Adam Szalai ma na swoim koncie 264 występy w 1. Bundeslidze. Przez przeszło dekadę spędzoną na niemieckich boiskach trafił do siatki w meczach ligowych wszystkiego 53 razy, czyli w sumie niewiele więcej niż Robert Lewandowski w samym tylko sezonie 2020/21. A jednak trudno sobie bez blisko 34-letniego napastnika wyobrazić reprezentację Węgier. Może i talent Szalaia nie rozwinął się tak, jak początkowo oczekiwano, lecz dla drużyny narodowej weteran pozostaje postacią fundamentalną. Na boisku i poza nim. Madziarzy pożegnali się z mistrzostwami Europy już po fazie grupowej, fakt, ale na postawę Szalaia żaden kibic narzekać nie ma prawa.

Medialne afery, Real Madryt i palinka dla wszystkich. Historia Adama Szalaia

Kapitan węgierskiej kadry w decydującym meczu z Niemcami dwukrotnie zapewniał swojej drużynie prowadzenie – najpierw osobiście trafił do siatki, potem zanotował asystę. I naprawdę niewiele brakowało, by podopieczni Marco Rossiego wywieźli z Monachium trzy punkty. – Boli. Bardzo boli. Być może jeszcze nigdy żadne niepowodzenie tak mnie nie bolało, choć od dawna jestem częścią piłkarskiego świata – przyznał Szalai po końcowym gwizdku. – Są tylko dwa słowa, które potrafią dzisiaj uśmierzyć mój ból. Pierwsze słowo to „drużyna”. Drugie: „węgierska”. Hajrá Magyarország!

Niemcy 2:2 Węgry (3. kolejka fazy grupowej ME 2020)

W sumie w samym tylko 2021 roku Szalai dla reprezentacji Węgier zdobył trzy bramki i dorzucił do tego dwie asysty. Dla porównania – zebranie pięciu punktów w klasyfikacji kanadyjskiej na poziomie klubowym zajęło mu dwa ostatnie sezony. 48 meczów. W kadrze to jest po prostu o klasę lepszy zawodnik.

Znaczenie Szalaia podkreślał dobitnie selekcjoner Marco Rossi, komentując postawę swojej drużyny na mistrzostwach Europy. – Przed turniejem byłem krytykowany za to, że stawiam na niego w ataku. Tymczasem dla mnie on zawsze był niezastąpiony i sądzę, że dzisiaj wszyscy już zrozumieli, dlaczego tak to widzęrzekł szkoleniowiec. – Wyniki nie odzwierciedlają tego, jak wielkie postępy zrobiliśmy w ostatnich latach. Wciąż odstajemy od najlepszych drużyn kontynentu pod względem zaawansowania technicznego poszczególnych zawodników, ale z każdym możemy obecnie podjąć walkę jak równy z równym. Bo mamy wielki zespół. Po porażce o:2 w Cardiff w listopadzie 2019 roku [w decydującym meczu eliminacji] poprzysiągłem sobie, że w tej reprezentacji będą od tej pory grali tylko prawdziwi wojownicy. Jeżeli ktoś nie daje z siebie na boisku stu procent, jeśli nie biega, nie ma dla niego miejsca w tej kadrze niezależnie od jego talentu. Przynajmniej dopóki ja jestem jej trenerem. Od kiedy trzymam się tych kryteriów, mamy wyniki.

Szalai idealnie się wpisuje w tę filozofię budowy drużyny narodowej.

ADAM SZALAI – HISTORIA

Zarejestruj się na Fuksiarz.pl

Graj mecze EARLY PAYOUT. Drużyna prowadzi 2:0 w dowolnym momencie, wygrywasz zakład

Krytyka w eliminacjach

Już w marcu 2019 roku atmosfera wokół węgierskiej kadry nie była najlepsza. Madziarzy rozpoczęli eliminacje do mistrzostw Europy od wyjazdowej porażki w otoczonym podtekstami starciu ze Słowacją, co w kraju uznano za wielkie rozczarowanie. Mnóstwo kontrowersji wywołał sam Szalai, który po końcowym gwizdku arbitra otwarcie skrytykował postawę swoich kolegów z zespołu. – Mieliśmy pomysł na grę w ofensywie i obronie. Niestety, właściwie żadnych założeń nie udało się nam zrealizować w trakcie spotkania – grzmiał kapitan Węgrów. – Nasza gra w defensywie była bardzo rozczarowująca. Popełniliśmy błędy, których można był uniknąć, nawet biorąc pod uwagę, że zgrupowanie kadry dopiero się rozpoczęło. Słowacy byli w takiej samej sytuacji jak my, też przygotowywali się do meczu tylko przez trzy dni. Ale oni potrafili przełożyć swoje taktyczne założenia na mecz, my tego nie zrobiliśmy.

Tyrada Szalaia wzbudziła mieszane uczucia. Część kibiców i ekspertów pochwaliła go za zrecenzowanie postawy zespołu bez zbędnego mydlenia oczu, ale inni zwracali uwagę, że sam napastnik również nie zachwycił swoją postawą, tymczasem przed kamerami skupił się na recenzowaniu występu kolegów z formacji obronnej. – Takich wypowiedzi nie należy udzielać na gorąco. Szalai powinien był najpierw przegadać sytuację z partnerami wewnątrz szatni, a dopiero potem ruszyć przed kamery – stwierdził Tamas Hajnal, 59-krotny reprezentant Węgier i komentator telewizji M4 Sport.

Okazało się jednak, że Szalai swoje ostre słowa potrafił poprzeć czynami. Trzy dni po wpadce Madziarzy zwyciężyli w Budapeszcie 2:1 z Chorwatami. Napastnik wpisał się na listę strzelców, potwierdzając reputację lidera z prawdziwego zdarzenia.

Węgry 2:1 Chorwacja (2. kolejka eliminacji do ME; grupa E)

Byłem zaskoczony reakcją, jaką moja wypowiedź wywołała wśród ludzi – komentował potem Szalai w rozmowie z „Nemzeti Sport”. – Co takiego zrobiłem? Skrytykowałem nasz występ, to tyle. Cały czas mówiłem w pierwszej osobie liczby mnogiej. Dla mnie gra w obronie zaczyna się ode mnie, a gra w ataku zaczyna się od bramkarza. Jesteśmy zespołem. Jeżeli mamy zaliczyć progres w kolejnych spotkaniach, nie możemy chować się za frazesami typu: „skupiamy się na kolejnym meczu” albo „w następnym spotkaniu potrzebujemy czegoś więcej”. Trzeba otwarcie mówić o tym, co jest złe i co wymaga poprawy. To samo powiedziałem kolegom w szatni. Ludzie, którzy interpretują moje słowa jako atak, pewnie sami boją się działać.

Ostatecznie Madziarzy w grupie eliminacyjnej zajęli dopiero czwarte miejsce, ale wciąż pozostawała im w zanadrzu dodatkowa furtka prowadząca na Euro – baraże Ligi Narodów UEFA. I przemknęli przez nią, najpierw pokonując Bułgarów, a potem Islandczyków.

Trzeba zatem przyznać, że jak na drużynę, która dostała się na Euro kuchennymi drzwiami i wylądowała w grupie śmierci w towarzystwie Francji, Portugalii oraz Niemiec, Węgrzy pokazali się na turnieju z naprawdę dobrej strony. Przegrali tylko pierwsze spotkanie z Portugalią (0:3), a potem podzielili się punktami z Francuzami (1:1) i Niemcami (2:2). Do samego końca grupowych zmagań bili się o udział w fazie pucharowej mistrzostw. – Nawet najpiękniejsze bajki nie zawsze mają idealne zakończenie – przyznał trener Rossi. – Wydawało mi się niewiarygodne i nie do pomyślenia, że możemy wyjść z tej grupy. A jednak byliśmy bardzo blisko. W futbolu ważne są bowiem również inne aspekty niż technika. Na przykład kwestie taktyczne. Walka i wzajemna pomoc na boisku. Kibice będą przez wiele lat z dumą wspominać ten zespół. A ja jestem jeszcze bardziej dumny, że mam zaszczyt prowadzić tych chłopaków.

Odbierz pakiet bonusów bukmacherskich w Fuksiarz.pl!

Madrycka przygoda

Zanim jednak Adam Szalai został napastnikiem-walczakiem, był postrzegany na Węgrzech jako naprawdę wielki talent. Urodził się 9 grudnia 1987 roku w Budapeszcie i pierwsze kroki stawiał w miejscowych klubach – najpierw padło na Honved, później na Ujpest – ale już w 2004 roku rosnącego jak na drożdżach nastolatka wypatrzyli skauci niemieckiego VfB Stuttgart. Do trenowania futbolu zainspirował go dziadek. – Byłem przedszkolakiem, gdy zaprowadził mnie po raz pierwszy do klubu na trening – wspominał Szalai. – Początkowo szło mi kiepsko, ale szybko się rozkręciłem.

„Pamiętam pierwszy trening Adama w naszym zespole. Jeden z działaczy zapytał mnie, skąd wytrzasnęliśmy takiego pokracznego dryblasa. Adam był tak wysoki i chudy, że jego ręce zdawały się bezładnie zwisać, a nogi miał jak patyki. – On powinien trenować koszykówkę, a nie piłkę nożną. Wszystko, tylko nie futbol – powiedział mi ten facet. A potem zaczęły się zajęcia i Adam zaczął strzelać jednego gola za drugim. Był wymarzonym dzieciakiem do prowadzenia – absolutnie posłusznym. Wkrótce zgłosił się po niego Stuttgart”

György Véber

Przeprowadzka do Niemiec wyszła napastnikowi na dobre, choć nie przebił się do pierwszej drużyny Stuttgartu, która w tamtym czasie należała do najlepszych w 1. Bundeslidze, a w sezonie 2006/07 sięgnęła nawet po mistrzostwo kraju. Szalai grał głównie w rezerwach i musiał się zadowolić sukcesami na polu młodzieżowej piłki. 25 czerwca 2005 roku ekipa VfB wygrała mistrzostwo Niemiec U-19, a młody Węgier zapisał na swoim koncie trafienie na wagę zwycięstwa w finale z Bochum. Wkrótce znalazło się dla niego miejsce w reprezentacji Węgier U-20, a następnie U-21. Mijały jednak kolejne miesiące i lata, a dla Szalaia wciąż brakowało miejsca w pierwszym zespole Stuttgartu. Czekał na debiut w niemieckiej ekstraklasie, lecz debiut ten nie nadchodził.

Tym większym jest zaskoczeniem, że latem 2007 roku po gracza Stuttgartu zgłosił się… Real Madryt.

„Królewscy” zapłacili za 20-latka około pół miliona euro. Inna sprawa, że został on włączony bezpośrednio do Realu Madryt Castilla, który w sezonie 2007/08 występował w trzeciej lidze hiszpańskiej. I Szalai wcale nie zrobił wielkiej furory na tak niskim poziomie. Sezon ligowy zakończył z dorobkiem ledwie czterech trafień, a Castilla uplasowała się na rozczarowującym, piątym miejscu w tabeli. Nie wzięła udziału w play-offach o awans. Lepiej było rok później, gdy Szalai zanotował 16 trafień w lidze, lecz drużynowo rezerwy Realu ponownie zawiodły i nie wypracowały sobie promocji na zaplecze La Ligi. Choć zespołem dowodził wówczas Julen Lopetegui, a obok Szalaia dla Realu B grali choćby Denis Czeryszew, Marcos Alonso, Antonio Adan, Pedro Mosquera czy Alberto Bueno.

Adam Szalai w barwach Realu Madryt

Węgier miał okazję do treningów z pierwszą drużyną. Mógł zatem podglądać w akcji jednego ze swoich największych idoli – Ruuda van Nistelrooya. Ponownie okazał się jednak za cienki w uszach, by zaistnieć na najwyższym poziomie. Raz czy drugi pojawił się na ławce rezerwowych, generalnie jednak szkoleniowcy „Królewskich” nie widzieli dla niego szans na przebicie się do składu. W końcu występy w rezerwach przestały mu wystarczać.

Żołnierz Tuchela

Zimą 2010 roku Szalai powrócił do Niemiec na zasadzie wypożyczenia. Real nie zrezygnował zatem definitywnie ze zwalistego napastnika, którego niektórzy hiszpańscy dziennikarze odważyli się nawet porównać do Zlatana Ibrahimovicia, ale raczej nie wiązano z nim w Kastylii poważnych nadziei na przyszłość. – Do pierwszego zespołu Realu jest po prostu piekielnie trudno się dostać – tłumaczył Julen Lopetegui w węgierskiej telewizji. – Sam ściągnąłem Adama do Madrytu gdy jeszcze byłem skautem, a nie trenerem drugiej drużyny. Od początku wyglądał mi na piłkarza, który chce się uczyć i dzięki temu może zostać dominującym napastnikiem. Ma wszystkie talenty potrzebne do tego, by wykonać decydujący krok do wielkiego futbolu. Ale trzeba pamiętać, że właśnie ten krok jest najtrudniejszy. Mógłbym wymienić wielu znakomitych chłopaków, którzy byli równie utalentowani, ale na najwyższym szczebel się nie wspięli.

Węgra z ekipy „Królewskich” wyciągnęli działacze FSV Mainz. Zachęceni do tego ruchu przez trenera, którym był wówczas w zespole z Moguncji nie kto inny, tylko Thomas Tuchel. Niemiec pamiętał Szalaia jeszcze z czasu pracy w Stuttgarcie, gdzie szkolił młodzież, dokładając między innymi swoją cegiełkę do rozwoju Mario Gomeza i Holgera Badstubera. Jeszcze przed wypożyczeniem Szalai opowiadał w rozmowie ze SPOX: – Cały czas pozostaję w kontakcie z Tuchelem.

16 stycznia 2010 roku nadszedł dla Szalaia wielki moment. Wreszcie doczekał się on premierowego występu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wprawdzie 23-latek miał już za sobą debiut w seniorskiej drużynie narodowej, lecz na polu klubowym tułał się po niższych ligach. Zmieniło się to właśnie w Mainz, aczkolwiek nie można powiedzieć, by Węgier po powrocie do Bundesligi zrobił furorę. W piętnastu meczach rundy wiosennej sezonu 2009/10 zdobył zaledwie jednego gola. Dawał drużynie sporo jakości w walce o górne piłki, był też całkiem przydany w rozegraniu, lecz nie gwarantował goli. A to cholerny problem dla napastnika.

Na starcie kolejnej kampanii ligowej wszelkie problemy poszły jednak w zapomnienie.

Andre Schurrle, Adam Szalai, Lewis Holtby

Początek sezonu 2010/11 był wielkim popisem podopiecznych Thomasa Tuchela. Mainz wygrało siedem pierwszych meczów ligowych, w tym spotkanie wyjazdowe z Bayernem Monachium, i sensacyjnie wskoczyło na pierwsze miejsce w tabeli. Potem przyszła lekka zadyszka, lecz po siedemnastu seriach spotkań Die Bruchweg Boys wciąż plasowali się na znakomitym, drugim miejscu w tabeli. Zespół zresztą nie tylko świetnie punktował. Oczarowywał stylem. W ofensywie szaleli genialnie dysponowani Andre Schurrle oraz Lewis Holtby, a dzielnie wspierali ich choćby Christian Fuchs, Andreas Ivanschitz, Elkin Soto czy Sami Allagui. Arcyważną rolę w atakach Mainz pełnił również sam Szalai, który notował kluczowe trafienia w dreszczowcach z Bayernem czy Wolfsburgiem. Poza tym – ciężko harował na szpicy, by tworzyć jak najwięcej wolnych przestrzeni dla Holtby’ego czy Schurrle.

– Odbiór naszej drużyny był wyjątkowy – wspominał Holtby. Mainz w przedostatniej kolejce rozgrywek pokonało 3:1 Schalke 04 i zapewniło sobie udział w europejskich pucharach. – Kibice cieszyli się, jakbyśmy zdobyli tytuł, a nie zakwalifikowali się do Ligi Europy. Niektórzy nawet wsiedli do naszego autobusu. Trener Tuchel też dał się porwać radości i wieczorem wspiął się na płot stadionu, by śpiewać z fanami. Piękny finał świetnego sezonu, który zaczęliśmy od siedmiu zwycięstw z rzędu, co było rekordem Bundesligi. Niekiedy nasza gra przerastała nasze możliwości. Pokonaliśmy Bayern na wyjeździe, a z Wolfsburgiem wygraliśmy 4:3, choć przegrywaliśmy w tamtym spotkaniu już 0:3.

Być może Mainz w drugiej części sezonu spisałoby się jeszcze lepiej, gdyby nie kontuzja Szalaia. W styczniu 2011 roku napastnik uszkodził więzadła krzyżowe w kolanie i wypadł z gry na wiele miesięcy. Na murawie w meczu ligowym pojawił się dopiero po roku. Później, niż początkowo prognozowano.

atmosfera wśród kibiców Mainz w sezonie 2010/11 była niesamowita

Można się domyślać, jak głęboko sfrustrowany musiał być Szalai, gdy poważny uraz wykluczył go z gry akurat w takim momencie, gdy jego kariera zdawała się wreszcie nabierać rumieńców. Wprawdzie w sezonie 2012/13 węgierski napastnik wrócił do optymalnej formy i zaliczył swoją strzelecką życiówkę w Bundeslidze – zdobył 13 goli w 29 występach – ale Mainz to nie była już tam sama ekipa co dawniej. Nie było już Schurrle, nie było Holtby’ego, nie było Fuchsa. I tak dalej. Takich zawodników nawet Tuchel nie mógł łatwo zastąpić. – Wciąż chcemy dominować, wciąż chcemy się rozwijać – zapewniał wszakże Szalai. – Od kiedy trener Tuchel trafił do Mainz, coraz częściej się o nas mówi. O naszym stylu gry. Znam Thomasa od bardzo dawna i wielokrotnie już miałem okazję się przekonać, że to wytrawny profesjonalista. Wiemy wszystko o naszych przeciwnikach przed każdym meczem. Zawsze jesteśmy gotowi.

Cóż, mimo tych komplementów latem 2013 roku Węgier związał się czteroletnią umową z Schalke 04.

Napastnik otoczony kontrowersjami

Czy był to dobry pomysł? Nie do końca.

Z perspektywy czasu łatwiej rzecz jasna o oceny. Schalke w 2013 roku zajęło czwarte miejsce w tabeli i zakwalifikowało się do Ligi Mistrzów, a zatem ze sportowego punktu widzenia Szalai niewątpliwie zaliczył istotny awans. W Gelsenkirchen spędził jednak zaledwie rok. Okazał się kluczowy w decydującej fazie eliminacji do Champions League, lecz już w fazie grupowej rozgrywek nie zdobył ani jednej bramki. W lidze sporo grał jesienią, by wiosnę przesiedzieć na ławce rezerwowych. Co było w sumie do przewidzenia. Schalke zapłaciło za Węgra sporo, blisko 9 milionów euro, ale działacze od początku sugerowali, że Szalai ma stworzyć konkurencję dla Klaasa-Jana Huntelaara, a nie go zastąpić lub połączyć z nim siły na murawie. – Adam to gracz obdarzony silną psychiką. Jest ambitny, wytrwały i potrafi skutecznie wykańczać akcje – opowiadał dyrektor generalny Schalke, Horst Held. – W ostatnim sezonie mieliśmy duży problem, gdy kontuzji nabawił się Huntelaar. Chcemy stworzyć zdrową konkurencję w składzie.

Równolegle Szalai stał się bohaterem głośnego skandalu w kraju. Reprezentacja Węgier dzielnie walczyła o awans na mistrzostwa świata w Brazylii, ale ostatecznie zakończyła grupowe zmagania na trzeciej lokacie i ominęły ją nawet baraże. Kluczowa dla niepowodzenia okazała się porażka z Holandią.

Pomyślicie: porażka z Holandią, wielkie mecyje. Sęk w tym, że Madziarzy przegrali 1:8.

Holandia 8:1 Węgry (9. kolejka eliminacji do MŚ; grupa D)

Na pomeczowej konferencji Szalai nie gryzł się w język. Urządził roast węgierskiego futbolu. – Zacznę od tego, że wynik meczu z Holandią i wynik eliminacji nie ma aż takiego znaczenia, ponieważ w naszym kraju kibice reprezentacji i miłośnicy futbolu od dekad są upokarzani na wszystkich frontach. Dlaczego tak jest? Bo nieustannie snujemy wielkie plany i wyznaczamy sobie nierealne cele, nie mając ku temu żadnych podstaw. Nie mówimy prawdy o stanie węgierskiego futbolu. Dlatego do kibiców nie docierają fakty. Wymagają od nas więcej, niż możemy dać. (…) Nie znam żadnego utalentowanego, 20-letniego Węgra, który robiłby furorę w europejskich pucharach. Nie słyszałem o węgierskiej drużynie, która co roku występowałaby w Lidze Mistrzów. No i nie słyszę o zawodnikach wychowanych przez węgierskich trenerów, którzy cokolwiek znaczyliby w Europie. Od lat nasza kadra się nie zmienia. Selekcjonerzy nie mogą powołać liczących się piłkarzy z topowych klubów, bo my nie mamy takich piłkarzy! – grzmiał Szalai.

Jesteśmy spóźnieni jeżeli chodzi o szkolenie piłkarzy. Nie da się nawet porównywać najlepszych europejskich akademii z naszymi. Nasi piłkarze muszą wyjeżdżać z kraju, inaczej ich talent jest marnowany. Mnie się udało. Zaryzykowałem, pojechałem do Niemiec. Byłem zdeterminowany, dlatego dzisiaj gram w Bundeslidze. Każdy młody węgierski piłkarz powinien szukać takiej drogi. Potrzebujemy lepiej wyszkolonych zawodników – dodał.

„Skończmy oszukiwać kibiców!”

Adam Szalai po 1:8 z Holandią

Napastnik przejechał się również po selekcjonerze Sandorze Egervarim. – Potrzebujemy szkoleniowca, który ma odpowiednią wiedzę i będzie w stanie wbić ją nam do głów. Od rana do wieczora. Takiego, jakiego miałem w Moguncji. Thomas Tuchel nie dysponował najlepszym składem w Bundeslidze, kadrowo byliśmy średnim zespołem. Ale dowodził nami człowiek perfekcyjnie przygotowany do każdego spotkania, dlatego zyskiwaliśmy przewagę nad przeciwnikami. […] Nie mamy na czym budować siły węgierskiej piłki. Nie szanujemy talentów. Brakuje nam w reprezentacji zawodników, którzy są w ogóle w stanie wytrzymać obciążenie psychiczne, jakie wiąże się z występem przed 50. tysiącami kibiców w Bukareszcie albo Amsterdamie.

W kraju gruchnął nieopisany skandal. Węgierscy trenerzy poczuli się znieważeni przez krnąbrnego napastnika.  – Lubię uczciwych ludzi. Niech każdy sobie sam odpowie na pytanie, czy pan Adam Szalai jest uczciwy – wyzłośliwiał się Attila Pinter, szkoleniowiec Gyori ETO. – Tydzień temu pytano go, czy są jakieś tarcia między nim a selekcjonerem reprezentacji. Zaprzeczył. Po porażce zmienił front. Pytam zatem: na ile autentyczne są jego słowa? Może po kolejnym meczu znowu odmieni się jego retoryka? Zaskakują mnie również surowe opinie na temat pracy trenerów w węgierskich klubach. Co może o tym wiedzieć pan Szalai, skoro wyjechał z Węgier w młodym wieku? Przypomina mi to podobne narzekania innego gracza, który po powrocie do ligi węgierskiej wychwalał szkolenie w zagranicznych klubach. Jeśli tak dobrze go tam wyszkolili, to czemu wrócił grać na Węgrzech?

W grudniu 2013 roku Pinter przejął stery w kadrze Węgier. Nie powołał Szalaia ani na pierwsze, ani na drugie zgrupowanie. Rozjuszony napastnik ogłosił w mediach społecznościowych, że w wieku zaledwie 27. lat kończy karierę w drużynie narodowej. Przynajmniej dopóki dowodzi nią Pinter.

Cashback bez obrotu do 500 PLN? Sprawdź bonus na start w Fuksiarz.pl

Alkohol łagodzi obyczaje

Na szczęście dla Szalaia, Pinter na stanowisku nie wytrwał zbyt długo.

Jesienią 2014 roku Madziarzy przegrali u siebie mecz eliminacji do mistrzostw Europy we Francji z Irlandią Północną i selekcjoner wyleciał ze stanowiska. Zastąpił go tymczasowo Pal Dardai, który doskonale znał Szalaia z boisk Bundesligi. Natychmiast doszedł do porozumienia z napastnikiem i przywrócił go do kadry. Koniec końców węgierska ekipa – już pod wodzą Bernda Storcka – zajęła trzecią lokatę w grupie i dostała się do baraży, gdzie zwyciężyła w dwumeczu z Norwegią. Dwa lata po gorzkiej przemowie Szalaia reprezentacja Węgier odniosła zatem swój największy triumf od 1986 roku.

Adam upajał się tym sukcesem. Po awansie na Euro pojawił się w towarzystwie swojego brata w jednym z nocnych lokali w Budapeszcie. Postawił kibicom 200 szotów palinki (owocowej brandy) i wygłosił kolejne płomienne przemówienie, tym razem oznajmiając, że okres największych klęsk w dziejach węgierskiego futbolu został oficjalnie zakończony. Następnego dnia napastnik zapewniał, że zupełnie sobie nie przypomina żadnej przemowy.

Adam Szalai po awansie na Euro 2016

Jak gdyby tego było mało, na samym turnieju mistrzowskim Szalai wyprowadził Madziarów na prowadzenie w meczu otwarcia z Austrią. Węgrzy ostatecznie zwyciężyli 2:0, co otworzyło im drogę do awansu do fazy pucharowej turnieju. Tam zdecydowanie mocniejsza okazała się już reprezentacja Belgii, ale generalnie powrót na wielki turniej udał się Węgrom zupełnie nieźle. No i Szalai swoją cegiełkę niewątpliwie do tego sukcesu dołożył, choć dręczyły go zdrowotne problemy. Trafienie w konfrontacji z Austriakami pozwoliło mu zresztą przerwać trwającą od czterdziestu spotkań passę występów bez zdobytego gola. Kibice zaczęli już nawet skandować nazwisko rezerwowego snajpera, sugerując trenerowi zmianę, lecz Szalai w porę zamknął im usta.

Po meczu dziennikarz portalu „Origo Sport” zapytał Szalaia, czy historyczny gol wbity Austriakom zapewni mu wreszcie zaufanie fanów. – Będę szczery. Nie wychodzę na boisko po to, by zadowolić kibiców. Wykonuję swoje zadania. Choć oczywiście byłem poruszony krytyką, jaka na mnie spadła. Zdawałem sobie sprawę, że wielu kibiców i ekspertów w ogóle nie widziało mnie w kadrze na mistrzostwa. Niektóre krytyczne opinie na mój temat były uzasadnione, inne nie. Ale przed meczem nigdy nie myślę sobie, że muszę strzelić bramkę, żeby komuś coś udowodnić. Wtedy na pewno by mi się to nie udało.

– Po meczu były łzy, była ulga. Moja rodzina też była tym wszystkim bardzo poruszona. Po czterdziestu latach nasza reprezentacja zagrała na wielkiej imprezie, wygraliśmy mecz otwarcia, a ja zdobyłem bramkę. Po goryczy i napięciu ostatnich lat… niezwykłe doświadczenie – dodał.

„Ludzie uważają mnie za primadonnę? Nie mam z tym problemu. Życie nauczyło mnie, że najprościej jest walić prawdę prosto z mostu. Nawet jeśli jest brutalna. Nigdy w rozmowach z mediami nie będę grał na zwłokę albo klepał bez sensu. Wiem, że to bywa problematyczne. Ale ja pozostanę szczery”

Adam Szalai po 2:0 z Austrią

Na arenie klubowej węgierski napastnik nigdy nie wyrósł na gwiazdę z prawdziwego zdarzenia. Pewnego poziomu po prostu nie przeskoczył. W latach 2014-2020 grał dla Hoffenheim, ostatnie dwa sezony spędził zaś ponownie w Moguncji. Jego kontrakt z Mainz wygasał wraz z końcem czerwca tego roku i spodziewano się, iż weteran będzie zmuszony do poszukania sobie nowego pracodawcy. W sezonie 2020/21 Szalai rozegrał bowiem zaledwie 18 meczów ligowych i zdobył jednego, jedynego gola. Wciąż potrafi być cennym zadaniowcem, ale to trochę mało, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wiek i coraz bardziej kruche ciało. A jednak dyrektor sportowy FSV Christian Heidel poinformował, że Szalai pozostanie piłkarzem klubu również w kolejnym sezonie.

Węgier zaakceptował ponoć obniżkę zarobków o pół miliona euro. – Adam jest spoiwem dla naszej drużyny. Odegrał olbrzymią rolę w wiosennej części sezonu, gdy udało nam się uratować przed spadkiem. To bezwzględny wojownik, nieprzyjemny dla każdego obrońcy w lidze. Zawsze zachowuje się jak lider na boisku, a w szatni stanowi postać integrującą całą ekipę. Korzystają na tym młodzi piłkarze, którym łatwiej jest się odnaleźć w zespole. Bardzo się cieszę, że kapitan reprezentacji Węgier chce dalej kroczyć z nami drogą, którą rozpoczęliśmy w styczniu – powiedział Heidel.

Adam Szalai i Marco Rossi

Pewnie jeszcze niejeden raz kibice – czy to reprezentacji Węgier, czy to Mainz albo innego klubu – stracą do Szalaia cierpliwość. Bo w niebywały sposób zmarnuje setkę, bo zabraknie mu szybkości przy wyjściu do prostopadłego podania, bo palnie coś w wywiadzie i niepotrzebnie podpali atmosferę wokół zespołu. Taki już urok 34-letniego Węgra. Ale tak się jakoś dziwnie składa, że kolejni szkoleniowcy dochodzą do wniosku, iż na koniec dnia lepiej mieć Szalaia w drużynie niż nie mieć. To po prostu facet, u boku którego można bez lęku i z podniesionym czołem wyruszyć na wojnę. Albo na palinkę.

fot. NewsPix.pl / FotoPyk

Suche Info
02.02.2023

Ancelotti: „Nie potrzebowaliśmy wzmocnień w zimowym oknie”

Kibice Realu Madryt z niepokojem obserwowali postawę swojego klubu w zimowym oknie transferowym, ponieważ Los Blancos nie dokonali istotnych wzmocnień. Trener „Królewskich”, Carlo Ancelotti, uspokoił fanów – jego zdaniem wszystko idzie zgodnie z planem.Real w ostatnich tygodniach nie radził sobie najlepiej. „Królewscy” pokonali wprawdzie Atletico Madryt w Pucharze Króla, ale już w lidze potracili trochę punktów, no i polegli też w starciu z Barceloną o Superpuchar Hiszpanii. Wspomniany Carlo […]
02.02.2023
Inne sporty
02.02.2023

„Cholera, to było coś wielkiego”. Jak Amerykanie i Japończycy zorganizowali galę wrestlingu w Korei Północnej

Rok 1995. Na stadionie w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej, organizowana jest… gala wrestlingu. Nie opowiadają za nią jednak sami Koreańczycy, a dwie federacje: japońska (NJPW) i amerykańska (WCW). W ringu pojawiło się wówczas sporo gwiazd, choć największa była na trybunach. Ze wszystkimi wrestlerami ściągnięto też bowiem… Muhammada Alego. Jak to możliwe, że taki event udało się zorganizować? Kto za tym wszystkim stał? Jak zareagowali Koreańczycy na wrestling? Dlaczego jedna […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Mourinho narzeka na kontuzje po sensacyjnej porażce Romy

Roma niespodziewanie pożegnała się z Pucharem Włoch po porażce w ćwierćfinałowym starciu z Cremonese. Jose Mourinho podczas pomeczowej konferencji prasowej narzekał na szerokość kadry swojego zespołu.Szkoleniowiec rzymskiej drużyny od dłuższego czasu wysyła sygnały, iż nie jest zadowolony z polityki transferowej Romy. Portugalczyk liczył na więcej wzmocnień.– Musimy skupić się na następnym meczu, ale nie powinniśmy zapominać, że w tej drużynie trudno jest rotować składem. Zwłaszcza, gdy musimy grać trzy mecze w tygodniu. W Neapolu […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Mohamed Salah wyceniony przez działaczy Liverpoolu

Jak informuje portal Calciomercato.com, władze Liverpoolu są gotowe rozważyć ofertę za Mohameda Salaha. Ściągnięciem gwiazdy The Reds mają być rzekomo zainteresowani przedstawiciele Paris Saint-Germain.Salah przeniósł się na Anfield w 2017 roku i zdążył solidnie zapracować na status legendy Liverpoolu. Egipcjanin zaczął od fenomenalnego sezonu 2017/18, gdy w samej tylko Premier League zapisał na swoim koncie aż 32 gole, a potem było tylko lepiej. Trzy występy w finale Ligi Mistrzów, w tym […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Zarzuty przeciwko Masonowi Greenwoodowi wycofane

Jak poinformowała angielska policja, zarzuty przeciwko Masonowi Greenwoodowi z Manchesteru United zostały wycofane. Na razie nie wiadomo, czy angielski napastnik zostanie przywrócony do pierwszej drużyny „Czerwonych Diabłów”.Przypomnijmy, że była partnerka 21-letniego Anglika oskarżyła go o znęcanie, pobicie oraz próbę zgwałcenia. Opublikowała wstrząsające zdjęcia oraz nagrania. Rok temu Greenwood został aresztowany, a klub natychmiast się od niego odciął i zawiesił piłkarza do wyjaśnienia sprawy. Pierwsze rozprawy odbyły się jesienią, ale teraz […]
02.02.2023
Weszło
02.02.2023

QUIZ: AGENT 5. KTO POZNAŁ PYTANIA PRZED QUIZEM? START O 19

Dziś o 19 Quiz! Grają: Mateusz Rokuszewski, Mateusz Janiak, Jakub Białek, Maciej Wąsowski. Prowadzi Paweł Paczul.
02.02.2023
Euro 2020
14.07.2021

Wybrano najładniejszą bramkę Euro. Zwycięzca mógł być tylko jeden

UEFA za pośrednictwem portali społecznościowych przedstawiła rezultat głosowania na najładniejszego gola zakończonych kilka dni temu mistrzostw Europy. Zwyciężyło trafienie Patrika Schicka w spotkaniu ze Szkocją. Na gola czeskiego napastnika z połowy boiska zagłosowało prawie 800 tysięcy internautów. Drugie miejsce w głosowaniu zajął Paul Pogba, który popisał się pięknym trafieniem w meczu ze Szwajcarią, a trzecie – […]
14.07.2021
Euro 2020
14.07.2021

Helik: – Po Euro panuje atmosfera wielkiego niedosytu

Jaka atmosfera panowała w reprezentacji Polski podczas Euro 2020? Co poszło nie tak? Dlaczego nie zagrał ani minuty? Jak ocenia Paulo Sousę? Czy jest zadowolony ze swoich dotychczasowych występów w reprezentacji Polski? Czy ma jakieś ciekawe oferty transferowe? Na te i na inne pytania w dłuższej rozmowie na antenie Weszło Fm odpowiedział piłkarz Barnsley i […]
14.07.2021
Euro 2020
13.07.2021

Statystyczne podsumowanie Euro. Kto błyszczał w Excelu?

Euro za nami, felietony napisane, czas zajrzeć w raporty statystyczne. Wiadomo, że same liczby trzeba oceniać w pewnym kontekście, ale też z samych liczb można wyciągnąć pewne tendencje, ciekawostki, zaskakujące fakty. Na przykład – jesteśmy przekonani, że nie zgadlibyście, że najwięcej „siatek” na Euro założył… Harry Kane. Ale dobra, czas na konkrety.Tak sobie przejrzeliśmy na […]
13.07.2021
Euro 2020
13.07.2021

Piękność (Euro 2020), która zebrała mniejszą widownię niż w 2016 roku

Kiedy oglądaliśmy najbardziej emocjonujące mecze mistrzostw Europy, myśleliśmy, że nie ma obecnie lepszej reklamy futbolu. Ten, jak stwierdził przy okazji ogłoszenia projektu Superligi Florentino Perez, potrzebuje nowych bodźców, żeby zachęcić rzeszę młodych widzów do oglądania. Teza brzmiała następująco: duża część z nich nie potrafi usiedzieć dłużej przed ekranem telewizora, bo mecze są za długie i […]
13.07.2021
Euro 2020
13.07.2021

Anglicy chcą powtórzenia meczu. Ludzie kochani…

Anglicy zrobili bardzo dużo, żeby stracić sympatię kibiców całego świata. Ale – jak widać – jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa, jeszcze im mało. Na stronie change.org powstała petycja o powtórzenie finału mistrzostw Europy. Podpisało ją już 98 tysięcy osób.Złapcie się czegoś stabilnego, bo działalność angielskich „aktywistów kibicowskich” jest naprawdę mocna.Dlaczego finał miałby ich zdaniem zostać […]
13.07.2021
Euro 2020
13.07.2021

Juventus i Serie A – klubowi zwycięzcy EURO 2020

Dwa lata z rzędu odpadali z Ligi Mistrzów, tuż po zakończeniu fazy grupowej, z niżej notowanym rywalem. Po blisko dekadzie stracili tron w kraju. Mało tego – do końca bili się o to, żeby w ogóle skończyć sezon na podium. I co? I tak Juventus, panowie, i tak Juventus mistrzem. Stara Dama to największy klubowy […]
13.07.2021