Już 21 października czeka nas premiera nowej książki Przemysława Rudzkiego. Nie będzie to typowa pozycja o futbolu, lecz zlepek opowieści, które dopiero zebrane razem dadzą wam pełen obraz tego, co autor chciał przekazać – przeniosą was do czasów dorastania dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków. Na blokowiska, gdzie wszystko kręciło się wokół piłki. Książkę oczywiście już możecie zamawiać w NASZEJ KSIĘGARNI (TUTAJ).

Jeśli masz 30 albo 40 lat, to może być książka o tobie

W najbliższych dniach zamieszczać będziemy fragmenty tej lektury. Poniżej pierwszy. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa SQN,

* * *

Truskawie podoba się jedna dziewczyna z sąsiedniego osiedla, ale nie ma odwagi do niej zagadać – jak to on. Zachowuje się, jakby nie był nią zainteresowany, to jego standardowa metoda na podryw. Wreszcie jednak udaje się, przy pomocy koleżanki z osiedla, która z kolei zna koleżankę Ewy, bo tak ma na imię obiekt westchnień naszego towarzysza, doprowadzić do tak zwanego zapoznania.

Ewa okazała się wyjątkowo otwartą osobą i Truskawa, niczym kiedyś w platformówkach, gdy chodziliśmy „na komputer” do Wąskiego, zalicza kolejne poziomy. Wszystko wydaje się zbyt łatwe – to ten moment, w którym zaczynasz węszyć podstęp i wypatrujesz katastrofy.

Dochodzi do niej siedemnastego lipca, w dniu, w którym Brazylia mierzy się z Włochami, a idol Truskawy Roberto Baggio gra turniej życia, holując Italię do finału.

– Przyjdę do ciebie wieczorem – Ewa szepcze do słuchawki i w normalnych okolicznościach chłopak skakałby ze szczęścia pod sufit, bo przecież rodzice wyjechali i to jest dzień, w którym można „przejść grę”.

Ale olbrzymia część Truskawy mówi „nie”, które tylko cudem nie wydobywa się z gardła. Dlaczego musiała wybrać akurat ten dzień? Kurwa, rok ma trzysta sześćdziesiąt pięć dni, to nie jest sprawiedliwe.
– Super, cieszę się bardzo – odpowiada z udawanym entuzjazmem.

Zrzut ekranu 2015-10-14 o 13.55.47Ewa rzadko bywa u niego w mieszkaniu. Od progu opowiada o jakiejś dziewczęcej aferze u niej w szkole, prosi o herbatę, album ze zdjęciami – cała ta procedura, jakże powtarzalna, mająca na celu zbliżyć do siebie młodych ludzi, płynie swoim rytmem. Zbliża się godzina meczu i Truskawa nerwowo zerka na telewizor.
– Słuchaj, a może sobie po prostu będziemy gadać, a ja tak w tle, po cichu, puszczę mecz, co? – zagaja nieśmiało.
Ewa patrzy zdziwiona. „Mecz” – przeklęte słowo.
– Wiesz, to jest finał.
Uwierzcie, że nic jej to nie mówi.
– Mistrzostwa świata.
Zero reakcji.
– Dobrze. – Uśmiecha się w końcu, uznając, że ta mała fanaberia nie może popsuć dobrze zapowiadającego się wieczoru. Przyszła tutaj z jasnym postanowieniem – pozwoli mu na dużo. Może nie aż na tyle, co to, to nie, ale na pewno na więcej niż komukolwiek. Maciek wydaje się w porządku, co w tym popierdolonym otoczeniu jest jednak sporą zaletą.

Pozwalają sobie na coraz więcej. Jego ręka wędruje na jej plecy. Jej ręce tego nie zabraniają. Sprawdzają siebie nawzajem. Ona – na ile on sobie pozwoli. On – na ile może sobie pozwolić. Ona się poddaje. On czuje, że może teraz zrobić wszystko. Prawie. Truskawa staje przed dramatycznym wyborem. Wie, że jednym ruchem może odsłonić piersi, że to, o czym jeszcze parę tygodni temu marzył – mało tego, co wydawało mu się zupełnie odrealnione – teraz jest, dosłownie, na wyciągnięcie ręki.

Przestaje ją całować, podnosi głowę. Roberto Baggio ustawia piłkę na jedenastym metrze. Uwielbia go, jest fantastyczny. Dostojny, piłkarz z klasą, artysta. Miał nie grać przeciwko Brazylii, doznał urazu, ale zdecydował, że da radę. Budda daje mu siłę. Jest, kurwa, tak oryginalny, z tą swoją frotką na ręku i tym kucykiem, że nie może być lepszego materiału na wielkiego idola.

„Musisz, musisz, musisz…” , Truskawa powtarza w myślach i pragnie z całych sił, żeby Ewa się zdematerializowała, żeby zniknęła, a najlepiej nigdy się nie pojawiła. I przeklina siebie w duchu, że nie powiedział: „Dzisiaj nie. Dzisiaj jest finał i koniec”.

Taffarel, brazylijski bramkarz, który wygląda jak wokalista Papa Dance, rzuca się nie w ten róg co trzeba, ale Baggio pudłuje.
– Nieeee… – mruczy Truskawa.
– Nie chcesz?

Ewa otwiera oczy i dopiero teraz zauważa, że chłopak, któremu jako pierwszemu pozwoliła posunąć się tak daleko, w ogóle na nią nie patrzy. Jego zaszklone oczy wlepione są w telewizor. Zrywa się szybko. Ubiera się i jest gotowa do wyjścia. On przeprasza. Oboje są zawstydzeni – to ten moment, kiedy młodzi ludzie dochodzą do wniosku, że trochę się jednak zagalopowali. Wieczór, który miał być triumfalny, zamienia się w porażkę na wszystkich frontach.

– Lepiej już pójdę. – Ewa robi dwa kroki w kierunku przedpokoju.
– Poczekaj, poczekaj. To nie tak.
– Coś ze mną jest nie tak? W porządku.
– Nie, to ze mną. Ja po prostu…
– Wiem, ty po prostu wolisz piłkę. – Ewa zawiesza głos. – Nie wiesz, co tracisz, i się nie dowiesz! – Teraz jej twarz naprawdę wyraża niepohamowany gniew i Truskawa aż się kurczy wewnętrznie, bo nie spodziewał się, że tak delikatną istotę stać na taką złość.
– Słuchaj, zaraz ci wytłumaczę, od razu powinienem był powiedzieć…

Ale ona nie słucha. Stoi gotowa do wyjścia i robi coś, czego sama się po sobie nie spodziewa. Wskazuje palcem na telewizor, w którym faceci ubrani na żółto tańczą z pucharem, a ci na niebiesko płaczą i leżą na ziemi.
– Naprawdę wolisz to… – zawiesza głos, podnosi seledynową bluzkę i pokazuje dwie kształtne, młode, cudowne piersi – od tego? No to gratuluję. – Po czym z hukiem trzaska drzwiami.
„Gratuluję” – to słowo do końca życia będzie się Truskawie źle kojarzyć. Przy wszystkich nagrodach i awansach, jakie w przyszłości wywalczy, wszystkich dyplomach, podwyżkach, sukcesach, każde „gratuluję” będzie poczytywał za gorzką ironię.

Aby zamówić książkę „Futbol i cała reszta”, kliknij TUTAJ.

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments