post Avatar

Opublikowane 21.11.2019 14:35 przez

redakcja

Krzysztof Kamiński to legenda czasów, gdy 2:2 z Juventusem piłkarze Widzewa uważali za zawalony mecz, a The Kop na Anfield żegnało polski zespół owacją na stojąco.

Półfinalista Pucharu Europy, dwukrotny mistrz Polski, najbardziej utytułowany widzewiak w historii, a dziś posiadacz własnego klubu i szkoleniowiec czwartoligowej Andrespolii Wiśniowa Góra, która za sprawą byłej gwiazdy Wielkiego Widzewa ma swoją wizję na futbol i szkolenie.

Zapraszamy na kolejny odcinek #PowiatBET współtworzonego wraz z ETOTO!

***

Podobno działacze RTS wypatrzyli pana na meczu Żyrardowianki z Bzurą Chodaków, gdzie pierwotnie przyjechali obejrzeć innego zawodnika.

Tak słyszałem. Niektórzy mają szczęście. Ale powiem szczerze, zanim trafiłem do Widzewa, już byłem przygotowany do grania. Czułem się mocny. Skończyłem Liceum Ogólnokształcące i stanąłem przed dylematem. Mama pytała:

Krzysiek, co będziesz robił dalej?

Chciałbym grać w piłkę.

Czy ty z tego wyżyjesz? Idź na studia, jak starszy brat. Zrobisz studia, zawsze będziesz miał pracę.

Ale nie posłuchałem. Uznałem, że rok poczekam. Trenowałem dwa razy dziennie, wzmacniałem się siłowo, grałem w Żyrardowiance.

Kolega zabrał mnie kilka razy na mecze Legii. Pojechaliśmy, zobaczyliśmy jak gra Kaziu Deyna, jak grają inni piłkarze. To był 1977 rok. Patrzyłem i myślałem: „Kurczę, przecież ja gorzej od nich nie gram”. Ktoś może mi zarzucić przesadną pewność siebie, ale przecież to się sprawdziło, wkrótce mnie dojrzano i grałem na wysokim poziomie.

Może moja pewność siebie wynikała z pochodzenia społecznego. Było u nas trochę problemów rodzinnych. Mama nas wychowywała sama, było nas czterech rodzeństwa, ja najmłodszy. Trzeba się było przepychać przez życie. To nie tak jak teraz, że wszystko jest pod nos. Nosiłem ubrania jako czwarty. Bardzo smaczna była kromka chleba polana wodą i posypana cukrem. Mięso było od święta, a święta, wiadomo, są dwa razy do roku. Może to spowodowało, że w człowieku narastał charakter buntownika, który jak coś sobie zaplanował, to szedł do tego konsekwentnie.

Przychodził pan z czwartej ligi do drużyny, która potrafiła zbić Juventus czy Manchester City. Czuł pan trafiając do Widzewa jakby złapał pana Boga za nogi?

Na pewno zmieniło się moje życie. Było mi o pewne sprawy dużo łatwiej – wtedy dostać mieszkanie, kupić samochód, to trzeba było grać na poziomie Widzewa. Kupowaliśmy różne rzeczy w Peweksie, mieliśmy dostęp do różnych towarów.

Na początku była jakaś trema, niepewność, natomiast powiem szczerze: ja chciałem grać. W szatni Widzewa pokazałem charakter, który oni zaakceptowali. W tamtych czasach to było normalne, że zawodnicy mówili do trenera: my jego chcemy, on musi grać.

Tak było już po pierwszych sparingach. Mam do dziś wycinki gazet, które wtedy się ukazywały, po meczu ze Starem Starachowice, gdzie wszedłem przy 0:0, rozkręciłem towarzystwo i wygraliśmy 4:0 gazety pisały: drugi Boniek w Widzewie. Sam Zbyszek po meczu, pamiętam jak dzisiaj, w szatni powiedział:

No to dwóch ludzi ma pewne miejsce. Krzysiek Kamiński i ja.

ETOTO MA BOGATĄ GAMĘ ZAKŁADÓW NA CZWARTĄ LIGĘ!

Początki jednak nie były tak bezproblemowe, mówi pan o świetnych sparingach, ale wkrótce spędził pan dwa lata w rezerwach Legii.

Pewne układy w drużynie też występowały. To była skomplikowana szatnia. I tyle. Resztę niech sobie ludzie dopowiedzą.

Po półroczu poszedłem do Ludwika Sobolewskiego i powiedziałem, że mam dosyć siedzenia na ławce, bo czuję się na siłach, żeby grać, a tutaj jest coś nie tak z tym wszystkim. Sobol mi mówi, żebym został jeszcze. Później odezwało się wojsko, Legia. W pierwszej drużynie nie zagrałem ani razu, nie byłem nawet zaproszony na trening. Grałem tylko w rezerwach. Miałem wrażenie, jakby się chcieli na mnie mścić. Z późniejszej perspektywy szczególnie, bo skoro wchodzę do Widzewa, gram na wysokim poziomie, to dlaczego tam nawet nie dostałem szansy, jednego choćby meczu?

Szczęśliwie wróciłem do Łodzi, a mecz, który otworzył mi drogę do bycia pełnowartościowym piłkarzem Widzewa to derby z ŁKS-em, wygrane 3:1, gdzie strzeliłem dwie bramki. Cieszyłem się, ale nie zdawałem sobie jednak sprawy z tego, co może mnie jeszcze czekać. Zostałem zaakceptowany. Tworzyłem ten Widzew przez kilka lat. Potem sam akceptowałem ludzi, którzy do nas przychodzili. Czuło się też wsparcie kibiców, co się nie zmieniło do dziś, bo kibice Widzewa potrafią docenić. Z tamtych lat pamiętam taki mecz z Górnikiem Wałbrzych. Górnik zaskoczył, był liderem. Na meczu było 30 tysięcy widzów, kilka razy powyżej pojemności stadionu. Cieszę się, że teraz znowu zaczęła się moda na Widzew.

Jaką postacią był Ludwik Sobolewski?

Przede wszystkim bardzo wiarygodną. Co powiedział, to zrobił. Bardzo doceniał osoby, które dużo z siebie dają. Miał też duże wyczucie do tego co robi w sporcie. Lubił mnie, miałem u niego chody.

Jak świętowaliście pierwsze w historii Widzewa mistrzostwo Polski?

Szampany po wszystkim i wracamy do siebie, na Widzew, tu impreza do białego rana. Pani Basia w klubowej kawiarence organizowała te imprezy. Ale następnego dnia myśleliśmy już o kolejnych treningach, meczach. Nie świętowało się tygodniami, nie było na to czasu. Trenowaliśmy dwa razy w tygodniu na głównej płycie, choć wiadomo, staraliśmy się ją oszczędzać. Było też boisko na Stokach, tam często jeździliśmy. Zimą przy Niciarnianej, gdy tylko śnieg spadł, wałowanie i się trenowało na śniegu. Nic to nie przeszkadzało.

JAGUAR KOKOSZKI POKONA KASZUBIĘ? KURS 3,65 W ETOTO

Z jakimi nastrojami jechaliście do Livepoolu?

Po pierwszym meczu jechaliśmy na Anfield wygrać. Po prostu. Mieliśmy zaliczkę dwóch bramek, ale wiedzieliśmy, że jak  będziemy jej tylko bronić, to będzie nawałnica i może być różnie. Postanowiliśmy więc, że gramy odważnie. Wiedzieliśmy jak to się robi, trzeba wyjść z charakterem i robić swoje. Pamiętam, cały dzień przed meczem padał deszcz. Wieczorem pojechaliśmy na stadion, półtorej godziny do meczu, a tam kałuże na boisku. Jak będziemy grać? Ale wychodzimy, grama wody nie było.

Po meczu fajne zaskoczenie, że kibice Liverpoolu, trybuna The Kop, ci najbardziej fanatyczni, wstali i bili nam brawo. Byliśmy też zaproszeni na pomeczowy bankiet, na którym byli działacze i piłkarze Liverpoolu. Było im przykro, ale nie robili z tego wielkiej tragedii – myślami byli już przy następnym meczu. Gratulowali, zachowali się z wielką klasą.

Juventus był do przejścia?

Na pewno. Po losowaniu spojrzeliśmy na siebie: fajnie, będzie niezła zabawa. Juve to było pół reprezentacji Włoch, plus Zbyszek i Platini. Mieliśmy pecha, pierwsza bramka od rykoszetu – Andrzej Grębosz się odwrócił, dostał piłką w tyłek i wpadło. Tak naprawdę mogliśmy to u siebie odwrócić, skończyło się na 2:2, wkradało się w nasze granie jakieś zawahanie, jakieś przestoje. Zawaliliśmy mecz w Łodzi przez brak koncentracji.

Rozbudziliście apetyty. Ale później zdarzały się obok świetnych meczów, jak z Gladbach czy Rapidem, także duże rozczarowania.

Największym rozczarowaniem było Galatasaray Stambuł. Mieliśmy karnego po mojej akcji, chyba Włodek Smolarek nie trafił. Zawaliliśmy tutaj strasznie, to był duży niedosyt. Ten zespół już się wtedy mocno zmieniał.

Darek Dziekanowski mógł być drugim Zbigniewem Bońkiem?

Nie, absolutnie nie. Nie miał charakteru. Do wielkiej piłki trzeba go mieć, on się nie nadawał. Wielu jest piłkarzy dobrych, żeby wyjść jeszcze wyżej, trzeba mieć szczególne predyspozycje – takie na pewno miał Zbigniew Boniek, takie ma Robert Lewandowski.

Ma pan niedosyt spoglądając na swoją karierę? Skoro po pierwszych meczach łódzcy dziennikarze pisali, że jest pan drugim Bońkiem…

To oceniali dziennikarze, nie ja, ich trzeba zapytać. Może trochę przesadzali. Ja sam się zastanawiam: czy w ogóle miałem talent? Pan wie co to talent? Talent to, jak mówią, 99% potu i 1% polotu. Brakowało mi predyspozycji fizycznych też. Charakter tak, ale fizycznie – w pewnym momencie musiałem zejść niżej, na linię obrony.

Jestem spełnionym zawodnikiem. 23 mecze w europejskich pucharach, dwa razy mistrzostwo Polski, trzy razy wicemistrzostwo, Puchar Polski. Niech pan znajdzie bardziej utytułowanego zawodnika Widzewa.

Nie ma, pan jest najbardziej utytułowanym.

Jedna drobna rzecz, to że nie dostąpiłem zaszczytu gry dla reprezentacji Polski. Zostałem powołany za Piechniczka, ale nie zadebiutowałem.

Jak to się stało, że w 1988 przestał pan grać w Widzewie? miał pan dopiero 30 lat, a ta kariera praktycznie się  wtedy skończyła.

Przyszedł taki moment, że nie chcieli mnie w Widzewie. Trzeba to jasno powiedzieć. Parę osób się przyczyniło, powiedziałem: stop. Miałem kilka konsultacji zagranicznych, zagrałem chwilę w Austrii, Niemczech, ale to były krótkie epizody. Dziecko miało cztery lata, uznałem, że wracam. Były jeszcze oferty z ligi polskiej, ale jak to mówią, trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Życie nie kończy się ani na piłce, ani na trzydziestce.

CHROBY II GŁOGÓW UPORA SIĘ Z KUŹNIĄ JAWOR? 1,24 W ETOTO

Zazdrości pan troszeczkę dzisiejszym piłkarzom gry na takim stadionie?

Patrzę na to troszkę inaczej. Jestem na prawie każdym meczu. Mam pewien problem, bo mi trudno jest oceniać tych zawodników. Stawiam Widzewowi wysoką poprzeczkę, ale łapię się na tym: kurczę, przecież to jest druga liga. Czego ty od nich chcesz? Jest jak jest. Albo się z tym pogodzisz i będziesz sobie chodził, albo nie chodź, siedź w domu. To jest trudne.

Mam też z tym problem w czwartej lidze jako trener. Wymagam od chłopaków, mam pewne wyobrażenie futbolu, a wiadomo, że chłopaki choć się starają, tak wszystkiemu nie są w stanie sprostać. Ale chwile, gdy widzisz zdolnych młodych ludzi robiących postępy wszystko wynagradzają. W tej chwili ogrywam w IV lidze już rocznik 2003. Mam zawodników, którzy daliby sobie radę wyżej. Jest jeden taki młodziutki gracz, bardzo duży talent, inteligentny, mądry, brakuje mu tylko jednego: lepszej fizyki. Ale to najłatwiej nadrobić, dlatego konsekwentnie daję mu czas.

Jak to się stało, że dorobił się pan klubu?

Po skończeniu kariery chciałem zostać trenerem. Byłem w Skierniewicach, Łęczycy, Szadku. Prowadziłem też z Mirkiem Westfalem rezerwy Widzewa, wówczas trzecioligowe, a gdy Mirek zachorował przekazano to mi. Moimi wychowankami byli Radek Kowalczyk i Marcin Boguś. Ja byłem jednak zadziora, gdy pojawił się pewien problem z uprawnieniami, zrezygnowałem.

Zajmowałem się w życiu różnymi rzeczami. Miałem swego czasu firmę prowadzącą kolportaż prasy zagranicznej. Ciekawy był epizod… z tańcem towarzyskim. To była pasja mojej córki, więc się zaangażowałem, aż po należenie do głównego zarządu Łódzkiego Związku Tańca Towarzyskiego. Córka wygrała Grand Prix Polski amatorów, ale gdy uznała, że nie chce już tańczyć, ja też zrezygnowałem.

Później ponownie trenowałem w niższych ligach. W Górniku Łęczyca grał syn pani prezes. Posłałem go na ławkę, dzień później telefon, że nie jestem już trenerem. Miałem dosyć wszystkiego i zacząłem szkolenie dzieci i młodzieży. Tak w 2007 roku powstał SportPerfect Łódź.

Dziś to piramida szkoleniowa, od przedszkolaków, których dziś mamy około stu, aż do czwartoligowej Andrespolii Wiśniowa Góra. To ścisła współpraca trzech klubów: SportPerfect, mającego też A-klasowy zespół, UKS Wiśniowa Góra, opartego na szkoleniu podstawowym, plus wszystkie drużyny Andrespolii. Wszystkie podlegają mnie, jest narzucony odgórny program szkoleniowy. Dlatego tu jestem. Jeśli zgłosiłby się klub „panie Kamiński, czy poprowadziłby pan zespół w IV lidze?” na pewno bym odmówił.

A gdyby ktoś wyżej się zgłosił?

W tej chwili nie jestem tym za bardzo zainteresowany. Może można było tak zrobić dziesięć lat temu. Ale teraz mam coś zbudowanego i jest czego doglądać. Ostatnio nawet był na Widzewie trener Żmuda, zjedliśmy razem śniadanie, on pyta: chcesz? Zaproponuję cię. Pierwsza liga? Nie chciałem. Mam się gdzie realizować.

Jaki jest pana pomysł na szkolenie?

Nie ma nacisku na wynik. Uważam, że to szkodliwe dla rozwoju piłkarskiego dziecka. Stawianie na wynik dziesięciolatków to katastrofa, zlikwidowałbym rozgrywki dziecięce do 12 roku życia. Mamy sześciu trenerów,  zawsze po meczu pytam ich nie jaki wynik osiągnęli, tylko kto według nich zagrał najlepiej. W starszych rocznikach sam mówię: niekoniecznie interesuje mnie wynik, tylko żeby chociaż sześciu z was fajnie zagrało.

My się nie ścigamy. SMS, Widzew, ŁKS – niech się ścigają. Ale w zeszłym sezonie CLJ wygrała Korona. Ilu tych chłopaków skończywszy wiek juniora gra w pierwszym zespole? Zajmijmy się szkoleniem, nie ściganiem. Sukcesy w grze młodzieżowej to przede wszystkim juniorzy radzący sobie w seniorach.

Ten wynik w IV lidze, w seniorskiej drużynie, też nie jest tak istotny?

Na pewno jest istotny, chcemy zostać na tym poziomie. Nas nie stać na to, żeby grać w III lidze, ale bardzo chcemy mieć czwartą. Szkolimy wszystkie drużyny pod kątem systemu grania w Andrespolii, tak samo gra A-klasowy SportPerfect, by później gracze byli gotowi. W Andrespolii taką mamy filozofię, że przede wszystkim stawiamy na rozwój zawodników. Czwarta liga w Andrespolii to kolejny etap szkolenia chłopaków. Daję im możliwość ogrania się, wejścia na wyższy poziom. Natomiast to musi mieć ręce i nogi. Dobra selekcja, rozeznanie. Na wszystko trzeba mieć pomysł: Guardiola ma pomysł na prowadzenie City, Klopp na prowadzenie Liverpoolu. Gdzie  ta dwójka by nie poszła, coś zrobi, bo ma pomysł i plan.

BIELAWIANKA BIELAWA FAWORYTEM!

Chłopcy, których pan prowadzi w IV lidze zagadują czasem o dawne mecze i grę w półfinale Pucharu Europy?

Wszystko toczy się swoim rytmem. Nie mamy tak czasu usiąść i pogadać. Oni wiedzą z kim pracują, wiedzą jakie mam doświadczenie. Wiedzą, że jak coś zauważę, czy w treningu, czy w meczu Ligi Mistrzów, to tak jest. A jeśli zadaję trudne pytania o ich grę, to coś w tym tkwi.

Najważniejszy dla pana trener w karierze?

Myślę, że właśnie Władziu Żmuda. Powiedziałbym, że to trener kompletny, z fajnym warsztatem treningowym. Wiele rzeczy starałem się przejąć od niego. A przede wszystkim też dobry człowiek.

Jakie są największe grzechy, jakie może popełnić trener?

Nie może wyjść przed szereg, w takim sensie: ja jestem najważniejszy, a wy tylko od grania. To od razu strzał w stopę. Był taki trener w Widzewie, który chciał największe indywidualności zniszczyć, tylko po to, by pokazać, że on jest najważniejszy. Jak to się skończyło wszyscy wiedzą. Po drugie, to odpowiednie prowadzenie drużyny, zarządzanie przygotowaniem fizycznym, tak by gracze zawsze mieli chęć do grania, nie byli zmęczeni.

 

Czym dla pana jest widzewski charakter?

Widzewski charakter to chęć gry w piłkę, ale i zostawiania serca na boisku. To chęć bycia najlepszym. Ale przede wszystkim widzewski charakter to słowa, nie czyny. Powiem szczerze, tym określeniem według mnie za często się szafuje, dziennikarze co i rusz mówią, że jakiś piłkarz pokazuje widzewski charakter, a mnie to szczerze boli, bo wiem, że to nie to. Nie rozmieniajmy tego określenia na drobne.

Był pan na meczu z Legią? Po golu na 2:2 zapachniało widzewskim charakterem.

W tym meczu byliśmy dobrze dysponowani, fajnie graliśmy. Ale chciałbym zobaczyć tego ducha w każdym meczu. A skończyło się jak się skończyło, następny mecz u siebie 0:1 z Resovią, co powiem szczerze, przewidywałem, niestety chłopaki mocno się wypruli i był problem.

Pan ograł Widzew w Pucharze Polski, właśnie Andrespolią. To musiał być dla pana szczególny, choć i dziwny mecz.

Na pewno było to dla mnie wydarzenie, tyle lat człowiek grał, nie może przejść obok. Natomiast zdradzę trochę kuluarów. Kiedy dowiedziałem się, że gramy z Widzewem, wykonałem telefon do prezesa Klementowskiego. Mówię: słuchaj, gramy przeciwko sobie, ale i gramy razem. Proponuję, żebyśmy zagrali na Widzewie. Ludzie przyjdą, jest to jakieś wydarzenie, powinno być fajnie. Oddzwonił później, powiedział, że nie, bo nie wiadomo ile ludzi przyjdzie, a to wszystko kosztuje. OK, jak chcesz, ale nie będziecie mieli u nas łatwo. I tak się stało. Jak się ma przyzwoitych piłkarzy i dobrą strategię to można wiele zrobić. Widzew odpadł i stracił wiele pieniędzy, bo przecież mógł przejść dalej i trafić kogoś bardzo medialnego.

Jeszcze Franz Smuda okazał się niestety bufonem. Na konferencji prasowej powiedział, że nie podszedł do tego meczu do końca poważnie, bo oni nie grają o puchary. Zripostowałem mu, że u nas w porównaniu do ligi grało pięciu rezerwowych. Tak was my potraktowaliśmy. Zawsze tak grałem w pucharach, że ci, co mieli mniej minut, dostawali je w tych rozgrywkach i nie miałem zamiaru robić wyjątku na Widzew, nasz najlepszy wówczas zawodnik, Sebastian Radzio, wszedł dopiero w drugiej połowie i przechylił wynik na naszą korzyść.

#PowiatBet to nasz cykl tekstów, w których prezentujemy realia klubów z czwartej ligi. Szykujcie się na dużo atrakcyjnych materiałów, bo przecież właśnie na tym szczeblu występują m.in. zespoły z Bytomia, Odra Wodzisław Śląski, drużyna Ślusarskiego, Telichowskiego i Zakrzewskiego, a nawet żywa legenda lat dziewięćdziesiątych, RKS Radomsko. Partnerem cyklu są nasi kumple z ETOTO, którzy czwartą ligę pokochali na tyle mocno, że regularnie przyjmują zakłady na spotkania na tym szczeblu rozgrywkowym.

Opublikowane 21.11.2019 14:35 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
12.08.2020

Andrea Pirlo, czyli zagadka dla analityków. Co wiemy o nowym trenerze Juventusu?

– Andrea Pirlo jako trener? Jedną rzecz wiemy na pewno. W garniturze i pod krawatem będzie wyglądał świetnie – tak „Il Foglio”, w nieco szyderczy sposób, recenzuje powierzenie mistrzowi świata z 2006 roku sterów Juventusu. Szyderczo, ale zarazem szczerze. Bo co można powiedzieć o trenerze, którzy jeszcze nigdy nikogo nie trenował? Który nie zastosował ani […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Quiz piłkarski. Kto podnosił z boiska wygraną w Champions League?

No i nadszedł dzień, w którym widać już metę kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Siedem meczów w Lizbonie i będzie po sprawie – w wyjątkowych okolicznościach ktoś dopisze sobie do CV spore osiągnięcie. Z tej okazji przygotowaliśmy dla was quiz piłkarski. Zadanie polega na wymienieniu podstawowych jedenastek zwycięzców ostatnich dziesięciu finałów Champions League.  Łatwe? No to […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

PRASA. Chaos z badaniami, ale wkrótce mają być wytyczne na wzór UEFA

Środowa prasa to ciąg dalszy zamieszania związanego z tym, jak kluby mają się badać przed nowym sezonem, zapowiedź meczu PSG z Atalantą, echa postawy Wisły Kraków ws. podziału pieniędzy z praw transmisyjnych, Waldemar Sobota mówiący o swoim powrocie i Dawid Janczyk kolejny raz próbujący wrócić na dłużej do grania.  PRZEGLĄD SPORTOWY Zespół Medyczny PZPN przyznaje, […]
12.08.2020
Weszło
11.08.2020

Klepali, męczyli, cisnęli, w końcu wpadło. Sevilla w półfinale Ligi Europy

Ever Banega i Lucas Ocampos. To są nasi wieczorni bohaterowie, herosi, którym ślemy życzenia i czekoladki. To oni bowiem skonstruowali jedną, jedyną bramkę dzisiejszego wieczora, dzięki której uniknęliśmy dogrywki w starciu Sevilli z Wolverhampton. 2020 rok jest paskudny i mógłby sobie odpuścić dogrywkę w Lidze Europy po 0:0 w 90 minutach. Okazał litość, co za […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Szymon Jadczak w Hejt Parku w Dobrym Składzie! LIVE od 22.00

Coś czujemy, że kibice Wisły Kraków zajmą dziś naszą linię i rozgrzeją ją do czerwoności! Szymon Jadczak, autor książki „Wisła w ogniu”, związany zawodowo z TVN-em, będzie gościem Tomasza Smokowskiego w „Hejt Parku w Dobrym Składzie”. Program możecie śledzić w „Kanale Sportowym” oraz w Weszło.FM. Macie pytania do naszego gościa? Śmiało, telefon do studia to […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Duży talent, ale też duży egoista. Kim jest Yaw Yeboah z Wisły Kraków?

Wisła Kraków kontynuuje zbrojenia przed nowym sezonem. Sprowadziłą już czwartego obcokrajowca w tym okienku, ale na razie nie będziemy się czepiać. Yaw Yeboah – podobnie jak Fatos Beciraj, Stefan Savić i Adi Mehremić (no, ten najmniej) – na papierze ma bowiem trochę argumentów wskazujących na to, że może być ciekawym transferem. Niewykluczone nawet, że z […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Idioci w służbie sabotażu rozgrywek. Szkoci dostali żółtą kartkę od rządu

Tysiąc razy można mówić „słuchajcie, są takie i śmakie obostrzenia, przestrzegajcie ich”. Można wskazywać, że każde wystawianie na ryzyko integralności ligi to zagrożenie nie tylko zdrowotne, ale też i finansowe dla klubów. Do tego można rzucać przykładami, że lekceważenie koronawirusa źle się kończy. A na to wchodzi Boli Bolingoli z Celtic oraz ośmiu piłkarzy Aberdeen, […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Kamil Glik wraca do Serie A. Benevento z ambicjami na coś więcej niż utrzymanie

Cztery pełne sezony we Francji. 167 występów pod herbem Monaco. Mistrzostwo kraju i trafienie do jedenastki dekady klubu z księstwa. I wreszcie nadszedł czas, by powiedzieć „dziękuję”. Kamil Glik odchodzi z Monaco i wraca do Włoch, gdzie podpisał kontrakt z beniaminkiem Serie A – Benevento. Tym razem ekipa „Czarownic” nie chce jak meteoryt przelecieć przez […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Koronawirus decyduje o tym, z kim Legia zmierzy się w eliminacjach

Potencjalni rywale Legii w I rundzie eliminacji do LM jeszcze nie zagrali swojego meczu, a już dowiedzieliśmy się, z kim  zmierzy się polska drużyna. Podopieczni Vukovicia unikną starcia z zawsze mocną Dritą Gnjilane. W zasadzie formalnością jest, że wynik meczu rozstrzygnie koronawirus. Obie ekipy miały wyjść na boisko jeszcze dzisiaj. Dwie godziny przed meczem UEFA […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Śląsk reaguje na głupotę. I brawo!

Trochę zżymaliśmy się w ostatnich dniach na zachowanie klubów, które lekko zgłupiały w związku z koronawirusem. Były proste błędy ludzkie, był brak zdrowego rozsądku, były braki w kompetencjach. Ale skoro krytykujemy, to warto też pochwalić, bo nie wszyscy temat mają w nosie. Śląsk Wroclaw bardzo poważnie podszedł do naszych wczorajszych doniesień i odsunął od treningów […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Odejście Jóźwiaka – nie „czy”, a „kiedy”. Co z Sykorą, Moderem i Klupsiem?

Dziwne są to tygodnie dla fanów Lecha Poznań. Z jednej strony – do klubu przyszło już czterech piłkarzy, dwóch z nich jest naprawdę obiecujących. Ale z drugiej strony – wątpliwości kibiców budzi fakt, że za żadnego Kolejorz nie musiał płacić. Kasa w kontekście poznaniaków jest dość ważna, bo jest kluczowym czynnikiem wpływającym dla to, że […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Michniewicz: Niektórzy w wieku Kapustki marzą o wyjeździe, on już wraca z bagażem doświadczeń

– U nas graliśmy w ustawieniu bez skrzydłowych, 4-3-1-2, grał jednego ze środkowych pomocników, czasem dziesiątkę, pod napastnikami. Grywał też jako skrzydłowy, ale ja bym go widział w środku. Ma świetny przegląd pola, bardzo dużo widzi, swobodnie operuje piłką, fajnie się z piłką w tłoku obraca. U trenera Nawałki grał na skrzydle, ale chyba trochę […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Zmęczeni średniactwem. Pogoń chce czegoś więcej

Pogoń Szczecin to niechlubny fenomen. Mają siódme miejsce w tabeli wszech czasów Ekstraklasy, przed Widzewem Łódź, Śląskiem Wrocław, Cracovią. Rozegrali w elicie aż czterdzieści osiem sezonów. Od lat sześćdziesiątych może z przerwami, ale w każdej dekadzie zaznaczając swoją obecność w polskiej piłce. Przy tym NIGDY NIC nie wygrali na najwyższym szczeblu. Tyle lat, ani jednego […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Tworek: Nie możemy być jak ćmy, które parzą się lecąc do światła

Warta Poznań awansowała do Ekstraklasy jako zespół… braku wiary. Braku wiary z zewnątrz. Celem Warty przed startem sezonu absolutnie nie był awans, a przed decydującymi barażami eksperci rzadko kiedy stawiali na piłkarzy trenera Piotra Tworka. Mimo że to oni przystępowali do nich jako trzecia siła pierwszej ligi. Wiary za to nie brakowało w zespole. I […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

COVID-19 także w pierwszej lidze. Sandecja Nowy Sącz już w izolacji

Wygląda na to, że koronawirus w polskiej piłce rozsiadł się wygodnie w fotelu i zapina pasy. Po serii zachorowań w Ekstraklasie, która dotknęła już czterech klubów – a nawet pięciu, bo zakażenie, choć dzięki ostrożności klubu w mniejszym stopniu, dotknęło także Górnika Zabrze – przyszedł czas na jej zaplecze. Pierwszoligowcy zgodnie z zaleceniami Komisji Medycznej […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Sytuacja niecodzienna: mistrz porządnie dozbrojony

Artur Boruc z AFC Bournemouth. Bartosz Kapustka z Leicester City. Josip Juranović z Hajduka Split. Dwaj solidni ligowcy, Filip Mladenović z Lechii Gdańsk i Rafael Lopes z Cracovii. A to wszystko przy bardzo nieznacznych, może nawet symbolicznych osłabieniach – bo jeśli chodzi o kluczowych piłkarzy, sprzedany został jedynie Radosław Majecki. Legia Warszawa w tym okienku […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Piłkarz totalny. O pierwszym sezonie Ronaldo w Interze

Inter chce wygrywać Scudetto i Ligę Mistrzów, ale w starym odpowiedniku Ligi Europy, Pucharze UEFA, też ma zacne tradycje. W latach dziewięćdziesiątych wygrywał go trzykrotnie, ostatni raz z Ronaldo w składzie. Ronaldo, który był wówczas zdecydowanie najlepszym piłkarzem na świecie, Ronaldo, który przenosząc się do Nerazzurri drugi raz bił transferowy rekord świata, Ronaldo, nie tylko […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Polski mecz nie był tylko sloganem. Szymański i Augustyniak wchodzą z buta w sezon w Rosji

Takie rozpoczęcia sezonu to my lubimy. Pierwsza kolejka ligi rosyjskiej jeszcze się nie skończyła, a Sebastian Szymański już zdołał wyrównać swój wynik w klasyfikacji kanadyjskiej z poprzedniego sezonu. Jak do tego doszło? Otóż mecz Dynama Moskwa z Uralem Jekaterynburg okazał się „polski” nie tylko ze względu na samą obecność na murawie naszych graczy. Szymański, a […]
11.08.2020