Old Trafford tego popołudnia mogliby wygasić właściwie już w na 25 minut przed końcem meczu. Fenomenalne przyjęcie Falcao w polu karnym, faul. Czerwona kartka (omyłkowo dana komuś innemu, ale co za różnica) i kapitalnie wykorzystana jedenastka przez Wayne’a Rooneya, który na gola czekał od drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia. Położył kres niebywałej serii dziewięciu meczów posuchy. Jeden napastnik zrobił karnego, drugi sfinalizował, a Louis van Gaal wciąż będzie narzekał, że inni mają lepszych. Cóż, trzeba się przyzwyczaić. United odprawiło Sunderland dwa do zera, chociaż łatwo nie było.

Rooney w końcu się obudził, ale za to sędziowie mocno przysnęli

Do pewnego momentu nie gospodarze niczym szczególnym nie zachwycali, szczególnie w pierwszej połowie. Angel Di Maria był właściwie bezbarwny i gdyby nie jaskrawa czerwona koszulka, to naprawdę trudno byłoby go dostrzec. Po przerwie jego miejsce zajął Adnan Januzaj i zadziałał jak granatowy mentos, wprowadzając świeżość. Miał tysiąc razy więcej chęci na zrobienie czegokolwiek. Biegał, strzelał. Wszędzie go było pełno. I to po jego uderzeniu i obronie Costela Pantilimona padła druga bramka dla Czerwonych Diabłów. Argentyńczyk, najdroższy przecież piłkarz w historii ligi, mógł tylko przyklasnąć młodszemu wychowankowi.

Tak w ogóle – w pierwszej połowie zastanawialiśmy się czy para Wes Brown – John O’Shea, którzy przecież kiedyś grali w United, nawet dziś nie funkcjonowałaby lepiej niż Chris Smalling i Jonny Evans. Wyglądali solidnie. Jeszcze w pierwszej połowie Irlandczyk, który ze swoją aparycją świetnie nadałby się do roli bohaterskiego strażaka w wyciskaczu łez, uratował Pantilimona rozpaczliwym wślizgiem, wybijając piłkę na poprzeczkę. O’Shea bramkarzem nie jest, chociaż kiedyś awaryjnie zdarzyło mu się stanąć między słupkami, ale ta interwencja – drogą wyjątku – powinna zostać nominowana do najlepszej w kolejce. Nawet jeśli futbolówka po strzale Ashleya Younga nie leciała szła w światło bramki, to z uwagi na samą determinację.

W pamiętnej 65. minucie dwójką z Sunderlandu jednak zakręcił Falcao. Należała się czerwona kartka, ale… sędzia pokazał ją na chybił-trafił. Nie temu, co trzeba. Z boiska wyleciał Brown, chociaż faulował O’Shea. Asystenci też najwyraźniej zapomnieli soczewek, bo nawet po konsultacji nikt fatalnej wpadki nie naprostował. Parodia. A potem był Rooney i Rooney raz jeszcze. W pierwszej siódemce ciągle ciasno, ale po kompromitacji ze Swansea trzy punkty – nieważne czy wyśpiewane, czy wykrzyczane – są dla kibiców United niczym miód dla uszu. Narzekać nie ma na co. Nie w tym momencie. Chyba, że na Di Marię.


Man Utd – Sunderland [All Goal] 28/02/15 ENG przez thisisretz

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments