W ostatnich tygodniach cytowanie wypowiedzi Czesława Michniewicza o tym, że 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik jest tak częste, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy trener Pogoni Szczecin nie ma jednak racji. Nie prowadzimy statystyk, nie zaglądamy pod każdy kamień w Belgradzie i Sewilli, ale mamy wrażenie, że kto wczoraj choć przez chwilę wygrywał 2:0, z boiska schodził rozczarowany. Wojciech Jagoda na Twitterze zażartował – Pogoń przezornie nie strzeliła wczoraj Lechowi drugiego gola, bo skończyłoby się 2:3. Takiej przezorności nie mieli jednak m.in. w Liverpoolu, ale i w Ingolstadcie chociażby.

Wielki dzień „niebezpiecznego wyniku”. Remontada na remontadzie

Zacznijmy jednak od najbardziej wyraźnej i najgłośniejszej remontady. Real Madryt przegrywa po kwadransie gry 0:2, co w przypadku starcia z Rayo Vallecano jest scenariuszem równie prawdopodobnym co mistrzostwo dla Arsenalu. Jeszcze przed przerwą kontakt łapie jednak Gareth Bale. Tuż po niej gola na 2:2 zdobywa Lucas, zastępujący Karima Benzemę. Wreszcie w 81. minucie powrót wieńczy walijski skrzydłowy, popisując się fantastyczną szybkością i świetnym wykończeniem. Od 0:2 do 3:2.

Liverpoolowi strzelenie dwóch goli zajęło nieco dłużej – na 2:0 w starciu z walczącym o utrzymanie Newcastle trafili po pół godziny gry. Po przerwie jednak dla „Srok” trafił Cisse, chwilę później Colback i kolejne zmarnowane 2:0 zmieniło się w remis. Dziwi to tym mocniej, że przecież przy linii biegał Jurgen Klopp. Z nim na pokładzie raczej się „dogania” niż „daje dogonić”.

W Niemczech w sobotę mieliśmy dwie wielkie „remontady”. Najpierw Ingolstadt dał się dopaść przez Hannover – gospodarze prowadzili 2:0 już w 25. minucie, ale jednocześnie od 20. minuty grali w dziesiątkę. Koledzy Sobiecha przewagę wykorzystali dość późno, ale udało się – na osiem minut przed końcem doprowadzili do wyrównania. Ciekawszy przebieg miało jednak starcie Schalke Gelsenkirchen z Bayerem Leverkusen. Już w szóstej minucie karnego nie wykorzystał Huntelaar, ale mimo to gospodarze zdołali wcisnąć przed przerwą dwa sztychy. Wydawało się, że Bayer wreszcie przegra, że ktoś wreszcie przełamie ich passę zwycięstw, ale w 54. minucie zaczęła się fiesta. Sześć minut, które wstrząsnęło Gelsenkirchen. Brandt. Bellarabi. Wreszcie niemal niezawodny w tym sezonie Chicharito.

Niezły Meksyk.


Schalke 04 2-3 Bayer Leverkusen Bundesliga… przez cricketlivevideo

A przecież można jeszcze w ramach ciekawostki wspomnieć o 2. Bundeslidze, gdzie Norymberga od 0:2 z Unionem Berlin przewędrowała do pogromu 6:2, wszystkie sześć goli strzelając po przerwie.

Wielki dzień Czesława Michniewicza. Nie tylko dlatego, że Pogoń wreszcie wygrała.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments