post Avatar

Opublikowane 25.10.2016 17:36 przez

Piotr Tomasik

W ostatnim czasie pełno było historii o małych klubikach, które nagle wystrzeliły i dostały się do najwyższej klasy rozgrywkowej. Tych wyjątkowych przypadków pojawiło się tak wiele, że w zasadzie przestały być wyjątkowe. Sztuką jest się wyróżnić na tle już niby wyróżniających się, lecz Leganés ta sztuka udaje się bez problemu. To wszak kolejny Dawid walczący z Goliatem, ale do tego przebrany w strój ogórka i wielce się tym szczycący.

Ten na pierwszy rzut oka dość dziwny sposób podkreślenia własnej tożsamości nie wziął się jednak z kosmosu. W miejscu, w którym dziś stoi największe centrum handlowe w Europie, a także biegną ulice nazwane na cześć AC/DC czy Scorpionsów, dawniej zajmowano się głównie hodowlą warzyw. Niegdyś ponoć Król Hiszpanii, Carlos III, tak zasmakował w tamtejszych ogórkach, iż potem nie chciał jeść żadnych innych. Stąd właśnie przydomek miejscowych, czyli Los Pepineros – dosłownie: hodowcy ogórków – który przylgnął także do klubu z Estadio Butarque.

Obecnie Leganés nie jest już małą rolniczą miejscowością, tylko pełnoprawnym miastem. Na przestrzeni XX wieku jego populacja zwiększyła się dwudziestokrotnie, a ze stolicą Hiszpanii łączy je linia metra, biegnąca bynajmniej nie pod polami uprawnymi. Z czasem mieszkańcy południowych przedmieść Madrytu po prostu zamienili rolnictwo na pracę w korpo.

Dziś lepszych niż warzywa mają marketingowców. Los Pepineros przez długie lata krążyli po Segunda B, Tercera, czy nawet ligach regionalnych, ale teraz określenie „ogórki” nijak nie pasuje do ich poziomu sportowego. W razie czego jednak ludzie dbający o PR klubu postanowili ubiec potencjalnych krytyków i zabawny przydomek obrócić w atut. O ekipie z Estadio Butarque głośno jest nie tylko przy okazji typu remis z Atlético. Ba – dyskusja na temat tego, czy w Leganés więcej dzieje się na boisku, czy też poza nim, byłaby zasadna.

Hodowcy Ogórków mają szczególną smykałkę do plakatów reklamujących najbliższy mecz. Pierwszy przykład z brzegu – kiedy zbliżało się spotkanie z Valencią, graficy przygotowali ilustrację przedstawiającą smacznie śpiącego w łóżku nietoperza, a całość podpisali wymownie: „mamy nadzieję, że to będzie jedna z zalet rozgrywania meczów w południe”. Jakkolwiek spojrzeć tym samym wbili szpileczkę Tebasowi, który na terminarz gier La Liga patrzy przez okulary w kształcie yuanów i jenów.

asi-cartel-del-leganes-valencia-1474645355121

Inne projekty tego typu były wcale nie mniej oryginalne. „Nie możemy uzyskać dostępu do morza, lecz do łodzi podwodnej owszem!” – reklamowali się, gdy na Estadio Butarque przybywał Villarreal. Największy szum wywołał jednak plakat sprzed nieco ponad tygodnia, promujący potyczkę Los Pepineros z Sevillą. Graficy wzięli na warsztat kilku zawodników miejscowej ekipy, na jednym z pomeczowych zdjęć dorobili im okulary przeciwsłoneczne, a całość podpisali: „nie mówcie do nich po imieniu, bo przyjdzie Monchi i zapisze je w swoim notesie”. Niby ironiczne i sympatyczne, ale czemu nie miałoby być prawdziwe? Leganés weszło w sezon co najmniej przyzwoicie – po dziewięciu kolejkach zajmuje 11. miejsce, a punkty urywało nawet takim ekipom jak Celta czy wcześniej wspomniane Atlético. Mało tego, w dwóch pierwszych spotkaniach zachowało czyste konto, co wcześniej nie udało się żadnemu beniaminkowi przez 87 lat!

1476096638_866336_1476096814_noticia_normal

Ogromna w tym zasługa Asiera Garitano. Baskijski szkoleniowiec budował swoją markę równolegle z marką klubu. – Kiedy obejmowałem Los Pepineros w składzie było siedmiu piłkarzy, z czego trzech kompletnie bezużytecznych – opowiadał po czasie. To zdanie chyba najlepiej pokazuje drogę, jaką przebyła razem ta znakomicie dobrana para. W 2013 roku, kiedy Garitano przychodził na Estadio Butarque, miał za sobą pracę niezbyt udanych epizodów w takich ekipach jak Alcoyano, Castellón czy Orihuela. Nikt od niego nie oczekiwał cudów i może właśnie dlatego ich dokonał? W trzy sezony Asier doprowadził Hodowców Ogórków do Primera División. Dostał sporą autonomię jeśli chodzi o decyzje personalne – w sprawie transferów, czy budowania sztabu szkoleniowego, a nawet zarządu. To na jego prośbę ściągnięto do Leganés nowego dyrektora sportowego, Txemę Indiasa, hiszpańskiego Radosława Rzeźnikiewicza z Kartoflisk. Co się najeździł po boiskach z Segunda B, Tercera i niższych lig, to jego. On ponoć w ogóle chętniej ogląda mecze zespołów półamatorskich czy juniorskich niż Barcelonę i Real, bo twierdzi, że tam można jeszcze znaleźć nieoszlifowane diamenty. Te z Camp Nou czy Bernabeu widzieli już wszyscy. Obecną kadrę Los Pepineros również zbudował z – brzydko mówiąc – odrzutów i no name’ów, choć tym razem akurat pomogły mu znajomości w klubach takich jak Athletic czy Juventus.

ole-weszlo-atleti

Obaj panowie mają o tyle dużo szczęścia, że na ich ręce patrzą równie zaangażowani i rozsądni właściciele. Choć w Hiszpanii dopiero w styczniu Trzej Królowie przynoszą świąteczne prezenty, to w 2008 roku w Leganés Felipe Moreno Romero postanowił zrobić wyjątek. Lokalny biznesmen w wigilię przyklepał umowę, według której za 500 tys. wszedł w posiadanie 51% akcji klubu. – Od dzieciaka kibicuję Los Pepineros – mówił na samym początku. – Pragnę, byśmy pewnego dnia trafili do La Liga – deklarował odważnie.

Dla samych Hodowców Ogórków przejęcie było o tyle ważne, że znajdowali się wówczas na skraju upadku. Ot, odczuwali coraz mocniej skutki nieudolnego zarządzania przez Daniela Grinbanka, który w 2003 roku również obiecał kibicom z przedmieść Madrytu awans do Primera División, a dał im spadek do Segunda B oraz długi. Potem działał już tylko efekt kuli śniegowej, dlatego pojawienie się Romero przy Estadio Butarque było jak zbawienie. Nowy właściciel niemal od ręki wypłacił piłkarzom zaległe pensje, a także uregulował należności wobec skarbówki.

Dziś pieczę nad Los Pepineros sprawuje żona wybawiciela klubu, María Victoria Pavón. – Kiedy mój mąż stał się większościowym akcjonariuszem i złożył mi propozycję objęcia stanowiska prezydenta, miałam sporo obiekcji. Teraz, patrząc z perspektywy czasu nie żałuję ani trochę – mówiła w wywiadzie z dziennikiem ABC.

pavon--620x349

Fani ekipy prowadzonej przez Asiera Garitano na pewno też nie. I nie chodzi tu nawet o wyniki sportowe, tylko to jak pani prezydent potrafi zadbać o PR Hodowców Ogórków. Zaraz po tym jak objęła stołek Leganés rozpoczęło współpracę z Czerwonym Krzyżem, a piłkarze chętnie zaangażowali się także w regularne oddawanie krwi. Sztandarowym projektem Pepineros jest jednak akcja „Lega wraca do szkoły”, która odbywa się regularnie od 2008 roku. Polega na tym, iż co tydzień kilku zawodników odwiedza daną placówkę, rozmawia z dzieciakami o piłce i nie tylko, stara się dawać im dobry przykład, jednocześnie budując w ten sposób pewną relację pomiędzy nimi a klubem. Najmłodsi z kolei mają możliwość zorganizowania przyjęcia urodzinowego w jego siedzibie. – Dostają tort z herbem Leganés, klubowe gadżety z podpisami naszych graczy, mogą zwiedzić salę konferencyjną czy stadion, a nawet pokopać piłkę ze swoimi idolami – opowiadała o szczegółach pomysłu María Victoria Pavón. – Widzieć entuzjazm w oczach dzieci, które tu przychodzą… Wspaniałe uczucie! – radowała się.

Kto wie, ilu z nich dzięki temu trafiło już do szkółki Leganés? My tego nie zmierzymy, faktem jest natomiast to, że na południowych przedmieściach Madrytu nie zaniedbuje się futbolu juniorskiego. Dowodem niech będzie młodzieżowy turniej Coca Cola Cup, w którym zwyciężyli właśnie Hodowcy Ogórków. Finał rozgrywany był na Santiago Bernabeu, co już samo w sobie niejako stanowiło nagrodę dla adeptów futbolu.

Błądzi jednak ten, kto twierdzi, iż marka Lega promowana jest tylko lokalnie. Nic bardziej mylnego – niedawno do rezerw trafił niejaki Ishan Pandita, piłkarz rodem z Indii. W ogóle Azja dla klubów z La Liga to nie jest „terra incognita”. Gdyby Pandicie udało się przebić na tyle, by regularnie występować w Primera División, Hodowcy Ogórków mogliby zarobić z tego tytułu sporo pieniędzy. Na razie liczą szczególnie na profity ze współpracy z firmą Mbuzz Sport, nowym sponsorem tytularnym, mającym swą główną siedzibę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W przyciągnięciu kolejnych miałaby pomóc… zmiana nazwy klubu. – Chcemy zaznaczyć naszą obecność na mapie świata jeszcze mocniej – stwierdził pod koniec tego lata Felipe Moreno, który CD Leganés chciałby przechrzcić na „Leganés Madrid”.

Od włodarzy, a szczególnie pani prezydent Los Pepineros, niejeden zarządca mógłby uczyć się kształtowania tożsamości własnego klubu. Chociażby ich największy rywal, czyli Getafe, gdzie o ładnych rzeczach tylko się mówi, a nie je wykonuje. Leganés to stuprocentowe przeciwieństwo Los Azulones. Co prawda sportowo dopiero w tym roku oba zespoły zamieniły się miejscami, ale w kwestii budowania wizerunku to ci drudzy są totalnie zieloni. Najlepszym miernikiem tego niech będą liczby: na Coliseum Alfonso Peréz przychodzi coraz mniej osób – w tym sezonie nieco ponad 4 000, podczas gdy jeszcze kilka lat temu Getafe oglądało po 10 000 fanów. Jeśli chodzi Los Pepineros, ten trend jest odwrotny. Kiedyś sprzedawali po 2 000 karnetów sezonowych, przed bieżącymi rozgrywkami nabyło je blisko blisko 9 000 kibiców. To jasne, i w tym wypadku dobre wyniki (sportowe) nakręcają dobre wyniki (marketingowe), co nie zmienia faktu, iż taki potencjał też trzeba umieć wykorzystać. Nie dziwi więc, że kiedy tylko ktoś porówna Leganés do Getafe, sympatycy tych pierwszych dostają białej gorączki. Kto by chciał zostać postawiony na równi z najbardziej bezpłciowego klubu w Europie? Kto by chciał się z nim identyfikować? Tylko Hodowcy Ogórków potrafią zarazić swym entuzjazmem na tyle, aby na mecz z Atlético przyciągnąć fana tegoż zespołu z tatuażem w kształcie jego herbu na ramieniu, ale i w… koszulce Leganés.

Sportową twarzą historycznych sukcesów Los Pepineros jest nie kto inny jak Martin Mantovani, kapitan drużyny, który zżył się z nią tak mocno, że przefarbował sobie włosy w barwy klubowe – po bokach na biało, środek na niebiesko. Wygląda jakby sam położył się na taśmie maszyny kolorującej meczowe trykoty Hodowców Ogórków.

Nic dziwnego, iż Argentyńczyk czuje się blisko związany z Lega. Obok Alberto Martína jest jedynym zawodnikiem, który pamięta jeszcze czasy, gdy ekipa z Estadio Butarque rozgrywała swoje mecze na ponurych klepiskach w Segunda División B. – Ktoś powinien nakręcić film o historii, jaką piszemy – stwierdził swego czasu stoper. – Nazywałby się „Mechaniczny ogórek”. Cóż to byłby za hit! – śmiał się. Faktycznie, kto nie pragnąłby zobaczyć, jak główni bohaterzy świętują awans nie w klubowym autokarze, lecz na przyczepie?

Inną gwiazdą Leganés jest zawodnik o swojsko brzmiącym nazwisku: Alexander Szymanowski. – To może być najlepszy -ski w historii La Liga – tak o Argentyńczyku z polskimi korzeniami napisał niedawno na twitterze Rafał Lebiedziński. On sam raczej by tak o sobie nie powiedział. Kompleksów co prawda nie ma, szczególnie na boisku, ale stawia sobie realne cele. – Z reprezentacji Argentyny nie zadzwonią. Mają Messiego, Agüero… Ta drużna jest zbyt mocna – opowiadał specjalnie dla magazynu ¡Olé! – W Polsce jest Lewandowski i Milik. Gdzie tam miejsce dla mnie? – pytał natomiast retorycznie w rozmowie z Przeglądem Sportowym. Kiedyś tak samo mówił o grze w Primera División. Mało tego, kiedy jeszcze reprezentował barwy Recreativo Huelva przyznał, że nie pogardziłby nawet ofertą z Ekstraklasy. Ciekawe czy dziś też tak sądzi? Na przykład Legia mogłaby to sprawdzić. Chłopak na pewno nie byłby gorszy od Aleksandrowa czy Langila. Z drugiej strony tego lata obserwowało go między innymi Leicester…

Szymanowskiego z Polską łączą oczywiście korzenie. Jego dziadek mieszkał na obszarze kresów wschodnich, terenach dziś należących do Ukrainy, ale tuż po I wojnie światowej wyemigrował do Argentyny, gdzie spędził resztę życia. – Z szacunku dla mojej rodziny pragnę odwiedzić kiedyś to miejsce – wspominał piłkarz, który często podkreśla swoje pochodzenie. – Bardzo lubię moje nazwisko. Chcę, żeby ludzie poznali i nauczyli się je prawidłowo wymawiać – mówił rozmawiając z ¡Olé!. On sam miał też okazję podszlifować swój polski, bo w Recreativo grał w jednej drużynie z Pawłem Brożkiem. – Znam pojedyncze zwroty, ale rozmowa to już byłaby wyższa szkoła jazdy – wspominał Szymanowski, choć patrząc na dokonania Wiślaka w Huelvie Alexandra nauczył zapewne głównie kilku przekleństw.

