Jagiellonia znów będzie wyprzedawać? Na pewno ma ku temu okazję, Ivanem Runje zainteresowana jest Legia Warszawa. Dopóki trwa runda białostoczanie nie chcą podejmować żadnych rozmów, co jest elementem pewnej taktyki. Szefowie klubu cierpliwie poczekają do zakończenia ligowego roku. Jeśli zespół Probierza zajmie miejsce, które realnie upoważni go do walki o mistrzowski tytuł, chętni do zakupów w markecie o nazwie Jagiellonia zobaczą napis: Zamknięte. Jeżeli jednak w jagiellońskich trybach na finiszu jesieni mocno by zazgrzytało, wtedy kilku graczy może dostać zgodę na to, by zmienić miejsce pracy – czytamy w dzisiejszym „Przeglądzie Sportowym”.

Kolejny stoper w Warszawie? Legia wypytuje o Ivana Runje

FAKT

371

Najpierw tekst o konsekwencjach, jakie po ostatnim zgrupowaniu wyciągnął Adam Nawałka.

W trakcie poprzedniego zgrupowania kilku piłkarzy nadużyło alkoholu. Jeden z nich zwymiotował w pokoju, inny miał problemy, by obudzić się na pomeczową odprawę. – To młodzi ludzie pełni energii, ale powinni ją lepiej kontrolować. Doszło do przesilenia, więc tym, którzy brali udział w nocnych spotkaniach, przekazałem swoją decyzję: zapłacą karę finansową, którą przekażemy na cele charytatywne. Dobrze, że media, przede wszystkim „Przegląd Sportowy”, nagłośniły sprawę. Nie chcemy robić niczego, co jest nieetyczne. Gdybyśmy powiedzieli, że nic się nie stało, byłaby to obłuda – stwierdził szkoleniowiec polskiej reprezentacji.

Dalej z nieco większych rzeczy mamy już tylko dwa teksty pomeczowe. By nie zanudzić was na śmierć – odpuszczamy.

GAZETA WYBORCZA

GW zastanawia się: czy kadra dobiła już sufitu?

Być może tak właśnie wygląda sufit reprezentacji. Kolejny krok jest możliwy tylko wtedy, gdy każdy piłkarz z osobna będzie się rozwijał, przyjeżdżał na zgrupowanie w optymalnej formie, a na boisku wciąż przekraczał granice własnych możliwości. W ostatnich miesiącach było to niemożliwe. Grzegorz Krychowiak może być pewny miejsca w pierwszej jedenastce, bo niezależnie od wszystkiego przerasta konkurentów, ale w Paris Saint-Germain wystartował przeciętnie. Nie gra tyle, ile by chciał. Bardziej walczy o miejsce w składzie, niż się rozwija. Słabszy czas przeżywa Jakub Błaszczykowski (w tym sezonie bez asysty i gola w Wolfsburgu). W meczu z Armenią brakowało kluczowych Milika i Michała Pazdana. A ławka kadry wciąż jest króciutka. No i w dodatku kilku zawodników przyjechało na zgrupowanie jak na imprezę. Każda z tych przyczyn z osobna nie tłumaczy, dlaczego ostatnio nie oglądamy reprezentacji w formie z Euro 2016, ale wszystkie razem składają się na obraz zespołu walczącego ze sobą.

372

I kolejna rozkmina: czy Lechia Gdańsk jest gotowa na mistrza?

Gdański zespół ma szeroki, wyrównany skład oraz własny styl. Lechia Nowaka jest powtarzalna. Nie zawsze skuteczna w tym, co robi, ale właśnie powtarzalna. Nie mylić z: przewidywalna. Zresztą przy tak niekonwencjonalnych zawodnikach jak Milos Krasić, Rafał Wolski, bracia Paixao czy Sławomir Peszko o grze sztampowej nie ma mowy. Chodzi jednak o filozofię. Bez względu na to, czy Lechia mierzy się w Warszawie z Legią, czy u siebie z Koroną Kielce wiadomo, czego się można po niej spodziewać. Wysokiego pressingu, cierpliwego budowania akcji od tyłu, ale także – im bliżej pola karnego rywala – szybkiej i kombinacyjnej gry na jeden kontakt, wymienności pozycji wśród piłkarzy ofensywnych. Lechia zawsze ma konkretny plan, choć oczywiście w zależności od przeciwnika wprowadzane są pewne modyfikacje. Gracze Nowaka chcą prowadzić mecz na swoich warunkach i zazwyczaj to im się udaje. Potrafią zdominować każdego rywala, w ekstraklasie są poważną siłą.

– Naszą dobrą i równą grą zasłużyliśmy sobie na to, aby być w tym miejscu, gdzie obecnie. Uważam, że stać nas na mistrzostwo Polski, ale w tej chwili nie zaprzątamy sobie głowy tą myślą. Chcemy stawiać krok po kroku, dlatego skupiamy się nie na ostatecznym celu, ale na każdym kolejnym meczu – podkreśla Milos Krasić. Podobnie wypowiadają się jego koledzy. Gdyby sprowadzić je do wspólnego mianownika, brzmiały by one mniej więcej tak: „Znamy swoją wartość, wiemy, na co nas stać i nie boimy się o tym mówić”.

373

I jeszcze felieton o drużynie RB Lipsk.

Istniejący od ledwie siedmiu lat RB Leipzig, który właśnie wystrzelił na pozycję współlidera Bundesligi, to gigantyczna ściema i rozbój w biały dzień. Ufać nie wolno tu nawet szyldowi – oficjalnie dwie pierwsze literki odnoszą się do Rasenballsport, czyli „sportów uprawianych na trawie z użyciem piłki”, ale w istocie chodzi o sponsorującego piłkarzy Red Bulla, któremu ligowe przepisy zakazują otwarcie wtarabanić się do nazwy klubu. A ponieważ te przepisy wymagają również – poprzez sławną w świecie zasadę „50 1” – żeby drużyna należała w minimalnej przynajmniej większości do stowarzyszenia kibiców, to Dietrich Mateschitz, właściciel korporacji produkującej napoje energetyczne, potrzebował jeszcze jednego pomysłu, by trzymać się litery prawa, lecz pogwałcić jego ducha. Gdzie indziej fani za członkostwo w niemieckim klubie płacą po kilkadziesiąt euro rocznej składki, tymczasem współwłaściciele RB Leipzig płacą po milionie. I akcjonariusze to niemal wyłącznie kilkanaście osób zatrudnionych – w przeszłości lub obecnie – w Red Bullu.

SUPER EXPRESS

370

W Nantes niezły dym. Kibice zaatakowali… Waldemara Kitę, polskiego właściciela klubu.

Przy stanie 0:1, na kilka minut przed końcem, wściekli kibice gospodarzy w sile 80-100 osób przypuścili szturm na trybunę honorową. Ze względu na powagę sytuacji specjalna grupa policji ewakuowała Kitę i jego rodzinę, przeprowadzając ją z loży do specjalnego, bezpiecznego pomieszczenia w innym miejscu stadionu. Waldemar Kita, który do Francji wyjechał jako dziecko ze Szczecina i dorobił się fortuny, nie ukrywa wściekłości.

– To już trwa 10 lat. Jeśli nikt nie zrobi z tym porządku, to w końcu coś się stanie, dojdzie do tragedii. Mają mnie ranić, zabić, zrobić krzywdę mojej rodzinie? Ja się o siebie nie boję, ale o rodzinę już tak. Składałem skargi, są zdjęcia, wiadomo, kto to robi, to ciągle ci sami ludzie. I nie ma żadnej reakcji władz – wściekał się Kita, cytowany przez francuskie media. – Ja chcę dobra tego klubu, mogę go sprzedać, jeśli coś by to pomogło. Jeśli znajdziecie kupca, to nawet prowizję wam zapłacę – mówił dziennikarzom Kita.

Oprócz tego same teksty pomeczowe i kawałek o Nawałce. Jedziemy dalej.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Okładka:

374

Nawałka ukarał piłkarzy po ostatnim zgrupowaniu, ale żadnego z nich nie pominął.

Na piątkowy mecz z Rumunią w eliminacjach MŚ oraz ostatnie w tym roku spotkanie towarzyskie – w następny poniedziałek, ze Słowenią we Wrocławiu – selekcjoner powołał 27 zawodników. Tylu, ile miesiąc temu. Brakuje Arkadiusza Milika, ale 23-letniego napastnika usprawiedliwia kontuzja kolana, której doznał w spotkaniu z Danią. Nową twarzą jest tylko defensywny pomocnik Jagiellonii Jacek Góralski. Selekcjoner nie pominął nikogo – nie chciał, by podejrzenie spadło na któregokolwiek z piłkarzy. Weryfikacją będą więc dopiero kolejne powołania – na marcowy mecz z Czarnogórą w Podgoricy. – Kończymy „Double Tree Gate”, od tej pory odpowiadam tylko na pytania dotyczące spraw sportowych – powiedział w pewnym momencie Nawałka. – Zdaję sobie sprawę, że mecze eliminacyjne z Kazachstanem oraz Armenią nie były najlepsze w naszym wykonaniu. Na szczęście tę ostatnią drużynę udało się pokonać dzięki determinacji i akcji w ostatniej sekundzie. Dzięki temu jesteśmy większymi optymistami przed meczem w Bukareszcie. Po rozmowach z zawodnikami wiem, że chęć rehabilitacji za ostatnie zdarzenia jest duża. Przesilenia się zdarzają. Stało się, czasu nie cofniemy. Drużyna ciągle jest głodna sukcesu, ma ambicje i zamierza zrealizować postawiony cel – awans do rosyjskiego turnieju. Chcemy mieć te eliminacje pod kontrolą, do tego potrzebny jest dobry wynik w Rumunii – powiedział selekcjoner.

375

Tomasz Włodarczyk i Łukasz Olkowicz (autorzy tekstów o pijaństwie w kadrze) podsumowują konferencję Nawałki i jego reakcję na publikację.

Włodarczyk: W temat rozmowy nieźle wpasował się, jak twierdzi nieświadomie, nasz fotoreporter Piotr Kucza.

Olkowicz: No tak, Piotrek przyklejony do aparatu i gimnastykujący się przed selekcjonerem w staraniach o jak najlepsze ujęcie, akurat założył koszulkę „Wódka Żołądkowa Gorzka”… Żartowaliśmy, że prowokacja związana z tematem konferencji była aż za bardzo widoczna.

Włodarczyk: Trener wywołał nas do tablicy – jak choćby po pytaniu Romana Kołtonia o rozmowę z Robertem Lewandowski po spotkaniu z Armenią. Selekcjoner lubi grać w tenisa, przy rodzinnym domu ma nawet wybudowany kort. Myślę, że w partyjce, jaką nam wczoraj zaproponował, też nieźle odbijaliśmy piłkę. A już poważnie, to trener tradycyjnie dał przed kamerami rozmyty przekaz.

Olkowicz: Nie wiem, czy na jego miejscu nie zrobiłbym… tego samego.

Włodarczyk: Z tego, co wiem, świeżo po opisywanych przez nas wydarzeniach, był mocno wzburzony, gotów ścinać głowy piłkarzy. Słusznie dał sobie czas na podjęcie decyzji. Ochłoną pewnie poradził się kilku zaufanych ludzi, jak Zbigniew Boniek. Ostatecznie zdecydował się na zamknięcie i zduszenie sprawy wewnątrz drużyny.

376

Jaga znowu będzie wyprzedawać? Legia widziałaby w swoich szeregach Ivana Runje.

Spośród ostatnich, jak najbardziej wiarygodnych, wieści w kwestii możliwych transferów wybija się następująca: o chorwackiego obrońcę Jagiellonii Ivana Runje pyta Legia. I robiła to ostatnio kilka razy. Dopóki trwa runda białostoczanie nie chcą podejmować żadnych rozmów, co jest elementem pewnej taktyki. Szefowie klubu cierpliwie poczekają do zakończenia ligowego roku. Jeśli zespół Probierza zajmie miejsce, które realnie upoważni go do walki o mistrzowski tytuł, chętni do zakupów w markecie o nazwie Jagiellonia zobaczą napis: Zamknięte. Jeżeli jednak w jagiellońskich trybach na finiszu jesieni mocno by zazgrzytało, wtedy kilku graczy może dostać zgodę na to, by zmienić miejsce pracy. Na dziś gra „Jagi” wygląda jednak tak, że o niebo bardziej prawdopodobny jest scenariusz numer jeden. – Wszędzie są kluby, które generują piłkarzy do tych dużo mocniejszych finansowo. Tak jest właśnie z nami. Żeby Jagiellonia przytomnie funkcjonowała i miała zapewnioną stabilność finansową, to niekiedy potrzebuje dopływu pieniędzy z transferów. Na Podlasiu nie ma szejków naftowych – tłumaczył kilka miesięcy temu Michał Probierz. Dzisiaj szkoleniowiec nie chce rozmawiać o tym, co się może zdarzyć za kilka tygodni, gdy ruszy zimowy handel piłkarzami. – Mamy na głowie jak najlepsze zakończenie roku na boisku. I tyle – ucina.

377

Stępiński bohaterem Nantes, a kibice atakują prezesa.

Remis z Toulouse nie uspokoił nerwowej atmosfery w Nantes. Kibice byli tak wściekli, że tylko nieliczni docenili trafienie Polaka brawami. Wcześniej, podczas sobotniego meczu chuligani zaatakowali prezesa klubu Waldemara Kitę. Usiłowali wedrzeć się do jego loży, ale zostali zatrzymani przez ochronę. – To bandyci będący pod wpływem alkoholu, a z pewnością także narkotyków. Chcą wywrzeć na mnie wrażenie przemocą. Nie boję się ich – powiedział po meczu stacji BeIN Sports. Rządy polskiego biznesmena od dawna nie podobają się części sympatyków klubu. Teraz posunęli się za daleko w demonstrowaniu niechęci. Kita zarzuca im ksenofobię. – Nie akceptują mnie, bo jestem Polakiem. Obrażali mnie prawie 90 minut. To trwa od blisko 10 lat. Prefektura i policja nie reagowały. A przecież mają ich zdjęcia, bo oni byli tu przede mną – oburzał się. – Chcą mnie zabić? I co wtedy? Jeśli tak się stanie, prefektura i policja miałyby kogoś na sumieniu. Może zareagują dopiero, gdy będą ofiary śmiertelne – grzmiał szef klubu.

Fot. FotoPyK

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments