Reklama

Gdybym poszedł teraz do USA, nie czułbym się spełniony piłkarsko

redakcja

Autor:redakcja

10 stycznia 2020, 08:54 • 12 min czytania 0 komentarzy

Piątkowa prasa jak zawsze jest warta uwagi. Damian Kądzior tłumaczy, dlaczego nie chciał iść do MLS. Sven-Goran Eriksson przyznaje, że chciał pracować teraz w Polsce. Bartosz Białkowski zmienił dietę i jest jeszcze lepszy. Górnik Zabrze ugiął się pod żądaniami Igora Angulo. Kamil Grosicki do 1 marca będzie wiedział, na czym stoi w Hull City. 

Gdybym poszedł teraz do USA, nie czułbym się spełniony piłkarsko

PRZEGLĄD SPORTOWY

Damian Kądzior chciałby kiedyś zagrać w lepszym klubie niż Dinamo Zagrzeb, ale w Europie.

Na ile prawdziwe były niedawne doniesienia chorwackich mediów, że była oferta dla pana i Mislava Oršicia z amerykańskiej MLS?

Nie ma co ukrywać, to była normalna oficjalna oferta, która wpłynęła do Dinama.

Reklama

Chodziło o Portland Timbers?

Owszem, wysłannicy tego klubu pojawiali się na naszych meczach już w listopadzie. Najpierw proponowali 800 tys. euro, potem milion, 1,2 mln, półtora miliona. Aż w końcu wysłali wspólną ofertę na 8 milionów euro. Sześć za Oršicia, dwa za mnie. Ani ja, ani klub nie byliśmy zainteresowani tym kierunkiem.

Naprawdę nie kusi pana Ameryka? Tym bardziej że Przemysław Frankowski pokazał, iż można tam grać i ciągle się rozwijać, dostawać powołania do reprezentacji Polski.

Każdy ma swoją drogę rozwoju, ja chciałbym kiedyś zagrać w lepszym klubie, ale w Europie. Przenosząc się do Stanów Zjednoczonych, dostałbym powiedzmy dwa razy wyższy kontrakt niż mam teraz, ale dla mnie pieniądze nie są najważniejsze. W USA nie czułbym się spełniony piłkarsko, za długo walczyłem, by zaistnieć najpierw w polskiej piłce i w niezłym zagranicznym klubie, by teraz z tej drogi rezygnować. Może gdybym taką ofertę dostał za dwa lata, to bym ją przyjął, ale obecnie uważam, że wciąż jeszcze nie jestem w swoim najlepszym momencie w karierze, ciągle idę w górę. Chciałbym zagrać w jednej z pięciu topowych europejskich lig albo w angielskiej Championship. To nie jest zły plan, trzeba od siebie coraz więcej wymagać. Swoją drogą podoba mi się, że choć Dinamo zapłaciło kiedyś za mnie 400 tysięcy euro, to teraz nie zadowala go sprzedaż nawet za dwa miliony. Gram w klubie, który słynie ze szkolenia młodzieży i sprzedaje młodych piłkarzy za ciężkie miliony euro, a ja w wieku 27 lat umiem w tym towarzystwie się odnaleźć, jestem tu doceniany. No i chcę się przekonać, czy poradziłbym sobie gdzieś wyżej. Żałowałbym, gdybym po wielu latach doszedł do wniosku, że nie wykorzystałem takiej szansy i wybrałem łatwiejszą drogę, idąc do MLS. Zresztą to nie jedyny kierunek, bo wiem, że było też zapytanie z ligi tureckiej. Gdyby chodziło o ścisłą czołówkę, ewentualnie można byłoby się zastanawiać. Jeśli jednak jest to drugi szereg, obecnie mnie to zwyczajnie nie interesuje. Staram się patrzeć w górę i podnosić poprzeczkę. Jestem w zupełnie innym miejscu niż półtora roku temu, gdy przychodziłem do Dinama.

ps1

Sven-Goran Eriksson przyznaje, że rozmawiał z Jagiellonią Białystok.

Reklama

MACIEJ KALISZUK: Podobno znalazł się pan w gronie kandydatów do objęcia Jagiellonii Białystok?

SVEN-GÖRAN ERIKSSON: Nie mogę powiedzieć, że byłem bliski podpisania kontraktu. Natomiast to prawda, że nawiązałem kontakt poprzez przyjaciela mieszkającego w Szwecji. Jest Polakiem, ale żyje w moim kraju, znamy się od lat. Ponadto rozmawiałem z kimś z klubu, ale nie z prezesem. Nie doszliśmy jednak do etapu konkretnych porozumień na temat warunków umowy.

Praca w Polsce wydaje się panu atrakcyjna?

Tak, to byłoby interesujące. Polski futbol jest bardzo silny.

Wcześniej współpracujący z panem menedżerowie wysłali CV do Legii.

Legia to mocny klub, ale nie doszło do żadnych rozmów.

Niebawem skończy pan 72 lata. Dalej ma pan motywację do pracy?

Nie jestem zdesperowany, ale jeśli trafi się ciekawa oferta, będę zainteresowany. Piłka to dla mnie jak narkotyk.

Ostatnio prowadził pan reprezentację Filipin. To musiało być niełatwe dla kogoś, kto wcześniej pracował z kadrą Anglii i czołowymi drużynami Europy.

To było bardzo trudne. Futbol na Filipinach jest w cieniu innych sportów, jak koszykówka czy baseball. Pierwszy raz w życiu pracowałem w kraju, w którym ludzie nie interesowali się piłką. Na mecze kadry przychodziło po dwa tysiące osób. Przyzwyczaiłem się do europejskich realiów, gdzie jest dużo większe zainteresowanie futbolem. Byłem tam jednak trzy miesiące, miałem tylko pomóc Filipińczykom podczas Pucharu Azji (kadra tego kraju przegrała wszystkie spotkania w turnieju – przyp. red.).

Bartosz Białkowski ma najwięcej interwencji spośród bramkarzy Championship. W Millwall świetnie się odnajduje, w czym pomogła mu też zmiana diety.

O POPRZEDNIM SEZONIE
Był straszny. Spadliśmy z ligi, a ja w pewnym momencie usiadłem na ławce. Trener miał prawo podjąć taką decyzję, bo sam czułem, że nie pomagam drużynie. Nawet gdy nikt nie miał do mnie pretensji, wiedziałem, że to nie jest ten poziom, do którego przyzwyczaiłem wszystkich i samego siebie. Nie wiem, czemu tak się stało, ale mimo że ciężej trenowałem, nie byłem w stanie wrócić do swojej najlepszej dyspozycji. Chciałem odejść z klubu, pomyślałem, że zasiedziałem się w Ipswich i potrzebuję nowego bodźca.

O ZMIANIE DIETY
Cztery i pół miesiąca temu przeszedłem na weganizm. Odstawiłem nie tylko mięso, ale także ryby i nabiał. Klubowy dietetyk początkowo był na „nie”, ale postanowiłem, że spróbuję przez miesiąc. I tak już zostało. Pierwszym sygnałem, że potrzebuję zmiany w żywieniu, było samopoczucie po meczach. Zauważyłem, że na drugi dzień muszę mieć więcej czasu, by rozruszać się przed treningiem. Teraz jest inaczej, wyraźnie widzę efekty nowej diety. Wychodzę na boisko i od razu mogę kopać piłkę, bo nie czuję bólu w mięśniach. W nocy sypiam rewelacyjnie. W czasie dnia już nie potrzebuję drzemki, jak to było wcześniej, bo mam dużo energii. Kiedy po meczach jest odnowa biologiczna, czuję, że wcale nie jest konieczna. Co ciekawe, kiedy w klubie robili nam badania krwi, okazało się, że mam najlepsze wyniki.

ps2

Medal za wygranie LE i dumę Israel Puerto schował do kieszeni. W Śląsku Wrocław jest jednym z czołowych piłkarzy.

Jak długo może grać we Wrocławiu? Zdaniem hiszpańskiego serwisu estadiodeportivo.com Puerto znalazł się w kręgu zainteresowań SD Eibar. W Śląsku ma jeszcze półtora sezonu kontraktu z opcją przedłużenia oraz klauzulą odstępnego. Gdyby klub z Baskonii faktycznie chciał go pozyskać, musiałby zapłacić 750 tys. euro. Dla Śląska to jeden z rekordowych transferów „wychodzących”, zaś dla średniaka z LaLiga, jakim jest Eibar – drobniaki. Puerto można by było przekonywać do pozostania tylko perspektywą gry w europejskich pucharach i… miastem. 

– Bardzo mi się podoba otoczka wokół waszej ligi i atmosfera na trybunach Śląska. Miasto też, choć macie duże korki – śmieje się Puerto. Zaaklimatyzował się bardzo dobrze nie tylko w drużynie. Szczególnie upodobał sobie wrocławskie stare miasto i kilka okolicznych lokali, w tym znajdującą się tuż przy rynku hinduską restaurację, w której lubi się stołować. – Podobają mi się też parki, gdzie codziennie wychodzę z moim psem Lebronem. To szczeniak. Ma dopiero rok, ale razem z moją dziewczyną traktujemy go jak członka familii – opowiada obrońca Śląska.

ps3

Jarosław Niezgoda leci na testy medyczne do Portland Timbers, z Legii może też odejść Portugalczyk Cafu.

Bardzo prawdopodobne, że portugalski pomocnik pożegna się z drużyną jeszcze tej zimy. W czerwcu kończy się jego umowa i w tym momencie piłkarz nie bardzo chce ją przedłużyć. Nie mówi Legii definitywnie „nie”, ale nie jest do końca przekonany, czy już teraz decydować się na pozostanie w Warszawie. Dlatego woli poczekać z zakończeniem negocjacji do czerwca. To może oznaczać, że zostanie w stołecznym zespole tylko pod warunkiem, że nie znajdzie lepszej oferty za granicą. W Legii nie bardzo chcą słyszeć o takim rozwiązaniu, stąd – po pierwsze – pomysł z wypożyczeniem Szymańskiego, a po drugie możliwość sprzedaży Cafu już teraz. Sytuacja jest dynamiczna, piłkarz, który nie ma pewnego miejsca w podstawowym składzie zespołu Vukovicia, leci do Turcji, ale to, że wróci razem z resztą ekipy już takie pewne nie jest.

ps4

Górnik Zabrze się ugiął, Igor Angulo otrzyma propozycję dwuletniego kontraktu. Daleko za to do pozyskania przez zabrzan Lukasa Podolskiego i Rafała Kurzawy.

Od września Igor Angulo przekonywał, że chce przedłużyć kontrakt z Górnikiem, który wygasa po zakończeniu obecnego sezonu, ale interesuje go wyłącznie dwuletnia współpraca. Władze klubu długo nie chciały na to przystać i najpierw zaproponowały mu roczną umowę (z opcją przedłużenia o 12 miesięcy w przypadku rozegrania odpowiedniej liczby minut) oraz podwyżkę. Angulo ją odrzucił.

– Przedstawiliśmy mu chyba najlepszą ofertę finansową w historii Górnika, biorąc pod uwagę ostatnich kilkanaście lat – zaznacza Dariusz Czernik, członek zarządu klubu (Górnik ma wakat na stanowisku prezesa). – Złożymy jednak nową i będzie to dwuletni kontrakt – dodaje działacz. W tym tygodniu z zabrzanami skontaktowali się przedstawiciele tureckiego Adana Demirspor. Klub występujący na drugim poziomie rozgrywek, w którego składzie gra Jakub Kosecki, złożył propozycję wykupu Angulo. – Wpłynęła oficjalna oferta, ale dla nas nie ma tematu, nie podejmiemy rozmów. Chcemy, aby Igor został w Górniku przynajmniej do czerwca – podkreśla Czernik.

ps5

SPORT

Jorge Felix sprawę swojej przyszłości w Piaście Gliwice zostawia agentowi.

Możemy rozmawiać na wiele tematów, ale kibiców i tak najbardziej interesował będzie jeden…

– Och, tylko proszę mnie nie pytać o kontrakt!

Muszę…

– Wszyscy w kółko mnie o to pytają. Jestem piłkarzem i skupiam się na budowaniu formy. Od spraw kontraktowych jest mój agent. On rozmawia z Piastem i z innymi klubami. Da mi znać, gdy osiągnie porozumienie i tyle. Proszę uwierzyć, że jest mi trudno ciągle powtarzać to samo. Naprawdę nie myślę o tym, co się może wydarzyć. Skupiam się na teraźniejszości, a nią są treningi.

Ale gdy trener mówi, że woli, żeby pan odszedł za darmo latem niż już teraz, to co pan czuje? Kibice także żyją tematem pańskiej najbliższej przyszłości.

– Rozumiem to i rozumiem też media. Gdy zostajesz mistrzem Polski, strzelasz regularnie gole, to zwracasz na siebie uwagę. W dodatku mój kontrakt się kończy, więc zainteresowanie to coś normalnego. Dla mnie to też nowa sytuacja, bo gdy grałem w Hiszpanii, to interesowało się mną tylko kilka miejscowych klubów. Polska ekstraklasa jest jednak uważnie śledzona przez wielu wysłanników, dlatego skauci szukają kandydatów do gry w swoich klubach. Zainteresowanie mną jest z jednej strony trudne, bo jestem tym samym człowiekiem, co na początku gry w Polsce, lubię ciszę i spokój. Z drugiej to bardzo miłe, że tyle osób mną się interesuje, tylu fanów Piasta chce, żebym został w Gliwicach. Naprawdę to doceniam.

sport1

Raków Częstochowa wyjechał na pierwsze zgrupowanie tej zimy. Zaszły zmiany w sztabie szkoleniowym.

Maciej Kędziorek był asystentem Marka Papszuna od początku jego pracy w Rakowie. Był odpowiedzialny za stworzenie niezliczonej ilości rozwiązań stałych fragmentów gry, z których swego czasu korzystał Czesław Michniewicz podczas mistrzostw Europy do lat 21. Pod koniec grudnia zdecydował się jednak odejść z Rakowa. Jego obowiązki przejął Goncalo Feio. Portugalczyk w polskiej lidze współpracował z Kiko Ramirezem oraz Joanem Carillo w Wiśle Kraków. Później współpracował z Legią Warszawa, by następnie zostać ponownie asystentem Ramireza w AO Xanthi, średniaka ligi greckiej. – Raków jest dobrze zorganizowany taktycznie i wyróżnia się stylem gry na tle pozostałych drużyn w lidze. Cieszę się, że będę mógł uczestniczyć w projekcie rozwoju Rakowa – mówił na łamach strony klubowej Feio. Do ekipy spod Jasnej Góry powrócił także Przemysław Oziębała. Grę w czwartoligowych rezerwach będzie łączył z pracą skauta pierwszego zespołu. W klubie pojawił się także nowy analityk – Norbert Onuoho.

sport2

Od największego sukcesu w historii polskiej piłki klubowej mija pół wieku. Wtedy to Górnik Zabrze zagrał z Manchesterem City w finale Pucharu Zdobywców Pucharów.

– Byliśmy bardzo blisko zdobycia trofeum i wiele razy zastanawiałem się, czego nam zabrakło w wiedeńskim finale, by pokonać Manchester City – wspomina Stanisław Oślizło. – Na pewno nie umiejętności piłkarskich. Uważam, że gdyby naszym trenerem był Geza Kalocsay, to zdobylibyśmy Puchar Europy Zdobywców Pucharów. Został jednak zwolniony w trakcie sezonu, bo plotkowano, iż w jego mieszkaniu odbywają się schadzki męsko-damskie. Został więc persona non grata i musiał opuścić Polskę, a jego miejsce zajął Michał Matyas i nie wytrzymał presji psychicznej. Z Kalocsayem bylibyśmy mocniejsi, a od Matyasa wyczuwaliśmy strach i to rzutowało na naszą psychikę oraz taktykę, której efektem była pierwsza połowa przegrana 0:2. W drugiej zagraliśmy już odważnie i po moim golu złapaliśmy kontakt, ale zabrakło nam sił i przegraliśmy. Wysiłek włożony w mecze z Romą na pewno się nawarstwił, bo graliśmy w sumie trzy razy, z czego dwa razy z dogrywką, tydzień po tygodniu i za tydzień mieliśmy finał. Do Wiednia pojechaliśmy niejako z marszu, a Anglicy mieli normalny cykl. Być może pojawiło się też przekonanie, że myśmy już i tak dużo zrobili, bo jesteśmy w finale. No i sam finał nie był meczem, którego atmosfera mogłaby wyzwolić ostatnie pokłady sił. Puste trybuny, bo niespełna 8000 widzów na Praterstadionie, sprawiały wrażenie jakby to był sparing. Angielscy kibice nie przyjechali, a Polaków była garstka. W dodatku rozpadał się straszny deszcz, który odstraszył Austriaków i dopełnił tego smutnego obrazu. 

sport3

SUPER EXPRESS

Rozmowa z Kamilem Grosickim, który odpoczął w Polsce i pełen energii wrócił do Hull City.

– Hull ma tylko 2 pkt straty do szóstego miejsca, dającego baraże o Premier League. Walczycie o awans?
– Trener Grant McCann od początku sezonu wmawia nam, że to jest właśnie nasz cel. Teraz jesteśmy w dobrym okresie, bo z czterech meczów wygraliśmy trzy. Pierwsza szóstka i gra w play-off to nasz plan minimum.

– Ale czy jest pewność, że będziesz grał w Hull w play-off. W czerwcu kończy ci się przecież kontrakt…
– Kontrakt mam do końca tego sezonu, ale Hull ma opcję jego przedłużenia o rok na takich samych warunkach. Mój agent już o tym rozmawia, a klub ma czas na decyzję do 1 marca. Gdzieś w tle słyszę, że Hull chce podpisać nowy kontrakt, nawet na dłuższy termin, jest zainteresowanie też innych klubów. Ale dla mnie priorytetem jest gra w Hull. Jestem już tutaj 3 lata i zżyłem się ze wszystkimi w klubie.

se1

GAZETA WYBORCZA

120 mln euro – tyle dostanie piłkarska federacja Hiszpanii za organizację w Arabii Saudyjskiej turniejów o hiszpański Superpuchar. Protestują kibice i organizacje praw człowieka.

Kontrowersje budzi nie tylko maksymalizacja zysków za wszelką cenę. Chodzi też – a może przede wszystkim – o segregację kobiet w Arabii Saudyjskiej i łamanie praw człowieka. Media hiszpańskie zaroiły się od relacji swoich dziennikarek wysłanych na Superpuchar Hiszpanii do Dżuddy w prowincji Mekka nad Morzem Czerwonym – jednego z największych, najbardziej rozwiniętych i najbardziej postępowych miast w Arabii Saudyjskiej. Dziennikarka „Marki” opowiada, że zaczepiała na ulicy zakwefione kobiety saudyjskie, prosząc je o chwilę rozmowy. Wszystkie pytały o zgodę towarzyszących im mężczyzn i wszystkie otrzymały zakaz. Jedna z nich spacerowała z 10-letnim chłopcem, ale i on zabronił jej wypowiedzieć się do kamery. Hiszpańska federacja się broni. Rubiales sprzedał prawa do organizacji Superpucharu Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej pod warunkiem, że pierwszy raz w historii kobiety saudyjskie będą mogły przyjść na stadion i usiąść, gdzie im się podoba – także wśród mężczyzn. Tymczasem do środy i meczu Real – Valencia musiały zajmować miejsca w strefach wyznaczonych wyłącznie dla kobiet. W praktyce sytuacja wyglądała tak, że większość kobiet na stadionie stanowiły pracownice obsługujące gości.

gw1

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...