Trzeba przyznać, że szybko rozwija się kariera Maxiego Oyedele. Przecież jeszcze rok temu mało kto o nim słyszał, bo owszem, chłopak był w rezerwach Manchesteru United, ale takich juniorów pałętających się po zapleczach wielkich klubów już trochę mieliśmy. A tutaj rok i szybka winda do góry – Legia, europejskie puchary, reprezentacja Polski, w końcu transfer do Ligue 1.
Oczywiście można się zastanawiać, czy wszystko nie dzieje się aż za szybko. Na pewno występ w kadrze był przesadzony, oglądaliśmy wówczas kolejny odcinek tego, jak Michał Probierz się miota i nie ma pomysłu na drużynę narodową. Wrzucił Oyedele po dosłownie chwili-moment na Portugalię do pierwszego składu, a potem na Chorwację w roli zmiennika. Tymczasem Maxi miał wówczas ledwie trzy mecze w Ekstraklasie plus starcie z Betisem w Lidze Konferencji.
Nic więc dziwnego, że niespecjalnie sobie poradził. Co więcej: w kadrze już nie zaistniał, najdalej dojechał do ławki rezerwowych, więc był tylko narzędziem w rękach selekcjonera, który chciał pokazać, że jest odważny, stawia na młodzież i robi remont generalny zespołu. A po prostu wstawił niegotowy jeszcze stolik na środek salonu, potem wyniósł i zapomniał.
Dalej można się zastanawiać, czy sam wyjazd Oyedele nie następuje też za szybko, ale tutaj jak zawsze będą dwie szkoły. W jednej powiedzą, że Maxi nie powinien nigdzie jechać, bo nie podbił naszej ligi, więc co dopiero będzie w tej dużo lepszej, francuskiej. I prawda – chłopak miał mecze lepsze, gorsze, ale trudno o nim powiedzieć, że był liderem warszawskiego zespołu. Nie pomógł uraz, ale Oyedele nie dojechał nawet do 1000 minut w lidze.
Plus? Regularna gra w Europie na wiosnę, cztery mecze, trzy w pierwszym składzie, w tym z Chelsea.
Maxi Oyedele w Strasbourgu – czy ten transfer to dobra decyzja?
Tutaj więc kłania się druga szkoła, która powie, że jak dają, to trzeba brać i Oyedele więcej nauczy się we Francji. Strasbourg i tak nie płaciłby za to, że Oyedele grałby wszystkie mecze od deski do deski w Ekstraklasie, tylko za to, że widać w tym chłopaku spory potencjał. Choćby na Stamford Bridge, gdzie zagrał rewelacyjnie. Pisaliśmy:
„Zdecydowanie najjaśniejsza postać tego spotkania. Twardy, kapitalny w odbiorze i przechwytach, bardzo odpowiedzialny w rozegraniu, ale nieograniczający się do oddawania piłki stojącemu najbliżej partnerowi”.
Co z tego więc, że Oyedele zagrał kiepsko w Pucharze Polski z Miedzią, kiedy błysnął z Chelsea. Do oceny jego potencjału – lepiej tak niż odwrotnie.
Na pewno Maxi ma w sobie coś, czego przeważnie nie posiadają polscy piłkarze z jego pozycji – to znaczy, nie ogranicza się do roli tępego przecinaka. Wślizg, oddać do najbliższego albo kopnąć w trybuny. Nie, Oyedele i potrafi futbolówkę odebrać, i zrobić z niej użytek, zagrywając szybkie podanie do przodu. Jest odważny, czasem za odważny, ale hej, on w listopadzie skończy 21 lat, toteż w końcu pewnie nauczy się odróżniać odwagę od brawury.
I chyba ta druga szkoła ma więcej racji, to znaczy – dobrze, że Oyedele wyjechał. Bo jeśli chłopak miałby się martwić, że nie da sobie rady w Strasbourgu, to naprawdę trudno byłoby wierzyć w jakąś wielką karierę. Nie ma co demonizować tego ruchu – nie idzie do PSG, idzie do Strasbourga. Siódmego zespołu poprzedniego sezonu Ligue 1, który z takiego wyniku mógł być zadowolony, bo wcześniej przeważnie kręcił się niżej.
Można się przebić i można sobie ugruntować tam pozycję. Trzeba mieć talent i dużo pracować. To pierwsze Oyedele ma, więc niech dołoży to drugie i powinno być dobrze.
CZYTAJ WIĘCEJ O TRANSFERACH NA WESZŁO:
- 3 miliony euro nadzieją na grad goli. Rajović to dopiero początek dla Legii
- Znamy szczegóły nowego transferu Lecha. Mistrz ubił świetny interes [NEWS]
- Szybcy i wściekli. Radomiak chce zaskoczyć ligę analizą danych przy transferach
Fot. Newspix