Walka o resztki honoru polskich klubów w Europie
Weszło

Walka o resztki honoru polskich klubów w Europie

– Czołówka odjechała wiele lat temu. Bawi się za zamkniętymi drzwiami Ligi Mistrzów, do której będziemy mieli coraz trudniejszy dostęp. Europejscy średniacy – Holandia, Belgia, Szwajcaria czy Ukraina – także są kilka długości przed nami. Martwi, że zamiast kogokolwiek gonić, trzeba nerwowo oglądać się za plecy, bo w ramię pukają słabeusze. Jako futbolowa nacja jesteśmy na stabilnym kursie, żeby w rankingu UEFA być wkrótce poza czołową trzydziestką – czytamy w „Przeglądzie”. Czyli krajobraz przed rewanżem Legii z Artomitosem. Co poza tym dziś w prasie?

„SUPER EXPRESS”

Jacek Gmoch twierdzi, że Legia awansuje. A przynajmniej ma takie przerzucie. Poza tym opowiada jak to się stało, że poznał właściciela dzisiejszego rywala wicemistrzów Polski.

Skąd pan zna właścicieli Atromitosu?

– Ojciec szefa ateńskiego klubu Jorgos Panos był właścicielem Ionikosu, w czasach gdy ratowałem ten klub przed spadkiem z ligi. Zaprzyjaźniliśmy się. Rodzina Panosów ma stacje benzynowe. Na tym zarabia. Klub piłkarski to dla nich kosztowne hobby. Kupili Atromitos, kiedy grał jeszcze w trzeciej lidze. To solidnie prowadzony klub. Może nie najbogatszy, ale bez długów, wypłacalny. Ma swoją siedzibę w robotniczej dzielnicy Peristeri, stadion mieści około 11 tysięcy widzów. Na meczu z Legią będzie komplet.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-183-2019-07-29-10_42_02

Poza tym mały tekścik o tym, że Perisić trafił do Bayernu. I to na tyle z piłki w Superaku.

„GAZETA WYBORCZA”

Wyborcza pyta „kto ma strzelać w Legii” i analizuje sytuację w ataku. Nie tylko przy obsadzie napastnika, ale i na skrzydłach, skąd póki co wsparcia dla napastników też brakuje.

Carlitos, Sandro Kulenović, Jarosław Niezgoda i Jose Kante w ataku i wspierający ich ze skrzydeł Arvydas Novikovas i Luquinhas. Zdawać by się mogło, że taki zestaw zagwarantuje Legii siłę w ofensywie. Zespół Aleksandara Vukovicia w tym sezonie ma jednak spory kłopot ze skutecznością. Wbił ledwie siedem goli w ośmiu meczach, a w ostatnich trzech – ani jednego. – Gole przyjdą. Musimy się tylko przełamać – uważa Vuković. Serb na rewanż z Atromitosem w III rundzie eliminacji do Ligi Europy wziął pełen kwartet napastników. Nie wiadomo jednak, który z nich zagra od początku. Od początku sezonu ich hierarchia nie jest jasna. Inna sprawa, że żaden nie dostarcza argumentów, by nazywać go pewniakiem do gry w pierwszym składzie. Największa krytyka spada na Sandro Kulenovicia. 20-letni Chorwat na początku sezonu trafi ł dwa razy, ale potem się zaciął. Nie zdobył bramki w czterech ostatnich meczach. Na wyjeździe z fi ńskim KuPS, gdy ważyły się losy awansu, spudłował rzut karny. W czwartek z Atromitosem zmarnował kilka świetnych okazji, grał niechlujnie.

Bez tytułu

„SPORT”

Piast na dłużej stracił Konczkowskiego i Aquino. Z dobrych wieści dla gliwiczan – na następną kolejkę gotowi już będą Pietrowski i Dziczek.

Wczoraj pisaliśmy, że na długie tygodnie wypada Martin Konczkowski i to samo czeka Daniego Aquino. Po wielu konsultacjach medycznych wiadomo już jak długa przerwa czeka Hiszpana, który do Piasta dołączył tego lata. Aquino doznał urazu w pierwszej kolejce PKO BP Ekstraklasy, w którym gliwiczanie grali z Lechem Poznań. Wczoraj ów napastnik przeszedł zabieg chirurgiczny uszkodzonej pachwiny i czeka go teraz około ośmiu tygodni przerwy od treningów. Dlaczego cała sprawa trochę się przeciągała w czasie, wyjaśnił Grzegorz Biliński, fizjoterapeuta Piasta. – Potrzebna była seria badań i kontroli lekarskich, które pozwoliły wykazać, że Dani ma tzw. pachwinę sportowca. Potrzebny był więc zabieg, który został przeprowadzony w Barcelonie przez jednego z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-183-2019-07-29-10_42_02

Błysnął w okresie przygotowawczym, do rozgrywek zgłoszono go dzień przed ich startem, a teraz powoli przeciera sobie szlaki w Góniku Zabrze. Daniel Ściślak, nowa postać w Ekstraklasie.

Ściślak to wychowanek MOSiR-u Jastrzębie, w którym pierwsze piłkarskie kroki stawiał Szymon Żurkowski, sprzedany do Fiorentiny za 3,7 mln euro. W Zabrzu mają nadzieję, że młody zawodnik pójdzie w ślady „Zupy”. – Każdy chciałby w nie iść. Ja jednak najpierw chciałbym zbudować swoje nazwisko, a co będzie później, to zobaczymy – tłumaczy Ściślak. W Górniku jest już zresztą kolejnym zawodnikiem z Jastrzębia -Zdroju. Wcześniej byli to Bartosz Kopacz, Maciej Małkowski, wspomniany Żurkowski czy doświadczony Szymon Matuszek. – Na pewno szkolenie w Jastrzębiu jest na bardzo wysokim poziomie, co widać po tym, ilu nas trafia do wysoko notowanych klubów – podkreśla zawodnik.

Bez tytułu

Rozmówka z Olafem Nowakiem o nowym bodźcu, jakim ma być dla Wisły przyjście Radosława Sobolewskiego na stanowisko trenera.

Mecz kontrolny był dla was bardzo udany, wygraliście 4:0. Czy to może mieć dla was znaczenie?

– Na pewno poprawi morale. Nie wygraliśmy jeszcze w lidze, więc takie wysokie zwycięstwo może pomóc w odbudowaniu pewności siebie. Jednak to tylko sparing, za to punktów nie dostajemy, ale jesteśmy dobrej myśli. Trzeba teraz zwyciężyć w lidze, trener ma na nas nowy pomysł, co było widać już w meczu z Pafos.

Z czego wynika to, że w sparingu wyglądaliście lepiej niż w meczach ekstraklasy?

– Wynikało to głównie z tego, że przyszedł nowy szkoleniowiec, jest świeży impuls, każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony i daje z siebie nie sto, a sto dziesięć procent. Trener Sobolewski powiedział nam, jak chce, żebyśmy grali w najbliższych meczach i może te zmiany są dla nas korzystne.

67224307_868507556851134_2763882416425664512_n (2)

Rozmówka z Tomaszem Łuczywkiem – głównie o jego współpracy z Jackiem Magierą, ale i o Zagłębiu Sosnowiec, z którym w przeszłości był związany.

Co bardziej pesymistycznie nastawieni kibice wieszczą, że Zagłębie może pójść drogą Ruchu Chorzów czy też Polonii Bytom, które po spadku z ekstraklasy w kolejnym sezonie opuściły także I ligą. Czy ekipie z Sosnowca grozi taki scenariusz?

– Po tym, co pokazała w pierwszej połowie w meczu z Niecieczą, na pewno nie. Widać, że zespół jest nadal w budowie. Praktycznie zmienił się cały skład w porównaniu z końcówką sezonu w ekstraklasie. Uważam, że w końcu to wszystko zaskoczy. Wiadomo, każdy kolejny mecz bez wygranej nakręca złe emocje, dlatego też potrzeba szybkiego przełamania. Widać potencjał w tej drużynie, jest sporo ciekawych chłopaków, oprócz doświadczonych – grupa młodych graczy. Myślę, że największym problemem jest jak na razie skuteczność, bo okazje na gole były. Zagłębie musi po prostu zacząć strzelać bramki.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-156-2019-07-21-10_13_58

15 miesięcy pracy Mariusza Rumaka w Opolu póki co nie przyniosło porażających efektów. Dolna połówka tabeli, teraz kiepski początek i szary koniec tabeli I ligi.

Za trzecim podejściem opolanie zostali rozbici w Tychach, a Mariusz Rumak za klęskę obwinił całą drużynę: – Dzisiaj widziałem zespół Odry bez ambicji. Obiecuję, że tak ten zespół nie będzie grał – powiedział. Na to, żeby Odra tak nie grała Mariusz Rumak miał 15 miesięcy. Pracuje w Opolu od 14 maja 2018 roku, kiedy podpisał ponad trzyletni kontrakt. Zaczął od dwóch porażek, po których przyszło zwycięstwo w meczu kończącym sezon. Przypomnijmy, że opolanie wygrali wtedy 1:0 z pogodzoną już ze spadkiem Olimpią Grudziądz, a zespół, który na półmetku był wiceliderem zakończył rozrywki na 11. miejscu. Po kolejnych 12 miesiącach pracy trenera Rumaka, Odra uplasowała się na 12. pozycji.

Dzisiaj o 21:00 Liverpool z Chelsea zagrają o Superpuchar Europy, a mecz posędziuje – uwaga, uwaga – kobieta, Stephanie Frappart.

Otóż pierwszy raz w historii na takim poziomie mecz poprowadzi kobieta. Sędzia Stephanie Frappart ma 35 lat i niemałe doświadczenie. W kwietniu jako pierwsza kobieta w historii poprowadziła mecz Ligue 1, w którym Amiens zmierzyło się ze Strasbourgiem. W lipcu z kolei poprowadziła finałowy mecz mistrzostw świata kobiet. Dziś na liniach pomagać jej będą rodaczka Manuela Nicolosi i Irlandka Michelle O’Neill. Taka sama trójka sędziowska poprowadziła wspomniany finał kobiecego mundialu, w którym Amerykanki wygrały 2:0 z Holandią. Frappart uchodzi obecnie za najlepszą arbiter wśród kobiet.

67224307_868507556851134_2763882416425664512_n

Budżet Chorzowa topnieje, a to oznacza, że budowa nowego stadionu dla Ruchu stoi pod znakiem zapytania.

To wszystko nie przekonuje kibiców. Szymon Michałek, przedstawiciel grup kibicowskich w komisji przetargowej dotyczącej powstania stadionu, nie ukrywa już zmęczenia tematem nowej Cichej. – Mówiąc z przymrużeniem oka, miasto przez ostatnich 9 lat mogło nawet nazbierać gotówkę na tę inwestycję. Włodarze mieli mnóstwo czasu, by się do niej przygotować. Za obecnych rządów przychody Chorzowa wzrosły o 300 milionów, dlatego trudno, aby ludzie dali teraz sobie nawinąć makaron na uszy, że 20 milionów mniej w budżecie cokolwiek zmienia. Miasto po prostu nie chce postawić tego stadionu i widzi to każdy normalny człowiek. Zostaliśmy już tyle razy wykiwani w sprawie terminu budowy, kolejnych przetargów, że zaczyna to już być niesmaczne, nawet jak na polityków. Dlatego też we wrześniu odbędzie się manifestacja – powiedział nam Michałek.

ekstraklasa-2019-07-20-07-07-40

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

Jeszcze nigdy polskie kluby nie pożegnał się z pucharami przed 16 sierpnia. Legia walczy zatem o honor polskich klubów. I o brak kolejnego stempla na liście wtop.

Bez względu na wynik dzisiejszego meczu, ten sezon to sygnał, że jest z nami coraz gorzej. Czołówka odjechała wiele lat temu. Bawi się za zamkniętymi drzwiami Ligi Mistrzów, do której będziemy mieli coraz trudniejszy dostęp. Europejscy średniacy – Holandia, Belgia, Szwajcaria czy Ukraina – także są kilka długości przed nami. Martwi, że zamiast kogokolwiek gonić, trzeba nerwowo oglądać się za plecy, bo w ramię pukają słabeusze. Jako futbolowa nacja jesteśmy na stabilnym kursie, żeby w rankingu UEFA być wkrótce poza czołową trzydziestką. Od pucharowej reformy sprzed dekady i pojawienia się w kalendarzu Ligi Europy jeszcze nie było takiego sezonu, żeby tylko jeden polski zespół doszedł do III rundy eliminacyjnej. Mistrz, Piast Gliwice, jako pierwszy nasz klub w historii, odpadł w I rundzie el. Ligi Mistrzów, a potem nie dał rady także w el. LE. Lechia Gdańsk i Cracovia podążyły tym tropem, również wywracając się na pierwszych przeszkodach. To przerażający trend. Czterdziestomilionowy kraj uwstecznia się w dynamicznym tempie. Kluby z federacji jak Łotwa, Gibraltar czy Luksemburg stają się dla nas przeszkodą trudną lub nie do pokonania. 

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-183-2019-07-29-10_42_02

Rozmówka z Markiem Saganowskim przed Atromitosem. Dla niego to też sentymentalna podróż, bo jeszcze osiem lat temu grał dla tego greckiego klubu.

Gdzie upatrywać szans na to, że dziś jednak nie padnie niechlubny rekord najszybszego odpadnięcia ostatniego z polskich klubów z walki o europejskie puchary?

Legia od kilku lat i tak stoi samotnie na froncie walki o reputację polskiej piłki. Inni się zmieniają, a my niemal zawsze walczymy do końca. Od kiedy jestem w Legii, kilka razy udało się zagrać w fazie grupowej Ligi Europy czy awansować do Ligi Mistrzów. Trudno sobie wyobrazić, jak wyglądałaby pucharowa punktacja bez nas. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatnio w Europie zawodziliśmy i mamy mocne postanowienie poprawy. Widzę, że jest z nami lepiej. Pierwsze symptomy progresu dostrzegłem w meczu ze Śląskiem. Szczególnie druga połowa to była dobra organizacja, momenty gry w takim stylu, jaki chcielibyśmy wprowadzić.

Oho, wiedzieliśmy, że zaraz ktoś taki scenariusz zasugeruje. Czyli – czy Śląsk powtórzy cud Piasta z poprzedniego sezonu?

Ale czy przypominanie niedawnej historii Piasta w ogóle ma sens? – Bywają drużyny, które  od początku wiedzą, że są faworytem rozgrywek i w ogóle im to nie przeszkadza. Śląsk faworytem nie jest, co nie oznacza, że nie może sprawić niespodzianki, szczególnie jeśli uwzględnimy przypadek Piasta. Ja bym jednak poczekał z takimi hasłami. Przecież gliwiczanie dopiero w rundzie finałowej wyrośli na poważnego kandydata do mistrzostwa, gdy pokonali na wyjeździe Legię. W trakcie rozgrywek nieuniknione są różne dołki i kryzysy. Mistrzem zostanie ten, kto będzie miał ich najmniej. A ile w poprzednim sezonie Piast miał nieudanych meczów? Nie doliczyłbym się nawet pięciu – mówi Sebastian Mila, były kapitan 

Bez tytułu

Sylwetka Jakuba Bartkowskiego z Pogoni Szczecin – mąż, ojciec i absolwent fizjoterapii.

Od dziecka słyszał, że powinien się dobrze uczyć. Że ma dobrze grać w piłkę, rodzice nie musieli mu powtarzać. To było naturalne. I przychodziło równie łatwo, jak pozytywne stopnie w szkole. Podstawówkę skończył ze świadectwem z czerwonym paskiem, później oceny były nieco niższe, zdarzały się trójki. Wreszcie matura. Rozszerzona biologia, pozostałe przedmioty w podstawowym zakresie. Ot, choćby matematyka napisana na ponad 90 procent. – Chciałem iść na studia, to było naturalne – wspomina 27-latek. Jednak nie zdecydował się wejść na ścieżkę wydeptaną przez tatę i starszego brata. Nie został weterynarzem, wyłamał się z krótkiej tradycji rodzinnej. Postawił na wspomnianą fizjoterapię. 

67224307_868507556851134_2763882416425664512_n (2)

Ishmael Baidoo miał ponoć papiery, by w Górniku błyszczeć, ale póki co nawet w rezerwach wchodzi na końcówki. Przegrywa rywalizację z Jimenezem, Zapolnikiem czy Kopaczem.

W nowym sezonie spadł w hierarchii jeszcze bardziej. W lidze nie gra i ma problemy, aby znaleźć się w szerokim składzie. W miniony weekend Górnik pokonał Raków 1:0, zaś pomocnika zabrakło w dwudziestce. Był za to w kadrze rezerw, które występują w III lidze. Drugi zespół pokonał Ruch Zdzieszowice 4:1, ale udział Baidoo w tej wygranej był skromny, bo wszedł on na ostatnie minuty. – Ishmaelowi trudno o grę w ekstraklasie, bo rywalizuje o miejsce na lewej pomocy z Jesusem Jimenezem, który ma z mojej strony spore zaufanie. Niby mógłby grać również na prawym skrzydle, ale tam konkurencja jest spora, bo są Kamil Zapolnik, Juan Bauza czy David Kopacz. Zagrał w rezerwach, bo potrzebuje występów – tłumaczy Brosz. 

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-156-2019-07-21-10_13_58

Problem Kloppa przed meczem o Superpuchar Europy. Na kilka tygodni wypadł mu Alisson, zastąpi go ex-rezerwowy West Hamu – Adrian. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, jak sezon zaczęła Chelsea. Debiut Lamparda? Klęska w starciu z Manchesterem United.

Dla Kloppa nieobecność Brazylijczyka, który w spotkaniu z Norwich (4:1) doznał kontuzji i musiał zejść z boiska, to zatem duży kłopot. Niewykluczone, że kilkutygodniowa absencja 26-latka to efekt przeciążenia, ponieważ golkiper w poprzednim sezonie, licząc klub i reprezentację, rozegrał ponad 70 meczów i po tegorocznym Copa America nie miał dłuższych wakacji. Najbliższe spotkania przyniosą odpowiedź na pytanie, jak wiele Alisson znaczy dla Liverpoolu i czy Adrian spełni się w roli godnego następcy. Ostatnio Hiszpan pełnił rolę zaledwie rezerwowego w West Hamie. Jego forma była bowiem na tyle nieprzekonująca, że władze Młotów przed rokiem sprowadziły Łukasza Fabiańskiego.

67224307_868507556851134_2763882416425664512_n

La Liga rusza już w piątek, ale na rynku transferowym wciąż dużo zamieszania. Najgorętsze tematy? Neymar w Barcelonie, Bale poza Madrytem, Rodrigo bliski Atletico, niejasna przyszłość Jamesa.

Wczoraj do Paryża poleciała delegacja z Barcelony. Na jej czele stał dyrektor sportowy Eric Abidal, któremu towarzyszyli członek zarządu Javier Bordas oraz Andre Cury, przedstawiciel Blaugrany na Amerykę Południową. Odbyły się pierwsze negocjacje. Dyrektor sportowy PSG Leonardo dostał dwie propozycje: wymianę zawodników lub wypożyczenie z opcją transferu defi nitywnego. Na więcej Barcelony nie stać. Po wydaniu ćwierć miliarda euro na wzmocnienia Katalończycy nie mają środków na transfer gotówkowy. Mistrzowie Hiszpanii chętnie oddaliby w rozliczeniu Phillipe Coutinho, Ousmane Dembele lub Ivana Rakiticia, ale nie wiadomo, czy na takie rozwiązanie zgodzą się władze PSG, które napastnika wyceniają na 250 mln euro.

ekstraklasa-2019-07-20-07-07-40

KOMENTARZE (14)