Mając nieco ponad dwudziestkę na karku opracował swój unikalny sposób na to, jak uderzyć stojącą nieruchomo piłkę tak, by bramkarz do ostatniej chwili nie wiedział w którą stronę powinien się rzucić. Przez lata zostawał długo po treningach, by swój patent szlifować i dopracowywać. Ćwiczył „na sucho”, angażował rezerwowych bramkarzy, plastikowe mury. Z czasem doszedł do poziomu tak zaawansowanego, że uderzenie z rzutu wolnego stało się jego znakiem markowym i – jak sam przyznał – znacznie łatwiej było mu czasem rąbnąć z dwudziestu pięciu metrów niż z jedenastu. Juninho Pernambucano – maestro rzutów wolnych, któremu umiejętności zazdrościł sam Andrea Pirlo.

Juninho Pernambucano. Guru, który stał się obsesją Andrei Pirlo

Davida Beckhama charakteryzowało to, że piłka po jego strzałach kręciła charakterystycznego „rogala” nad murem i wędrowała w okolice okna bramki. Roberto Carlos za to walił, ile siły w nodze nie dając nawet bramkarzowi czasu na skuteczną reakcję. Styl Juninho piekielnie trudno byłoby natomiast ująć w jakiekolwiek ramy, zamknąć w definicji. Niby wszyscy wiedzieli, którą częścią stopy uderza mniej więcej piłkę, ale praktycznie niemożliwa była do przewidzenia parabola jej lotu. Bo nawet nie moc samego strzału była tutaj kluczowa – futbolówka potrafiła bowiem fruwać w powietrzu jak puch na wietrze. Raz w lewo, raz w prawo, znów w lewo i wszystko po to, by – tuż przed koszyczkiem uformowanym z rąk golkipera – odbić w drugą stronę. Była kompletnie nieobliczalna.

Ta loteria, do której bramkarzy zapraszał Pernambucano, sprawiała że nie stanowiło dla niego problemu, czy gol ma paść z odległości dwudziestu metrów, dwudziestu siedmiu, czy może trzydziestu czterech. Te strzały czasami wyglądały nawet na anemiczne, oddane bez wielkiej siły, ale miały w sobie ten pierwiastek absurdu, który sprawiał, że to właśnie Brazylijczyk do dziś przez wielu uchodzi za człowieka, który jako jedyny w historii w pełni opanował sztukę wykonywania rzutów wolnych. Czasem obijał słupki i poprzeczki trafiając po okienkach, a innym razem puszczał podchwytliwe „szczury” kozłujące tuż przed linią bramkową. Nie było reguły.

622_85989f0a-5bf3-3c2c-9839-d4ba4a229074

Musisz być ekspertem przez wielkie „E”, by kilka akapitów w swojej książce poświęcił ci Andrea Pirlo. Musisz być mistrzem w swojej dziedzinie, by ten sam Pirlo pisał o tobie: „Poszukiwanie tajemnicy Juninho stało się w pewnym momencie moją obsesją. Ściągałem filmy z jego bramkami, oglądałem, drukowałem zdjęcia, by dokładnie przyjrzeć się temu, w jaki sposób uderza piłkę. Przeanalizowałem wszystkie jego statystyki i wiem, że w jego zagraniach nie było żadnego przypadku”.

Jak na to reagował Brazylijczyk? W wywiadzie dla FourFourTwo lakonicznie podsumowywał: „Moją jedyną tajemnicą jest wprawienie piłki w niestandardowy ruch”. No tak, banał!

Najciekawsze w fenomenie Juninho jest to, że jego sposób na stojącą piłkę próbowało powielić w przyszłości wielu. I to nie w czasach, gdy, tak jak Pernambucano, mieli do dyspozycji tylko balon owinięty zszywanymi płatami skóry, pokryte piachem i rzadką trawą boisko i możliwość oddawania tylu prób, aż w końcu zapadnie zmrok. Żyjemy przecież w czasach wszechobecnej technologii, każdy ruch zawodnika prześwietlić możemy na tysiąc sposób, a mimo tego do poziomu legendarnego zawodnika dobić nikt nie może. A próbowali naprawdę wielcy. W identyczny sposób uderzać próbował przecież Didier Droga. Tego samego zadania podejmował się David Luiz. Ba, Cristiano Ronaldo też pragnie uchodzić za specjalistę uderzeń „z trzech palcy”, ale o regularności Juninho może tylko pomarzyć.

No właśnie – zasada „trzech palcy”. To o niej właśnie mowa, to ona miała być sekretem emerytowanego Brazylijczyka. Tak tajemnicę pomocnika tłumaczył przywołany już wcześniej Pirlo: „Kontakt z piłką mogą mieć tylko trzy środkowe palce. Trzeba trzymać stopę tak prosto, jak to tylko możliwe, ale jednocześnie poddać ją luźnemu wymachowi. To właśnie największa sztuka, bo zachowanie idealnej linii, ale i luzu jest niezwykle trudne. To najlepsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić, gdy posyłasz nieruchomą piłkę, która frunie nad głowami obrońców, zakręca, a bramkarz – mimo że teoretycznie może ją sięgnąć – nie daje rady. To szczypta sadyzmu, która dodaje słodkiego smaku zwycięstwu”.

1391457016_881463_1391457891_noticia_grande

Czyli z jednej strony mamy piłkę, która nie leci jak po sznurku, ale z drugiej – tkwi w jednej pozycji. O strzałach Juninho mówiło się bowiem, że gdy futbolówka frunęła tak sobie od punktu wyznaczonego przez sędziego aż do siatki, bez większych problemów można było przeczytać nazwę jej producenta wymalowaną na łatach. Spokój, harmonia, ład i opanowanie. Piłka bezlitośnie wędrująca w kierunku bramki swoim łagodnym łukiem, a jednocześnie brutalnie stawiająca bramkarza jako jedynie biernego obserwatora wydarzeń.

Można powiedzieć, że era wolnych Juninho rozpoczęła się 22 lipca 1998, kiedy jeszcze jego nazwisko było na Starym Kontynencie anonimowe. Grał wówczas w Vasco da Gama, był nawet sporą gwiazdą tego zespołu, ale właśnie tamtego letniego wieczora rozpoczął się szał na stałe fragmenty bite przez Pernambucano. Szał, który najpierw pochłonął całą Brazylię, a potem przetransportował się do Francji i strawił Europę.

To był półfinał Copa Libertadores, 81. minuta spotkania. River prowadziło 1:0, więc na tę chwilę zanosiło się na dogrywkę (Vasco w identycznym stosunku zwyciężyło w pierwszym spotkaniu).

Wydaje się nawet, że bramkarz mógłby być ustawiony przy słupku w stronę którego leciała piłka, ale co z tego, gdy najpierw frunęła w stronę środka i kilkanaście dobrych centymetrów nad poprzeczką i dopiero w ostatniej fazie lotu drastycznie spadła. W finale Vasco ograło jeszcze ekwadorską Barcelonę i zdobyło swoje jedyne Copa Libertadores w historii. Juninho stał się bożyszczem kibiców i już wtedy wiadomo było, że lada chwila przepłynie ocean.

W Vasco do dziś ma status króla i legendy, choć nie tylko z powodu rzutów wolnych. Odkąd bowiem opuścił klub w 2001 roku, „Bacalhau” nie potrafią zdobyć żadnego z tytułów, którego wywalczyli ze swoją ikoną w składzie. Ostatnie mistrzostwo kraju? 2000 rok. Ostatnie Copa Libertadores? 1998. Copa Mercosur? 2000. Od tamtego czasu – pustynia. Z tą samą klątwą boryka się też Olympique. Juninho, wraz ze swoją przeprowadzką do Lyonu, obsypał klub złotem i trofeami. Siedem mistrzostw Francji, Puchar Francji i sześć Superpucharów. Złotą erę w historii klubu rozpoczął wraz z początkiem stulecia, a zakończył w 2009 roku odchodząc do Al-Gharafa. Do tego masa kapitalnych historii napisanych na arenie Champions League. I nie trzeba chyba dodawać, że odkąd Pernambucano przestał biegać w białej koszulce z ósemką na plecach, Jean-Michel Aulas ani razu nie miał powodu do radość z okazji zdominowania krajowego podwórka. Zespół, który ośmiokrotnie z rzędu robił mistrza, nagle złożył broń i nie potrafi jej odkurzyć od prawie dekady. Ba, przez ten czas uzbierał ledwie po jednym krajowym pucharze i superpucharze.

To, co zawsze podkreślali jego trenerzy, to chorobliwa wręcz pracowitość. Piłkę potrafił kopać po treningach aż mu nie spuchła stopa, był otwarty na każdą formę ćwiczenia. W juniorach zaczynał zresztą jako napastnik i ponoć już wtedy robił wszystko, by znaleźć charakterystyczne dla siebie zagranie. O tym, że jak niewielu cenił sobie harówkę, świadczy choćby pamiętny 7 września 1999 roku, gdy w ciągu jednego dnia… rozegrał dwa mecze. Dzisiaj? Niepojęte. Wówczas – absolutnie normalne dla 24-letniego pomocnika. Najpierw odbębnił kwadrans w wygranym 4:2 starciu Brazylii z Argentyną, a potem przeskoczył w ciuchy Vasco da Gama i w ramach Copa Mercosur zmierzył się z Nacionalem. Oczywiście pomiędzy jednym meczem a drugim, musiał przemieścić się z Porto Alegre do Urugwaju.

Lyon-Juninho

Sprzeczne są głosy dotyczące tego, czy zrobił karierę na miarę swojego talentu. Owszem, był kapitalnym egzekutorem stałych fragmentów gry, ale czy w trakcie gry radził sobie równie wyśmienicie? Tu opinie są podzielone, ale pewnie gdyby tak było, to ustawiłby sobie poprzeczkę nieco wyżej niż na wysokości Lyonu. Być może jednak dokonał już nieco niefortunnego wyboru na samym początku swojej przygody z Europą, bo choć w Olympique przeżywał piękne chwile, to zgłaszały się po niego o wiele mocniejsze zespołu. Jak sam jednak stwierdził: „W klubie było trzech moich rodaków – Edmilson, Claudio Cacapa oraz Sonny Anderson, a to było dla mnie niezwykle istotne, bo nieco obawiałem się przeprowadzki do Francji”.

W trakcie całej swojej kariery aż 75 bramek zdobył z rzutów wolnych. Na prawie 100 goli, które strzelił dla Lyonu, aż 44 padło ze stojącej piłki zza pola karnego. Statystyki kosmiczne o jakich mogliby pomarzyć chyba wszyscy ci, którzy aspirują do miana mistrzów wprawiania w ruch martwej piłki.

Pożegnanie z Lyonem? 23 maja 2009 roku. Łzy, symboliczne przekazanie opaski, zwycięstwo 3:1 i gol Brazylijczyka. Też ze stałego fragmentu gry, choć wyjątkowo akurat z jedenastki.

Przeniósł sie do Al-Gharafa, a potem wrócił do Vasco da Gama. Odrzucił możliwość tego, by przez kolejny rok dobrze zarabiać  w Katarze i zdecydował się pomóc klubowi, który wyrzucił go na głęboką wodę. Zgodził się na zarobki rzędu, uwaga, 55 funtów tygodniowo (minimalnie ponad średnią krajową), bo – jak sam powiedział: „To nie jest chwyt marketingowy. Kocham ten klub w wzajemnością i jeśli jest taka potrzeba, to mu pomagam”.

Potem zaliczył jeszcze krótki epizod w Nowym Jorku, ale w barwach klubu spod znaku dwóch zderzających się byków czuł się źle. „Organizacyjnie wszystko wygląda super, ale technicznie to poziom co najwyżej Ligue 2. Nie czuję się tu dobrze” – utyskiwał w zasadzie od samego początku pobytu. Karierę zakończył ostatecznie w dniu 39. urodzin. Sam chciał jeszcze trochę pograć, ale zdrowie nie pozwalało.

Takimi słowami, które przywoływaliśmy w jednym z tekstów, żegnał się z kibicami.

– Przez te dwadzieścia lat poświęciłem piłce ciało i duszę. We Francji mieszkałem osiem lat i w ciągu tych ośmiu lat nie miałem czasu, żeby odwiedzić Wieżę Eiffla. Zawsze wierzyłem jedynie w ciężką pracę. Dlatego zaszedłem tak daleko. Na początku trenerzy mówili, że jestem zbyt wolny. Że nigdy nie zostanę profesjonalistą. Pracowałem nad szybkością, jasne, ale ograniczała mnie genetyka. Nigdy nie byłem sprinterem. Starałem się nadrobić umiejętnościami technicznymi i to one zaprowadziły mnie na samą górę – mówił, zalewając się łzami, na pożegnalnej konferencji prasowej.

Juninho jeszcze w barwach swojego pierwszego klubu - Sport Recife.

Juninho jeszcze w barwach swojego pierwszego klubu – Sport Recife. Dość wymowne isnygnia, które niechętnie pozostawiał na pastwę losu w kolejnych latach kariery.

Nie stracił zainteresowania piłką – współkomentował między innymi mundial w Brazylii, przyjął rolę eksperta i chętnie opowiadał o rosnącej fascynacji futbolem na emeryturze. „Mam tyle czasu, że z nudów wertuję składy Nigerii, Kamerunu i Wybrzeża Kości Słoniowej. Chcę być przygotowany perfekcyjnie pod względem merytorycznym” – zapowiadał przed mistrzostwami, bo przecież perfekcja stała u niego od zawsze na pierwszym miejscu. Czy to podczas kopania kawałka skóry, czy też podczas opowiadania o możliwościach lewego kameruńskiego obrońcy.

Juninho do dziś powraca w koszmarach niektórych bramkarzy. Remy Vercoutre przez długi czas miał psychiczny uraz do godzin spędzonych na placu treningowym, bo kojarzyły mu się one tylko z tym, że kilkanaście piłek naprzeciwko niego ustawiał Juninho i ładował gola za golem. Oliver Kahn do dziś czuje pewnie odciśnięty na czole słupek z czasów, gdy wyrżnął głową o bramkę próbując złapać piłkę posłaną przez Brazylijczyka. To zresztą bodaj jeden z najbardziej znanych goli Pernambucano. Jego wizytówka w formie wideo.

Mieliśmy więc w erze Juninho do czynienia z chyba najlepszym egzekutorem rzutów wolnych, jakiego kiedykolwiek wydał świat piłkarski. Nikt nie zbliżył się nigdy do statystyk, które wyśrubował, ani też nikt w równie efektowny i efektywny sposób nie uprzykrzałby życia bramkarzom. Czy sam widzi już swoich potencjalnych następców? „Pjanić ma to coś, co odróżnia go od reszty. Musi jednak jeszcze dużo pracować, bo rzuty wolne to po prostu praktyka” – tłumaczy i chyba jednak jest w tym sporo kurtuazji. Bo choć Bośniak, jak i cała rzesza piłkarzy starających się opanować „zasadę trzech palców”, trafiają od czasu do czasu w sposób spektakularny, to jednak wciąż daleko im do poziomu słynnego Brazylijczyka.

MARCIN BORZĘCKI

Tenis
15.08.2022

Hubert Hurkacz po raz pierwszy pokonany w finale turnieju ATP

Do tej pory schemat był prosty – jeśli Hubert Hurkacz dochodził do finału turnieju ATP, to go wygrywał. Zrobił to wcześniej pięciokrotnie, a i przed dzisiejszym starciem – o tytuł w imprezie ATP 1000 w Montrealu – był faworytem. Niestety jednak, choć w dobrym stylu wygrał pierwszego seta, to w dwóch kolejnych lepszy okazał się Pablo Carreno-Busta, który dziś osiągnął największy sukces w karierze.  Pablo znaczy niewygodny Pablo Carreno-Busta w Montrealu nie był rozstawiony, […]
15.08.2022
Primera Division
15.08.2022

Waleczna Almeria robiła, co mogła, ale to Real ma trzy punkty

FC Barcelona rozpoczęła sezon od wpadki z Rayo Vallecano (0:0) i do pewnego momentu wydawało się, że Real Madryt też wyłoży się na mniej renomowanym rywalu. Almeria nie przestraszyła się mistrza kraju i najlepszej drużyny w Europie, od razu ruszyła do ataku i szybko wyszła na prowadzenie. „Królewscy” męczyli się niesamowicie, ale koniec końców wygrała lepsza ekipa i madrytczycy wywieźli z trudnego terenu cenne trzy punkty (2:1) Real Madryt oddał w tym […]
15.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Lyczmański o kontrowersji z udziałem Josue: Warto, żeby kibice poznali przepisy

Adam Lyczmański, ekspert programu „Liga+ Extra” wziął na tapet kontrowersje z meczu Widzewa Łódź z Legią Warszawa. Były sędzia pozytywnie ocenił pracę Szymona Marciniaka, jego asystentów oraz sędziów z wozu VAR. – Trzeba sobie zadać pytanie, czy to było celowe zagranie Josue? Nie było, piłka go parzyła, uciekał od kontaktu. Decyzja była słuszna, warto, żeby kibice zapoznali się z przepisami gry – powiedział w programie „Canal+ Sport” były sędzia. Adam […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Niesłowny jak John van den Brom

John van den Brom, holenderski magik z Lecha Poznań, nie ma ostatnio dobrej passy. Nie dość, że w kilka tygodni zrujnował cały kapitał społecznego zaufania zbudowany przez swojego poprzednika, że pod jego wodzą mistrz Polski prezentuje się kiepsko i nierówno, że zalicza paskudny falstart w lidze, że balansuje nad przepaścią w europejskich pucharach, to jeszcze Holender okazuje się być człowiekiem deczko niesłownym.  Po meczu ze Śląskiem Wrocław miał udzielić wywiadu reporterowi Żelkowi Żyżyńskiemu […]
14.08.2022
Weszło
14.08.2022

Piąta kolejka, Lech z jednym punktem. I nie zmienia się nic

Jesteśmy w stanie założyć się o sporą sumę pieniędzy, że choćby piłkarze Śląska pojechali do domu, a zawodnicy Lecha próbowali strzelić gola do poniedziałkowego południa, to i tak by nie umieścili piłki w bramce rywala. Dlaczego? Bo to Lech Poznań. To wręcz niewiarygodne. Od gola Śląska na 1:0 mieliśmy wrażenie, że my takich meczów Kolejorza widzieliśmy już dziesiątki. A już zwłaszcza przy Bułgarskiej. Scenariusz wygląda zawsze tak samo – Lech musi gonić wynik (lub szuka trafienia […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Asysta Żurkowskiego na wagę wygranej Fiorentiny. Kolejny babol Radu [WIDEO]

Szymon Żurkowski udanie wrócił do Fiorentiny – w pierwszym występie w Serie A po wypożyczeniu do Empoli środkowy pomocnik pojawił się na boisku jako rezerwowy i zaliczył asystę przy zwycięskim golu strzelonym przez Rolando Mandragorę. Znów skompromitował się bramkarz Ionut Radu. Radu w poprzednim sezonie znacząco przyczynił się do utraty scudetto przez Inter Mediolan, bo zawalił bramkę w spotkaniu z Bologną, Nerazzurri polegli i ostatecznie zostali wyprzedzeni w tabeli przez AC Milan. Po sezonie Rumun […]
14.08.2022
Tenis
15.08.2022

Hubert Hurkacz po raz pierwszy pokonany w finale turnieju ATP

Do tej pory schemat był prosty – jeśli Hubert Hurkacz dochodził do finału turnieju ATP, to go wygrywał. Zrobił to wcześniej pięciokrotnie, a i przed dzisiejszym starciem – o tytuł w imprezie ATP 1000 w Montrealu – był faworytem. Niestety jednak, choć w dobrym stylu wygrał pierwszego seta, to w dwóch kolejnych lepszy okazał się Pablo Carreno-Busta, który dziś osiągnął największy sukces w karierze.  Pablo znaczy niewygodny Pablo Carreno-Busta w Montrealu nie był rozstawiony, […]
15.08.2022
Primera Division
15.08.2022

Waleczna Almeria robiła, co mogła, ale to Real ma trzy punkty

FC Barcelona rozpoczęła sezon od wpadki z Rayo Vallecano (0:0) i do pewnego momentu wydawało się, że Real Madryt też wyłoży się na mniej renomowanym rywalu. Almeria nie przestraszyła się mistrza kraju i najlepszej drużyny w Europie, od razu ruszyła do ataku i szybko wyszła na prowadzenie. „Królewscy” męczyli się niesamowicie, ale koniec końców wygrała lepsza ekipa i madrytczycy wywieźli z trudnego terenu cenne trzy punkty (2:1) Real Madryt oddał w tym […]
15.08.2022
Weszło
14.08.2022

Piąta kolejka, Lech z jednym punktem. I nie zmienia się nic

Jesteśmy w stanie założyć się o sporą sumę pieniędzy, że choćby piłkarze Śląska pojechali do domu, a zawodnicy Lecha próbowali strzelić gola do poniedziałkowego południa, to i tak by nie umieścili piłki w bramce rywala. Dlaczego? Bo to Lech Poznań. To wręcz niewiarygodne. Od gola Śląska na 1:0 mieliśmy wrażenie, że my takich meczów Kolejorza widzieliśmy już dziesiątki. A już zwłaszcza przy Bułgarskiej. Scenariusz wygląda zawsze tak samo – Lech musi gonić wynik (lub szuka trafienia […]
14.08.2022
Weszło
14.08.2022

Liga Minus – Stal Mielec śmieje się z Ekstraklasy

Kto śmieje się najgłośniej? Cwaniak, który niedzielną wieczorową porą odpala Ligę Minus.  Kowal Janiak Białek Prowadzi Paczul. Powiemy prawdę. I tylko prawdę. Zapraszamy. 
14.08.2022
Anglia
14.08.2022

Conte vs Tuchel. Na boisku 2:2, ale czy w oktagonie też byłby remis?

Thomas Tuchel kontra Antonio Conte na Fame MMA? Halo, Wojtek Gola, jeśli oglądałeś derby Londynu to spróbuj zorganizować taką walkę. Między szkoleniowcami wrzało przez cały mecz. Nie panowali nad swoimi emocjami. Po końcowym gwizdku zamiast sobie podziękować, postanowili raz jeszcze rzucić się na siebie, a w konsekwencji obaj dostali po czerwonej kartce.  Cóż to były za emocjonujące derby Londynu! Wydawało się, że Chelsea na luzie ogra Tottenham, bo długimi fragmentami […]
14.08.2022
Ekstraklasa
14.08.2022

Raków chciał wyjść z roboty po dziesięciu minutach

Co wydarzyło się w Częstochowie? Nie mamy pojęcia. Czy to mityczny pocałunek śmierci, może klasyczne zlekceważenie rywala albo zbyt szybko zdobyte bramki ustawiły mecz? Raków strzelił Jagiellonii dwa gole w dziesięć minut. Goście wyglądali przez większość meczu niezwykle mizernie. A mecz kończy się remisem. Jagiellonia, graliście w to kiedyś? – chciało zapytać się po pierwszych dziesięciu minutach, kiedy Raków w banalny sposób zdobył dwie bramki i pomyślał sobie chyba, […]
14.08.2022
Liczba komentarzy: 8
Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Hodowca Cebuli
Hodowca Cebuli(@hodowca-cebuli)
5 lat temu

Piłkarz unikatowy, jakich dziś już nie produkują. Pozostaje jednak niedosyt, że nie spróbował swoich sił wyżej. Niegdyś bardzo chętnie zobaczyłbym go chociażby w barwach Milanu czy Arsenalu.

BeastMode
BeastMode(@beastmode)
5 lat temu

Nie wierzę, że goście z youtube’a mogli się nauczyć uderzać knuckleballa, a zawodowi piłkarze nie mogą. Wolą po treningu drużynowym iśc do galerii, grać na konsoli, albo dymać panienki, niż poświęcić ten czas na doskonalenie się.
Najbliżej Juninho jest chyba Calhanoglu.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
5 lat temu
Reply to  BeastMode

Treść usunięta

Kub3n$
Kub3n$(@bomb_away)
5 lat temu
Reply to  BeastMode

Otóż to. Pozdrawiam,

Blizbor
Blizbor(@blizbor)
5 lat temu
Reply to  BeastMode

Różnica między meczem a strzelaniem na podwórku jest ogromna.
A Calhanoglu nie strzela z wolnych od roku, zaciął się. Dla mnie numer jeden to obecnie Pjanić.

SzalonyWladek
SzalonyWladek(@szalonywladek)
5 lat temu

„…Brazylijczyk do dziś przez wielu uchodzi za …”. Proszę… Bardzo proszę to poprawić, bo oczy bolą. Albo „uchodzi za”, albo „jest uznawany przez wielu”

Tymin
Tymin(@tymin)
5 lat temu

„z trzech palcy”? 😉

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin(@fc-bazuka-bolencin)
5 lat temu

Na początku ubiegłej dekady z Juninho w kwestii wykorzystywania rzutów wolnych mógł się częściowo równać jedynie Pierre van Hooijdonk z Feyenoordu Rotterdam. Chociaż on strzelał inaczej – wewnętrzną częścią stopy a nie z „trzech palców:)”