Dwadzieścia dziewięć bramek w ośmiu meczach, koncert Piotra Wlazło w Płocku, równa forma Legii, „mordowanie” przez pana sędziego Kwiatkowskiego derbów, nawet słońce wyszło zza chmur, żeby przyjrzeć się 19. kolejce…. a tu nagle huk, błysk i powolne, monotonne dudnienie zaczęło rozlegać się spoza gór i rzek. To nadchodzi zielony stolik, a na nim leżą setki dokumentów, zeznań, pieczątek i wyroków, które pytanie „kto w tym sezonie spadnie z Ekstraklasy?” zamieniają w „kto spadnie oprócz Ruchu?” Pojawia się także kolejne pytanie: jak nisko spadnie Ruch, bo dokumenty pokazują, że upadł bardzo nisko i pierwsza (czyli druga) liga za takie numery może okazać się tylko przystankiem.

Mordowanie derbów czyli paluszki, paradoksy, esencja i eksperci Antoniego

POGOŃ SZCZECIN – ZAGŁĘBIE LUBIN 1:1

Remisik? – zapytał Rosenkrantz

A wie pan, że bardzo chętnie? – zgodził się Guildenstern.

/minęło sześćdziesiąt strzałów znikąd/

Ajajaj! – jęknął Guildenstern – Taki klops, taki klops, bramka z niczego… I co teraz?

Remisik – przypomniał uspokajająco Rosenkrantz.

Mo… mogę? – ucieszył się Guildenstern.

Ależ proszę uprzejmie – ukłonił się Rosenkrantz i pozwolił Guildensternowi wyrównać.

Było ciemno, zimno, nudno i nawet remis ziewał, a Rosenkrantz i Guildenstern nie żyli.

LECHIA GDAŃSK – ŚLĄSK WROCŁAW 3:0

Paradoksy bytu tu… – nucił Głos Wewnętrzny, będąc zdania, że Śląsk nie grał wcale tak źle, jak wynikałoby z wyniku i gdyby tylko mógł zagrać w pełnym mocniejszym składzie…

Jest nowy dyrektor sportowy – powiedziało echo – Który mówi, że nie przyszedł tu, żeby być figurantem.

Aha, czyli najpierw wymieni się trenera, bo „potrzebny jest efekt nowej miotły”, potem sprzeda się Moriokę, Rierę, Grajciara i Kamenara, następnie sprowadzi się wagon nołnejmów, wymieni trenera… – domyślała się Opinia Publiczna, która co prawda chleba nie jadła z pieca, tylko z talerzyka, ale Ekstraklasę oglądała od tylu lat, że potrafiła rozpoznawać podstawowe objawy mechanizmy.

Po meczu najbardziej zadowoloną osobą była pani Krasiciowa – mąż zaesemesował, że na święta mogą wyjechać tydzień wcześniej.

GÓRNIK ŁĘCZNA – BRUK-BET TERMALICA NIECIECZA 3:0

Jeszcze jeden! Jeszcze jeden! Jeszcze jeden!

Ktoś strzelił gola? – przebudził się pan Eugeniusz.

Nie, przyszedł kolejny kibic – uspokoił go sąsiad i szybko policzył na paluszkach („Beskidzkich” o smaku sera i cebulki) – Teraz jest nas 1503.

Eeeeej! Eeeeej! Kurwa! Eeeej! – rozmowy piłkarzy były proste jak założenia taktyczne.

Czego dowiedziałem się w pierwszej połowie? Że Eric Clapton bywał strasznym łosiem, że na „Koncercie dla Bangladeszu” był nadziany prochami jak szwedzka kolubryna pod Częstochową, że George Harrison był świętym człowiekiem, bo inny to by wziął gitarę i po prostu przywalił kumplowi w potylicę (nie tylko za ten koncert)…

Mecz!

Nie, książka. Bo na boisku działo się tyle, co w wystygłej jajecznicy i coś trzeba było robić z czasem. Trzecia drużyna Ekstraklasy sprawiała wrażenie, jakby do Lublina przyjechała za karę i starała się o przedterminowe zwolnienie z ligi. Albo jakby bardzo nie lubiła swojego trenera. No, dajcie spokój, pozwolić żeby Paweł Sasin bramkę strzelił? Przecież to tak jakby złamać ząb w czasie seksu oralnego jedzenia kisielu…

Jak… uzbroić… drona… – wstukiwał w wyszukiwarkę trener Michniewicz.

Syneczku, musisz napisać wypracowanie na szesnaście stron – zakomunikował piłkarz Termaliki synowi.

Ale pan nam nie zadał! – zaprotestował młody gimnazjalista.

Nam zadał.

via GIPHY

WISŁA PŁOCK – RUCH CHORZÓW 4:3

Wlazło! Co on robi?! Wlazłooooooo…

I to trzykrotnie, w tym raz tak, że do tej pory podrywa mnie na wspomnienie i niech żyją słuchawki bezprzewodowe, bo chronią mnie od konieczności zakupu nowego sprzętu do oglądania.

ooooooooooo…

Piotr Wlazło. Człowiek, którego Jarosław Niezgoda i Patryk Lipski będą nienawidzili do końca życia. Gol, asysta, asysta, gol, gol… I wszystko psu pod ogon, bo co się człowiek napoci nad wynikiem, to przychodzi Piotr Wlazło i tak ty siadłszy, płacz. Na szczęście zarząd Ruchu Chorzów zapewnia zawodnikom z pomocą psychologiczną, dzięki czemu o spadek drużyny z Ekstraklasy nikt nie będzie obwiniał piłkarzy.

….ooooooo!

WISŁA KRAKÓW – CRACOVIA 1:1

Konstatacja pierwsza – realizator transmisji powinien dostać naganę za fatalne posługiwanie się pokrętłami głośności i „podkręcanie” sektora gości za każdym razem, gdy zaczynali koncert. Konstatacja druga – hymn klubu powinien być pieśnią potężną, podrywającą „naszych”, a „im” pętać nogi i wciskać w krzesełka. Tymczasem wersja „Jak długo na Wawelu”, lecąca z wiślackich głośników jest tak beznadziejna, że wywołuje jedynie chęć sięgnięcia po parówkę z musztardą. Kto, na litość boską, wymyślił tak badziewną, weselną aranżację? Konstatacja trzecia – przez najbliższy kwartał nie lubię Krzysztofa Piątka, bo…

Ty wiślaku! – obraziły się Skałki Twardowskiego.

…bo mi swoją bramką zepsuł świetny tytuł. A mecz? Wisła jak za (nie)dawnych czasów: „szybka bramka, zmarnowana sytuacja, zmarnowana sytuacja, luzik, jakoś dowieziemy, gong, mać”, Cracovia gryzła trawę…

…która jeszcze przed meczem wyglądała na pogryziona i wyplutą – wyzłośliwiał się nad murawą Głos Wewnętrzny

…bo w obecnej sytuacji przegrane derby mogłyby się skończyć nie tylko dymisją trenera, ale i zakazem wstępu zawodników do najmodniejszych lokali, że o pizzy na dowóz nie wspomnę, mecz zaś zakończył się zgodnie z moimi życzeniami, rozczarowujących wszystkich remisem.

LECH POZNAŃ – KORONA KIELCE 1:0

Lech grał swoje, ale zadowolony z wygranej może być bardziej niż zwykle, bo Korona grała niemal jak Lech, emocji było sporo, poprzeczki jęczały, kibice wrzeszczeli, Jan Bednarek dziwił się potężnie, że niby jaka zmiana, ale możliwe, że był w szoku pourazowym. Paulus Arajuuri żegnał się z Poznaniem na żółto i na niebiesko, a Maciej Gostomski nie potrafił odróżnić łokcia od kolana i ręki od nogi, co może prowadzić w czasie kolacji wigilijnej do wielu zabawnych nieporozumień, zwłaszcza, gdy podadzą rybę i trzeba się będzie posługiwać dwoma widelcami. Niedzielne ligowe popołudnie zaczęło się znakomicie, porzucony czytnik ebooków obraził się, a Korona mogła wracać do domu z nosem na kwintę, ale z dumnie podniesionym czołem.

Yyyychrup… – Głos Wewnętrzny próbował wykonać tę figurę gimnastyczną i coś strzeliło mu w karku.

PIAST GLIWICE – LEGIA WARSZAWA 1:5

Drugi niedzielny mecz, był taki jak pierwszy, tylko bardziej: Piast grał dobrze, ale Legia grała o wiele lepiej.

Piast grał dobrze w ofensywie – sprostował Gos Wewnętrzny, wciąż próbując odkręcić sobie kark – Sytuacja „trzech i pół na Szmatułę” lub „To jest Vadis. Vadis idzie”…

Quo vadis, Vadis?

Vadis wchodził w pole karne Piasta i to wchodził, kiedy chciał, a idąc, kłaniał się damom, starcom i młodzieży, pozdrawiał rodzinę do kamery nr 2, machał do kibiców i udzielał wywiadu „Głosowi Pszczelarza”

My point exactly – kiwnął…by głową Głos Wewnętrzny.

Arkadiusz Malarz jak zwykle musiał być opatrywany, Jakub Rzeźniczak kłócił się z sędzią Złotkiem, a ponieważ sędzia Złotek kompletnie się tym nie przejmował, Jakub Rzeźniczak kłócił się jeszcze bardziej, sędzia Złotek nadal się nie przejmował, Jakub Rzeźniczak wciąż… Na szczęście reszta piłkarzy grała w piłkę, więc zobaczyliśmy jeszcze parę bramek, w tym gola Igora Sapały, który bramki Legii strzela regularnie – w co drugim ekstraklasowym meczu.

ARKA GDYNIA – JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 2:3

Jestem spokojny. Jestem spokojny, wiem, co mam robić – powtarzał p.o. Michała Probierza Krzysztof Brede – Wiem, co mam robić, jestem spokojny…

Bardzo ładna mantra. Może cały sztab szkoleniowy Jagiellonii powinien przyjąć ją za swoją i powtarzać trzy razy dziennie, w dni meczowe – od ósmej rano, sześć razy, co kwadrans, a a trakcie spotkania – non stop, z przerwą na radość po strzelonych bramkach?

W poniedziałek siedzący na trybunach sztab szkoleniowy Jagiellonii miotał się nastrojowo od „Oto idziemy zbierając orzeszki i ciesząc się majem” po „Nie wytrzymam, zejdę tam na dół i któremuś przywalę”…

O, to zupełnie jak ja – ucieszył się Głos Wewnętrzny – Tylko, że ja oglądałem mecz w telewizji i chciałem wchodzić na górę, do kabiny komentatorskiej.

Wiem, co mam robić, wiem, co mam robić… – mamrotał wciąż trener Brede.

I rzeczywiście wiedział. Z drugiej strony, cóż to za wiedza tajemna, skoro wszystko sprowadza się do „Wpuścić na boisko Konstantina Vassilieva”?

via GIPHY

Bramka kolejki

Można by się zastanawiać, czy Grzegorz Kuświk, czy Petar Brlek, czy może Piotr Sapała, ale Piotr Wlazło strzelił takiego gola, że wygraną w tej klasyfikacji mamy rozstrzygniętą do lipca.

Kiks kolejki

Tu pudło z 3 metrów, bo się Arkadiusz Reca wyspecjalizował, tam dwie „ojezusmarie!”, ówdzie Boban Jović z gorączką albo świąteczne prezenty Wisły Płock dla Ruchu i Ruchu dla Wisły Płock… a wygrywa Jakub Słowik.

Asysta kolejki

W kategorii „wykorzystane” wygrywa duet Przemysław Pitry + Javi Hernandez, podający do Piotra Grzelczaka, a w kategorii „podanie, którego nie można zmarnować, ale nie z nami te numery, Brunner” – Maciej Sadlok, podający w 51 minucie meczu piłkę głowie „Głowy”. Dodatkowe wyróżnienie dla podania Marco do Flavio przy 3:0 (bo kibice Lechii często marudzą, więc, żeby tym razem marudzili trochę mniej).

Interwencja kolejki

Niewiele było interwencji zasługujących na wyróżnienie, czy nawet na uwagę. Spośród kilku zaledwie wybieram efektowny refleks Seweryna Kiełpina w 42 minucie meczu w Płocku.

via GIPHY

Ranking sędziowsko-okulistyczny

Pan sędzia Lasyk (PSz-ZL) wszedł w mecz z uśmiechem, przeszedł go ziewając potężnie i zakończył ponownie uśmiechem, bo zdążył na pociąg do domu, a na „Poligonie” dostał zero dioptrii.
Pan sędzia Bednarek (LG-ŚW) skoncentrował się mocno, nie pozwalał piłkarzom na teatry i „urabianie arbitra”, ale parę fauli przepuścił, w tym jeden kwalifikujący się na coś pomiędzy mocno żółtą a czerwoną kartką. Minus cztery dioptrie.
Pan sędzia Frankowski (GŁ-BBTN) jak większość widzów i połowa piłkarzy, przysypiał trochę z nudów i zdarzało mu się gwizdać nieco pod prąd. Może nawet więcej niż nieco, ale ponieważ ja też momentami przysypiałem… Minus jedna dioptria.
Pan sędzia Przybył (WP-RCh) pierwszą połowę miał słabą, w drugiej przepuścił faul Jarosława Niezgody na Arkadiuszu Recy w polu karnym, który na środku boiska spokojnie odgwizdałby jako rzut wolny, a w polu karnym jakoś odpuścił. Minus pięć dioptrii
Pan sędzia Kwiatkowski (WK-C) w drugiej połowie poczuł się za trochę pewnie i zaczął tracić kontrolę nad meczem, ale czasie „masowej konfrontacji”… Cóż, nie zagwizdał rzutu karnego, choć mógł, nie wyrzucił Piątka, choć mógł (z obu decyzji się wybroni), nie dał kartek Popoviciovi i Deleu, choć powinien, za to dał Sadlokowi, choć nie powinien. Minus cztery dioptrie oraz minus dwie za zwracanie się do piłkarzy per „mordo”, bo jesteśmy w pracy, a nie nad salcesonem u Starego Mordziatego.
Pan sędzia Jakubik (LP-KK) wciąż był w nastroju zeszłotygodniowym („Z byle pierdołą wyskakujecie…”) – nie odgwizdał rzutu karnego po ręce Rafała Grzelaka, pozwalał by twarze piłkarzy cierpiały od uderzeń łokciem i wpychania w nie palców lub całych dłoni itd. Minus osiem dioptrii.
Pan sędzia Złotek (PG-LW) – spalony przy 2:0 idzie na konto liniowego, rękę Rzeźniczaka nawet ja bym potraktował jako naturalną ochronę (a wszyscy wiedzą, jak jestem cięty na machanie gałązkami w polu karnym), zatem pan sędzia kończy mecz z minus dwiema dioptriami zaledwie.
Pan sędzia Marciniak (AG-JB) podjął decyzję z gatunku „Nieważne, jak mówią, byleby mówili po nazwisku” i rzeczywiście, kibice wiele teraz o nim mówią, po nazwisku również. Rozumiem, czemu sędzia ją podjął, rozumiem kibiców, którzy się wpieniają, że to przecież był wślizg, rozumiem Tadeusza Sochę, który zagrywał, nie rozumiem Pavelsa Steinborsa, który piłkę łapał… i jednak staję po stronie arbitra. Tylko minus dwie dioptrie za mecz.


via GIPHY

Cytat kolejki

Piotr Stokowiec: „Planujemy trochę oskrzydlić ten mecz”
I rzeczywiście przeszli obok…

Maciej Stolarczyk: „Granie w piłkę to esencja”
W przypadku mecz Pogoń-Zagłębie była to esencja octowa.

Leszek Ojrzyński: „Teraz nieprzepisowy faul”
…a po chwili seria fauli przepisowych.

Mariusz Rumak: „Liga jest długa, liga jest kręta”
Na przykładzie Ruchu Chorzów widać, że niektórzy rzeczywiście w niej kręcą i to dość długo

Kazimierz Węgrzyn: Patryk Małecki potrafi tworzyć skrzydłami sytuacje
Na przykład jak gąska polecieć za Jaśkiem do Śląska

Sonia Śledź: „Nie czujesz, że Bartek Śpiączka kręci z tobą bardzo?”
Nie, wie pani, kwiatów nie przynosi, w oczy nie patrzy, a częściej tuli się do Krzysia…

Maciej Terlecki: „Pode mną jest Michał Probierz”
W takiej sytuacji ważniejsze niż niebo gwiaździste nad, jest prawo moralne w.

Tomasz Lach: „Antoni troszkę się do nas odwołał – do ekspertów”


Jak widać, problem z wyborem ekspertów ma każdy Antoni.

View post on imgur.com

„Poligon” w „Ustaw Ligę”
LZS Poligon zdobył w 19 kolejce 80 punktów, rezerwy – 87 punktów…

Skoro jest tak dobrze, to pewnie zaraz będzie gorzej – Opinia Publiczna była przyzwyczajona do skośnych zależności między wynikami LZS Poligon i ligi „poligonowej” (kod: 432967992).

I rzeczywiście: niby licznik cykał, Vassiliev przysparzał, Nikolić dodawał, a Flavio Paixao uzupełniał, ale kiedy przyszło do podsumowań, to okazało się, że licząca 1028 drużyn liga „poligonowa” (kod: 432967992) spada na w klasyfikacji lig prywatnych na miejsce drugie, tracąc aż 73 punkty do liczącego zaledwie 28 zespołów Związku Radzieckiego. W klasyfikacji generalnej wciąż prowadzą dwa MacMary prezesa PWLGW, ale trzecia drużyna ligi „poligonowej” (kod: 432967992) – IskraDretyń prezesa Mateusza Rokuszewskiego – zjechała w klasyfikacji generalnej z pozycji trzeciej na ósmą i może by tak prezes Mateusz Rokuszewski przestał się bawić w pisanie artykułów na niszowych portalach, a wziął się poważnie do roboty ligowej, hę? Albo chociaż skaperował do naszej ligi Marka Wasiluka, hę?

W lidzie „poligonowej” Iskra Dretyń do pierwszych dwóch MacMarów traci aż 91 punktów, jej przewaga nad trzecim MacMarem wynosi zaledwie 13 punktów, nowymi klubami w pierwszej dziesiątce są antyklub prezesa Dobana na miejscu siódmym oraz… och, cóż a zaskoczenie!… jeszcze jeden MacMar prezesa PWLGW, tym razem oznaczony literką C, na miejscu dziewiątym. Tabelę ligi „poligonowej” (kod: 432967992) zamyka FC Natolin, z czego zapewne cieszyliby się „puławianie”, gdyby grali w „Ustaw Ligę”. Ale ponieważ woleli gierki polityczne – zmieliły ich młyny historii i słuch po nich zaginął. Co w sumie stanowi całkiem fajną wróżbę na dzisiejsze oraz przyszłe czasy.

Andrzej Kałwa

Fot. FotoPyk

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments