We wczorajszym meczu Szachtara Donieck z Bayernem Monachium nie potrafiłem ekscytować się brakiem „Lewego” w pierwszym składzie, sprytnym wyłączeniem z gry Robbena, ani jakimkolwiek innym piłkarskim tematem. Po głowie cały czas chodziło mi, że Ukraińcy grają na wyjeździe. We Lwowie, tuż za naszą granicą, w miejscu, w którym ligowe spektakle z Karpatami wcale nie były dla nich łatwymi przeprawami. Jakie to wszystko jest makabryczne.

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Donieck teoretycznie został objęty zawieszeniem broni. Jednak w regularnej wojnie, w której jedną ze stron są nienazwani, anonimowi i bezimienni terroryści, żadne zasady i porozumienia nie są warte więcej niż facebookowe lajki od zatroskanych Francuzów i Niemców. Choć sam nie jestem największym fanem Ukrainy i Ukraińców… Nie jestem również fanem Rosji i Rosjan. A relacje z frontu są zwyczajnie przerażające. Nawet jeśli te „relacje z frontu” to tak naprawdę przedłużenie wojny, w której karabiny tymczasowo zastępowane są mikrofonami.

Donieck jest ostrzeliwany. Pewnie są tam kibice Szachtara. Może nawet rodziny piłkarzy. Goście, którzy brali od nich autografy, chłopaki, którzy zdzierali gardło wykrzykując ich nazwiska. Ci, których zawodnicy mijali nad ranem idąc po bułki, za którymi stali w korkach, jadąc na trening. Zresztą, po co wędrować tak daleko, aż do tego odległego Doniecka – część ofiar jest przecież pochowana we Lwowie. Przemysław Wenerski z TVN-u zrobił reportaż – wojna dotknęła również zachodniej Ukrainy. Dlaczego? Bo na tamtejszych cmentarzach powstają już całe wojskowe aleje. Ojcowie z tymi charakterystycznymi wojskowymi zdjęciami swoich dzieci stają przed kamerami. Matki wyją z rozpaczy, przeklinając rosyjską swołocz. Ci, którzy jeszcze nie pojechali na front mówią – jak mnie wezwą to pójdę. Boję się o rodziców. Bo brat poszedł. I nie wrócił.

Jestem w stanie wyobrazić sobie, że tym samym tramwajem podróżuje matka wracająca znad grobu swojego syna poległego w Doniecku i kibic Szachtara, który właśnie jedzie na „domowy” mecz ukochanego klubu. Na Arenę Lwów. Gdy górniczy klub starał się zatrzymać Guardiolę i spółkę, powoli wykrwawiało się atakowane miasteczko Debalcewe, z którego w nocy wycofali się ostrzelani, zdziesiątkowani Ukraińcy.

Wstrząsające, podobnie jak te beztroskie mecze klubów z Krymu w drugiej lidze rosyjskiej, z akompaniamentem orkiestry, z pompą i rozmachem, organizowane jako festyny poparcia dla separatystów. W tym wypadku można się pocieszać tym, że UEFA zachowała więcej zimnej krwi, niż część polityków i zwyczajnie zakazała gry w rosyjskich ligach klubom, które formalnie wciąż podlegają ukraińskiemu związkowi piłki nożnej.

Mam jednak wrażenie, że to i tak chwilowe. Skoro już przebąkuje się nie tylko o oddaniu Krymu, ale i Donbasu w zamian za zatrzymanie marszu rosyjskich terrorystów – Szachtar wkrótce może zagrać nie z Bayernem, a z Zenitem. W ligowych rozgrywkach. Przy pełnym zrozumienia kiwaniu głową wszystkich zachodnich państw. Przy milczącej akceptacji wszystkich szeryfów z Unii Europejskiej pilnujących, by banan był odpowiednio zakrzywiony, ale niekoniecznie by tuż za jej granicami nie znalazł się jej największy wróg.

Z drugiej strony śledząc doniesienia z Egiptu i z głębi Państwa Islamskiego zaczynam się zastanawiać, czy zdążymy się oburzyć na Szachtar występujący w Lidze Mistrzów po zwycięstwie w lidze rosyjskiej. Prawo szariatu w interpretacji tych zwyrodnialców z ISIS zakazuje przecież oglądania telewizji.

*

A skoro już przy problemach Europy jesteśmy. Dziś przeczytałem kuriozalny artykuł na dirtytackle.com, a obawiam się, że inne angielskie czy włoskie media wcale nie będą mu ustępowały głupotą. Generalnie chodzi o rasizm w wykonaniu legendarnego Arrigo Sacchiego. Trener pozwolił sobie na taką wypowiedź:

Na pewno nie jestem rasistą i moja kariera trenerska to potwierdza, ale spójrzcie na turniej Viareggio [dla młodych piłkarzy]. Wydaje mi się, że jest na nim jednak zdecydowanie zbyt wielu czarnoskórych zawodników. Włochy nie mają godności, nie mają dumy. To nie powinno być możliwe, że w naszych najlepszych klubach gra po piętnastu obcokrajowców.

Sacchi dalej kontynuował w stylu, który doskonale znamy z wypowiedzi wielu innych włoskich ludzi futbolu, którzy są zaniepokojeni aktualną kondycją Serie A i tamtejszej reprezentacji. Tracimy tożsamość, tracimy dumę. Nie ma młodych, utalentowanych Włochów, bo w ich miejsce mamy multi-kulturalną mieszankę piłkarzy z całego świata.

I okej, to wcale nie jest doskonałe myślenie. Można przecież argumentować, że „wolny rynek ureguluje” i ci młodzi, utalentowani Włosi pojawią się wtedy, gdy będą lepsi od młodych, utalentowanych Serbów. Można uderzać w logikę Sacchiego na milion różnych sposobów, można się z nim zgadzać, można przyznać mu część racji, ale… zarzucać po tej wypowiedzi rasizm!?

Tymczasem właśnie z uwagi na rzekomy rasizm wspomniany wywiad z Sacchim zdobywa Wyspy Brytyjskie. Co ciekawe – towarzyszą temu momentami tak absurdalne zestawienia, że tracę resztki wiary w logikę. Wróćmy do tego dirtytackle.com, bloga, który bardzo długo podwieszony był pod Yahoo Sports, a więc ma jakąś markę. Autorzy tegoż zestawiają wypowiedź Sacchiego z… zachowaniem kibiców Chelsea, który podczas swojego wyjazdu na mecz z PSG nie wpuścili do metra czarnoskórego mieszkańca Paryża. Dodali zresztą do tego przyśpiewkę, by nie pozostawić wątpliwości, że chodzi właśnie o rasizm.

Dirtytackle – a obstawiam, że do tej logiki przychyliłoby się sporo czytelników – wyciąga wniosek – tak jak kibice Chelsea nie chcą wpuścić do metra czarnoskórego mieszkańca Paryża, tak Sacchi chce przed nimi zamykać drzwi włoskiego futbolu.

Polityczna poprawność dobiła do tego miejsca, w którym bez żalu usuwamy z herbów krzyże, z podręczników dla dzieci świnie (sic, szerzej TUTAJ), ale w drugą stronę nie możemy nawet stwierdzić, że w europejskich drużynach występuje zbyt wielu obcokrajowców.

Tworzy się z tego sympatyczna drabinka. Na jej dnie jest biały, heteroseksualny, wierzący w Boga mężczyzna, którego wolność wypowiedzi kończy się na podaniu własnego nazwiska. Bo przecież wszystko inne może stanowić podstawę do zarzutów o rasizm, szowinizm, homofobię, islamofobię i antysemityzm.

Może dlatego określa się nas gatunkiem zagrożonym wyginięciem.

*

„Jak co czwartek” od tego tygodnia zmienia się na „Jak co środę”.

JAKUB OLKIEWICZ

Fot. msobczynska.pl