Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że od kilku ładnych lat każda przerwa na mecze reprezentacji narodowych wiąże się się z całymi tomami referatów na tematy polityczno-społeczne. Zresztą, czasem nie potrzeba nawet przerwy na kadrę. A to ukraińskie zespoły lądują nagle w lidze rosyjskiej, innym razem antyalbańską prowokację szykują na trybunach Serbowie, jeszcze kolejny tydzień przynosi zadymy na tle stosunku do statusu Korsyki w ramach Francji.

Jeśli przerwa na kadrę, to i skandale z polityką w tle

Piątek z drużynami narodowymi nie stanowił wyjątku od tej reguły. Gdy na scenę wjeżdża tożsamość dwóch narodów – o iskrę nie jest wcale ciężko. Tym bardziej, że trybuny piłkarskie w naturalny sposób wzmagają poczucie dumy z własnej historii.

Na pierwszy ogień – Albania. Te gagatki bowiem od ponad roku są na językach w związku ze specyficznym zachowaniem trybun podczas ich spotkań. Nie chcemy po raz setny wracać do legendarnego już drona nad stadionem w Belgradzie, ale… chyba musimy. Pierwszy mecz Serbia – Albania, wiadomo że w tle tradycyjnie konflikt obu narodów o Kosowo, według Serbów – kolebkę ich państwa, według Albańczyków – niepodległe terytorium, docelowo część „Wielkiej Albanii”. UEFA oczywiście przewidziała, że może być gorąco, dlatego w Belgradzie nie stawili się kibice gości.

Zamiast tego jednak nad murawę wleciał… dron. Dron, z podczepioną flagą „Wielkiej Albanii”, czyli właśnie nacjonalistycznego projektu zakładającego znaczne poszerzenie granic sąsiada. Także o terytorium sąsiada. Jeden z serbskich piłkarzy zerwał sztandar, gdy tylko dron zleciał bliżej murawy, wtedy zaś rzucili się na niego Albańczycy. Dalej wszystko poszło niczym domino – na murawie pojawili się kibice z Belgradu, a po chwili po mordach prali się już wszyscy ze wszystkimi.

UEFA postanowiła ukarać po tym meczu Serbów karą odjęcia trzech punktów za uchybienia organizacyjne, ale wynik zweryfikowano jako zwycięstwo gospodarzy z uwagi na odmowę dalszej gry przez pobitych Albańczyków. W teorii miało być to salomonowe rozwiązanie – Serbów ukarano za haniebne zachowanie kibiców, Albańczyków za drona i bójki, w których piłkarze wcale nie ustępowali fanatykom z Serbii. Werdykt zmieniło jednak CAS. Trybunał Arbitrażowy w Lozannie stwierdził bowiem, że wina leży w całości po stronie organizatora, a ani walka piłkarzy o sztandar, ani dron nie mogą obciążyć zespołu gości. Utrzymano decyzję dotyczącą Serbów, którym odjęto trzy punkty, ale dodatkowo stracili kolejne trzy za walkower. W efekcie po pięciu meczach mieli na koncie… minus dwa „oczka”.

I teraz epilog. Otóż przed meczem Albanii z Danią piłkarze gospodarzy postanowili… cyknąć sobie foto z operatorem drona, który ugrał im trzy punkty w eliminacjach (na marginesie, więcej niż Grecja).

Gość faktycznie wydatnie przyczynił się do dobrego wyniku Albanii w tych eliminacjach, więc nie dziwi, że jest bohaterem. Pytanie tylko… czy na pewno piłkarze powinni brać udział w tego typu incydentach? Patrząc na wszystko z dystansu – to gość, który z nacjonalistyczną flagą uderzającą w Serbów sprowokował dość sporą zadymę, w której zresztą ucierpieli także zawodnicy. Zresztą – jak się okazało – był to tylko wstęp. Na albańskich trybunach podczas meczu pojawiły się flagi, które nie pozostawiły wątpliwości co do postrzegania całej sytuacji.

http://s30.postimg.org/8pucyp0k1/11988226_1063389803673896_5274391384281453236_n.jpg

UCK. Armia Wyzwolenia Kosowa, zbrojna organizacja złożona z Albańczyków walczących o niepodległość Kosowa. Zasłynęła między innymi z serii zamachów na obozy serbskich uchodźców. Szybko okazało się zresztą, że walczy tak naprawdę nie o Kosowo, ale o realizację projektu „Wielkiej Albanii” – jej członkowie walczyli między innymi na terenie Macedonii. Kontrowersji dodawał fakt, że Departament Stanu USA zarzucał UCK korzystanie z funduszy pochodzących z handlu heroiną.

Jakkolwiek postrzegać UCK – dla Albańczyków to bowiem przede wszystkim bojownicy o wolność, którzy bardzo wydatnie przyczynili się do odbicia Kosowa z rąk Serbów – ich flaga na trybunach wymusi z pewnością reakcję UEFA. Tym bardziej, że wszystko dzieje się w okresie, gdy gloryfikowany jest bohater „afery dronowej”.

*

Od polityki zaczęły się również burdy, które trwały całą noc w Budapeszcie. W stolicy Węgier spotkali się lokalni chuligani ze wszystkich klubów, z których duża część śledziła mecz na telebimie, Rumuni, którzy zresztą pobili się między sobą na trybunach stadionu oraz… imigranci. Ta ostatnia grupa mogła stać się łatwym celem dla obu grup kibiców, zresztą samemu nie stroniąc od konfrontacji. Efekt? Kilka, a może raczej kilkanaście godzin mniejszych i większych walk. Przed meczem, na trybunach, tuż po meczu.

Skąd ta nienawiść Rumunów i Węgrów? Pisaliśmy o tym dość szczegółowo W TYM MIEJSCU. Skrót? Telegraficzny:

1848 – W Powstaniu Węgierskim, w którym udział biorą również Polacy, Rumuni opowiadają się po stronie Cesarstwa Austrii, po stłumieniu powstania walczą o szereg praw, od miejsc w parlamencie, po równouprawnienie języka rumuńskiego na spornych terenach
1867 – Węgrzy cofają prorumuńskie decyzje sprzed dwudziestu lat
1920 – traktat w Trainon, dla Węgrów tragiczny, dla Rumunów znakomity – Siedmiogród jest włączony w obszar Rumunii
1947 – pokój paryski, ponownie przedmiotem negocjacji były między innymi spory rumuńsko-węgierskie o terytorium Siedmiogrodu
koniec lat osiemdziesiątych – reżim Ceaușescu represjonuje członków węgierskiej mniejszości
od obalenia komunizmu aż do dziś – debaty na temat praw, autonomii i traktowania Węgrów w Siedmiogrodzie, podszyte węgierskim nacjonalizmem, który postuluje także rewizję granic
2013 – wielkie bitwy na ulicach Bukaresztu przy okazji meczu Rumunii z Węgrami

Okej, przebiegliśmy po tematach wyjątkowo pobieżnie, tak czy owak jednak – ostatnie dwa wieki to ciągłe kłótnie Rumunów i Węgrów, z początku o Siedmiogród, dziś już o każdy możliwy temat. Warto przy tym pamiętać, że to już nie tylko polityczne targi, czy wojny nacjonalistów – to niechęć dwóch narodów, którą w ostatnich latach szczególnie dobrze widać właśnie podczas meczów piłkarskich.

Co stało się wczoraj? To co zwykle. Węgrzy szukali Rumunów po całym mieście, próbowali się do nich dostać na sektorach, a ostatecznie – zrezygnowani – uznali, że to dobry moment, by porozmawiać z imigrantami na dworcu.

Zdecydowanie, piłka nie ma szans na uwolnienie się od polityki. Na horyzoncie majaczy już przecież październikowy rewanż Albanii z Serbią…

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments