Jakże komicznie brzmią dziś wszystkie apele FIFA i UEFA o powstrzymanie się kibiców, piłkarzy czy działaczy od zabierania głosu w jakichkolwiek sprawach powiązanych z polityką? Sekowali i atakowali najdrobniejsze przejawy mieszania polityki do sportu, przeszkadzały im niepoprawnie polityczne flagi od Warszawy po Buenos Aires, a w końcu dym w ich strukturach wywołała właśnie twarda, zimna, bezduszna polityka.

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Sepp Blatter bez większego maskowania się jeszcze w piątek mówił: „wiem, że nie byłoby tej całej afery, gdyby nie nasze decyzje o przyznaniu Mistrzostw Świata Rosji i Katarowi”. Prosty komunikat. Naraziliśmy się nie misiom tłustszym nawet od katarskich szejków i rosyjskich oligarchów. Poszliśmy o krok za daleko. Nie wierzę, że Blatter nie wiedział o takich transakcjach, jak ujawniona w ostatnich dniach dotacja rządu RPA dla „funduszu na rzecz rozwoju karaibskiego futbolu”. Nie wierzę, że przez lata nie uchodził tej organizacji płazem cały szereg podobnych szwindli i szwindelków.

Wtedy jednak kasa płynęła ze źródeł, które nie narażały interesów największych państw świata z szeryfem USA na czele. Jeśli spojrzy się na organizatorów ostatnich mistrzowskich turniejów widać doskonale, że to – pod względem polityki – bardzo neutralne wybory. Korea Południowa i Japonia, czyli kawałek Europy w dalekiej Azji. RPA, czyli kawałek Europy w dalekiej Afryce. Spore uproszczenia, ale jednak – Korea Południowa to „ta dobra” Korea, RPA to nie żadna Rwanda czy inna Gambia z lokalnym bonzo na czele.

Ale już Rosja i Katar, to wybory bardzo polityczne. W dodatku podjęte w najgorszym z możliwych momentów, gdy Władimira Putina cała Europa traktuje z mieszanką zazdrości, strachu i nienawiści, a z Kataru taśmowo wyjeżdżają trumny robotników, którzy nie znieśli przepracowania w fatalnych warunkach.

Trudno winić FIFA, że ta piękna bajka kończy się w tak tragiczny sposób. W końcu Igrzyska w Pekinie i w Soczi odbyły się bez przeszkód, a dotychczasowe biznesiki z przeróżnej maści Jackami Warnerami i jemu podobnymi pozostawały poza obszarem zainteresowania służb czy rządów. Działacze FIFA mogli się rozzuchwalić, skoro nikt się nie czepiał ich drobnych „legalnych” dotacji z ostatnich dekad, to dlaczego mieliby nie spróbować grubszego kalibru. Pech chciał, że i Rosja, i Katar, to państwa o zdecydowanie innej reputacji niż dotychczasowi gospodarze mistrzowskich turniejów.

Ciężko teraz roztrząsać, czy Blattera do dymisji zmusiła coraz mocniej zaciskająca się wokół niego pętla złożona z aresztowanych wiceprezesów i szóstki baronów, za którymi Interpol rozesłał listy gończe, czy może furia sponsorów, zniesmaczonych aktualnym wizerunkiem FIFA. Jedno jest pewne – Blatter doskonale wie, że jednak przegrał z polityką. Wie, że poniósł porażkę w nierównej walce o oderwanie biznesu od anachronicznych, narodowych konfliktów. Nie podołał. Tak olbrzymich fortun nie da się zarabiać w kompletnym odcięciu od dzikiego świata rządów i służb. Albo raczej: służb i rządów.

Cała piłka nożna powinna wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość. Jeśli na wyobraźnię nie działały kluby z Krymu grające w trzeciej lidze rosyjskiej, jeśli na wyobraźnię nie działały wydarzenia wokół meczu Serbii z Albanią, teraz środowisko piłkarskie na własne oczy widzi, że nie da się być kompletnie apolitycznym. Że tak naprawdę apolityczność to też zajęcie stanowiska. Jasne, możemy przyjąć, że FBI po prostu dopiero teraz wpadła na trop przeróżnych przekrętów w FIFA i zupełnie bez związku z nadchodzącymi mistrzostwami w Rosji postanowiła zająć się Warnerami i innymi karaibskimi biznesmenami. Nie da się tego wykluczyć.

Jeśli jednak już dziś Rosja reaguje oficjalnymi stanowiskami na to, co dzieje się w FIFA – widać, że sytuacja jest poważna. Jeśli Rosja tuż przed wyborami na prezydenta tej organizacji oficjalnie popiera jednego z kandydatów – widać, że to nie jest już tylko sprawa piłkarskiego środowiska.

Niektórzy spekulują, że Putin ostatecznie nie zorganizuje tych swoich wyśnionych mistrzostw, że pod tym, czy innym pretekstem – kto wie, może z zakulisowym wpływem ze strony amerykańskich służb – FIFA odbierze Moskwie mistrzostwa. Inni przekonują, że chodzi o ukręcenie mundialu 2022, w Katarze. Jeszcze kolejni debatują, czy wobec zmiany kursu w FIFA, zwiększy się znaczenie Europy. Wszystkie spekulacje łączy zaś jedno: nikt już nie udaje, że FIFA to ponadnarodowa, apolityczna organizacja działająca obok (ponad?) przyziemną polityką.

I bardzo dobrze, bo im szybciej wyjdzie na jaw tło całej tej sytuacji i im szybciej wyjaśnią się wszystkie wątpliwości wokół – chociażby – kulisów przyznawania praw do organizacji mundialu Rosjanom – tym lepiej. Dla piłki, ale i dla świata, także dla nas, Polaków, których racją stanu jest słabość „matuszki”. Tak, osłabianie rywali politycznych za pomocą futbolu to – przynajmniej w tak rzucającym się w oczy wymiarze – pewna nowość, ale taka jest rzeczywistość.

Po prostu. Koniec złudzeń. Kolejny front zimnych wojen bezustannie toczących się gdzieś za kulisami. Ale i początek czegoś nowego. Jeśli bowiem prawdziwą okaże się teza o wmieszaniu się w sprawy FIFA służb wyłącznie przez kontrowersyjne wybory gospodarzy mistrzostw – jaką mamy pewność, że po przyznaniu prawa do organizacji MŚ w 2026 roku Anglii czy Izraelowi, do akcji nie wkroczy rosyjskie FSB?!

*

Skandal w polskim szkolnictwie! Niezawodne natemat.pl wykryło trop olbrzymiej afery w środowisku nauczycielstwa polskiego, która mogła przesądzić o wynikach wyborów prezydenckich! Dziennikarze śledczy z uznanego portalu satyrycznego dotarli do uczniów, którzy pożalili im się, że nauczyciele mają prawicowe poglądy.

W moim liceum o tym, jaką tragedią był Okrągły Stół i że przodkowie PO zwalczali Żołnierzy Wyklętych uczę się prawie na każdej lekcji historii i WOS-u. Uczy ta sama nauczycielka, która nawet od czasów antycznych potrafi płynnie przejść do swoich wspomnień, jak to w PRL-u pracowała przy powielaczu. Jej ulubiona śpiewka jest o tym, że harowała więcej od Borusewicza, a ten ją potem zdradził. Generalnie ją i jej przyjaciół to wszyscy zdradzili. Od wspomnianego Borusewicza po dyrektora, którego syn jest działaczem PO.

Jak podkreśla mój rozmówca, on polityką interesował się już od wczesnego gimnazjum i ma dość wyrobione poglądy, ale wielu jego kolegów ciągle krytykującą dorobek III RP nauczycielkę wręcz ubóstwia. – Szczególnie ci, którzy zalewają Facebooka tysiącami bzdurnych memów z jakimiś dramatycznymi danymi czy cytatami z popularnych polityków, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Cieszę się, że jeszcze tylko kilka tygodni do rozdania świadectw, bo atmosfery w wyborach nie dało się znieść. Non-stop gadanie o Kukizie, Korwinie i Dudzie jako o bohaterach – dodaje licealista.

Rozmówca dziennikarza portalu natemat.pl jest lepszy, od „spaczonych” przez „stronniczych” nauczycieli kolegów, bo polityką interesował się od wczesnego gimnazjum i zapewne już wtedy rozumiał, jak ważne jest odebranie Polski podpalaczom z PiS-u i innych prawicowych partii. Niestety, takich jak on jest niewielu. Większość bowiem wierzy w bajki wrednych historyków, którzy przekonują, że Jaruzelskiemu nie należał się pogrzeb z honorami, a Żołnierze Wyklęci nie byli awanturnikami, ale bohaterami ściganymi przez zbrodniczy system.

No kurwa.

Idzie się załamać. Cały tekst znajdziecie TUTAJ, natemat.pl zdaje się ubolewać nad faktem, że młodzi ludzie dowiadują się o historii, do której przecież „nie ma co wracać”. Ta sama, stara śpiewka. Nie rozdrapujmy ran, patrzmy w przyszłość. Boli ich, że na WOS-ie, historii czy języku polskim nauczyciele przedstawiają rzeczywistość. Rzeczywistość, w której Kiszczak jest bezkarny, w której wciąż funkcjonują ludzie budujący poprzedni system, w której wciąż świetnie czują się postkomuniści. To nie jest wygodne, gdy krok po kroku i lekcja po lekcji omawia się zbrodnie komunistów i sytuację ówczesnych katów w wolnej Polsce po 1989 roku. Ale przecież to nie kłamstwo. To nie „prawicowa manipulacja” i „pranie mózgów”, ale przedstawianie faktów. Prawda jest prawicowa?!

Długo nawet nie przyszło mi do głowy sprawdzać, jak politycznie formowane są dzieci, ale zaczęłam się niepokoić, gdy mój 14-letni syn zaczął nosić ciuchy, które dotąd kojarzyłam z marszami nacjonalistów. Jak się okazało, kieszonkowe na t-shirty z napisem „Better dead than red” i inne takie souveniry „patriotyczne” wydał okazjonalnie, bo po zniżce za hurtowe ilości kupił je prawie całej klasie pan od WF-u.

„Better dead than red”. Faktycznie, nauczyciel powinien beknąć za krzewienie takich haseł mocniej, niż gdyby dilował wśród dzieciaków narkotyki.

Urocza jest ta furia „elit”, że tracą młode pokolenie. W dodatku tracą nie za sprawą „manipulacji opłacanych skurwysynów” w Internecie, ani nie za sprawą „indoktrynujących młodzież nauczycieli”. Tracą za sprawą swoich wyborów z przeszłości, swojego zachowania w teraźniejszości i swoich wizji przyszłości. Które po zdjęciu parasola ochronnego roztaczanego przez media głównego nurtu coraz częściej przeciekają do młodzieży.

Wkurwionej młodzieży w patriotycznych koszulkach, która już nie potrzebuje formatowania rzeczywistości przez TVN, celebrytów, nauczycieli, ani kogokolwiek innego.

JAKUB OLKIEWICZ

Fot. msobczynska.pl