Ma 41 lat. Od blisko roku nie pracuje. Odpoczywa, jak Guardiola po sukcesach z Barceloną. Z tą różnicą, że Thomas Tuchel spektakularnych sukcesów dotąd nie odnosił. Niemieckim mediom nie przeszkadza to jednak w nieustannych spekulacjach, dokąd wkrótce trafi. Niektórzy upraszczają, że jest tym, kim Juergen Klopp był w 2008 roku. Młodym trenerem – warsztatowcem, który błysnął wieloletnią, rzetelną pracą w kiepskim klubie. Klopp jednak jako trener Mainz nie stał się nawet w połowie tak modny, jak jest dziś w Niemczech Tuchel. Zdaniem Bilda – nowy trener Borussii. 

Kim jest „nowy Klopp” i dlaczego Niemcy zwariowali na jego punkcie?

Miał już być w Schalke Gelsenkirchen i Bayerze Leverkusen. Zanim Guardiola przejął Bayern, mówiło się, że zostanie następcą Heynckesa. Nie wykluczano opcji z asystenturą u Loewa w reprezentacji Niemiec, wyjazdu za granicę – na przykład do Newcastle, a ostatnio przejęcia HSV, które miał podnosić z kolan. Nie ma wątpliwości, że to nie tylko gra medialna – Tuchel ma i miał w całym minionym roku pełną paletę opcji, ale ewidentnie czekał na tę jedną. Konkret, jakim rzeczywiście może być Borussia Dortmund.

Jestem przekonany, że BVB zatrudni trenera, który mówi po niemiecku i zna Bundesligę od podszewki – wyrokuje dziś Stefan Effenberg. Większość ekspertów funkcjonujących na co dzień w niemieckich mediach przytakuje – „nie zdziwię się, jeśli to będzie właśnie Tuchel”. Do niedawna ulubieniec piłkarskich hipsterów, speców od tatyki. Teraz może wkroczyć do mainstreamu.

Internet pęka od taktycznych analiz stylu, który preferuje. Od dowodów na to, jak chętnie żonglował składem i samym ustawieniem albo w jaki sposób wykorzystywał w Mainz piłkarzy rezerwowych. Ale do wczoraj interesowało to głównie bundesligowych zapaleńców. Dopiero teraz Tuchel powoli realizuje czek, który od roku trzymał w ręce.

W okresie, w którym prowadził Mainz, w Bundeslidze lepiej zaprezentowały się tylko cztery kluby – Bayern, Dortmund, Moenchengladbach oraz Leverkusen. Z budżetem o połowę mniejszym od tych, z jakimi Stuttgart albo Hamburg walczyły o utrzymanie w stawce, Mainz zdołało w zeszłym roku awansować do europejskich pucharów. Tuchel jednak nie zamierzał tego sukcesu dalej konsumować. Zrezygnował. Ogłosił, że doprowadził tę drużynę tak daleko, jak był w stanie – teraz bierze rok wolnego.

Zrzut ekranu 2015-04-16 o 08.48.08

„Tabela Tuchela”

W trenerce zaczął szybko, bo jak to często bywa – równie prędko skończył z życiem zawodnika. Gdy miał 24 lata, jego przeciętnie zapowiadającą się karierę przerwała kontuzja. Tuchel zrobił studia z ekonomii (by, jak mówi, coś sobie udowodnić), po czym jako 27-latek w Stuttgarcie zaczął się wprawiać jako trener drużyn młodzieżowych. W dużej mierze dzięki Ralfowi Rangnickowi, który prowadził go w przeszłości jako zawodnika i widział w Tuchelu duży potencjał intelektualny. – Najpierw pozwolił mi być swoim „cieniem”, a później powierzył opiekę nad drużyną do lat 14 – opowiadał niegdyś Tuchel.

Potrzebował ośmiu lat w piłce młodzieżowej – w Stuttgarcie, Augsburgu i wreszcie w Mainz, do tego dwóch tytułów mistrzowskich w Bundeslidze do lat 19 – by w końcu przejąć pierwszy zespół, z którym pracował aż do maja minionego roku.

Mówi się, że bardzo chcieli go w Hamburgu (który wczoraj ostatecznie przejął Bruno Labbadia), mając nauczkę właśnie z 2008 roku. Prezes Bernd Hoffmann, członek zarządu Katja Kraus i dyrektor HSV Dietmar Beiersdorfer siedzieli już wówczas z Juergenem Kloppem w jednym biurze. Rozmawiali, robili podchody, ale że mieli jeszcze trzech innych kandydatów na trenera, nie mogli rozstrzygnąć dylematu. Postanowili wysłać skautów, którzy zaraportują im, jak na co dzień pracuje każdy ze szkoleniowców – Klopp, Labbadia (w kontekście HSV jego nazwisko pojawiło się już wtedy), Christian Gross i Fred Rutten. Ocena Kloppa była negatywna. Skauci odnotowali m.in., że na jeden z treningów przyszedł spóźniony i w podartych spodniach. Przedstawili jego kandydaturę jako niepoważną. HSV potrzebowało przecież kogoś pokroju Huuba Stevensa, a nie nonszalanckiego młokosa w baseballówce i jeansach. Kilka miesięcy później Klopp przejął Borussię Dortmund… I zrobił z nią, co zrobił. W Hamburgu do dziś mają przeświadczenie o historycznym błędzie. Epokowej pomyłce, której nie chcieli powtórzyć z Thomasem Tuchelem. A jednak, wczorajsze newsy wskazują jasno, że nie udało im się go zatrudnić.

Dortmund znów okaże się skuteczniejszy?

Dokładnie rok temu Tuchelem na naszych łamach zachwycał się komentujący Bundesligę Radosław Gilewicz. – Nie boję się powiedzieć, że to jest człowiek, który – jeśli Klopp odejdzie z Borussii, a przecież prędzej czy później to nastąpi – może godnie zająć jego miejsce – napisał wówczas na swoim blogu. – Z Mainz co roku odchodzą czołowi zawodnicy. Minionego lata Tuchel stracił Węgra Adama Szalaia, wcześniej Christiana Fuchsa, nie mówiąc o młodziutkim wtedy Andre Schurrle. Non stop, od 2009 roku, musi składać tę drużynę na nowo, a mimo to robi z nią super wynik.

Tuchel_image1

Nieco więcej o taktyce między innymi tutaj

Tuchel był lubiany i szanowany przez piłkarzy, mimo że pierwsza rzecz, jaką zauważył w klubie był brak zasad, który szybko trzeba naprostować.

– Zaczynaliśmy od najprostszych rzeczy. Od tego, że w czasie obiadu nie zdążyłem zjeść pierwszego dania, a połowa zawodników już wstawała od stołu. Nie mogłem tolerować takiego braku szacunku do siebie i kolegów – mówił.

Kiedy przytoczono mu słowa Lewisa Holtby’ego, że władzę absolutną nad drużyną łączy z dużą dozą zdrowego rozsądku, Tuchel odparł, że Bundesliga w stu procentach opiera się przecież na relacjach międzyludzkich.

Chociaż jego konikiem miała być taktyka. Jako trener Mainz, wygrał trzy mecze z Bayernem (trzy z dziewięciu) i co później wyciągnięto – za każdym razem grając w inny sposób. Zdarzało się, że przed wyjazdem na któryś z meczów – na przykład przeciwko Werderowi Brema – przychodził do dyrektora klubu i komunikował mu, że musi dokonać sześciu zmian w wyjściowej jedenastce, ale ma plan i wie, dlaczego chce to zrobić.

Fragment innego wywiadu:

Jaką drużynę na świecie ogląda pan najchętniej?
– Barcelonę.

Co się panu w niej podoba?
– Zachowanie i pasja po tym, jak straci piłkę. To niebywałe, że tych wielkich zawodników udało się przekonać do gry w taki sposób. Tam nikt nie odpuszcza nawet jednego sprintu.

Oczywiście, że Tuchel miewał też wstydliwe porażki. Choćby z rumuńskim Gaz Metan w Lidze Europy 2011/2012. Choć ten mecz pokazał jednocześnie, jak daleko było Mainz do niemieckich potentatów. Zespół, choć miał niewiele czasu do kolejnego meczu ligowego, nie przyleciał z Rumunii prosto do Frankfurtu. Wybrał inne lotnisko, bo w ten sposób podróż kosztowała taniej. Tuchel opowiadał później w wywiadach, że przez całą noc nie zmrużył oka, głowiąc się, co powiedzieć zawodnikom i w końcu sparafrazował słowa Michaela Jordana. „Spudłowałem w życiu ponad 9 tysięcy razy, przegrałem 300 spotkań, 26 razy pomyliłem się, kiedy to ode mnie zależał wynik meczu. Zawodziłem w kółko, raz za razem… I dlatego mi się uda”.

W Niemczech mówi się, że Tuchel spotykał się w ostatnich tygodniach z działaczami HSV, ale był sceptyczny. Nie oślepiły go miliony Klausa-Michaela Kuehne. Raczej dostrzegł, że byłaby to praca w trudnym środowisku, wymagająca wielu kompromisów.

Jupp Heynckess stwierdził kiedyś: „Tuchel jest skazany na to, by w końcu pracować w Bayernie”. Ale może nie tak prędko? Może jednak zacznie od Dortmundu.

PAWEŁ MUZYKA

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments