Za to kochamy Ligę Mistrzów. Można narzekać, że stała się rozgrywkami dla najbogatszych. Można smucić się, że maluczcy mają z roku na rok coraz mniejsze szanse na triumf. Można, ale nie dzisiaj. Nie po takim spektaklu, nie po takiej kawalkadzie emocji, nie po takim pokazie umiejętności. Dzisiaj po prostu trzeba się cieszyć, bo na Stamford Bridge byliśmy świadkami jednego z najlepszych spotkań od dłuższego czasu. Dla takich meczów niezmiennie kręci nas ten sport, przez takie mecze kiedyś się w nim zadurzyliśmy.

Największa nadzieja Anglików poza burtą LM, PSG było wielkie!

W pewnym momencie wydawało się, że sędzia zabił ten mecz. Gdy Bjorn Kuipers wyciągnął czerwoną kartkę i pokazał ją Ibrahimoviciowi piłkarski światek zapłonął oburzeniem. I słusznie. Faul? Jasne. Na żółtą kartkę? Jak najbardziej. Ale w żadnym wypadku za to zagranie nie należała się Szwedowi czerwona. Teraz, mądrzejsi o pasjonujące kilkadziesiąt minut, możemy Holendrowi podziękować. Być może to właśnie on jest głównym aktorem tego spektaklu.

Do wyrzucenia z boiska Ibry mecz był… no cóż, przeciętny. Obie drużyny były schowane za podwójną gardą, bawiły się w piłkarskie szachy i wyczekiwały na swoje okazje – a tych było jak na lekarstwo, do momentu gdy bramkę zdobył Gary Cahill. Ktoś mógłby pomyśleć, że w tym momencie było już po meczu. Drużyny Mourinho nie zwykły marnować takich okazji – Chelsea grała w przewadze i mogła po prostu skupić się na tym, by nie stracić bramki. I wtedy rozpętało się piekło.

Paris Saint-Germain, w obliczu klęski, niespodziewanie stało się wielkie. Piłkarze paryskiej drużyny weszli na wyższy poziom. W dziesiątkę, na wrogim stadionie, postawieni pod ścianą grali tak, jakby było ich dwunastu. Imponował dzisiaj Verratti, który był niczym połączenie Pirlo i Gattuso, wyznaczając nową definicję tego, jak powinien grać nowoczesny regista. Tytaniczną pracę wykonali wszyscy obrońcy PSG, pomocnicy dwoili się i troili, a Cavani momentami grał jak rasowy obrońca.

Dwukrotnie wydawało się, że jest już po wszystkim. Że to zbyt piękny scenariusz, by mógł się ziścić. Gdy z karnego w dogrywce strzelił Hazard, ciężko było spodziewać się, że paryska drużyna utrzyma ten poziom. Wielu by się załamało, uszło by z nich powietrze. Tymczasem piłkarze prowadzeni przez Laurenta Blanca pokazali niesamowity hart ducha, nie zrazili się tym, że po raz kolejny przyszło im stanąć w obliczu, wydawałoby się, nieuchronnego odpadnięcia z Ligi Mistrzów. Znów zaatakowali, znów udało im się uciec z opresji. Tym razem już na dobre – to ich zobaczymy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Bohaterem stał się Thiago Silva, człowiek, który byłby głównym winowajcą odpadnięcia PSG – to on w głupi sposób podarował rywalom rzut karny. A potem wspaniałym strzałem głową podarował awans swojej drużynie – scenariusz jak z bajki.

Ktoś może się oburzyć, że nie piszemy o piłkarzach Chelsea – a przecież oni też współtworzyli to spotkanie. Może i byłoby w tym trochę racji. Moglibyśmy napisać o tym, jak paskudnie grał dzisiaj Diego Costa, który prowokował rywali, popychał ich, nurkował i wyciął we wredny sposób Thiago Silvę, ogólnie rzecz biorąc, zasłużył dzisiaj na dwie czerwone kartki. Moglibyśmy też poznęcać się nad sędzią, który popełnił dzisiaj zatrważającą liczbę błędów.

Moglibyśmy również napisać coś o „najlepszej lidze świata” i Wyspiarzach, którzy właśnie opłakują swoją największą nadzieję na zwycięstwo w Champions League…

…ale po co zajmować się tym po tak pięknym meczu? Wolimy skupić się na pozytywach i bohaterskim występie piłkarzy Paris Saint-Germain. Panowie – chapeau bas. Dzisiaj byliście wielcy.


Highlights | Chelsea 2-2 PSG 11.03.2015 HD przez EuropeanLeagueLiveGoal

Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments