Reklama

Co poszło nie tak w pucharach? Rozmowa z Waldemarem Fornalikiem

redakcja

Autor:redakcja

11 sierpnia 2019, 09:59 • 11 min czytania 0 komentarzy

Co zadecydowało o tym, że Piast nie przeszedł żadnej fazy eliminacji do europejskich pucharów? Wybraliśmy się do Gliwic, by zapytać o to Waldemara Fornalika. Skąd się wzięła gorsza forma Piasta na początku sezonu? Dlaczego gra mistrza Polski nie jest tak zła jak wyniki? Jak na zespół wpływa konieczność rozgrywania meczów co trzy dni? Czy Piastowi zabrakło doświadczenia? Zapraszamy. 

Co poszło nie tak w pucharach? Rozmowa z Waldemarem Fornalikiem

Łatwiej jest osiągnąć sukces czy nim zarządzać?  

Trzeba na to spojrzeć wielopłaszczyznowo. Robiliśmy wszystko, aby utrzymać w stuprocentowym składzie drużynę, która zrobiła mistrzostwo Polski, a do tego ją wzmocnić. Rynek nie jest jednak tak obfity, by w ramach naszych możliwości ściągać jeszcze lepszych zawodników niż mamy. Gdy pytaliśmy o zawodników, których chcieliśmy dobrać, padały zawrotne kwoty. Piast nie jest klubem, który ma budżet z gumy, a założyliśmy z góry, że nie będziemy tworzyć kominów płacowych. Uważam, że udało nam się utrzymać status quo, poza tym, że odszedł Sedlar, z wypożyczenia wrócił Tomek Jodłowiec, pożegnaliśmy się też z Papadopulosem i Makiem. Ściągnęliśmy wartościowych ludzi, ale oni potrzebują czasu, by się wkomponować. Widać, że różnica pomiędzy poprzednimi zespołami a nami jest spora. 

Natomiast nie uważam, że zaprezentowaliśmy się w dwumeczu z BATE źle.

Zgadzam się. 

Reklama

Po pierwszym meczu wszyscy byli wręcz zbudowani postawą Piasta. Zabrakło nam odrobiny szczęścia albo skuteczności, by w pierwszym spotkaniu załatwić sprawę awansu. Później wkomponowano nam w niefortunnym terminie Superpuchar. Byliśmy u progu sezonu, w trakcie bardzo ważnego dla nas dwumeczu. Trzeba być perfekcyjnie przygotowanym, żeby przejść BATE Borysów. Zdarzyła nam się jednak wpadka w postaci błędu indywidualnego i odpadliśmy po, uważam, dobrych dwóch meczach. 

Drużyny, z którymi graliśmy – zarówno BATE, jak i FC Ryga – są w trakcie sezonu. Prościej byłoby grać z zespołem, który normalnie się przygotowuje, jak my. To łatwiejsze, bo nie każdy potrafi trafić z formą. My, uważam, po czterech tygodniach trafiliśmy z nią bardzo dobrze. Zespoły, z którymi graliśmy, były w pełni sezonu i przekładały sobie mecze. FC Ryga grała z HJK Helsinki we wtorek, bo przełożyła sobie sobotni mecz. Przed meczem z nami też doszło do podobnej sytuacji. My graliśmy w rytmie meczów co trzy-cztery dni. Mecz z Pogonią był ósmym spotkaniem w ciągu 24 dni. To obciążenie fizyczne, jak również mentalne. Same podróże są obciążające. Dziś czytałem felieton, w którym nagle autor stwierdził, że dla zawodników to duże obciążenie psychiczne. Ciężko się zregenerować. Mogło to nas dopaść przed meczem z Rygą. 

OK, przegraliśmy z Lechią, ale też mieliśmy swoje okazje. Ze Śląskiem Wrocław mogliśmy zamknąć mecz przy 1:0. Przegraliśmy w Rydze, to był nas najsłabszy mecz, mówię to z pełną odpowiedzialnością. Ale mieliśmy też dobre sytuacje: Patryka Dziczka, gdy zawodnik Rygi wybił piłkę czy Jorge Felixa, który wcześniej miał okazję na 2:0. 

Zabrakło nam… może doświadczenia, obycia w pucharach? Dla wielu z moich zawodników to był debiut. Poznawali tę specyfikę. A polega ona na zmienności stylu, sposobu gry, wielu zawodników było rotowanych. Ryga wystawiła prawie zupełnie inny skład u nas i u siebie. Nie mówię, że to nas zaskoczyło, ale to spowodowało, że zespół inaczej funkcjonował. 

Czynników jest bardzo dużo. Najłatwiej z perspektywy osoby, która nie bierze odpowiedzialności, ocenić, że wszystko było źle. Nie zgodzę się z tym. Będę bronił naszych zawodników i naszej pracy. Gdybyśmy szli normalnym, tygodniowym rytmem, dalej bylibyśmy w pucharach. 

GLIWICE 19.05.2019 EKSTRAKLASA PILKA NOZNA SEZON 2018 / 2019 PIAST GLIWICE - LECH POZNAN NZ FETA MISTRZ POLSKI PIAST GLIWICE DEKORACJA PILKARZE WALDEMAR FORNALIK FOT MICHAL STAWOWIAK / 400mm.pl FOOTBALL EKSTRAKLASA SEASON 2018 / 2019 PIAST GLIWICE - LECH POZNAN MICHAL STAWOWIAK / 400mm.pl

Reklama

Feralne końcówki, w których Piast tracił wynik w meczach z BATE, Rygą, Śląskiem i Lechem to efekt zmęczenia fizycznego? 

Pierwszym takim meczem był rewanż z BATE. Straciliśmy bramkę w 82. minucie, ale do końca walczyliśmy o wynik. Gra co trzy dni nie pomaga. Mecze w europejskich pucharach oznaczają wysoką intensywność. To ostatnio modne słowo, ale najlepiej oddaje to, co się działo na boisku. Nie liczą się przebiegnięte kilometry, ale to, z jakimi prędkościami się je pokonuje. To były bardzo intensywne mecze. Gdybyśmy mogli normalnie pracować pomiędzy tymi meczami – jak w momencie gry o mistrzostwo, gdy mieliśmy mikrocykl tydzień-tydzień – prezentowalibyśmy się lepiej. 

Wkradło się u nas coś takiego, że nie strzelamy na 2:0 czy 3:0 i pojawia się w głowie myśl “uwaga, zaraz możemy stracić”. Nieszczęsna samobójcza bramka z Rygą. Możemy mówić o wielu rzeczach, to po prostu zupełnie dziwny splot okoliczności.  

Po eliminacjach przewija się z pana strony, ale i Aleksandara Vukovicia, argument, że granie co trzy dni jest ciężkie. Zbigniew Boniek napisał w kontrze na Twitterze, że dla piłkarza nie ma nic piękniejszego niż gra co trzy dni. To pana zdaniem populizm? 

Prezes ma swoje zdanie i ja to szanuję, ale nie wiem, czy w tamtym okresie drużyny wpadały w taki rytm, że grają osiem meczów w ciągu 24 dni. Nie chcę polemizować, ale co innego jest zagrać serię trzech meczów, mieć tydzień przerwy, i potem kolejne trzy mecze. Jest inaczej niż grać osiem meczów w 24 dni. 

Kilka lat temu trenerzy mieli wymówkę, że problemy w eliminacjach biorą się z tego, że drużyny nie są w rytmie meczowym. Władze poszły więc na rękę i wyznaczyły start ligi na początek lipca, by drużyny były w rytmie meczowym. Teraz pojawiają się głosy przeciwne: meczów jest zbyt dużo, więc stąd biorą się porażki w eliminacjach.

Nie tylko my w Polsce zauważamy ten problem. Wszyscy się zachłystują, że Real Madryt zdobył trzy razy Ligę Mistrzów. Ale jakim kosztem? Tylko raz zdobył w tym czasie mistrzostwo Hiszpanii i odpadał z Pucharu Króla. Nawet na najwyższym poziomie, mając tak rozbudowane kadry, nie jest łatwo pogodzić poszczególne rozgrywki. Mnie to nie przeszkadza, że zaczynamy eliminacje bez ligi. Potrafiliśmy się przygotować. Nie wystarczyło nam później czasu, by pewne kwestie dopracowywać w treningu. 

Więc kiedy liga powinna startować? Gdzie jest złoty środek? Bo współczynnik w pucharach mamy taki, że przez długie lata będziemy zaczynać jako pierwsi. 

Optymalnie ułożony kalendarz miała Lechia Gdańsk. Próbą generalną był Superpuchar, potem jedna kolejka w Ekstraklasie i weszli na mecz w Broendby. Było widać, że dobrze funkcjonowali. 

Błędy w pierwszym meczu z Rygą przybiły drużynę? W pierwszym meczu jeszcze jakoś to wyglądało, w drugim Piast wyglądał po strzelonej bramce, jakby chciał dowieźć wynik do końca. Mistrzowskiego Piasta charakteryzowało to, że potrafi mądrze trzymać wynik, trzyma piłkę na połowie przeciwnika, nie cofa się. 

Często bywa, że podświadomie zawodnicy przyjmują takie postawy na boisku. Nie zapominajmy, że ten mecz miał miejsce w trakcie zamieszania wokół Joela Valencii, czyli zawodnika, który bezsprzecznie wywierał największe piętno na ofensywie zespołu.  Wierzę w tę grupę piłkarzy i prędzej czy później znowu zaczniemy wygrywać. Nie odpowiem, czy to będzie znowu taki piękny sezon, ale wierzę w to, co robimy wraz z działem skautingu i dyrektorem sportowym. Ściągamy zawodników, którzy z czasem mają podnieść wartość tej drużyny. 

A propos Valencii, nie widział pan możliwości, by został przynajmniej do drugiego meczu z Rygą? 

Przed meczem ze Śląskiem narzekał na drobny uraz. Któryś z dziennikarzy napisał, że to wcale nie był uraz i nieoficjalnie zakomunikował, że bolą go mięśnie dwugłowe i tak dalej. Po meczu ze Śląskiem temat błyskawicznie się potoczył, Joel poleciał na badania. Był sfokusowany na wyjazd i nie mogliśmy już go zatrzymać.

Jest pan rozczarowany taką postawą? 

Liczyliśmy, że przynajmniej do końca gry w europejskich pucharach nam pomoże. Podjął inną decyzję i jestem z tego powodu trochę rozczarowany. 

Mówiło się też o zainteresowaniu Dziczkiem czy Kirkeskovem. To zawodnicy, którzy zjechali z formą. 

Czy zjechali z formą? Poczekajmy. Patryk Dziczek miał za sobą bardzo wyczerpujący sezon, grę na mistrzostwach Europy w bardzo wysokim tempie. Każdy jest tylko człowiekiem. Takie rzeczy są wkalkulowane, że może być forma bardzo dobra lub gorsza. Klasyk mówi, że jak nie ma formy, to jest problem. A jak jest, to też jest problem, by ją utrzymać. 

Rozważał pan, by jak Piotr Stokowiec w meczu ligowym pomiędzy spotkaniami w pucharach wystawić całkowicie rezerwową jedenastkę? 

Tak zrobiłem w Superpucharze i pojawiły się głosy, że niezbyt poważnie traktujemy rozgrywki, podważamy rangę tego meczu. Dla mnie najważniejsze były mecze z BATE, dlatego tak zrobiłem. Później wymieniałem pojedyncze ogniwa. Nie mamy takich możliwości, by wystawić zupełnie nową jedenastkę. Trzeba mieć dwie zbliżone jedenastki, nie można się wygłupić. Uważam, że Lechia ma bardzo silną kadrę i mogła sobie na to pozwolić. Natomiast my robiliśmy rotacje, nawet po 4-5 zawodników. Dla nas liga jest tak samo ważna, jak gra w europejskich pucharach.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-211-2019-08-10-21_38_59

Z czego wynika fakt, że piłkarze w Piaście tak długo się aklimatyzują? Żaden z nowych piłkarzy nie dał jakości na tu i teraz, ale i autorzy mistrzostwa potrzebowali bardzo dużo czasu. Valencia odpalił dopiero w drugim sezonie, Kirskeskov potrzebował na dojście do formy pół sezonu.

Nie zawsze jest możliwość sprowadzenia zawodnika przed dniem rozpoczęcia pierwszego treningu. Są rozmowy, negocjacje, zawodnicy dołączają w trakcie zgrupowań czy po. To niezależne od nas. My robimy wszystko, by to załatwić sprawy jak najszybciej, ale czasami się one przeciągają. Aklimatyzacja to też sprawa kultur, z których zawodnicy przybywają. Mikkel przybył z Danii, poznał Polskę, polskie jedzenie, wiele rzeczy było dla niego nowych i on o tym mówił otwarcie. Na początku przytrafiła mu kontuzja, co też utrudniło wkomponowanie go. Z Joelem jest inna sytuacja – odpalił dopiero, jak zmieniliśmy mu pozycję. Wcześniej miał lepsze i gorsze mecze, dopiero na nowej pozycji pokazał pełnię swoich umiejętności. Być może nasz model pracy powoduje, że zawodnicy potrzebują miesiąca, czasami trzech, by prezentować pełnię możliwości. Tak było też choćby z Piotrkiem Parzyszkiem. 

Co pana zdaniem jest aktualnie większym problemem? To że wzmocnienia nie dają jakości czy to, że wielu piłkarzy z mistrzowskiej jedenastki obniżyło loty? Postawię tezę, że spośród podstawowych graczy tylko Czerwiński i Felix grają tak samo lub lepiej i głównie przez to Piast odpadł z eliminacji.   

Prawdopodobnie może to być też kwestia wydolności, bo Kuba Czerwiński i Jorge Felix są bardzo wydolni. Na nich taka dawka meczów nie zrobiła wrażenia. Poczekajmy z oceną obniżeniem lotów do następnych kolejek, kiedy wejdziemy w normalny rytm treningowy i będziemy normalnie się przygotowywać. Mecz z Pogonią pokazał w wielu fazach, że wiele było w głowach. Obciążenie pucharami w sensie “musimy to zrobić za wszelką cenę” zeszło z zawodników i wyglądało to o wiele żywiej. W tym spotkaniu zafunkcjonował fajny, zdrowy układ. Zabrakło tylko bramki, choć świetną okazję miał Jorge Felix. 

Dziś mówimy z perspektywy wyniku, porażki. Natomiast nie mówimy o sposobie gry, o sytuacjach, które stworzyliśmy. Gdybym podsumował wszystkie mecze, mogłoby znaleźć się od 15 do 20 sytuacji, z których normalnie padają bramki. To pokazuje, że ta drużyna prędzej czy później odpali. 

WARSZAWA 20.05.2019 GALA LOTTO EKSTRAKLASA - OFICJALNE ZAKONCZENIE SEZONU 2018/19 --- GALA POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE - THE OFFICIAL END OF SEASON IN WARSAW WALDEMAR FORNALIK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Spytałem ostatnio o trudny początek Piasta Patryka Sokołowskiego. Zgrabnie odpowiedział, że w ekonomii jest takie pojęcie jak “powrót do średniej”. Tak jak szczęścia w tamtym sezonie momentami było aż za dużo – jak choćby strzał Jodłowca w szalonej końcówce z Jagiellonią, który udałby się w jednej na sto prób – tak teraz fart został wyparty przez głupie pomyłki i brak szczęścia. 

Absolutnie tak. Po pierwszym meczu z BATE były opinie, że zagraliśmy jeden z najlepszych meczów w ostatnim czasie i trudno się z nimi nie zgodzić. W wielu z tych meczów dyktowaliśmy warunki, stwarzaliśmy sytuacje. Problem w tym, że nie wpada. Czytam jakieś durne tytuły w stylu “pogromcy Piasta”. Chciałbym wiedzieć, co to jest pogrom. 

Myślę, że to ironiczne tytuły. 

Trochę mnie to śmieszy. Za długo w tym wszystkim pracuję, by się przejmować takimi sprawami. Nie ukrywam, że coś może być w szczęściu. Śledziliśmy fazę finałową. Wygraliśmy 6 na 7 meczów i to były szalenie trudne mecze. Gdyby czasami przeciwnik strzelił pierwszą bramkę, nie wiadomo, jak by się potoczyło do końca. A to my trafialiśmy. Czy to świetna postawa obrońcy czy bramkarza powodowała, że nie traciliśmy. To taki niuans, niezbyt duży, ale istotny. 

Jacyś piłkarze jeszcze odejdą z Piasta? 

Na tę chwilę jest cisza. Wiele mówi się na temat Patryka Dziczka i zobaczymy, jak sprawa się rozwinie. Póki co żadnej oferty nie mamy, przynajmniej ja nic o niej nie wiem. Przypuszczam, że jakieś ruchy mogą jeszcze być. W drugą stronę też chcemy dokonać dwóch-trzech transferów, by wzmocnić naszą ofensywę. 

Na jakie pozycje? 

Napastnik, ofensywny pomocnik, skrzydłowy.

Polacy czy obcokrajowcy? 

Nie zamykamy drogi na obcokrajowców. Są pewne uwarunkowania. Na naszym rynku nie ma wolnych zawodników, albo takich, których za niewielką kwotę można ściągnąć do klubu. Będziemy szukać w kulturze zbliżonej do naszej mentalności. Pracujemy też z młodzieżą i czekamy na efekty tej pracy.

Piast jest pana zdaniem zabezpieczony na odejście Patryka Dziczka? 

Ściągaliśmy Sebastiana Milewskiego i Dominika Steczyka, są Denis Gojko, Remigiusz Borkała. Mamy przynajmniej czterech młodzieżowców. Zobaczymy, jak sprawa się rozwinie. Może być tak, że nie będzie problemu i Patryk zostanie. 

Milewski wskoczy do drużyny bez straty na jakości? Z jakichś powodów póki co nie gra.

Jest Patryk Dzicziek, który ma na pewno większe doświadczenie i jest bardziej ukształtowany. Z tą myślą ściągaliśmy Sebastiana, by grał. Dostrzegliśmy w nim umiejętności, które pozwolą mu wejść i grać. 

Jakie były cele Piasta przed rozpoczęciem sezonu i czy w jakiś sposób po odpadnięciu z pucharów zostały zweryfikowane?

Cel był podstawowy i powiedziałem to głośno – przy naszym systemie rozgrywek celem będzie zawsze awans do pierwszej ósemki. W europejskich pucharach chcieliśmy grać jak najdłużej. Nie powiem, czy to miała być druga czy trzecia runda. Jeśli ktoś liczył na fazę grupową Ligi Mistrzów, proponuję zobaczyć jaka jest drabinka i jakie drużyny czekają w kolejce. Czujemy na pewno niedosyt, bo z jednej strony odnieśliśmy pierwsze, historyczne zwycięstwo dla Piasta w eliminacjach, z drugiej – ta przygoda zakończyła się na drugiej rundzie. Natomiast cel jest niezmienny: awans do górnej ósemki. Będąc w górnej ósemce, będziemy rozmawiać dalej. Przed nami kilka miesięcy pracy, w zimie kolejne możliwości korekt w kadrze. Tyle na ten temat. 

Nie uważa pan, że to minimalizm? Piłkarze, którzy czują się pewnie po zdobyciu mistrzostwa Polski nie oczekują wyższego celu niż tylko awans do pierwszej ósemki? 

Tylko? Awans do ósemki nie oznacza, że gramy o ósme miejsce. Gramy o wejście do ósemki, a później zobaczymy, z której pozycji wystartujemy. Przed inauguracją fazy finałowej też nie byliśmy faworytem. Wolę robić swoje niż składać deklaracje. 

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK 

Fot. 400mm.pl / FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...