Doskonale wiemy, że dwa tygodnie temu wszyscy oglądaliście Real na Veltins-Arena, nie oszukacie nas. Dzisiaj jednak jeśli poszukujecie typowo piłkarskich emocji, wynikających z rywalizacji o awans a nie bitki z własnym kryzysem, trzeba wybrać się do Portugalii na Estadio Dragao. Ale przyznajemy: sami nie wiemy, czy zapasy „Królewskich” z własną niemocą nie zapowiadają się ciekawiej. Ot, futbol.

Duchy Queiroza na Bernabeu, emocje tylko na Estadio Dragao

Duchy Queiroza na Bernabeu

Image and video hosting by TinyPic

Sezon 03-04. Prowadzeni przez Carlosa Queiroza „Galacticos” idą jak burza jesienią, mierzą w potrójną koronę. Wydają się nie do zatrzymania. Wiosnę wyraźnie tracą jednak impet, a potem po kolei szansę na jedno, drugie i trzecie trofeum. Sezon kończą z niczym. Queiroza krytykuje się za przemęczanie swoich zawodników, granie nieustannie tym samym, żelaznym składem, spóźnianie zmian, odporność na jakiekolwiek roszady taktyczne.

Niektórzy hiszpańscy dziennikarze fiasko kampanii Queiroza właśnie ochoczo wyciągają z szafy i przymierzają do kłopotów trapiących ekipę Ancelottego. Też znakomitej, historycznie dobrej jesienią, ale generalnie – jeśli już trzeba by wybierać – w futbolu lepiej jednak zachować odwrotną tendencję, czyli szczyt formy osiągnąć wiosną. A zarzuty, które miano do Queiroza, teraz rzuca się w kierunku Carlo.

Tyle dobrego, że Ancelotti przynajmniej nie podąża drogą, którą praktykuje na Old Trafford Van Gaal, czyli nie zaklina rzeczywistości. Mówi wprost o tym, co jest nie tak – zwraca uwagę na schematyczny atak, który za bardzo opiera się na indywidualnych zrywach, a nie współpracy. Jednocześnie nie wytyka palcami, tylko mówi, że to jego wina i jego rolą jest wszystko naprawić.

Do naprawienia jest też z pewnością Ronaldo, który pozostaje pod grą. Wymowne statystyki: w porównaniu do jesieni, jego współczynnik strzałów celnych z 3.7 na mecz spadł do 1.4, nic więc dziwnego, że i goli jest mniej. W czterech z ośmiu ostatnich starć ani razu nie trafił w światło bramki, o czym więc mówimy? Kiedy było gorzej? I tylko pozostaje pytanie – Real taki słaby, bo Ronaldo w gorszej formie, czy Ronaldo o tyle słabszy, bo Real w gorszej formie? Trochę jak w tej zagadce, co było pierwsze, kura czy jajko…

Z Schalke „Królewscy” i tak nie powinni mieć kłopotów, awans mają w kieszeni. Do rangi wydarzenia urasta 30 minut, które ma zagrać Modrić, wracając po blisko 150 dniach przerwy. Jak najbardziej nas jednak ciekawi, w jaki sposób Real swoją promocję przypieczętuje. Tak, tutaj styl będzie bardzo istotny.

Schalke przyjeżdża na ścięcie

Image and video hosting by TinyPic

„Partacze”. Taki transparent przywitał graczy Schalke na meczu z Hoffenheim po porażce w derbach z BVB

Co tu dużo mówić – reprezentant Bundesligi gra dzisiaj o zachowanie twarzy i nic więcej. W przypadku innej ekipy może byśmy przebąkiwali o szansie na awans, ale wydaje się, że kompleks Realu w Schalke tylko się pogłębił i to będzie mieć swoje znaczenie, cudu na Bernabeu więc nie będzie. Wypowiedzi graczy Schalke może nas nie zdumiewają, rozumiemy ich punkt widzenia, ale jednak ambicji w nich tak strasznie mało, że to aż nie przystoi graczom na tym poziomie. Znowu istnieje uzasadniona obawa, że wyjdą na kolanach. Jeśli Leon Goretzka mówi, że chcą powstrzymać Real tak długo, jak to będzie możliwe… No cóż, nie zapowiada się pełen ofensywnych popisów mecz ze strony Schalke. Raczej błaganie o litość i jak najmniejszy wymiar kary.

Słaba postawa, tak samo jak niemieckich kibiców, którzy najwyraźniej uznali, że skoro ich piłkarze nie zamierzają namieszać, to oni zrobią to sami…

To może emocji poszukać na Dragao?

1:1 na St Jakob Park stawia w roli faworytów Porto, ale umówmy się: Basel w Lidze Mistrzów z rolą faworyta żegna się zwykle w okolicach eliminacji. Dla nich łatka gorszego to żadna nowość, zwykła rutyna, bo mówimy o specjalistach od niespodzianek, którzy wygrywaniem takich meczów jak ten dzisiejszy, zapewnili sobie aktualną renomę w Europie. Ale z drugiej strony, Basel nigdy w Champions League nie wygrało z portugalską ekipą – historii jednak Szwajcarzy pisać nie muszą, przecież nie tylko zwycięstwo da im promocję.

Image and video hosting by TinyPic

Paulo Sousa, szkoleniowiec gości, nie wciska kitu. Nazywa Porto „ofensywną armadą”, mającą na każdej pozycji wiele zabójczych opcji. Mówi z doświadczenia, bo przecież w pierwszym starciu Portugalczycy (tylko z nazwy, ciekawe, czy zobaczymy dziś jakiegoś na boisku) byli zdecydowanie lepsi. Jednocześnie Sousa przekonuje, że ma plan, który wypali – oczywiście defensywny, prawdopodobnie pełen ostrej gry (pierwszy mecz był jednym z najostrzejszych w tegorocznej edycji). Można się więc spodziewać powtórki z St Jakob Park, czyli znowu szwajcarska murarka, próbująca zatrzymać zionącego co i rusz smoka.

Ale hej, przynajmniej ten dwumecz jest jeszcze otwarty, prawda? No właśnie.

Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments