Dyrygentem czołowy piłkarz minionego sezonu na Słowacji, a wokół niego ludzie, których oszlifowała miejscowa akademia. Koniec z zagranicznym szrotem, zaglądającym częściej na swój rachunek bankowy niż do klubowej siłowni. Nowe Zagłębie ma jasną strategię i na dobre chce wkomponować się w krajobraz… grupy mistrzowskiej.

Nowe, lepsze Zagłębie? W szatni przewodzić mają… kibice

PRUSZKOW 15.10.2014 MECZ 1/8 FINALU PUCHAR POLSKI SEZON 2014/15 --- 1/8 FINAL OF POLISH CUP FOOTBALL MATCH: ZNICZ PRUSZKOW - ZAGLEBIE LUBIN 2:1 PIOTR STOKOWIEC FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

Praca u podstaw to wyjątkowo chętnie powtarzane hasło w trenerskiej przygodzie Piotra Stokowca. Pewnie jeszcze nieraz będziemy mieli okazję uśmiechnąć się, słysząc doniosłe epitety trenera, jednak analizując jego pracę w Lubnie bynajmniej nie ma się do czego przyczepić. W sezonie 2013/2014 przejął rozbity po Lenczyku zlepek piłkarzy, kilka razy dostał od rywali w zęby i musiał przyjąć na klatę żale wylewane przez kibiców i media. Chwilę później rzeczywiście rozpoczął tę pracę u podstaw i choć potrzebował na to sporo czasu, dziś ma zespół gotowy do gry w ekstraklasie. Zespół tańszy, bardziej ambitny i mający przed sobą naprawdę ciekawe perspektywy. 

Po kolei, według formacji: Rodić, Rymaniak, Widanow, Banaś, Bilek, Dżinić, Abwo, Bertilsson, Curto, Piech. Dziesięciu piłkarzy z pokaźnym dorobkiem ekstraklasowych występów, czy to w Polsce, czy w silniejszych zagranicznych ligach. Z nimi chwilę po rozpoczęciu pracy w Lubinie Stokowiec musiał się pożegnać. W zamian ściągnął Pawła Stolarskiego, który szybko się posypał. Zastąpił go nieprzygotowany Jakub Tosik, a z II-ligowej Calisii wrócił Konrad Forenc. Zimą zespół wzmocnili jeszcze Aleksandar Todorovski oraz niegrający w Pogoni Maciej Dąbrowski, który lada dzień powinien jednak przenieść się do Turcji (więcej przeczytacie TUTAJ).

Przewodzą sami swoi

Warunki do pracy łatwe nie były, a obowiązkiem tej drużyny był powrót do ekstraklasy. Udało się w bardzo dobrym stylu, przy okazji budując fundamenty pod zespół, który w podobnym kształcie może funkcjonować nie przez jeden sezon, a może i kolejnych pięć. Dziś przede wszystkim widać, że jest to paka, która rozumie się bez słów. Paka razem uciekająca z juniorskich zgrupowań na miejscowe dyskoteki czy dzieląca ze sobą jeden pokój w internacie. Adrian Błąd z Arkadiuszem Woźniakiem wciąż mieszkają ściana w ścianę, w domu dwurodzinnym na jednym z lubińskich osiedli.

Pamiętamy, jak rok temu Piech w mocnych słowach wykrzykiwał dziennikarzom, co sądzi o zagranicznym zaciągu Zagłębia. Jak kibice „pouczali” swojego piłkarza, a w trakcie meczów nie mogli zdzierżyć braku zaangażowania u większości obcokrajowców. Od tego sezonu pewne jest, że jeśli dojdzie do jakichkolwiek waśni między kibicami a piłkarzami, to będą one wyjaśniane w zarodku. Zresztą, o czym tu mówić, skoro liderami „Miedziowych” na boisku  i poza nim mają być… właśnie kibice. Bo przecież Błąd, Woźniak, czy Forenc to goście, którzy za mistrzowską ekipą Zagłębia z 2007 roku pojechali na niejeden mecz wyjazdowy, a w pytaniach o klub, dla którego na pewno by nie zagrali są jednogłośni – Śląsk Wrocław. Głównie z tego powodu Stokowiec nawet nie oddał głosu drużynie i sam postanowił, że kapitanem lubinian będzie Konrad Forenc. Tak, 23-letni bramkarz, który ekstraklasowych boisk nawet nie powąchał. – W tym nie widzę najmniejszego kłopotu. Znam Konrada i wiem, że ta opaska doda mu jeszcze więcej animuszu przed sobotnim debiutem w ekstraklasie przeciwko Podbeskidziu – mówi nam Piotr Stokowiec.

W kadrze są tak doświadczeni zawodnicy, jak Łukasz Piątek, czy Lubomir Guldan, ale to Forenc jest głównym mediatorem w kontaktach z kibicami. Już w ostatnim roku miał wielki wpływ na to, że fani znów są z Zagłębiem. Poza faktem, że solidaryzuje się z trybunami, dołożył sporą cegłę do awansu. Wiosną puścił tylko dwa gole i zabukował sobie miejsce w wyjściowym składzie na sobotni mecz z Podbeskidziem. Nawet podczas negocjacji z potencjalnymi kandydatami do bramki „Miedziowych”, dyrektor Burlikowski zaznaczał, że początek swojej przygody z Zagłębiem rozpoczną na ławce. – Nasz nowy bramkarz Martin Polacek zaakceptował tę rolę. Nie ukrywaliśmy, że pierwszym wyborem będzie Forenc, a Polacek ma dbać o to, żeby młodszy kolega czuł oddech na plecach i cały czas się rozwijał – zaznacza Piotr Burlikowski.

Wolał Zagłębie niż Chiny

Jeszcze w grudniu dyrektor deklarował nam, że Zagłębie prędko nie zrezygnuje ze swojej polityki. Budowy poważnego klubu na bazie wychowanków, regularnego podnoszenia poziomu zespołu w oparciu o prężnie rozwijającą się akademię. Wrócili do ekstraklasy i póki co dotrzymują słowa – stawiają na miejscowych, ale w uzupełnieniu o zawodników, którzy naprawdę wzmocnią zespół. Polacek ma być tylko zastępcą Forenca, jednak Krzysztof Janus i Jan Vlasko od pierwszej kolejki mają swoją grą spłacać wydawane na nich pieniądze. Blisko porozumienia jest także Damian Zbozień. Jednak to Vlasko skupia dziś największą uwagę. Wyciągnięto go ze Spartaka Trnava, gdzie w minionym sezonie uzbierał jedenaście goli i trzy asysty. Zwłaszcza bramka z 50. sekundy pozwala wierzyć, że do polskiej ligi przyszedł Słowak, który lada moment może narobić sporo szumu.

– Chciały mnie Wisła i Cracovia. Miałem też oferty z tak egzotycznych kierunków, jak Chiny czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Polska liga jest mocniejsza niż słowacka, a ja chciałem wykonać kolejny krok naprzód. Zagłębie daje mi bardzo dobre perspektywy i mam nadzieję, że gra w Lubinie pozwoli mi się rozwinąć. Słyszałem, jak dobrze radzą sobie w Polsce Ondrej Duda i Robert Pich. Do Zagłębia przekonywał mnie Lubomir Guldan, dobre słowa o sytuacji panującej w klubie przekazał mi również Boris Godal – mówi Vlasko, który ma być boiskowym mózgiem Zagłębiem. Nie ma co ukrywać, że od pierwszego występu na jego grę wszyscy będą zerkać z podwójną uwagą. Lubinianie już tyle razy napsuli sobie krwi zagranicznymi zaciągami i dziś nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że Vlasko na Dolnym Śląsku może nie odpalić.

Rewolucja popłaci?

– Zagłębie nigdy nie przynosiło naszej firmie profitów, a i sam image KGHM przez, bądź co bądź, nie do końca akceptowalne wyniki, był tracony – mówił rok temu prezes KGHM Herbert Wirth. Po tych słowach w Lubinie zatrzęsła się ziemia, a w klubie zadawano sobie pytanie, czy aby na pewno potężny sponsor nie zamierza osierocić Zagłębia. Po piłkarskim bajzlu w Lubinie zostały już tylko wspomnienia. Kadra? Tylko sześciu obcokrajowców i aż piętnastu zawodników związanych z klubem już od wieku juniora. W ciągu roku „Miedziowi” nie przemeblowali składu. Doszło do kadrowej rewolucji i nie ma nawet sensu porównywać drużyny, która spadła z ekstraklasy z tą, która wygrała pierwszą ligę.

– Potrzebujemy dwóch, trzech meczów w ekstraklasie, dzięki którym kibice nabiorą do nas większego zaufania. Chcę, aby moja drużyna grała atrakcyjnie i jestem pewny, że ci piłkarze dla Zagłębia będą grać z sercem – mówi Piotr Stokowiec.

W nowym sezonie w Lubinie gorzej nie będzie, bo najzwyczajniej gorzej niż przed rokiem już być nie może. Dziś cele Zagłębia sięgają miejsca w pierwszej ósemce. Plan realny, a jeśli się powiedzie, to tym mocniej utwierdzi nas w przekonaniu, że dobrze czasem oberwać po głowie, by w końcu zakasać rękawy i rozpocząć coś nowego. Już na zdrowych zasadach. Bez kominowych pensji, zblazowanych gwiazd i piłkarzy, poszukujących witalności na praskich dyskotekach. 

MICHAŁ WYRWA