Reklama

Lech na zakupach w Portugalii. Witamy Pedro Tibę!

Mariusz Bielski

Autor:Mariusz Bielski

02 lipca 2018, 14:18 • 4 min czytania 27 komentarzy

Przebudowa Lecha była zapowiadana już od dawna. Najpierw przez sterników, którzy twierdzili, iż miejsce w zespole stracą wszyscy, których nie zżarła frustracja po przegranym sezonie. Potem zaś ta kwestia stała się oczywista, gdy potwierdzono, że kolejnym szkoleniowcem Kolejorza zostanie Ivan Djurdjević.

Lech na zakupach w Portugalii. Witamy Pedro Tibę!

Jedną z pierwszych ofiar tych zawirowań został Radosław Majewski, który od dłuższego czasu ani nie prezentował zbyt wysokiej formy sportowej, ani też nie przekonywał Nenada Bjelicy pod względem samego nastawienia do codziennej pracy. Byłego zawodnika Nottingham Forest przechwyciła Pogoń Szczecin, a na jego miejsce wskakuje niejaki Pedro Tiba.

Nie ma co ukrywać – 30-latek jest dla nas kompletnym anonimem, wszak nie spędzamy godzin z piwem i popcornem oglądając portugalskie rozgrywki. Kiedy jednak spojrzy się w jego historię, myśli się – „wow, ten gość naprawdę chce przyjść do Ekstraklasy?”

Pedro Tiba - statsy

Paradoks polega na tym, iż to raczej zawodnicy, którzy większość karier spędzili gdzieś w niższych kategoriach potem lepiej odnajdywali się w naszej najwyższej. Carlitos to przykład najświeższy, chociaż pod ten sam wzorzec możemy podciągnąć też Igora Angulo, Pola Lloncha czy też wciąż dobrze wspominanego przez nas Daniego Quintanę. Z drugiej strony ci, którzy gdzieś tam zahaczyli o futbol z górnej półki traktowali swoje obowiązki w Polsce nieco po macoszemu i nie potrafili spełnić pokładanych w nich nadziei. Tak było chociażby z Joanem Romanem, który parę lat spędził w Barcelonie B, zakręcił się koło pierwszej drużyny Villarrealu oraz Sportingu Braga. To samo można napisać również o Victorze Perezie (ex-Wisła), mającym w CV ponad 40 występów w Primera Division.

Reklama

Psychologowie sportu zauważają, iż zawodnicy z gorszym „życiorysem” piłkarskim po prostu pozostają wciąż głodni sukcesu, z kolei ci teoretycznie lepsi są już nasyceni, dlatego w Polsce raczej odcinają kupony, zamiast zapieprzać. Jak będzie z Pedro Tibą? Cóż, mamy nadzieję, że akurat Portugalczyk będzie stanowił wyjątek od przytoczonej wyżej reguły.

O charakterystyce samego zawodnika nie będziemy się jednak rozpisywać. W tym aspekcie oddajemy głos dziennikarzowi Janowi Hagenowi, który na co dzień zajmuje się właśnie portugalskim futbolem.

– To jest typowy late-bloomer. Do 24 roku życia grał praktycznie tylko w niższych ligach, skąd w 2013 roku wyciągnęła go Vitoria Setubal. Moim zdaniem w ostatnich latach był jednym z najbardziej kompletnych piłkarzy w Lidze NOS. Następnie szybko przeszedł do Sportingu Braga, gdzie nie do końca się odnalazł, lecz już w ekipie Chaves, która po sezonie 2015/16 awansowała do Primeiry, wyróżniał się znacznie. Cała ta drużyna pozytywnie zaskakiwała, a Pedro należy uznać za jedną z najważniejszych postaci tej ekipy. Jego największą zaletą jest regularność w utrzymywaniu formy na wysokim poziomie. Naprawdę rzadko rozgrywał słabe mecze. Fizycznie jest bardzo silny, nie boi się czarnej roboty, ma dobrze ułożoną prawą stopę. To także specjalista od stałych fragmentów, w tym rzutów karnych. W tym sezonie zdobył 11 bramek, z czego 4 właśnie z jedenastu metrów. Nie boi się otwierających podań, lubi też wejść w pole karne, aby wykończyć akcję. Zasłużył na to, by w końcu spróbować sił za granicą. Jestem niemal pewny, że sprawdzi się w Lechu Poznań. Trener tej drużyny powinien korzystać z niego w roli pomocnika box-to-box – opowiada nasz rozmówca.

Ivan Djurdjević spędził kilka lat na portugalskich boiskach, więc pod tym względem kierunek jego zainteresowań nie dziwi nas w ogóle. To on był ponoć pomysłodawcą ściągnięcia Tiby do Poznania, umieszczając go w górnych rejonach swojej listy życzeń. Podejrzewamy jednak, iż nie tylko aspekty piłkarskie miały wpływ na tak duże zainteresowanie serbskiego szkoleniowca, lecz także charakter samego zawodnika. To też wielokrotnie podkreślali pracownicy Kolejorza – że brakowało w nim zawodników którym chciałoby się jeździć na dupach za niebieską koszulkę. Pedro natomiast może kimś takim być, ponieważ to przodownik boiskowej pracy. – Nie bez powodu był kapitanem Chaves. Jego przywództwo miało wielki wpływ na fakt, iż ta ekipa zakończyła ostatni sezon bardzo wysoko, bo na 6. miejscu – dodaje Hagen. Faktycznie, cztery oczka więcej i za chwilę to nie Rio Ave, lecz Flavienses biliby się o fazę grupową Ligi Europy.

Lech podobno naprawdę głęboko sięgnął do kieszeni, wygrywając tym samym wyścig o Portugalczyka między innymi z Bursasporem, który w ostatniej chwili chciał nakłonić zawodnika na zmianę decyzji podbijając jeszcze swoją ofertę. Ivan Djurdjević co prawda podkreśla, iż dla niego liczy się jakość zawodników, a nie ich liczba w kadrze, lecz tajemnicą poliszynela jest, że Pedro ma być jednym z wielu letnich transferów na Bułgarską. Ze szczególnym wskazaniem właśnie na druga linię.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Reklama

Najnowsze

Komentarze

27 komentarzy

Loading...