Już po raz drugi z okazji Wielkanocy organizujemy konkurs na największego baranka polskiej piłki. Tym razem mamy aż dwunastu kandydatów, zarówno indywidualnych, jak i grupowych. Nie tracąc czasu od razu przystępujemy do prezentacji.

Wybieramy największego baranka w polskiej piłce!

Piłkarze Stomilu Olsztyn

Nie żebyśmy kiedykolwiek posądzali piłkarzy o wyjątkową inteligencję – co to, to nie – ale żeby nachlać się w klubie i zamykać klubowego dozorcę na klucz w jakieś małej izdebce? No to trzeba już kompletnie na łeb upaść. Zabrakło, jakkolwiek dziwnie to brzmi w tym przypadku, trzeźwej dedukcji i oszacowania ewentualnych konsekwencji, a te okazały się bardzo przykre. Uwięziony przytomnie skontaktował się bowiem z najbliższym komisariatem policji. Jeden z zawodników (w notowaniach kibiców przewodzi Łukasik) wieczór skończył na izbie, reszta najpewniej skorzystała z zaproszenia prezesa na tzw. dywanik. Pewne jest, że kac po tamtej libacji był nie tylko zdrowotny.

Grupa kibiców Śląska

Za pogląd, że piłkarze nie zasługują na koszulki, więc trzeba im je odebrać. Jak się później okazało, Pawelec i spółka nie zasługiwali tylko na te koszulki, które chwilę później wylądowały na Allegro. Natomiast po kilku dniach treningu zawodnicy na powrót zasłużyli na klubowe barwy i mogli w nich rozegrać kolejny mecz ligowy. Innymi słowy – fuck logic.

Franciszek Smuda

Gdybyśmy chcieli wypisać wszystkie argumenty przemawiające za tym pociesznym szkoleniowcem, musielibyśmy zrezygnować z dzisiejszego świętowania, a i jutrzejsze oblewanie wodą byłoby zagrożone. Rzućmy więc przykładem pierwszym z brzegu – Smuda dla Superaka: – Gaszyński miał kaprys, żeby mnie wygonić, to nie moja wina. Inaczej tego nie nazwę jak kaprys, bo przecież gdy mnie zwolnił, drużyna nie grała źle, nie mieliśmy mniej punków od Lecha, który wygrał ligę.

Niemniej, czyli Lech miał wtedy 40 punktów, a Wisła 33. I takimi kwiatkami moglibyśmy was raczyć bez końca…

Osoba pisząca oświadczenia dla Wisły

Tu, podobnie jak w przypadku Smudy, moglibyśmy strzelać do woli. Dajemy przykład pierwszy z brzegu:

Wisła Kraków SA oświadcza, że Radosław Cierzniak pozostanie zawodnikiem naszego klubu co najmniej do momentu wygaśnięcia umowy.

Istotnie, oświadczenie bardzo rozsądne i logiczne. Cierzniak pozostał zawodnikiem Wisły do momentu wygaszenia umowy przez odpowiedni organ, po czym przeszedł do Legii. Tylko zwrot „co najmniej” był tu co najmniej nie na miejscu.

Jerzy Engel

Było tak: Jerzy Engel w studio TVP Sport opowiadał, że ludzie nie znają prawdy o turnieju w Korei i Japonii i skupiają się tylko na wyniku. Że listę powołań musiał kiedyś zatwierdzić zarząd (to prawda, tylko że z reguły była to formalność). I że dzisiaj Engel już jest mądrzejszy i nie pozwoliłby na to, by zarząd mu coś zmieniał, tylko postawiłby na 23 piłkarzy wybranych przed siebie (to dosłowny cytat).

No naprawdę, trudno o to, by trener publicznie bardziej się zdyskredytował. W 2002 roku – jeszcze przed mundialem – był jedną z najbardziej poważanych osób w kraju. Co powiedział – święte. Gdyby ktoś chciał mu zmienić jedno nazwisko na liście piłkarzy powołanych na mistrzostwa, mógłby sprawę zakończyć jednym krótkim wywiadem. Nie ma możliwości, by wówczas ktokolwiek poszedł na otwartą wojnę z Engelem, zwłaszcza w takiej sprawie jak powołania. Ale Engel – tak dzisiaj twierdzi – postanowił, że pokornie zaakceptuje, by selekcji dokonał ktoś inny, a nie selekcjoner.

To by oznaczało syndrom ABJ – absolutny brak jaj. Szczególnie bolesne w Wielkanoc.

Bartłomiej Drągowski

Arcymistrz prowokacji. Żeby wyprowadzić przeciwnika z równowagi potrafi sięgnąć po środki ostateczne i, na przykład, włożyć mu palec w dupę lub udawać, że został zabity zapalniczką, która przeleciała obok. Innymi słowy, Drągowski regularnie robi z siebie durnia na oczach całej Polski i obserwujących go skautów oraz robi co w swojej mocy, by wszyscy wyzbyli się wątpliwości, że w jego głowie znajduje się siano.

Ondrej Duda

Za znęcanie się nad Weszło. Dwie historie:

1) Była taka scenka pod szatniami: współpracująca z nami młoda studentka dziennikarstwa zadała pytanie Dudzie. Generalnie powiedziała pół roku wcześniej od innych to, co później wszyscy powtarzali – że legioniści tak atakowali, jakby w ogóle na to nie mieli pomysłu. Nie spytała go, dlaczego piłkarze grają w krótkich spodenkach, co to jest spalony, albo dlaczego napastnik nie wchodzi na chwilę za bramkarza – jak czasami w hokeju. Wyraziła normalną opinię, w kulturalny sposób: nie macie pomysłu na atak. Słowak udzielił jakiejś idiotycznej odpowiedzi w stylu „pani się nie zna na piłce”, co oficjalny profil Legii uznał za „ciętą ripostę”. Co więcej, sytuacja na tyle męczyła Ondreja, że wrócił do niej po wielu tygodniach w rozmowie z „Piłką Nożną”: – Na pewno nie zna się na futbolu. Nie powinna w ogóle znajdować się w mixed zone, ani na trybunie prasowej, tylko gdzieś za stadionem.

To dobre! Dziewczyna zaczekała na swoją kolej i zadała pytanie (co w tym złego?). I po bardzo zasadnym pytaniu, jak pokazała przyszłość (gdy Legia w grupie mistrzowskiej nie mogła strzelić normalnego gola) wręcz proroczym, Duda doszedł do wniosku, że młoda dziennikarka nie zna się na futbolu. I co ciekawe, nie powinna być nie tyko w mixed zone, ale nie powinno być jej w ogóle na stadionie! Kto wie, może nawet nie powinna mieszkać w Warszawie!

2) Było tak: nasz dziennikarz poszedł zrobić wywiad z Nemanją Nikoliciem (i oczywiście zrobił), ale wcześniej spostrzegł go Maradona Tatr i Hamsik z Koszyc w jednej osobie, czyli Ondrej Duda. – Nie wstyd ci tu przychodzić? Po tym wszystkim? Nie licz, że znajdziesz tu przyjaciół! – krzyczał słowacki as, któremu naprawdę się wydaje, że dziennikarze szukają przyjaciół. Ondrejku kochany, przyjaciół to my mamy gdzie indziej. Ciebie po prostu obserwujemy i opisujemy. A ponieważ w 2015 dziewięćdziesiąt procent twoich występów było żenujących, to tak właśnie byłeś opisywany – jako piłkarz, który w 2015 roku grał żenująco.

***

A tak naprawdę Ondrej dwukrotnie nas zaorał i umieszczamy go tu wyłącznie w ramach odwetu.

Flavio Paixao i Jacek Kiełb

Za tę akcję:

Tadeusz Pawłowski

Bo nie rozumie, co to znaczy słówko „urlopowany”,
– bo nie nauczył się regulaminu rozgrywek, w których brał udział,
– bo stwierdził, że Wisła jest w stanie wygrać wszystkie mecze w 2016 roku,
– bo przegrywał ze Śląskiem do grudnia z powodu lipcowych meczów w pucharach,
– bo wciąż ma szansę (coraz mniejszą) spuścić z ligi dwa wielkie kluby w jednym sezonie.

Jacek Bąk

Gdybyśmy wybierali krowę roku, Bąk tytuł miałby w kieszeni. O baranka będzie musiał jednak powalczyć, choć – przyznamy szczerze – ma za sobą dosyć mocne argumenty. „Człowiek krowa” powrócił bowiem w pełnej krasie i postanowił zabawić się z dziennikarką „Przeglądu Sportowego” w grę pod tytułem: „O cokolwiek mnie zapytasz, powiem ci, jaki jestem bogaty”. Wprawdzie zapaliła nam się lampka ostrzegawcza, czy aby na pewno jest tak bogaty, gdy powiedział, że już mu się nie chce latać na wakacje, bo woli pojeździć rowerem po Lublinie, ale mniejsza z tym.

Szczególnie spodobał nam się ten fragment: „Gdy na policji powiedziałem, że żona ukradła mi półtora miliona złotych w brylantach z sejfu, to spojrzeli na mnie zupełnie inaczej”. No, też byśmy spojrzeli inaczej na kogoś, kto by nam powiedział, że miał w domu brylanty za 1,5 miliona złotych. Mówiąc konkretnie – spojrzelibyśmy jak na wariata. Ale wprost cudowny jest moment, gdy Jacek Bąk odpowiada na pytanie, czy wciąż uprawia sporty ekstremalne: „Na nartach też się wyjeździłem, w Austrii miałem 9 par sprzętu, 12 kurtek, 8 par spodni”.

Nie mógł odpowiedzieć – nie, już nie jeżdżę?

Kapituła konkursu „Piłki Nożnej”

Za przyznanie bramkarce Katarzynie Kiedrzynek nagrody w postaci vouchera na szkolenie z zakresu wołowiny kulinarnej. Odczytujemy to następująco: Fajnie dziewczyno, że grasz w piłkę, bardzo ci tego gratulujemy, ale już wracaj do kuchni. Nauczymy cię, jak się robi kotlety.

Angel Perez Garcia i Zdzisław Kręcina

Za pomysł na hit transferowy. Jesteśmy nawet w stanie uwierzyć, że ten szalony człowiek, Angel Perez Garcia, naprawdę skontaktował się z Puyolem (zapewne poprzez Twittera) i zakomunikował mu: – Hej, Carles, wprawdzie wiem, że nigdy w życiu nie rozegrałeś ani jednego meczu w innym klubie niż Barcelona i wiem, że zarabiasz kilka milionów euro rocznie, ale może wpadłbyś do Gliwic pograć za sto tysięcy? Zabiorę cię na dobrą kawę i modrą kapustę.

Panowie, jaki Puyol i jaki Piast? Radzimy następnym razem planować ruchy transferowe na trzeźwo, a jeśli to akurat nie jest warunek możliwy do spełnienia – to chociaż radzimy nie opowiadać o owocach waszych „narad” w prasie.

***

Ostateczny wybór pozostawiamy wam:

Fot. FotoPyK

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments