Lech z przodu jest silny, a z tyłu są deficyty. Walkę nawiązał środek pola, a nawet boki obrony. Problemem był niestety środek defensywy. Tacy zawodnicy jak Darwin Nunez potrafią w ułamku sekundy wkręcić w ziemię dosłownie jednym zwodem. Jednak Djordje Crnomarković za łatwo dał się ograć przy trzecim golu. Na takim poziomie trzeba zachować się lepiej. Tomasz Dejewski mocno się starał, ale było widać, że w kluczowych momentach był spóźniony albo źle ustawiony.

W „Ligowym Weekendzie” mamy materiał o ojcu i synu. Ariel Mosór wchodzi do Ekstraklasy i może korzystać z porad swojego taty.

Po zakończeniu kariery Mosór zajął się pracą trenerską. Był szkoleniowcem Hutnika Warszawa, Świtu Nowy Dwór Maz. (tam pracował m.in. z Kucharczykiem), a do czerwca prowadził Znicz Pruszków. Od dawna przykłada też dużą wagę do pracy z młodzieżą. Już od 15 lat razem z Arturem Rolą-Wawrzeckim zarządza Unią Warszawa. W klubie stworzonym na bazie szkółki prowadzonej przez Dariusza Kubickiego, ćwiczy obecnie około 350 dzieci. Na Bemowie założono również drużynę seniorską, która w dwa lata przebiła się z A klasy do IV ligi. To właśnie w Unii szlify zbierał syn Mosóra, 17-letni Ariel, który ma za sobą debiut w pierwszej drużynie Legii. Pod koniec poprzedniego sezonu młody stoper zagrał w wyjazdowym meczu z Lechią. – Poczułem wtedy wielką dumę. Potem Ariel zagrał jeszcze w Warszawie przeciwko Pogoni. Obecnie występuje w III-ligowych rezerwach i na razie nie myślimy o tym, co będzie w przyszłym roku, czy zostanie w Legii. Teraz dla mnie, jako ojca, najważniejsze jest, by dokończył naukę w liceum, zdał maturę i rozwijał się prawidłowo jako piłkarz – podkreśla Mosór senior.

Piłkarze Pogoni opowiadają o tym, jak przechodzili koronawirusa. Klub przeprowadzał nie tylko testy, ale także badania serca i płuc, żeby uniknąć powikłań i narażania zawodników.

Co nie znaczy, że zaraza nie pozostawiła śladu w organizmach zawodników, o czym przekonali się na pierwszych zajęciach po zakończeniu kwarantanny. – Pierwszy trening był wprowadzający, ale i tak wydawał się trudny. Ciało odczuło wyjątkowo mocno to wszystko. Nie spodziewałem się, że aż tak bardzo będą męczyły takie lekkie zajęcia – mówi Kowalczyk. – Przy pierwszych przebieżkach zatykało. Czułem, że to nie jest to samo, co przed izolacją – uzupełnia Maciej Żurawski. – Początkowe trzy dni były bardzo trudne, płuca nie pracowały, nogi nie niosły. Sami się zastanawialiśmy, jak to będzie i mówiliśmy, że gdybyśmy mieli zagrać już, zaraz, to nie  za bardzo… Na szczęście to, co się wypracuje, nie znika od pstryknięcia palcem i organizmy szybko odzyskiwały dawną wydolność – dodaje Dąbrowski.

Damir Sadiković miał wylądować w grającym w Lidze Mistrzów Ferencvarosu. Jego klub zerwał jednak negocjacje transferowe i trafił do Cracovii.

Nie da się ukryć, że Cracovii w zakontraktowaniu piłkarza, którego można było nazwać jedną z gwiazd Premijer Ligi, pomógł kryzys związany z pandemią koronawirusa. Do transferu doszło na początku października, a jeszcze w czerwcu Żeljeznicar Sarajewo odrzucił ofertę z Ferencvarosu Budapeszt za tego gracza. – A teraz Ferencvaros gra w Lidze Mistrzów – mówi ze śmiechem Sadiković. – Nie wiem, czemu transfer nie doszedł do skutku. Prowadziliśmy zaawansowane rozmowy. Myślę, że mogło chodzić o pieniądze. Byłem zbyt ważnym piłkarzem dla NK Żeljeznicar, a chyba za mało zaoferowano za mnie. Trener klubu z Sarajewa, Amar Osim jeszcze w sierpniu zapewniał, że Sadiković nie jest na sprzedaż. W październiku Željezničar zmienił front i przyjął 200 tysięcy euro od Cracovii. – Klub wpadł w problemy finansowe i musiał mnie sprzedać, a oferta była naprawdę dobra, więc dlatego doszło do transferu – opowiada Sadiković. 

Jak Raków sprzątnął Davida Tijanicia sprzed nosa słoweńskiej potęgi? Sylwetka piłkarza Rakowa, z której dowiemy się tego oraz kilku innych ciekawostek.

– David to najlepszy młody piłkarz w całej Słowenii. Już pół roku temu mówiłem publicznie, że powinien zostać powołany do seniorskiej reprezentacji i cieszę się, że niedawno to się stało i zagrał od pierwszej minuty przeciwko San Marino (Słowenia wygrała 4:0, a pomocnik Rakowa wywalczył rzut karny – red.) – mówi. A chwilę później, gdy pytamy go o największe atuty Tijanicia, Dončić dodaje: – Śledzę, jak sobie radzi w Polsce i widziałem ostatnio w internecie bramkę, którą zdobył w ostatniej kolejce (na 2:1 z Górnikiem w Zabrzu – red.). Pokazał w tej akcji, jak szybko potrafi biec z piłką przy nodze. Nikt nie był go w stanie dogonić. Od razu przypomniałem sobie gola, jakiego David strzelił w pierwszej kolejce sezonu 2019/20, gdy niespodziewanie pokonaliśmy na wyjeździe 2:1 Maribor. Tijanić spisał się fantastycznie. Po tamtym spotkaniu Tijanić mógł trafić do Mariboru. Aktualni wicemistrzowie Słowenii mogli pozyskać pomocnika za 100 tysięcy euro, gwarantując sobie jednocześnie procent od kolejnego transferu, ale dyrektor sportowy klubu, słynny Zlatko Zahović, nie zdecydował się na taki krok. – Władze Mariboru chciały Davida, ale nie dogadaliśmy się co do ceny – tłumaczy Brkić. My ustaliliśmy, że Zahović wolał poczekać, aż pomocnikowi wygaśnie kontrakt i będzie go mógł mieć za darmo. Wtedy do gry wkroczył Raków i zapłacił za utalentowanego piłkarza. 

Yaw Yeboah ma świetne wejście do ligi, ale jednak w opowieść o tym, że Pep Guardiola widział go w planach City, nie uwierzymy. Sylwetka piłkarza Wisły.

Pięć lat temu wybrano go na najlepszego zawodnika mistrzostw Afryki do lat 20 (oczywiście nie są rozgrywane w najmocniejszej obsadzie), w tym samym roku błysnął w czasie mundialu w tej kategorii wiekowej, zdobył dwie bramki, obie z karnych i przyczynił się do zwycięstwa nad Argentyną 3:2, w której barwach grali m.in. Angel Correa czy Giovanni Simeone. W dodatku był o dwa lata młodszy od wielu uczestników mistrzostw. Ghana zaczęła świetnie tamten turniej, wygrała grupę z dorobkiem siedmiu punktów w trzech meczach. W 1/8 fi nału przegrała z Mali 0:3. Yeboah był wówczas zawodnikiem Manchesteru City i marzył o wielkiej karierze. Jest wychowankiem akademii współpracującej z MC i już jako 15-latek zaczął trenować z tym zespołem. Był za młody, by dostać pozwolenie na pracę w Wielkiej Brytanii, więc tylko jeździł tam ćwiczyć, a potem wracał do Ghany. Gdy stał się pełnoletni, podpisał profesjonalny kontrakt. Poznał wielkie gwiazdy światowej piłki. – Z małej wioski w Ghanie pojechałem do Manchesteru, by zacząć treningi z takimi ludźmi jak Yaya Toure, David Silva, Vincent Kompany czy Raheem Sterling. Znałem ich tylko z telewizji, a nagle jesteśmy kolegami z zespołu – opowiadał w rozmowie z TVP Sport. W jednym z najbogatszych klubów świata nie miał szans na grę, więc ciągle był wypożyczany. Najpierw do Lille, gdzie grał bardzo niewiele, ale liczył, że po powrocie dostanie szansę w Manchesterze. Miał go o tym przekonywać nowy szkoleniowiec tej drużyny Josep Guardiola. – Chce mnie z powrotem w Manchesterze City. Zapewnił, że jestem w planach na kolejny sezon i żebym ciężko pracował – mówił w rozmowie z Radiem Universe cztery lata temu.

Rzecz o tym, jak dojrzewał i zmieniał się Jakub Świerczok. Można stwierdzić, że napastnik Piasta Gliwice uratował dzięki temu swoją karierę.

Dwuletnia przerwa w grze sprawiła, że z wiecznego chłopca powoli zaczął się zmieniać w mężczyznę. Urazy pozwoliły zrozumieć, że do zawodu piłkarza trzeba zacząć podchodzić nieco poważniej. Niestety z boku wciąż szeptano mu, że talent wystarczy. A pokusa czerpania z życia pełnymi garściami była na tyle duża, że proces przemiany zachodził bardzo powoli. To był 2014 rok. Trzy lata później, już jako zawodnik Zagłębia Lubin, będzie imponował profesjonalizmem, a kolegów znających go dłużej, zaskakiwał podejściem do życia. – Sam powtarzał, że się zmienił. Że spokorniał. Nadal był bardzo pewny siebie, ale tylko w pozytywny, potrzebny napastnikowi sposób – mówi Daniel Dziwniel, obecnie piłkarz Sandecji, wtedy kolega z zespołu Miedziowych. – Miałem wrażenie, że każdy trening, w którym coś mu nie wyszło, traktował jak porażkę. Brał do siebie i mocno się nakręcał, żeby na następnych zajęciach już zagrać tak, jak chciał – wspomina Mariusz Lewandowski, były szkoleniowiec lubinian, który ze Świerczokiem pracował dość krótko, ale jak podkreśla, złego słowa nie może o nim powiedzieć.

Czy Alan Uryga zostanie na dłużej w Płocku? W rozmowie z piłkarzem Wisły pada pytanie o wygasający kontrakt i zainteresowanie zagranicznych klubów.

Pana umowa z Wisłą wygasa z końcem rozgrywek. Rozmawiacie o jej przedłużeniu?

Konkretnego planu i terminu, do którego mam podjąć decyzję, nie mam. Potwierdzam, że zacząłem rozmawiać z klubem o nowym kontrakcie. Miałem już w tej sprawie kilka spotkań. Ostatnio rozmawiałem na ten temat z prezesem Wisły Tomaszem Marcem. Wiem, że klub na mnie liczy, obie strony podchodzą do rozmów z wzajemnym szacunkiem. Tak to wszystko powinno wyglądać. Podjęliśmy rozmowy i próbujemy się porozumieć. Zobaczymy jakie będą tego efekty. Być może dogadamy się za miesiąc, dwa albo dopiero zimą. Na pewno będzie jakieś oficjalne stanowisko i kibice poznają moją decyzję.

Wpływ na nią będzie miało zainteresowanie ze strony innych klubów? Prezes Marzec przyznał, że na mecze Wisły latem przyjeżdżali skauci z zagranicznych klubów oglądać m.in. Alana Urygę.

Szczerze, to do mnie nie dochodziły latem żadne informacje o zainteresowaniu jakichś zagranicznych klubów. Już we wrześniu były sygnały o zespołach z Turcji czy z 2. Bundesligi, ale do żadnych konkretów nie doszło. Okno się zamknęło. Inna sprawa, że sam nie miałem ciśnienia na wyjazd. Nawet nie wiedziałem, że ktoś przyjeżdżał mnie oglądać. Nie wiem jak sytuacja wygląda teraz, bo obecnie rozmawiam z Wisłą Płock. Jeżeli na przełomie grudnia i stycznia okaże się, że ktoś mnie obserwował i zostałem pozytywnie oceniony, to taki klub będzie najpierw musiał dogadać się z Wisłą, bo kontrakt mam ważny do końca sezonu.

Zimą interesowało się panem angielskie Barnsley, które we wrześniu pozyskało Michała Helika. Żałuje pan, że ostatecznie tam nie trafił?

Przede wszystkim angielska Championship to bardzo dobra liga. Myślę, że większość zawodników cieszyłaby się z zainteresowania tamtejszych klubów. Troszeczkę rozczarowany jestem, że wtedy nic nie wyszło. 

Super Express

Rozmówka z Luką Zahoviciem, który został nowym piłkarzem Pogoni i już ma na koncie asystę, choć wiadomo – nietypową. Jakie są kulisy tego transferu?

„Super Express”: – Jak to się stało, że trafiłeś do Pogoni?

Luka Zahović: – Wszystko potoczyło się szybko. Pierwsze rozmowy z Pogonią miałem niecałe dwa tygodnie przed podpisaniem kontraktu. Najpierw rozmawiałem ztrenerem Kostą Runjaicem. Powiedział mi dużo o klubie i mieście, odużym zainteresowaniu piłką w Szczecinie. Od samego początku byłem pozytywnie i optymistycznie nastawiony do przyjścia do Pogoni. Może złapaliśmy dobry kontakt również dlatego, bo rozmawialiśmy w języku serbsko-chorwackim.

– Jest prawdą, że pierwszą opcją dla ciebie było znalezienie klubu w Portugalii?

– Portugalia nie była pierwszą opcją. Oczywiście, że ten kraj jest bliski mojemu sercu, urodziłem się tam, mieszkałem przez 12lat i dalej jestem związany z Portugalią.

Czesław Michniewicz jest zachwycony Michałem Karbownikiem. Stwierdził, że młody piłkarz Legii zrobił akcję w stylu Diego Maradony.

Trener Michniewicz po przyjściu do Legii zdecydował, że przesunie go z lewej obrony do środka pomocy. W meczu ze Śląskiem w pierwszej połowie młody kadrowicz trafił w słupek, a po przerwie błysnął akcją, którą tak docenił szkoleniowiec Legii. – Mam żal, że z wielu dobrze zbudowanych, skonstruowanych akcji nie udało się strzelić gola –powiedział na konferencji opiekun Legii. –Chociażby w drugiej połowie fantastyczna akcja Michała Karbownika. Był w doskonałej sytuacji do oddania strzału, ale szukał jeszcze dogrania do Pawła Wszołka. Powiedziałem mu po meczu na szybko, że taką akcję zrobił tylko Maradona i ty. Tylko że Maradona zakończył swoją bramką, a twoja akcja pójdzie szybko w zapomnienie, bo nie ma z tego gola – analizował szkoleniowiec mistrza Polski.

Dalej mamy jeszcze przełomową wiadomość – Napoli wpuściło Milika na trening drużynowy. Gratulacje, step by step!

Sport

Rozmowa zapowiadająca najbliższą kolejkę Ekstraklasy. Mariusz Śrutwa przyznaje plusy i minusy oraz wierzy w Waldemara Fornalika.

Za nami 7 kolejek. Kto na plus, kto na minus?

– Na plus na pewno Górnik Zabrze, który w tych pierwszych kolejkach cały czas był na szczycie, oraz Raków, który raczej nie przyzwyczaił nas do tego, że otwierał ligową tabelę. Było trochę niespodzianek w tych pierwszych kolejkach. A minus? Na pewno postawa Piasta Gliwice, który w bieżących rozgrywkach nie potrafi sobie poradzić ze zbieraniem punktów, notuje seryjne porażki, mimo tego, że na europejskiej arenie w eliminacjach Ligi Europy zanotował całkiem przyzwoity wynik. Na polskim froncie poniżej oczekiwań i na pewno mają sporo materiału do przemyśleń, dlaczego tak jest.

Trenera Fornalika zna pan nie tylko z pracy szkoleniowej, ale też z boiska, graliście przecież razem w Ruchu Chorzów. Doświadczony szkoleniowiec poradzi sobie w tej trudnej sytuacji?

– Wierzę, że tak. To dobry fachowiec. Razem z bratem Tomkiem i innymi osobami ze sztabu znajdą rozwiązanie i dojdą do tego, dlaczego jest tak niefajnie na początku rozgrywek. Wiemy, jak jest w sporcie. Do wszystkiego dochodzi głowa i to jest potem powodem blokady oraz braku dobrych wyników. Trzeba wszystko uspokoić, ustabilizować. Wierzę, że Waldek sobie z tym wszystkim poradzi i Piast wyjdzie z kryzysu, w którym się znalazł i wróci na te tory, do których nas przyzwyczaił w ostatnim czasie.

Skoro już o Fornaliku to płynnie przejdźmy do kryzysu Piasta Gliwice. Jakub Szmatuła próbuje wytłumaczyć, skąd wziął się dołek.

Gliwickie kryzysy doskonale zna Jakub Szmatuła. 39-letni bramkarz jest obecnie rezerwowym, dzięki czemu nieco z boku obserwuje co się dzieje, sam jednak stara się pomóc drużynie swoim doświadczeniem. – Gdy się spojrzy na tabelę to łatwo powiedzieć „mają jeden punkt i są najgorsi”. Musimy wziąć tę sytuację na klatę, zajmujemy aktualnie ostatnie miejsce, ale z gry wcale tak źle to nie wygląda. Pokazywaliśmy nieraz, że Piast z takich opresji wychodzi obronną ręką. Przyzwyczailiśmy się trochę jako klub i drużyna do seryjnych zwycięstw, ale dziś tych wygranych brakuje – cytuje bramkarza portal piast-gliwice. eu. Szmatuła przekonuje, że potencjał jest, umiejętności nie brakuje, tylko zespół jest zablokowany. – W treningach naprawdę dobrze to wygląda. Nie mówiłbym tego, gdybym tego nie widział na własne oczy, a jestem w tej szatni już bardzo długo. Zespół ciężko pracuje i w treningach chłopacy wykorzystują te sytuacje. Widzę, że jest chęć i każdy wkłada maksimum zaangażowania. Jestem przekonany, że za chwilę życie odda nam to, co dotychczas zostało nam zabrane – przekonuje golkiper Piasta. – Mamy złą serię, ale za chwilę to się odwróci. Potwierdzają to poprzednie sezony, kiedy sytuacje była podobne. Musimy ten trudny okres przetrwać. Obyśmy za chwilę mogli cieszyć się ze zwycięstw.

Czy GKS Jastrzębie, który nie wygrał od 18 spotkań, może mieć jakiekolwiek powody do optymizmu? Maciej Grygierczyk szuka plusów w felietonie przed meczami 1. ligi.

W chwili zamykania tego wydania naszej gazety szczęśliwie nic nie wskazywało jednak na to, by coś miało stanąć na przeszkodzie w rozegraniu spotkania z perspektywy województwa śląskiego najciekawszego, czyli bratobójczego starcia GKS-ów z Tychów i Jastrzębia. W obozie tego drugiego nastrój zapewne jest wisielczy i nie ma mądrej odpowiedzi na pytanie: lepiej grać czy nie grać… Jastrzębianie idą na jakiś rekord, nie wygrali 18 poprzednich ligowych spotkań. To suma wszystkich nieszczęść: zmiany trenera, sporych roszad kadrowych, głosach o problemach finansowych, wreszcie instalacji podgrzewanej murawy, wskutek której honory gospodarza przychodzi im pełnić w Wodzisławiu. Wspomina się, że prowadząc Skrę Częstochowa, trener Paweł Ściebura przywitał się z II ligą sześcioma wyjazdowymi porażkami do zera, by po powrocie na własny stadion odpalić na dobre i uczynić z beniaminka ekipę (do dziś) groźną dla każdego.

Kamil Szymura wspomina grę w GKS-ie Jastrzębie. Wspomina też, jak został… górnikiem. Dziś marzy o zagraniu na boiskach Ekstraklasy.

Wiosną 2012 roku zagrał w I-ligowym GKS-ie Katowice, a jesień spędził w Sandecji Nowy Sącz i w trakcie wyjazdowego meczu na zapleczu ekstraklasy z Arką Gdynia doznał kontuzji. – Siedem-osiem miesięcy bez piłki sprawiło, że przyszło zwątpienie, a nawet rezygnacja – dodaje Kamil Szymura. – Wróciłem do domu i zacząłem inne życie. Na trzy lata zostałem górnikiem, a półtora roku pracowałem na oddziale wydobywczym i nie sądziłem, że jeszcze kiedyś będę mógł się cieszyć z tego, co daje życie piłkarza. Na szczęście spotkałem mojego pierwszego trenera Grzegorza Łukasika, który namówił mnie do powrotu. Krok po kroku odbudowałem się fizycznie, a jednocześnie stworzyliśmy w Jastrzębiu zespół, który jeszcze jako III-ligowiec dotarł do ćwierćfinału Pucharu Polski. W 1/8 wyeliminowaliśmy ekstraklasowego Górnika Łęczna, któremu strzeliłem gola na 1:0, a po bramce straconej z karnego w doliczonym czasie gry i dramatycznej, ale bezbramkowej dogrywce, w karnych wygraliśmy 7:6. To wszystko sprawiło, że znowu jestem piłkarzem i w GKS-ie Tychy chcę spełnić moje marzenia o powrocie na boiska ekstraklasy. 

Gazeta Wyborcza

Lech Poznań jak Rocky Balboa. To porównanie dotyczy oczywiście odważnej gry w meczu z Benfiką.

Lech nie czuł lęku, bo nauczył się w eliminacjach, że odwagą i umiejętnościami może zdziałać więcej, niż ktokolwiek zakładał. Wyszedł na boisko, by wygrać. Bezczelnie i wbrew logice. I chociaż szybko stracił gola, to wydawało się, że ta bezczelność ma uzasadnienie. Gola stracił bowiem pechowo, gdy łatający dziury w obronie Tomasz Dejewski po trawie interweniował przy linii końcowej i zahaczył piłkę ręką. Tego karnego Filip Bednarek nie obronił. Lech przegrywał z olbrzymem, zanim minęło dziesięć minut. Ale Lech po stracie gola zareagował wspaniale – nie płakał, nie rozpaczał, ale ruszył do odrabiania strat, czym Portugalczyków kompletnie zaskoczył. Benfica nie spodziewała się chyba aż takiej krnąbrności po poznaniakach i tego, że straci tak szybko – w 15. minucie – wyrównującego gola. I to po jakiej akcji! Jakub Moder, najjaśniejsza postać meczu w szeregach Kolejorza, podał wspaniale przez ponad pół boiska. Uruchomił Alana Czerwińskiego na skrzydle, ten zagrał do Mikaela Ishaka i szwedzki napastnik w pełnym pędzie wpakował piłkę do siatki. To był kapitalny okres gry Lecha, który bez kompleksów dyktował warunki i zwyczajnie przeważał. Mądra gra skutkowała kolejnymi  akcjami, strzałem Jakuba Modera w poprzeczkę i walką jak równy z równym z gigantem, który jednego obrońcę w okienku transferowym sprzedaje za większą sumę niż polska liga wszystkich defensorów w całej swojej historii. Z rywalem z jedenastką wartą na papierze dwanaście razy więcej niż jedenastka Lecha. 

Fot. Newspix

Opublikowane 23.10.2020 09:49 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 16
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Denaturatowy Midas
Denaturatowy Midas

„Powiedziałem mu po meczu na szybko, że taką akcję zrobił tylko Maradona i ty.”
Czyli te 711 telefonów to nie było do Fryzjera, tylko do psychiatry próbował się dodzwonić bo się leki skończyły…

Ander
Ander

Przepraszam, nie mogę napisać komentarza bo Źle się czuje po wypowiedzi Michniewicza o Karbowniku. Rzygać się chce krótko mówiąc. I pozwolę sobie bez merytorycznego uzasadniania, bo mam wspolkomentujacych za bardziej inteligentnych od mojej szafki na buty.

Papaj
Papaj

Tak to wygląda

IMG_20201023_111248.jpg
buhaha
buhaha

haaa

z20059167IER,Memy-Lechia---Legia.jpg
Kolew
Kolew

Młodzież Legii gnojona w rezerwach i takie są fakty. W Poznaniu stawia się na młodych i efektem jest transfer Modera do Brighton za rekord ligi.

Wojtas
Wojtas

Dodajmy gwiazda kosztuje 11,5, a nadmuchana marionetka z ległej ledwo 4 i taka roznica

PPP
PPP

niezły z ciebie debil. Sam ze sobą piszesz…

Jurgen Guardiola
Jurgen Guardiola

Mam nadzieję, że wszyscy ci fachowcy z mediów, którzy twierdzą że polskie drużyny nie będą nigdy grały pozycyjnie, oglądali wczoraj mecz. Ja tam widziałem całkiem sporo momentów, w których Lech wymieniał sprytne podania na połowie Benfiki, a to tamci musieli stać nisko na nogach. Że zacytuje klasyka: można, kurwa? Trzeba to teraz faken zapisać i dalej szkolić naszych piłkarzy w tym kierunku, bo oni się nie rodzą niepełnosprawni piłkarsko. Są psuci przez dziadowskie szkolenie.

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Musiałbym nie znać naszych znawców i kibiców zakochanych do bólu w ekstraklasie żeby tak było.
Dzisiaj start kolejeczki i znów będą zachwyty nad tym kto jak fajnie broni (czytaj: wydupca piłke gdzie popadnie i stoi w 10-ciu na swojej połowie) i kto jak „jazdą na dupach” zdobywa kolejne punkty i przeszkadza w graniu drużynom które chciały by grać w piłkę a nie w przeszkadzankę i konterki.

Mario Piekario
Mario Piekario

Kurde po tej wypowiedzi Czesia to można odnieść wrażenie, że w Legii gra Diego Michael Carbonara, nie rozumiem po co to pompowanie skoro zawodnik już sprzedany i nie trzeba robić zbędnego pijaru. Ten chłopak potrzebuje spokoju a nie jakiegoś maradowania ze strony CM711.

Sprzedawca zniczy pod Stadionem Narodowym
Sprzedawca zniczy pod Stadionem Narodowym

Pięć artykułów o Lechu, pięć o kimś innym, jeden nt. „co Czesław powiedział do Michała”, a i tak wszyscy się do tego jednego czepiają. Ludzie, zluzujcie trochę, naprawdę wiadomością dnia jest to, co ktoś powiedział o jednej niezbyt udanej akcji w przełożonym meczu naszej ligi?

KanielOutis
KanielOutis

Bo to Legii dotyczy.

MartaBizneswoman
MartaBizneswoman

szukasz ostrych kobiet?gotowych na spotkanka wpisz w google: PiekneKobietkiSpotkania

Jacek Cieloch
Jacek Cieloch

ja jestem, gotowy na spoktanko

Jacek Cieloch
Jacek Cieloch

odpisz

Boa
Boa

Moim zdaniem mecz z Rangersami pokaże prawdziwe oblicze Lecha i czy będą w stanie coś w tej grupie powalczyć. Rangersi w LE od początku grają na 110 procent, nie ma odpuszczania, nie ma odwalania pańszczyzny, nie ma oszczędzania. Takie kluby jak Benfica, która grała w ostatnich 11 edycjach LM to grę w grupie LE traktuje jak zło konieczne, awansować jak najmniejszym nakładem sił. Prawdziwa gra zacznie się dopiero w fazie pucharowej. Wystarczy popatrzeć na wyniki z wczoraj, Napoli przegrywa z Alkmaar, Arsenal ledwo ledwo wygrywa z Rapidem, Roma z Young Boys. I tak od lat co kolejka. Przecież takie Porto, które rok temu grało w LE w ostatniej kolejce dopiero sobie awans zapewniło. Obstawiam, że Rangersi z tej grupy wyjdą z 1 miejsca, Benfica z 2, ale Szkoci w fazie pucharowej polegną z pierwszym większym przeciwnikiem gdy on też będzie grał na 100 procent, a Benfica może się zakręcić wokół finału/.

Włochy
28.11.2020

Panie Pirlo, coś tu nie gra. Glik zatrzymuje Juventus

Cristiano Ronaldo na urlopie, więc zdawało się, że Kamil Glik może odetchnąć z dużą ulgą. Okazja do zatrzymania turyńskiej ekipy bez jej najlepszego piłkarza piechotą przecież nie chodzi, okoliczności nad wyraz sprzyjające. Benevento skrzętnie próbowało ten fakt wykorzystać, Wojciech Szczęsny nie mógł na bezrobocie narzekać. Efekt? Łupanka Inzaghiego triumfuje nad nijakością Pirlo – ależ to […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Typowy Śląsk na wyjeździe? Nie, bo zwycięski

Śląsk Wrocław i mecz wyjazdowy – to nie brzmi jak idealny plan na sobotnie popołudnie. W zasadzie nie brzmi to jak dobry pomysł na spędzenie czasu niezależnie od terminu spotkania i okoliczności, bo ekipa Vitezslava Lavicki w delegacjach sobie po prostu nie radzi. I stawiamy dolary przeciwko orzechom, że nie poradziłaby sobie również dzisiaj gdyby […]
28.11.2020
Inne sporty
28.11.2020

Polacy w Ruce na poziomie – dwóch na podium, wszyscy w drugiej serii

Ruka to nie jest przesadnie ukochane przez polskich skoczków miejsce. Nikt z naszych reprezentantów nie zdołał tam jeszcze wygrać, tylko sześć razy widzieliśmy Polaków na podium. Do dziś. Tej pierwszej statystyki co prawda zmienić się nie udało – bo poza zasięgiem był Markus Eisenbichler – ale do listy podiów dopisali się i Piotr Żyła, i […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Ojrzyński sprząta, choć dziś miał łatwiej – Jagiellonia oprotestowała drugą połowę

Czy mieliśmy specjalne oczekiwania względem meczu Stali z Jagiellonią? No niezbyt. Pierwsi ostatni mecz wygrali może nie przed zaborami, ale jednak dość dawno temu, drudzy raz wygrywają, raz przegrywają, nie ma w tym żadnej ciągłości i większego planu, chyba że uznamy za ciągłość przestawienie wajchy na porażki. Nic więc dziwnego: mieliśmy wątpliwości. A tutaj psikus, […]
28.11.2020
Niemcy
28.11.2020

Klasyczne „podpuść i skasuj”

Przez moment kibice oglądający dzisiejsze starcie VfB Stuttgart z Bayernem Monachium mogli zastanawiać się, czy na pewno odpalili właściwy kanał. Bramkarz Bawarczyków w niczym nie przypominał herosa regularnie wymienianego w gronie zawodników typowanych do podium Złotej Piłki. Ofensywna siła mistrza Niemiec gdzieś wyparowała, a w tyłach dochodziło do takich napadów paniki, jakie monachijczykom się zwyczajnie […]
28.11.2020
Inne sporty
28.11.2020

Tyson kontra Jones – kabaret starszych panów pod specjalnym nadzorem?

Znaków zapytania i wątpliwości nie brakowało od samego początku, ale wygląda na to, że już w sobotę dojdzie do skutku jeden z najbardziej absurdalnych bokserskich projektów od dawna. W nocy polskiego czasu kibice będą mogli jeszcze raz obejrzeć w ringu Mike’a Tysona (50-6, 44 KO), który spotka się z Royem Jonesem (66-9, 47 KO). Na […]
28.11.2020
Anglia
28.11.2020

Szarpali, szarpali, aż wyszarpali. Brighton urywa punkty Liverpoolowi

Mieli piłkarze Brightonu rzut karny. Mieli kilka naprawdę dobrych, szybkich akcji, które zaowocowały groźnymi okazjami strzeleckimi. Wreszcie – mieli również trochę szczęścia, gdy arbiter anulował gola Mohameda Salaha, bo VAR dopatrzył się milimetrowego spalonego Egipcjanina. Ale długo w dzisiejszym starciu „Mew” z Liverpoolem wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie zdołają przekuć tych sprzyjających okoliczności […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Konrad Jałocha uczy jak obronić się przed Bruk-Betem

Nie wygrałeś od czterech meczów. Bez czystego konta od pięciu. Jedzie na teren lidera, trochę podrażnionego stratą punktów w środku tygodnia. W dodatku rywal ma najlepszego strzelca obecnych rozgrywek. Na co możesz liczyć? Na bramkarza, jeśli jest nim Konrad Jałocha. I tak się szczęśliwie dla GKS-u Tychy złożyło, że ten gość stał akurat między słupkami […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

LIVE: Zagłębie wygrywa w meczu „futbolu na nie”

No i zaczynamy sobotę z naszą ekstraklasową piłeczką. Generalnie jak tak patrzymy na dzisiejsze zestawienie meczów, to fajerwerków nie ma. Dwóch beniaminków gra u siebie, więc może będą jakieś niespodzianki. Śląsk gra na wyjeździe, więc… no, wiadomo co. A dzień skończymy sobie patrząc na to, czy Zagłębie się odkuje i wreszcie wygra jakiś mecz. Ponadto […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Piasecki i Roginić – w I lidze strzelby, w Ekstraklasie ławka

Pokrętne są losy pierwszoligowych snajperów w Ekstraklasie. W poprzednim sezonie Fabian Piasecki udowodnił, że mimo słabego epizodu w Legnicy, bramki strzelać potrafi. Korona króla strzelców, kilka naprawdę dobrych występów, nos do odnajdywania się w polu karnym – wszystko się zgadzało. Ale po przeskoku półkę wyżej już tak kolorowo nie jest. Podobnie zresztą, jak u Marko […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Loska: „Odleciałem. Przekonałem się, jak to jest, gdy zaczynasz bujać w obłokach”

13 meczów, 34 punkty, ledwie sześć bramek straconych. Bruk-Bet Termalica Nieciecza ma się czym chwalić. Wygląda na to, że tym razem rzeczywiście chce wrócić do Ekstraklasy, a nie tylko o tym mówić i odgrywać rolę faworyta. Natomiast Tomasz Loska zaznacza: spokojnie, pokora. Bo on wie, że z wysokiego konia można dość boleśnie spaść. Zapraszamy na […]
28.11.2020
WeszłoTV
28.11.2020

STAN FUTBOLU. Henriquez, Dobrasz, Rokuszewski, Kowalczyk

Zapraszamy na kolejny odcinek „Stanu Futbolu”. Dzisiaj program poprowadzi Adam Kotleszka, a jego gośćmi będą: Luis Henriquez (były piłkarz Lecha Poznań), Dawid Dobrasz (dziennikarz Głosu Wielkopolskiego) , a także Wojciech Kowalczyk i Mateusz Rokuszewski. Startujemy o 11:15. 
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Maciej Domański – bez niego ofensywa Stali Mielec nie istnieje

Sześć punktów w dziesięciu spotkaniach, ostatnie miejsce w tabeli. Położenie Stali Mielec jest wysoce niekomfortowe, ale byłoby jeszcze gorsze, gdyby nie miała w swoich szeregach Macieja Domańskiego. To jeden z niewielu piłkarzy beniaminka, którzy jak na razie mogą spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć, że robią wiele, aby utrzymać zespół w Ekstraklasie. Ba, nikt w […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Gytkjaer: Nie żałuję odejścia z Lecha, Monza będzie wielka

W sobotniej prasie Christian Gytkjaer opowiada o swoim odejściu do Monzy, Gerard Badia mówi o meczach z Legią, jest też sylwetka Iwo Kaczmarskiego, a w Magazynie Lig Zagranicznych historia silnej relacji Franka Lamparda z Jose Mourinho. PRZEGLĄD SPORTOWY Legia w poprzednim sezonie nie wygrała z Piastem żadnego z trzech meczów. Teraz chce się przełamać. Wygląda […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Simić: „U Giampaolo przez miesiąc trenowaliśmy bez piłki. Tak uczył taktyki”

– Wierzę, że w przyszłości zagram w reprezentacji Chorwacji razem z Duje Caleta-Carem – deklaruje Lorenco Simić, stoper Zagłębia Lubin. Dlaczego uważa, że jego marzenia mają prawo się spełnić? Jak to się stało, że grał w Serie A, a dziś jest na Dolnym Śląsku? Wychowanek Hajduka Split opowiedział nam o treningach u Marco Giampaolo, na których nie […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Futbol Totalny eWinner – 60 PLN bonusu na Ekstraklasę!

Legalny polski bukmacher eWinner przygotował dla nas kolejną promocję! Jeśli lubicie obstawiać Ekstraklasę, to jest ona wręcz stworzona dla was. W ramach „Futbolu Totalnego” zagramy bowiem freebety za obstawianie rozgrywek polskiej ligi. Jak dostać bonus? Sprawdzamy i odpowiadamy. Gracze bukmachera eWinner o promocji „Futbol Totalny” zapewne już słyszeli, jednak jej powrót wiąże się z małymi […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

50 PLN freebetów w TOTALbet na FEN 31!

Sobota dla fanów sportów walki stoi pod znakiem gali FEN 31! W jednej z największych polskich federacji sztuk walki czeka nas kilka bardzo ciekawych starć. Takim będzie choćby walka podwójnego mistrza, Daniela Rutkowskiego, który zmierzy się z Adrianem Zielińskim. Mimo że jego rywal nie zdołał zmieścić się w limicie wagowym na ten pojedynek, więc jego […]
28.11.2020
Weszło
27.11.2020

Nowak i Mata załatwili Pogoń, sędzia niemile widziany w Szczecinie

Górnik Zabrze nie pozwolił sobie na serię złych wyników i zdobył trzy punkty kosztem Pogoni Szczecin, ale trudno powiedzieć, że to ta sama gra, co na początku sezonu. Do tego kibice gości jeszcze długo będą uważali, że w piątkowy wieczór przekręcili ich sędziowie. Nam do tak radykalnych sądów bardzo daleko, lecz faktycznie: działo się. Gdyby […]
27.11.2020