Reklama

Flavio, czyli talizman

redakcja

Autor:redakcja

16 lutego 2019, 13:06 • 3 min czytania 0 komentarzy

Chwali się Piotra Stokowca, który zgrabnie poukładał gdańskie klocki. Chwali się Lukasa Haraslina, który nieustannie robi z obrońców wiatraki. No, gdy tylko nie jest kontuzjowany. Chwali się Dusana Kuciaka, który broni czasem jak w transie. I gdzieś w tych wszystkich ciepłych słowach, jakie spotykają Lechię, mimo wszystko troszkę na uboczu stoi Flavia Paixao. A być może – obok Stokowca – to najważniejsza postać zespołu.

Flavio, czyli talizman

Totolotek oferuje kod powitalny za rejestrację dla nowych graczy!

Na portalu trojmiasto.wyborcza.pl wpadła nam ostatnio w ręce ciekawa statystyka – z trzynastu bramek, jakie upolował Flavio, wszystkie padły… przy jednym kontakcie z piłką. Czyli bez przyjmowania futbolówki i szukania cudów na kiju. Uderzenie od razu, bez większego namysłu (co nie oznacza jednocześnie braku pomysłu).

– pięć bramek z rzutów karnych, toteż siłą rzeczy jeden kontakt,

– cztery gole głową,

Reklama

– dwa razy na pustaka,

– raz z pięciu metrów,

– jedno piękne uderzenie przeciwko Lechowi.

KURS NA WYGRANĄ LECHII Z KORONĄ W TOTOLOTKU – 3,0

Czy to w jakikolwiek umniejsza zasługi Flavio, że strzela karne i dobija na pustaka? Nie, absolutnie, ktoś to musi robić, ktoś musi być snajperem czy sępem i świetnie w tej roli odnajduje się Flavio. Zresztą, o czym my mówimy. Bez Portugalczyka Lechia nie miałaby żadnych szans na bycie liderem. To on przesądzał starcia z Jagiellonią, Koroną, Arką, Lechem, Cracovią i Pogonią. Pięciokrotnie zdarzyło się tak, że tylko Flavio strzelał bramki dla gdańszczan w meczu. Lekko licząc, bez Portugalczyka Lechia miałaby 15 punktów mniej. Wówczas wisiałaby w okolicach ósmego miejsca, czyli mniej więcej tam, gdzie widziano ją przed sezonem.

Dalej – Flavio ma już 63 bramki w Ekstraklasie. Wyprzedził brata (61), nad sobą widzi już tylko Radovicia, z 67 strzelonymi golami. Nie ma większych wątpliwości, że Serba też łyknie, bo Radović grą w piłkę – mówiąc delikatnie – już raczej się nie zajmuje.

Reklama

Statystyki Paixao budzą podziw też dlatego, że miał okres w lidze, kiedy można było go skreślić. Od 25 lutego 2017 roku do 30 września nie strzelił żadnej bramki, zaliczył jedną asystę. Wchodził na ogony albo w ogóle nie podnosił się z ławki, głosy mówiące o tym, że powinien odejść, pojawiały się coraz częściej. Zrobił jednak wszystkim psikus i podniósł się, notując zresztą teraz piąty sezon z rzędu z co najmniej 10 bramkami na koncie.

Ciekawa jest ta metamorfoza. Wydaje się, że Portugalczykowi paradoksalnie wyszło na dobre to, że Marco został pogoniony przez Stokowca. Flavio wcześniej żył w cieniu brata. Zwróćcie uwagę, że też w Śląsku sieknął 18 bramek, gdy przez połowę sezonu nie było na boisku Marco, leczącego kontuzję. A gdy Marco odszedł do Sparty, przez pół rundy – nim Flavio odszedł do Lechii – też był we Wrocławiu dobry, ładując pięć bramek i dorzucając pięć asyst. Teza, że Flavio mimo miłości do brata, lepiej czuje się na boisku bez niego, nie jest specjalnie ryzykowna.

Poza tym Flavio dostał opaskę kapitańską i to też z pewnością go podbudowało. Nie jest jednym z wielu w Lechii, on wyprowadza ekipę na murawę, on na niej dowodzi. I naprawdę, niedaleko mu do statusu legendy klubu, bo jeśli ktoś strzela pięć bramek Arce i 40 bramek w sumie, ma prawo o tym myśleć. A jeśli Lechia zostanie mistrzem Polski, nikt chyba nie powinien co do statusu Flavio mieć wątpliwości.

Talizmanem Flavio już więc jest, czy będzie legendą – zobaczymy. Natomiast jeśli Lechia ma osiągnąć historyczny sukces, czy będzie nim mistrzostwo, czy puchary, Portugalczyk nie może zwolnić tempa. Ale on pewnie sam o tym wie. Ma 34 lata i nigdy nic nie wygrał. Kolejna taka szansa może się już nie powtórzyć.

KURS NA RZUT KARNY W MECZU KORONA – LECHIA W TOTOLOTKU – 2,55

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...