W sprawie odsuniętego od prowadzenia drużyny Zagłębia Sosnowiec trenera Piotra Mandrysza i jego konfliktu z piłkarzami zadzwoniliśmy do prezesa klubu. Na dzień dobry od Marcina Jaroszewskiego usłyszeliśmy, że opublikował komunikat i z mediami nie zamierza rozmawiać. Dla nas jednak zrobił mały wyjątek.

„Nie usłyszeliśmy ani jednego słowa poparcia dla trenera Mandrysza”

Kiedy podjął pan decyzję o zwolnieniu Piotra Mandrysza?

Już wcześniej braliśmy pod uwagę taką możliwość. Ta decyzja w nas dojrzewała w nas od meczu w Tychach, a ostatecznie podjęliśmy ją wczoraj.

Skoro powodem odsunięcia trenera Mandrysza są jego relacje z drużyną, to za co klub go przeprosił?

Przeprosiny dotyczą formy, w jakiej się to odbyło. Wiedzieliśmy, jak sprawa wygląda od strony szatni i że należy to rozwiązać. Nie udało się nam razem, więc należało podać sobie ręce i podziękować. To nas nie dyskwalifikuje jako ludzi czy ludzi z piłkarskiej branży. A przeprosiny odnosiły się do słów, które wypowiedział publicznie nasz pracownik, czyli Sebastian Dudek. I został za to ukarany, bo zawodnik nie jest osobą kompetentną do rozwiązywania publicznie wewnątrzklubowych spraw.

Rozumiem, że mimo to stanął pan po stronie drużyny?

Gdyby zarzuty były oparte na zdaniu dwóch zawodników, to można by uznać to za głupotę, stanąć wtedy za trenerem i znaleźć nowych piłkarzy na miejsce tych dwóch. Natomiast ja i dyrektor sportowy rozmawialiśmy z wieloma zawodnikami i nie usłyszeliśmy ani jednego słowa poparcia dla trenera Mandrysza. Niektórzy zawodnicy, którzy są spokojni, opanowani i nigdy bym się po nich tego nie spodziewał, też wylali przed nami swoje żale. A mówię o zawodnikach młodych, ale dla nas kluczowych. I mówili nam to w rozmowach twarzą w twarz, a nie przy wszystkich, gdzie mogłaby nimi kierować presja niektórych kolegów. A jeśli mówimy o całej drużynie jako grupie, to chłopcy zdają sobie sprawę, że są mocni i w tej sprawie stanęli przy swoim bardzo ostro. Nawet bym się nie spodziewał, że aż tak ostro.

Piotr Mandrysz pana zawiódł?

Zawiodła mnie sytuacja, do której doszło i to, że wspólnie się nam nie udało. Zdawałem sobie sprawę, że trener Mandrysz jest człowiekiem o silnej osobowości, ale uważałem, że dogada się z zawodnikami. Bardziej spodziewałem się kłopotów w relacjach między nami, ale stwiedziłem, że ja sobie z tym poradzę. I tak było, bo miałem dobre relacje z Piotrem Mandryszem i mam takie dalej.

Kto za niego przyjdzie?

Kiedy szukaliśmy trenera latem i rozmawialiśmy z trenerem Jackiem Magierą, powiedział on nam, że nie może przyjąć oferty, bo zobowiązał się do współpracy z Polsatem przy Euro, a nie chce być nie fair i dzielić pracy. Wtedy odezwaliśmy się do innego wolnego trenera, ale powiedział nam, że interesuje go tylko Ekstraklasa. W międzyczasie trener Magiera się zreflektował i dopasował umowę z Polsatem do startu naszych przygotowań. Teraz znowu rozmawiamy z tamtym trenerem.

Czyli mówimy o Leszku Ojrzyńskim?

Nie, nie o nim.

Robert Podoliński?

Oczywiście, rozmawialiśmy na ten temat z trenerem Podolińskim, ale nie złożyliśmy mu oferty.

Temat Jana Urbana też nie wróci?

Powiem szczerze. Będąc z Legią Warszawa na meczu ze Sportingiem w Lizbonie, czyli tuż po odejściu od nas Jacka Magiery, wykonałem telefon ze stadionu do trenera Urbana. Usłyszałem wtedy od niego zdanie: „nie jestem zainteresowany pracą w Zagłębiu Sosnowiec”. Więc nie ma sensu, nie będziemy wracać z nim do tematu. Gdyby Jan Urban nie powiedział mi wtedy tak kategorycznie, że nie chce, to teraz byśmy się do niego odzywali. Ale skoro nie chce, to nie będziemy kogoś przekonywać na siłę.

Mówił pan niedawno, jeszcze przed zatrudnieniem Mandrysza, że Zagłębia nie stać na najlepszych trenerów w Polsce, a do nich zalicza pan Jana Urbana i właśnie Piotra Mandrysza. Jednak stać, skoro jeden z nich już był, a drugi pewnie by przyszedł, gdyby wyraził chęć?

Rzecz nie tkwi w pieniądzach. Gdyby od wysokości pensji zależało to, jak dobrzy będziemy i że awansujemy do Ekstraklasy, to wziąłbym pożyczkę na milion złotych, zatrudnił super trenera i potem, po awansie, te pieniądze zwrócił. Moim zdaniem trenerzy na rynku nie są lepsi od niektórych, którzy są niżej, a nie mają licencji UEFA Pro. Znam pięci-sześciu trenerów, którzy wnieśliby bardzo dużo do polskiej piłki, ale nie dostaną na to szansy z powodu braku tej licencji. Bo zrobią na nią kurs dopiero w 2019 czy 2020 roku… Chodzi mi między innymi o Krzysztofa Dębka z rezerw Legii i zespołu młodzieżowego, który występuje w Lidze Mistrzów. Imponuje mi też trener Banasik z Pogoni Siedlce, ale ma tam kontrakt, więc nie będziemy go podkupywać.

Kończąc – do kiedy zamierza wybrać pan trenera?

Już jest wybrany, ja wiem, kogo chcę. Mówimy cały czas o wolnym trenerze, z którym rozmawialiśmy latem, ale on czekał na oferty z Ekstraklasy. Teraz skontaktowaliśmy się ponownie.

***

Anonimowo na temat trenera wypowiedział się też w rozmowie z nami jeden z zawodników drużyny z Sosnowca.

Jakie wrażenie zostawił po sobie trener Mandrysz?

Od początku, po kilku meczach, wydawało się nam, że to nie jest dobry gość na to miejsce. Trenera Mandrysza widywaliśmy tylko na treningu, na murawie. W ogóle nie wchodził do szatni. Po przegranym meczu z Tychami również – nie wszedł w ogóle do szatni. Sadzał na ławce Dudka czy Udovicicia i nie mówił im, jaki jest powód. Jeśli od pierwszej jedenastki odstawia się kapitana, to moim zdaniem powinno się powiedzieć dlaczego. Seba bardzo dobrze powiedział, nie skłamał. O jego słowach dowiedzieliśmy się już w autokarze. Mamy piętrowy, więc rozmawialiśmy o tym na górze. Trener ze sztabem ma miejsca na dole. W pełni poparliśmy Sebę, to bardzo dobry kapitan.

Można Mandrysza w ogóle jakoś zestawiać z poprzednim trenerem, z Jackiem Magierą?

Trener Magiera, a trener Mandrysz? Nie, nie ma co ich porównywać. Inna bajka. Zupełnie.

Kiedy trener z wami rozmawiał?

W tygodniu w ogóle. Tylko na odprawach przedmeczowych. Zresztą one były najlepsze… a w zasadzie najgorsze. Mówił nam dobre 40 minut o rywalach, z wszelkimi szczegółami, razem z tym, czy dzieci na tym stadionie szybko czy wolno podają piłki albo jaki jest stan murawy. Wystarczy, że wyjdziemy na nią przed meczem i sami to widzimy, nie trzeba tak długo o tym opowiadać. A na koniec mówił o nas, uwierz, przez pięć minut i podawał skład. Koniec. My nie musimy wiedzieć, co defensywny pomocnik rywala robił pół roku temu, tylko jak sami mamy grać…

Rozmawiał SAMUEL SZCZYGIELSKI

fot. FotoPyK