Bogdan Straton przeżywa właśnie nerwowy poranek. Rumun, którego unieśmiertelniliśmy nazywając jego imieniem nagrodę dla największego piłkarskiego szrotu sprowadzonego nad Wisłę, może utracić to prestiżowe miano. Choć Straton był bezużytecznym turystą, który z pasją zwiedzał ekstraklasowe trybuny za dwadzieścia tysięcy miesięcznie, a którego transfer nie budził nadziei ani przez ułamek sekundy, to jednak Vladimir Karalić ma papiery na to, by Stratona zagiąć. Pojedynek na szczycie, starcie gigantów, ale z którego faktycznie Bośniak może wyjść zwycięsko – nie tylko okazał się parodystą czystej wody, ale zakup tego asa może za chwilę pogrzebać Polonię Bytom.

Szrot historyczny. Turboogór Karalić może pogrzebać Polonię Bytom

Moment nie mógłby być gorszy. Polonia właśnie awansowała do II ligi, w dodatku robiąc to w niezłym stylu. Oglądaliśmy jej baraże z Wartą i promocja należała się bytomianom jak psu zupa, kibice też robili imponujący kocioł, nawet na wyjeździe. Gołym okiem widać, że piłka w Bytomiu wychodzi na prostą, że Polonia wraca na piłkarską mapę Polski.

A teraz taki gong. Bytomianie nie rozliczyli Karalicia, więc FIFA kazała zapłacić Bośniakowi 170 tysięcy euro, w dodatku pokryć jeszcze koszty prowadzenia sprawy. Łącznie uzbiera się blisko milion złotych kary (zaległości?), które trzeba zapłacić w przeciągu miesiąca, bo jak nie, to Polonia zacznie sezon z sześcioma punktami ujemnymi. Wyrok do przeżycia? Być może, ale a jeśli dalej będą zwlekać z zapłatą, to zostaną wyrzuceni z ligi. Tu nie ma przebacz, płać albo płacz. A przecież takiej kwoty w kasie na pewno nie ma.

Sprawa jest tym bardziej kuriozalna, że Karalić to klasyczny przykład turboogóra. Sprowadzony do Bytomia zimą 2010 (dostał dwa i pół roku kontraktu!), by potem wiosną nie powąchać murawy w Ekstraklasie ani przez minutę, a prezentować piach nawet na tle dzieciaków w Młodej Ekstraklasie. Chodzący synonim piłkarskiej bezużyteczności, który potem wylądował w niższych ligach bośniackich, a nie zagrzał miejsca nawet w Sun Pegasus FC, czyli ekipie z Hong Kongu. A teraz, wybaczcie dosłowność, tak chujowy piłkarz może przesądzić o losie całego klubu. Natknęliśmy się na wymowny raport z meczu Polonii w ME, opatrzony komentarzem „Vladimir Karalić – najprawdopodobniej największa transferowa pomyłka zimy”; jakie to z perspektywy niedopowiedzenie, skoro Bośniak nie zwalnia tempa, jego ranga rośnie, za chwile może być największą transferową pomyłką w historii klubu, jeśli nie jedną z największych ogółem w Polsce. Ale żeby było jasne: nie mamy do chłopa pretensji, nikomu pistoletu do skroni nie przystawiał przy negocjacjach kontraktowych, tylko walczy o swoje.

Dzwoniliśmy do Bytomia i nie ulega wątpliwościom, że sprawa jest poważna. Na pewno nie do zbagatelizowania, zamiecenia pod dywan. Nastroje pozostają jednak bojowe, Polonia zapowiada walkę, a nawet powołuje się na to, że była już w gorszych opałach, a dała sobie radę. W kuluarach mówi się, że bytomianie spróbują dogadać się polubownie z zawodnikiem albo odwołać do sądu wyższej instancji.

Życzymy powodzenia, szkoda byłoby, aby sprawa Karalicia wtrąciła do grobu wznoszący się z kolan, zasłużony klub. Szczególnie, że to bąk puszczony przez dawną ekipę, a z którym radzić sobie musi obecne kierownictwo, które sporo dobrego już dla klubu zrobiło.

Fot: poloniabytom.com.pl