Reklama

Klub jak bóg, a mój jest lepszy niż twój! Tak się kibicuje w Indonezji

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

04 października 2022, 09:49 • 8 min czytania 14 komentarzy

Śmierć 129 osób z powodu zamieszek na stadionie w Malang w Indonezji to dramatyczny wypadek, ale nie przypadek. Tam wśród kibiców rządzi prawo pięści, kija, względnie maczety. Po prostu zazwyczaj wszystko załatwia się poza trybunami, choćby na poboczu autostrady, a tym razem sytuacja wymknęła się bardziej spod kontroli.

Klub jak bóg, a mój jest lepszy niż twój! Tak się kibicuje w Indonezji

W sobotę Arema FC poniosła porażkę z Persebayą Surabaya 2:3, pierwszą jako gospodarz starcia z tym przeciwnikiem od 23 lat, co doprowadziło miejscowych do furii. Jak mogli przegrać?! Jak?! Ale przegrali, dlatego zaślepieni nienawiścią fani przeskoczyli przez płoty i ruszyli do swoich piłkarzy i sztabu szkoleniowego. Za chwilę nie widzieli z innego powodu – gazu łzawiącego.

Co prawda przepisy FIFA zabraniają używania gazu łzawiącego na meczach, więc służby w ogóle nie powinny go mieć przy sobie, ale w sumie widzów też nie powinno być na boisku. Tego wieczoru wszystko było nie tak…

Władze nie zastosowały jasnej procedury, takiej jak wydanie najpierw ostrzeżenia lub użycie armatki wodnej. Doszło do nadmiernego użycia siły i wydaje się, że przepisy dotyczące kontroli tłumu zostały zlekceważone – stwierdził Daniel Alexander Siagian w rozmowie z The Washington Post, koordynator oddziału Instytutu Pomocy Prawnej Surabaya Pos Malang.

Według oficjalnych informacji większość ofiar straciła życie z powodu uduszenia lub zadeptania przez uciekających, nie w wyniku bójek z kibicami rywali.

Reklama

Tragedia na stadionie w Indonezji

Świat zwrócił uwagę na Indonezję, bo w Malang zginęło więcej ludzi niż choćby na Hillsborough (97) w 1989 roku. Tamten dramat wpłynął na angielski futbol, organizację meczów i podejście do fanów, ale pewnie nie ma co liczyć, że w tym wypadku będzie tak samo.

Oby to była ostatnia tragedia związana z piłką nożną w Indonezji – powiedział prezydent kraju Joko Widodo, ale zdaje się, że prawdziwy stosunek władz do wypadku w Malang przedstawił minister młodzieży i sportu Zainudin Amali.

Obyśmy nie zostali ukarani przez FIFA za to, co się stało, przecież w przyszłym roku organizujemy mistrzostwa świata U-20 – stwierdził na antenie Radio Elshinta. Ledwie dzień po rywalizacji Arema – Persebaya i śmierci 129 osób.

Bo świat zwrócił uwagę na Indonezję, ale kiedy nie patrzył, wszystko zmierzało w kierunku właśnie czegoś takiego, a rządzący krajem nic sobie z tego nie robili. Tam futbol to przemoc, a przemoc to futbol. Jedno bez drugiego nie istnieje, jak dzień bez nocy. Miejscowi kibice fascynowali się ultrasami z Europy – z Anglii, Niemiec, Serbii czy Włoch, tyle że dostosowali ich reguły do swoich warunków.

Indonezja jest czwartym najludniejszym krajem na świecie i największą gospodarką w południowo-wschodniej Azji. Leży na ponad 17 tys. wysp, mieszka w niej 800 grup etnicznych mówiących więcej niż 1300 językami. To w sumie ponad 270 milionów ludzi, z czego 10% żyła poniżej granicy ubóstwa wg danych z 2020 roku, czyli miesięcznie zarabiała mniej niż 120 złotych (taką granicę przyjął miejscowy rząd). Średnie pensje w kraju to 1076 złotych i to 10. najniższa przeciętna płaca na całym świecie, niższa niż m.in. w Bangladeszu, Nepalu czy Nikaragui. Słowem – może i to bogaty kraj, ale pełen biednych.

Reklama

To nie Europa, tutaj bije się na śmierć

Większość Indonezyjczyków boryka się z problemami i futbol jest dla nich sposobem na ucieczkę od ciężkiego życia – tłumaczył Bung Ferry – założyciel „Jakmanii”, głównej grupy kibicowskiej Persiji Dżakarta – angielskiemu dziennikarzowi Jamesowi Montague, który opisał tamtejszych ultrasów w książce „1312. Incognito wśród najbardziej fanatycznych kibiców na świecie”.

Ferry mówił też, że dla nich kluby są niczym bóstwa, co akurat tam samo w sobie brzmi szczególnie groźnie. W Indonezji 82% społeczeństwa to muzułmanie i od lat co rusz publikowane są raporty o wzroście nietolerancji religijnej względem mniejszości. Według raportu think-tanku Pew Research Center w 2019 roku Indonezja znalazła się grupie 23 państw, w których szykany religijne ze strony rządu są najpoważniejsze. W 2016 roku Instytut Wahida – największa organizacja zrzeszająca umiarkowanych muzułmanów – ostrzegał w raportach, że fundamentalizm, ekstremizm i terroryzm są poważnymi zagrożeniami. W 2011 roku zamieszki wybuchły na Molukach z powodu zwykłego wypadku drogowego, w którym uczestniczył chrześcijanin i muzułmanin. W wyniku bójek zginęły trzy osoby, 20 osób zostało ciężko, a 40 lekko rannych.

Czyli mój bóg jest lepszy niż twój i tu nie ma miejsca na dyskusję. A skoro kluby piłkarskie są traktowane jak bóstwa, nie ma co się dziwić, że między 1994 a 2019 rokiem śmierć poniosło 74 kibiców (wg raportu Australian Broadcasting Corp), prawda?

Nie możesz upaść – przestrzegali fani Persiji Montague przed wyjazdem na spotkanie z PSS Sleman w ramach azjatyckiej Ligi Mistrzów. Bo jeśli upadniesz w trakcie awantury z rywalami, to po tobie. Nie ma zmiłuj. To nie Europa. Tu będą cię kopać do ostatniego uderzenia twojego serca. Taki mają klimat.

Choć przeciwnik ma już dosyć, to bijemy go na śmierć – nie ukrywał Ferry.

Mówił śmiertelnie poważnie w imieniu wszystkich zainteresowanych stron. 

Złamana czaszka, szyja, nos

We wrześniu 2018 Haringga Sirla pojechał do Bandungu, stolicy Jawy Zachodniej, gdzie jego ukochana Persija grała z największym wrogiem – Persibem. Oficjalnie nie miał wstępu na stadion, jako że na rywalizację tych drużyn zwyczajnie nie wpuszcza się kibiców przyjezdnych, to zbyt niebezpieczne, ale chciał wejść anonimowo. 23-latek już szedł na obiekt, kiedy natknął się na „patrol”, sprawdzający dowody tożsamości. Czy aby ktoś z Dżakarty nie próbuje przemknąć się przez nasz teren! Proszę dokumenty! Szybko, szybko!

Jest, Dżakarta, stoi jak byk. To był koniec. Grupa dzieciaków zmasakrowała 23-letniego Sirlę, a wszystko nagrała i opublikowała w internecie. Tego wieczoru aresztowano 14 osób, w ciągu dwóch miesięcy wyroki usłyszała szóstka – liczyła sobie od 15 do 17 lat.

Złamali mu czaszkę, szyję i nos. Jak mogłabym o tym codziennie nie myśleć? – pytała w rozmowie z ABC News matka ofiary.

A to tylko jeden z przykładów. Sam Montague poczuł, co to strach, kiedy autobus jadący na mecz z PSS Sleman nagle, z powodu jakichś niejasnych przepisów, wyrzucił ich na poboczu wielopasmowej autostrady i jednocześnie terenie zdominowanym przez Persib. Właśnie podróże na spotkania wyjazdowe to prawdziwa szkoła przetrwania. To niemalże przejazd w czasie wojny przez okupowane terytorium, w trakcie którego chwila nieuwagi może skończyć się zabójczym atakiem.

I nagle wyłonili się, najpierw na jednym wiadukcie. Z daleka wydawało się, że mają kije, ale z bliska nie było wątpliwości. Maczety. Nie ma żartów. Walka będzie o życie. Grupa Persiji zerwała się w drugą stronę, ale tam drogę ucieczki zamknął im Persib. Czekał na drugim wiadukcie. Otoczeni. Decyzja mogła być jedna – przebiegnięcie na drugą stronę, przed maskami prujących ponad 100 kilometrów na godzinę aut. Prawdopodobna śmierć, ale z rąk Persibu nadciągała pewna. Nagle huk, wypadek, cała jedna strona zablokowana. W sumie nikomu nic się nie stało, a kraksa sprowadziła służby drogowe. Ratunek. To chwilowo odstraszyło tych z Bandungu. Wreszcie, w ostatnim momencie, bo właśnie odblokowano ruch, a ci schowali się nieco dalej i czekali aż zniknie patrol, nadjechał drugi autokar i zebrał wszystkich. Po drodze pojazd przyjął kanonadę kamieni, jednak to tyle. Udało się. Tym razem.

Po porażkach trzy, cztery tysiące komentarzy

Kluby niczym bóstwa, a piłkarze – małe bożki. A już szczególnie zagraniczni, których w drużynie może być trzech. 

Mają taką zasadę, że obcokrajowcy mają mieć powyżej 185 centymetrów wzrostu, żeby robić różnicę także przy stałych fragmentach. Wiele wymagają od tych trzech zawodników. Chcą, żeby grali nawet wtedy, gdy mają kontuzję. Oceniają to, czy dobrze wyglądasz, bo wykorzystają cię do marketingu, będziesz robił reklamę sponsorom, kibice będą przychodzili do ciebie po zdjęcia. Po treningach zawsze było pół godziny na zdjęcia. Kiedy idziesz do galerii to albo z kimś, albo się chowasz, bo zaraz jest wokół ciebie tłum ludzi. To fajne przeżycie. Rozmawiam z dziewczyną przez telefon, a obok mnie nagle robi się kolejka po zdjęcie. Czujesz, że zrobiłeś coś w swoim życiu. Widziałeś po zawodnikach, którzy trafili do Lechii Gdańsk, jak oni zżywają się z piłkarzami. Ale jak przegrasz mecz, to strasznie z tobą jadąopowiadał na naszych łamach Vanja Marković, który jesienią 2022 występował w Persiraja Banda Aceh.

Masz trzy, cztery tysiące komentarzy pod zdjęciami po meczu. Jakbyś to czytał, to byś się załamał. Największe pretensje mają do obcokrajowców, bo im płacą więcej. Piłka nożna to jedyny sport w kraju. Teraz były mecze bez kibiców, ale wcześniej na każdym meczu było po 80 tysięcy osób. Jeśli w Europie chcesz zagrać przed taką publicznością, musisz grać w finale Ligi Mistrzów. Mam zdjęcia z pełnych stadionów w Indonezji, to nie jest tak, że grasz tam na podwórku. To nie jest tak, że tylko w Polsce są kibice na trybunach – kontynuował Serb.

Wszystko na serio

Wracamy do perspektywy kibiców.

Jeśli ktoś szydzi z naszego klubu, bierzemy to naprawdę na serio – wyjaśniał Ferry.

Za szyderstwo mogą uznać także słabą grę swoich, o czym przekonał się choćby Miljan Radović. W maju 2019 czarnogórski trener musiał schodzić z murawy w ochronie żołnierzy, a i tak został dopadnięty tuż przed wejściem z tunelu. W tym wypadku skończyło się tylko na nieudolnym ciosie agresora.

Dlatego wtargnięcie kibiców Aremy, by pięściami podzielić się swoim bólem z piłkarzami i sztabem nie jest czymś specjalnie nadzwyczajnym w Indonezji. Pewnie mimo wszystko częściej leją się z innymi fanami, aczkolwiek zdarza się i tak. Odstępstwem od normy była panika służb porządkowych i użycie gazu łzawiącego, przy czym ten strach da się uzasadnić. Ot, choćby kiedy w 2016 roku kibice Persiji uznali, że tydzień wcześniej jeden z nich zmarł z powodu interwencji policji, przy okazji następnego meczu zaatakowali mundurowych. Ostatecznie 10 funkcjonariuszy było rannych, a jeden zapadł w śpiączkę i stracił oko.

Tak to już jest w Indonezji. W Malang zdarzył się dramatyczny wypadek, ale nie ma mowy o przypadku.

CZYTAJ WIĘCEJ O WYPADKU W INDONEZJI:

fot. Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

14 komentarzy

Loading...