ole-weszlo-zidane

Czas pokazał, że Argentyńczyk z polskimi korzeniami to po prostu lepszy piłkarz. Z pełnym przekonaniem można go nazwać jednym z bohaterów historycznego awansu Leganés do Primera, bo w zeszłym sezonie zdobył 12 goli i dołożył do nich 11 asyst. W La Liga też nie próżnuje – po golu wbił Sevilli, Valencii oraz Granadzie. Zresztą, Szymanowski markę Leganés promuje nie tylko na boisku, ale to już musicie zobaczyć sami…

Wszystkie osobliwości Los Pepineros skutecznie przyciągnęły uwagę fanów piłki nożnej z całego świata oraz aktywne zainteresowanie lokalnej społeczności. „Stadion, na którym dostępu do bramki broni nawet bileter” regularnie zapełnia się niemal w pełni. Wygląda na to, że będzie musiał zostać rozbudowany nie tylko dlatego, iż wymagają tego przepisy Primera División – Estadio Butarque docelowo ma posiadać 15 000 miejsc. Coś nam mówi, że z taką promocją klubu zapełnienie go w godnym stopniu nie będzie wielkim problemem.

Mariusz Bielski

Wydany przez ¡Olé! Magazyn Przewodnik Kibica La Liga 2016/17 można nabyć TUTAJ

Opublikowane 25.10.2016 17:36 przez

Piotr Tomasik

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Blogi i felietony
22.10.2020

Valmiera? Benfica? Bez różnicy. Lech ma jaja

Lech przegrał z Benficą. No i co z tego? Czy ktoś powinien mieć do niego jakiekolwiek pretensje? Nie, bo pokazał, że ma jaja i nie boi się grania tego, co chce. Przed meczem mówiłem sobie, że wynik mnie nie interesuje. Szanse na to, by Lech pokonał Benficę – faworyta nie tylko naszej grupy, ale i […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Sporo pozytywów oraz duet stoperów i Kaczarawa. Noty Lecha za Benfikę

Mimo że Lech Poznań przegrał z Benfiką, nie mamy pretensji do jego zawodników. Podjęli walkę, zagrali w swoim stylu, nie było wątpliwości, że obie drużyny uprawiają tę samą dyscyplinę sportu. Większość ocen jest więc co najmniej przyzwoita, choć są wyjątki. Skala not tradycyjnie 1-10, wyjściowa 5.  Filip Bednarek (5) Dwie dobre interwencje w końcówce, szczególnie […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Gol sezonu Rangersów. Szkoci zaczynają od zwycięstwa w lechowej grupie

Mogliśmy się zastanawiać nad tym, który z pozostałych zespołów w grupie Lecha Poznań w Lidze Europy jest silniejszy. Rangersi czy jednak Standard Liege? Bo co do tego, że Benfica przerasta resztę stawki, nie było wątpliwości. No i na „dzień dobry” Szkoci ograli Belgów 2:0. Natomiast pewnie nie wynik, a gola z 92. minuty zapamiętamy na […]
22.10.2020
Blogi i felietony
22.10.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Gdy Lech strzelał pierwszą bramkę, na powtórce każdy Polak mógł wyczytać z ust Puchacza soczyste „MOŻNA KURWA”. Gdy Crnomarković naciśnięty pressingiem oddał piłkę za darmo w aut, zebrał opieprz za minimalizm. Za brak podjęcia nie walki jako takiej, a walki o grę w piłkę. Jakub Kamiński przy drugim golu w zasadzie był kryty przez dwóch […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Zawiodło to, czego się obawialiśmy. Gra w obronie

Wiadomo, że podobał się nam ten mecz w wykonaniu Lecha. Zobaczyliśmy to, co w gruncie rzeczy chcieliśmy, czyli drużynę walczącą jak równy z równym z bardzo mocną Benfiką. Co więcej, zobaczyliśmy Kolejorza, który się nie bał, nie pałował wszystkich piłek, pokazał wiele więcej niż tylko mityczne już cechy wolicjonalne. Zresztą po raz kolejny. Oczywiście na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Lech Poznań? Tak przecież nie grają polskie drużyny! Porażka, ale bez wstydu

Lech Poznań przegrał mecz. To fakt. Ale przypuszczamy, że gdybyśmy zrobili dziś wieczorem spacer po Poznaniu i gdybyśmy pytali poznańskich kibiców „czy jesteś dumny z Kolejorza”, to dostalibyśmy same odpowiedzi twierdzące. Poznaniacy przegrali. Ale postawili Benficę trudne warunki, długimi minutami byli stroną przeważającą, dwukrotnie odrabiali straty. Z taką grą lechici nie mają się czego bać […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

HEJT PARK PO MECZU LECHA | TRAŁKA, WAWRZYNIAK, STANOWSKI

Wow, Lech zrobił nam dziś wieczór. Ale na 90 minutach show w Poznaniu emocje się nie kończą. O godz. 21 startujemy z „Hejt Parkiem w Dobrym Składzie” w Weszło.FM oraz w Kanale Sportowym! Prowadzenie: Krzysztof Stanowski. Goście: Łukasz Trałka i Jakub Wawrzyniak. Temat? Chyba oczywisty. Czekamy na wasze telefony: 22 219 94 42! Sponsorem programu […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

„Nie wyobrażam sobie, żeby Lublin nie miał Ekstraklasy do 2025 roku”

Iście mocarne plany ma Motor Lublin. Nie dość, że w czerwcu właścicielem klubu z Lubelszczyzny został miliarder Zbigniew Jakubas, to teraz ogłoszone zostało, że jednym z jego doradców będzie Bogusław Leśnodorski. Postać absolutnie nieprzypadkowa i mająca know-how, jak w polskiej piłce zrobić sukces, w który wszyscy w Lublinie celują. – Nie wyobrażam sobie, żeby Motoru […]
22.10.2020
Live
22.10.2020

LIVE: Panowie… To wasz czas!

Oj, wyczekał się Lech Poznań na ten wieczór. Lata niepowodzeń, lata rozczarowań, ale jak wreszcie zaskoczyło.. Ofensywna, atrakcyjna, widowiskowa gra. Mnóstwo wychowanków w składzie, większość z nich jasno deklarujących, że gra dla Kolejorza to dla nich coś więcej niż praca. Parę autentycznych gwiazd ligi, bo tak trzeba określić Tibę czy Ishaka. Efekt? Dziś ich wieczór. […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Real w pułapce – jak wiele zaufania może otrzymać legenda?

Futbol nie jest, nie był i nigdy nie będzie bajkowym światem. Nigdy nie ma tutaj kropki na końcu zdania „i żyli długo i szczęśliwie”. Każdy dobry moment to tak naprawdę wyczekiwanie, aż wszystko się rozsypie. Długo rzeczywistość oszukiwał Zinedine Zidane. Trzy razy feta po zwycięstwie w Lidze Mistrzów. Opuszczenie statku jeszcze przed kryzysem, właściwie na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Trudne zadanie przed Lechem. Polskie kluby nie potrafią łączyć ligi i pucharów

Występy polskich klubów w europejskich pucharach są zbawieniem i męką. Zbawieniem – bo kibice wreszcie mają okazję się uradować, bo UEFA wysyła pieniądze, a i jakoś tak zawsze można ponapinać się przed resztą Ekstraklasy. Ale wejście do fazy grupowej Ligi Europy (czy rzadziej – Ligi Mistrzów) wiąże się też po prostu z grą. Częstą, intensywną […]
22.10.2020
Inne sporty
22.10.2020

Gamrot: Kiedy usłyszałem werdykt, poczułem się, jakbym dostał bejsbolem

Od debiutu Mateusza Gamrota w UFC minęło już parę dni, ale emocje wciąż wiszą w powietrzu. Polski zawodnik MMA wspominał swoją walkę z Guramem Kutateladze w programie Oktagon Live na Kanale Sportowym, którego był gościem wraz z Marcinem Tyburą. Spisaliśmy dla was najciekawsze wątki z jego rozmowy z Maciejem Turskim. Różnice między KSW a UFC: […]
22.10.2020
Uncategorized
22.10.2020

Superliga powraca, odcinek 2841. Co wielkie kluby wykombinowały tym razem?

Są pewne rzeczy, wydarzenia, czynności, które wydają się nam ciągnąć w nieskończoność. Nawet, gdy myślimy, że już nadszedł ich kres, powracają i próbują skupić swoją uwagę. Wczoraj znowu można było pomyśleć: “jest, wylazł”, bo Liverpool i Manchester United przypomniały, że oni to by w sumie chcieli tę Superligę. Znowu. Nie jest to pomysł nowy, wszak […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Może Świderski, może Klimala, a może Bale? Kto błyśnie w Lidze Europy?

W tym roku na Ligę Europy patrzymy z większym zaciekawieniem, niż miało to miejsce przez ostatnie kilka lat, kiedy siłą rzeczy traktowaliśmy ją nieco po macoszemu. Lech świetnie zagrał w eliminacjach, awansował do fazy grupowej, więc naturalnie czwartkowe wieczory na europejskich boiskach, przynajmniej te jesienne, będą nieco gorętsze. Tylko, czy sprawiedliwym jest sprowadzania tych rozgrywek […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Finansowy raport za 2019 rok. Lech z najwyższymi spadkami, Wisła Płock oszalała

Firma Deloitte opublikowała swój coroczny raport finansowy dotyczący Ekstraklasy. Jak zwykle dostaliśmy sporo ciekawych danych podanych w przystępnej formie. Jednak mamy gdzieś z tyłu głowy to, że ta analiza dotyczy 2019 roku. Czyli roku, w którym nie było pandemii, nie było zawieszenia rozgrywek, pustych stadionów, pobicia rekordu transferowego Ekstraklasy, fazy grupowej Lecha Poznań… Niemniej kilka […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Jak katowiccy bombardierzy nastraszyli Benficę

Gdy w 1993 roku GKS Katowice pojawił się w Lizbonie na meczu Pucharu Zdobywców Pucharów, otrzymał od portugalskiej prasy przydomek „bombardeiros”. Aż tak nas doceniali? Zachwycała ich gra głową Mariana Janoszki, a także nieustępliwość Kazka Węgrzyna? Otóż nie: dziennikarze określili polskich przybyszów bombardierami, ponieważ katowiczanie przylecieli rozklekotanym, postsowieckim IŁ-em. Lata dziewięćdziesiąte? Kasety VHS, trzepak, Super […]
22.10.2020
Weszło Extra
22.10.2020

„Wygralibyśmy z Lechem 99 meczów na 100”. Pucharowe boje Kolejorza w sezonie 2010/11

Dwanaście spotkań zdążył rozegrać Lech Poznań w sezonie 2010/11 przed meczem otwarcia fazy grupowej Ligi Europy, w którym „Kolejorz” miał się zmierzyć z Juventusem. Ówcześni mistrzowie Polski tylko w jednym z tych dwunastu starć zdobyli więcej niż dwa gole. W siedmiu w ogóle nie znaleźli drogi do siatki rywali. Powodów do optymizmu przed występem podopiecznych […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Niedawno juniorzy Benfiki, dziś III liga. „Za dużo imprez, odbiła mi sodówka”

Przemysław Macierzyński mając 16 lat i 116 dni zadebiutował w Ekstraklasie jako zawodnik Lechii Gdańsk. Stał się pierwszym chłopakiem z rocznika 1999, który zagrał w polskiej elicie. Ciągu dalszego jednak nie było, a jego kariery wcale nie przyspieszyło pójście do juniorów Benfiki Lizbona. Dziś wciąż dość młody napastnik (21 lat) próbuje się odbić w III […]
22.10.2020