Po porażce w Portugalii wiele osób skreślało już Bayern w tej edycji Ligi Mistrzów. Pojawiły się głosy o kryzysie Bawarczyków, niektórzy wieszczyli, że Guardiola może po sezonie pożegnać się z pracą, jeśli nie zdoła awansować do kolejnej rundy. Niemcy odpowiedzieli na krytykę w najlepszy możliwy sposób – absolutnie zmiażdżyli Porto, nie pozostawiając złudzeń co do tego, że są lepszą drużyną. Bayern był dzisiaj po prostu wielki.

Kosmiczny mecz Bayernu i Lewego, Porto wgniecione w murawę

Pierwsze 45 minut to był prawdziwy Blitzkrieg. Bayern dominował od pierwszych minut, a z biegiem czasu stawał się coraz groźniejszy. Pressing, pressing, pressing, bez wytchnienia. Portugalczycy byli oszołomieni i sprawiali wrażenie ludzi, którzy nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co wokół nich się dzieje – a już na pewno nie mają pomysłu jak taką nawałnicę zatrzymać.

Zresztą, czy ktokolwiek zdołałby to zrobić? Bawarczycy zagrali dzisiaj po prostu kosmiczny futbol. Działali jak jeden ekstremalnie wytrenowany organizm. Tak jak tydzień temu brakowało chemii pomiędzy ofensywnymi piłkarzami Bayernu, tak dzisiaj Lewandowski, Goetze i Muller grali ze sobą jakby znali się od dziecka. W niektórych akcjach prezentowali niesamowite zgranie i wyczucie. Zresztą dotyczy to całej niemieckiej drużyny, a zgranie to było widać zwłaszcza przy pierwszej bramce Roberta Lewandowskiego, którą poprzedziło dwadzieścia pięć podań piłkarzy Bayernu. Kosmos.

Image and video hosting by TinyPic

Bayern królował na murawie i panował w przestworzach. Dość powiedzieć, że trzy pierwsze bramki Niemcy zdobyli po strzałach głową – po takim wyczynie spokojnie mogliby zmienić nazwę na FC Luftwaffe Monachium. Porto na ten mecz po prostu nie dojechało, Portugalczycy przegrywali w pierwszej połowie praktycznie wszystkie pojedynki jeden na jednego, odstawali pod względem fizycznym, a z każdą traconą bramką w ich oczach było widać coraz większy strach. Piłkarze Smoków nie myśleli o tym, by gonić wynik, ich głowę zaprzątało tylko to, jak nie wpuścić kolejnego gola. Widać to zresztą na heatmapie z pierwszych 45 minut.

Image and video hosting by TinyPic

W drugiej połowie Portugalczycy wyglądali już odrobinę lepiej, pytanie tylko czy nie wynikało to z tego, że Bayern mając w kieszeni taką zaliczkę trochę odpuścił już sobie pogoń za kolejnymi bramkami. Jednak nawet gdy Porto zdobyło bramkę na 1:5, dającą im choć iluzoryczną szansę na wywalczenie awansu, to i tak nie było wątpliwości co do tego, kto zagra w półfinale.

Słowa uznania należą się po tym meczu Robertowi Lewandowskiemu. Polak zagrał genialne spotkanie, nieustannie przestawiał rywali, wygrał mnóstwo pojedynków bark w bark, a obrońcy Porto zupełnie nie potrafili sobie z nim poradzić. Podawał, dryblował, strzelał – po takich meczach trudno nie mieć wrażenia, że Lewandowski jest jedną z najlepszych (najlepszą?) klasycznych dziewiątek na świecie. Szkoda tylko, że nie udało mu się dzisiaj skompletować hattricka, zwłaszcza że w dwóch sytuacjach po prostu zabrakło Robertowi odrobiny szczęścia. Licząc od sezonu 2012/13, Lewandowski jest trzecim najlepszym strzelcem w Lidze Mistrzów, ustępuje tylko Messiemu i Ronaldo. Po prostu klasa.

Na Camp Nou obejrzeliśmy egzekucję, a nie mecz. Wszyscy dziś będą mówić o demolce jakiej dokonał Bayern, podkreślać, jaką moc potrafi mieć monachijska maszyna, ale przecież Barcelona załatwiła sprawę jeszcze szybciej i jeszcze skuteczniej. To było szybkie cięcie, nóż pod żebro i po wszystkim, emocje zabite jeszcze w pierwszym kwadransie. Jeśli ktoś nastawiał się na ciekawy pojedynek, cios za cios i walkę na całego, to pomylił się nie mniej niż ten, kto stawiał dzisiaj na Porto.

Z punktu widzenia widza, który chciał nieco emocji, zdarzył się najgorszy z możliwych scenariuszy. Mecz ustawiła genialna akcja Iniesty, pewnie najlepsza w tym sezonie (wszyscy marsz do obejrzenia skrótu, choćby dla tego rajdu), zakończona asystą do Neymara. Zrobiło się 1:0, niedługo Neymar podwyższył na 2:0 i nokaut, nie było czego zbierać. Sędzia w tym momencie powinien zagwizdać koniec spotkania i tyle w temacie. Jasne, różne powroty z zaświatów widział świat futbolu, ale dajcie spokój – do takich zrywów potrzeba werwy, boiskowej ikry. PSG wyglądało natomiast tak, jakby już chciało znaleźć się w samolocie do Paryża. Zniechęceni, kompletnie wyprani z wiary w możliwość odwrócenia wyniku. Nie powiemy, że przegrali przed wyjściem na murawę, ale we własnych głowach paryżanie wylecieli z Ligi Mistrzów po kwadransie, później grali niemal jakby już oszczędzali się na najbliższą kolejkę Ligue1. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał goście oddali w 72 minucie. Jak zwykle niewiele pretensji można mieć tylko do Verrattiego, ale wszyscy pozostali? Powiemy tak: z Pastore i Zlatanem na czele, powtórki tego meczu nie będą należeć do ulubionych seansów niemal wszystkich graczy PSG.

Barca? Wrzuciła piąty bieg na pół godziny i rywal tyle ich widział, a gdy już było pozamiatane, przyłączyła się do nadawania ćwierćfinałowi Ligi Mistrzów sparingowej atmosfery. Trudno im się dziwić, że nie forsowali tempa, skoro spokojny, stateczny rytm w pełni wystarczał, by kontrolować boiskowe wydarzenia. Ani przez chwilę właściwie nie zaśmierdziało poważnymi problemami dla gospodarzy, mistrz Francji został na Camp Nou odprawiony tak, jak zwykle odprawiane są tu ekipy z dołu tabeli La Liga. Pierwsze skrzypce grali Neymar, Suarez, a także wreszcie przypominający dawnego siebie Iniesta. Emocji na pewno brakło, bo prawda jest taka, że aby dziś zobaczyć wielkie, wyrównane widowisko, trzeba by było zmierzyć Barceloną z Bayernem. Cóż, może w następnej rundzie?


Barcelona vs PSG 2-0 I All Goals & Highlights 2015 przez skymediatv1

Liczba komentarzy: 1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments