Były w tym sezonie chwile, gdy wydawało się, że Milan może odpalić. Że Inzaghi ma pomysł na tę drużynę i mimo ograniczonych piłkarzy jest w stanie coś z nich ulepić. W miarę regularnie błyszczał Menez, już-zaraz miał odpalić El Shaarawy, po kontuzji wracał Montolivo, udało się ściągnąć Cerciego. Na wyobraźnię działała też sama nazwa klubu – w końcu to Milan, a nie jakaś Cesena, czy Juve Stabia. Wydawało się, że taka firma nie może wiecznie grać jak zgraja paralityków.

Milan wciąż na znoszącej. Tym razem bęcki od Lazio

Image and video hosting by TinyPic

Tymczasem okazało się, że owszem, może. Ostatnie mecze ekipy Inzaghiego przypominają występy niezbyt utalentowanej trupy cyrkowej – zdecydowana większość widowni siedzi i z zażenowania zasłania twarze, a reszta śmieje się z ich nieudolności. I nic dziwnego, to jedyne możliwe reakcje – nikt już nie mówi o jakichś taktycznych, czy personalnych rozwiązaniach, które poprawiłyby jakość gry. Sytuacja jest tak zła, że tego typu rozważania byłyby równie niesmaczne, co dyskusja na temat bezpieczeństwa w pracy podczas pogrzebu elektryka, który zmarł po porażeniu prądem. Po prostu nie wypada, lepiej zamilknąć.

Nie ma nawet sensu rozkładać dzisiejszej gry Milanu na pojedyncze czynniki – ta drużyna zwyczajnie nie funkcjonuje, w żadnym aspekcie. Jedna, wielka piłkarska kloaka. Działa Menez, który dzięki swojemu egoizmowi nie musi współpracować z resztą drużyny i chyba na tym polega sekret tego, że przynajmniej jemu czasem coś wyjdzie. Poza Francuzem ofensywa rossonerich nie funkcjonuje, środek pomocy jest zagubiony jak dziecko w polu kukurydzy, a defensywa… no to jest dramat wart oddzielnego akapitu.

Doceniamy piłkarską klasę Miro Klose. Świetny napastnik, być może nawet jeden z czołowych snajperów w historii. Ale facet ma już na karku 36 lat i to naprawdę nie jest normalne, że na tle stoperów Milanu imponuje wręcz młodzieńczą żwawością i szybkością. Gdy Mexes musiał go dzisiaj gonić, to wychodziło mu to ze skutecznością i gracją przeciętnej lodówki. Klose biegł, zwalniał, stawał w miejscu i zastanawiał się co zrobić z piłką – a Mexes nadal uskuteczniał swoją nieudolną pogoń. Po prostu kabaret. Francuz postanowił zresztą zwieńczyć swój wybitny występ w spektakularny sposób i zaczął dusić Mauriego, za co dostał czerwoną kartkę.

Image and video hosting by TinyPic

Brawa należą się za to piłkarzom Lazio, bo tak naprawdę jedyną rzeczą, której im dzisiaj brakowało była skuteczność. Bo te trzy zdobyte bramki to szczerze mówiąc absolutne minimum jakie wypadało im wbić Milanowi. Candreva robił z piłą co chciał, Klose urywał się rywalom bez najmniejszych problemów, a pomoc i obrona na długie minuty zamykały piłkarzy z Mediolanu w okolicach własnego pola karnego. Zupełna dominacja i aż strach pomyśleć jak by ten mecz wyglądał, gdyby zdolny do gry był Felipe Anderson.

Tymczasem pozostaje nam chyba powoli żegnać się z widokiem Filippo Inzaghiego na ławce trenerskiej. Włoch podjął ryzyko i niestety strasznie się sparzył. I ciekawi nas tylko, który trener postanowi teraz władować się na minę o nazwie AC Milan?


Lazio vs AC Milan (3-1) Full Highlights 24/01… przez rubin7190

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments