Na początku chcieliśmy zignorować tę konferencję Kazimierza Grenia. Sprawa została zakończona wraz z ujawnieniem przez „Przegląd Sportowy” szczegółów całego dublińskiego handlu. Coś nas jednak podkusiło – odpalamy. Zerknijmy, co na swoją obronę ma baron Podkarpacia, człowiek, który jakimś cudem pozostaje członkiem Zarządu PZPN. Kilka dni temu rozpisaliśmy dla żartu piętnaście wersji Grenia, czyli nasze scenariusze tej szumnie zapowiadanej konferencji. Myśleliśmy wówczas, że odjechaliśmy naprawdę daleko, m.in. sugerując, że Greń może zrzucić winę na nieżyjącego Telly’ego Savalasa.

Rzeczywistość przerosła dowcipy. Teatr jednego aktora w wykonaniu Grenia

WARSZAWA 07.11.2012 ZARZAD PZPN - KONFERENCJA PRASOWA --- PZPN PRESS CONFERENCE KAZIMIERZ GREN DZIENNIKARZE FOT. PIOTR KUCZA --- Newspix.pl

Myliliśmy się. Naprawdę daleki odjazd nastąpił dopiero dziś, na konferencji Grenia.

Zaczęło się mocno – baron ujawnił nowe fakty w swojej sprawie. Zdradził między innymi, że – uwaga – Zbigniew Boniek jest twarzą firmy Expekt, a Tomasz Włodarczyk pracował kiedyś w Orange Sport. Tym samym Orange Sport, gdzie przez pewien czas ukazywał się program Krzysztofa Stanowskiego i Piotra Koźmińskiego „Kontratak”. Tym samym Orange Sport, którego kiedyś szefem był Janusz Basałaj. Co więcej, okazało się, że brat rzecznika PZPN pracuje w Onet Sport (choć nie pracuje), a prezes zarządu spółki Ringier Axel Springer jest rodziną sekretarza generalnego PZPN (choć tak naprawdę nie jest).

Przypadek? Ha, to dopiero początek.

Baron rozpoczął od przedstawienia niezbitych dowodów na swoją niewinność – były to:

jego relacja spisana w programie Microsoft Word
– owa relacja z Worda wstawiona w prezentację PowerPoint
– szereg czerwonych komentarzy typu: „dowód?! poszlaka?!”

Greń przeprowadził również prywatne dochodzenie, które doprowadziło go do interesujących wniosków. Okazało się bowiem, że stadion Aviva w Dublinie wcale nie leży obok torów.

Dalej było jednak o wiele mocniej. Kazimierz najpierw pokazał internetową przeróbkę słynnego „świadka TVN-u”, odnosząc się do niej, niczym do koronnego dowodu w sprawie. Przypomnijmy:

Tak! Baron Podkarpacia naprawdę odniósł się na oficjalnej konferencji do parodystycznego filmiku z Internetu. Niestety, zabrakło odniesienia się do fotomontażu, na którym Greń występuje w roli kontrolera biletów, bo naprawdę, tylko tego w tym całym cyrku brakowało.

Przy okazji omawiania internetowego dowcipu Greń zauważył też, że dziennikarze Weszło piszą swoje teksty w kapturach. Gdy już rozwiały się wszelkie wątpliwości co do tego, czy baron handlował (no bo przecież w tym momencie jasnym było, że nie handlował), sympatyczny działacz użył swojej tajnej broni. Garderoby. Pokazał zarówno spodnie, jak i kurtkę, które okazały się kruczoczarne, a nie – tak jak chcieliby „podstawieni” świadkowie – granatowe. Merytorycznie? Greń bał się, że zgubi paszport i dokumenty, więc nie brał ich ze sobą na stadion. Wziął za to 840 euro i 60 funtów. Na drobne wydatki. Według niego sąd „oddalił” wszystkie zarzuty, choć…

Na koniec Greń zapowiedział, że zażąda milionowych odszkodowań i zawinął się bez zaoferowanie dziennikarzom możliwości zadawania pytań. Aha, zaznaczył jeszcze, że choć „chciano go ukrzyżować w Wielki Piątek, on wciąż żyje”.

Pełnią życia!

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments