2010 rok, Hyatt Grand Hotel w Berlinie. Trwa prestiżowy turniej pokera, wśród tysiąca uczestników znajdują się gwiazdy tej dyscypliny, ale także celebryci, między innymi Boris Becker.

Machete z Paderborn. Wczoraj za kratami, dzisiaj w Bundeslidze

W pewnym momencie wybucha panika. To napad.

Napad błyskawiczny, trwający raptem trzy minuty, w trakcie których rabusie kradną blisko milion euro. Konkretna sumka do podziału na sześć osób: czterech do akcji bezpośredniej, jednego „insidera”, a także kierowcy.

Sprawcy kilka miesięcy później zostają złapani, ale istotna rzecz: ataki na kasyna nie ustają. Bohaterowie powyższego skoku znajdują naśladowców.

Wśród nich jest Süleyman Koç, który w zeszłą sobotę znalazł się w wyjściowym składzie Paderborn na mecz z Augsburgiem.

Image and video hosting by TinyPic

***

Wraz z bratem, Sedatem, od małego potrafili sprawiać kłopoty. Ponoć mają to we krwi: ich ojciec też miał burzliwą przeszłość, uciekł z domu w wieku szesnastu lat. Süleyman więcej czasu niż w szkole, spędza na ulicy i boisku.

Ale z pożytkiem dla siebie. W niższych ligach zarabia pierwsze pieniądze, dostaje półamatorskie kontrakty w Berliner AK i Türkiyemspor Berlin. Wreszcie, przed startem sezonu 10/11, zwraca na niego uwagę Babelsberg. 3 Bundesliga, czyli szału nie ma, ale też umówmy się: grać tu to nie wstyd.

Image and video hosting by TinyPic

Szczególnie, że jest jeszcze młody, ma 21 lat, wszystko przed nim. Kontrakt opiewa na 2000 euro miesięcznie, wystarczająco by móc skupić się tylko na stawianiu kolejnych szczebli w piłce.

Jedyny problem: musi wyprowadzić się z rodzinnego domu i starych śmieci,  ulic, gdzie wszystkich zna. Czeka na niego Poczdam i, jak się okazuje, samotność, bo nie potrafi za dobrze odnaleźć się w nowym otoczeniu.

Wkrótce nie będzie musiał narzekać na brak towarzystwa. Do jego mieszkania wprowadzi się brat, a wkrótce także Tolga i Semih, przyjaciele z dzielnicy i boiska, mający problemy ze znalezieniem własnego zakwaterowania.

***

Tolga i Semih żyją szybko. Dużo imprezują, dużo ćpają, a pracą starają się nie splamić, więc kradną, żeby móc efektownie potem przepuszczać hajs. Ale to swoi, więc Süleymanowi nawet przez myśl nie przyjdzie, by ich nie przyjąć pod swój dach albo by się od nich odciąć.

Kieruje nim specyficzny uliczny kodeks. Trochę w skrócie, wybaczcie, „chuj, ale swój”. Później, w trakcie przesłuchania, Süleyman będzie milczał: – Tak wychowało mnie miejsce, w którym wyrosłem. Nigdy nie rozmawiać z policją, nigdy nie zdradzać swoich. To była kwestia honoru.

Image and video hosting by TinyPic

Za bronienie kumpli znajdzie się za kratami, a jego kariera i życie trafią do śmieci. Mógł tego uniknąć: drugi z piłkarzy Babelsberga w szajce, Guido Kocer, do wszystkiego się przyznał. Współpracował z policją i dostał wyrok w zawieszeniu. Kontynuował grę w piłkę bez przeszkód, aktualnie zbiera kokosy w tureckiej Super Lig.

Kiedy Kocer strzelał gole, Süleyman robił pompki w celi, by podtrzymać formę.

***

Tolga, Semih i Sedat kradli, bo nie mieli pracy, a mieli potrzeby. Süleyman dostawał pieniądze z klubu, potrafił z nich nawet coś odłożyć, czego dowodem kupiona Toyota Yaris. Toyota, która później była ciągle pożyczana przez „kolegów”, a nawet zaważyła o rekrutacji Sule do akcji.

Wciągnęli go w robienie za kierowcę. Oni wpadają do kasyna, odwalają brudną robotę, a on potem wywozi ich z gorącego miejsca.

Później przyzna, że nie potrafił odmówić. W więzieniu zdiagnozują u niego problemy z asertywnością. Ma kłopot z odmawianiem, a także jest bardzo podatny na wpływ grupy. Spotyka się z psychologiem, walczy ze sobą.

Ale wtedy, daje się namówić. Wiele razy wsiada za kółko, podczas gdy brat i kumple wychodzą z maczetami na rabunek. Tak jest: ich znakiem rozpoznawczym stały się wszelkiego rodzaju ostrza: noże, sztylety, a nawet… miecze samurajskie. Prasa nazwała ich dlatego „Machete gang”.

Süleyman może był łatwym celem, ale też nie róbmy z niego niewiniątka. Nie wybielajmy go, sam też wziął się przecież aktywnie za rekrutację. To on ściągnął do bandy Kocera, który zwykle siedział w kasynie i w odpowiednim momencie dawał telefonem sygnał do ataku.

***

W piątek, 15 kwietnia 2011, Süleyman zagrał ostatni mecz przed wyrokiem. 1:1 na wyjeździe z Brunszwikiem, gdzie wyszedł w pierwszym składzie, ale już w przerwie został zmieniony.

Żeby było śmieszniej, jego zmiennikiem był Guido Kocer.

Image and video hosting by TinyPic

Kocer podczas rozprawy

Trzy dni później mogli zmieniać się w sali przesłuchań. Policja zastukała do drzwi mieszkania Süleymana i Sedata (Tolga i Semih mieli już wówczas własne lokum), a potem ich aresztowała. Po zaledwie dwudziestu sześciu meczach w roli profesjonalisty, kierowca „Machete gang” (a skrzydłowy na drugi etat) poszedł do paki.

***

Uznałem, że już po mnie, po mojej karierze – wspomina Koç. Czy „kariera” to za duże słowo, skoro grał ledwo w trzeciej lidze? Niekoniecznie. Szło mu naprawdę nieźle i wpadł w oko drużyn z 2 Bundesligi, mówiło się także o zainteresowaniu tureckiej młodzieżówki.

22 grudnia 2011 roku usłyszy wyrok: trzy lata i dziewięć miesięcy. To nie on z maczetami atakował ludzi, to nie on planował i organizował skoki, ale nie da się ukryć: brał we wszystkich udział w pełni świadomie, bez żadnego zastraszania i zmuszania z czyjejś strony. W dodatku na jego niekorzyść działała, by tak rzec, wymowna małomówność.

***

Pierwszy krok, by wrócić do piłki? Nieszablonowy, a mianowicie: listy. Nie do rodziców, brata czy adwokata, ale do kolegów z drużyny i trenera.

Przepraszał ich. Listy były szczere, mocne, pełne emocji i skruchy. Do tego stopnia, że dwaj koledzy z Babelsberga, Anton Makarenko i Almedin Civa, zaczęli regularnie korespondować z Süleymanem by dodać mu otuchy. Trener również wysłał list swemu byłemu podopiecznemu, w którym zachęcał go do pracy.

Image and video hosting by TinyPic

Uznałem, że nie poddam się, że będę walczył – tak Süleymanowi powracała wiara; sam wykonał pierwszy ruch, ale otrzymał wsparcie. Znalazł się odzew, ktoś złapał wyciągniętą przez niego rękę. Koç, spędzający wówczas 23 godziny dziennie w swojej celi, trenował jak się tylko dało. Dbał o siłę fizyczną, koordynację, korzystał raz w tygodniu z więziennej siłowni, gdzie pracował na rozklekotanym rowerze. Wszystko fajnie, ale gdzie w tym wszystkim piłka?

Nie wiem czy dostał jakąkolwiek by móc chociaż ją poodbijać od ścian. Ale kto wie, może tak było? Ponoć dyrektor więzienia był mu przyjazny. Kilka razy zabrał go na boisko, dał potrenować z piłką na otwartej przestrzeni, a nawet motywował: – Jeśli rzeczywiście jesteś dobry, to spraw, by zasłużyć na drugą szansę.

***

Sule trenuje, chodzi do psychologa, utrzymuje kontakt z Babelsbergiem. W więzieniu cieszy się szacunkiem, nikt go nie zaczepia, życzą powrotu do piłki. Składa podanie o przeniesienie do otwartego zakładu, z którego mógłby wychodzić na treningi.

Dostaje zgodę niedługo przed początkiem sezonu 12/13. Zgłasza się wtedy do swojego byłego klubu, a tam początkowo natrafia na afront. Niektórzy działacze są przeciwko pozyskaniu chłopaka z problemami. Wszystko rozstrzyga jednak prezydent klubu, Thomas Bastian. – Jeśli żałuje tego co zrobił, zasługuje na drugą szansę.

Image and video hosting by TinyPic

Warunki w pace nie najgorsze

Trener wita Süleymana z entuzjazmem, tak samo koledzy.

No, może poza tymi, z którymi Koc ma walczyć o skład, bo szybko okazuje się, że umiejętności nie stracił.

***

Im dłużej trwał sezon, tym bardziej Süleyman się rozkręcał. To nie dziwi: żył przecież piłką dzień i noc. Każdy trening był jak łyk tlenu, najbardziej wyczekiwany fragment dnia. Z takim podejściem trudno nie robić błyskawicznych postępów.

Klub mimo jego dobrej gry, spadł z ligi. Na czwartym poziomie, po solidnie przepracowanym lecie, Süleyman dzielił i rządził. Gole i asysty na okrągło, do tego wykształcił w sobie charakter lidera. Doszło do tego, że pod koniec rundy jesiennej sezonu 13/14 był kapitanem Babelsberga.

Wielka rzecz, prawda? Gość, który codziennie spędzał noce za kratami, kapitanem przecież nie jakiejś anonimowej drużyny, a mającej swoją historię i uznane miejsce na mapie berlińskiej piłki.

Wyjątkowa sprawa. Ale dla Süleymana jeszcze większą nagrodą było zwolnienie z więzienia w grudniu 2013 roku. Na pewno dobra gra w Babelsbergu nie zaszkodziła: każdy w klubie mógł zaświadczyć, że Koç spisuje się wzorowo. W dosłownym tego słowa znaczeniu, bo kogo jak nie wzór dla innych nominujesz na kapitana?

***

Na prawym przedramieniu ma wytatuowane: YASAR. To imię jego ojca.

Gdy ojciec zobaczył obu swoich synów na ławie oskarżonych, a potem maszerujących za kraty, nie wstydził się ich. Uczucie było inne: czuł winę, że temu nie zapobiegł. Obwiniał się, że źle ich wychował. To była jego osobista porażka.

W czasach więziennych, zapytany o tatuaż powiedział: „Rodzina to moja wolność”. Nie może dziwić więc, że tak często podkreśla jak ważne dla niego, że rodzice znowu mogą być z niego dumni.

Brat? Na Facebooku Sedata można znaleźć zdjęcia ich obu, wspólnie bawiących na imprezach, fotografujących się z fajnymi dziewczynami, uśmiechniętych, popisujących się. To dawne dzieje, bo Sedat wciąż siedzi, ale ich więź pozostaje mocna: – Chciałbym mu pomóc. W tym momencie jednak nie wiem jak.

Tolga i Semih natomiast nie mogą liczyć na życzliwość. Süleyman zrozumiał, że był wierny kodeksowi, który pociągnął go za ludźmi toksycznymi prosto nad przepaść.

***

Kapitan Babelsberga trafił do Paderbornu, a z tą ekipą wywalczył awans do Bundesligi. Bajka.

Szczególnie, że i tu jest ważną postacią. Jasne, postrachem bramkarzy nie można go nazwać (choć Bernd Leno będzie miał związane z Koçem koszmary), ale fachowcy nazywają Süleymana jednym z najkreatywniejszych piłkarzy beniaminka. Fajna kariera stoi przed nim otworem: wie jak pracować, ma bardzo profesjonalne podejście do futbolu, a przy tym konkretny potencjał.


*Comical goal by Koc against Leverkusn 720p HD… przez wittyfutty

Ważne też, że jego ambicje nie sięgają wyłącznie piłki. – W przeszłości, byłem największym idiotą na świecie. Teraz chcę być przykładem.

Spytacie: dla kogo? Z jednej strony, dla wszystkich tych, którzy wierzą, że można wygrzebać się z bagna. Tych, którzy zbłądzili, ale czują, że jeśli tylko dostaną szansę, to zrobią wszystko by nie zawieść.

Z drugiej strony, dla wszystkich chłopaków z trudnych dzielnic, takich jak ta, w której wychował się Sule. Dla wszystkich dzieciaków, które są ściągane na złą drogę, ulegają wpływom nieciekawego towarzystwa, źle wartościują swoje priorytety.

I trudno szczerze skrzydłowemu Paderborn nie kibicować. Bo prawda jest taka, że im więcej osiągnie, tym mocniejszy wyśle przekaz i jednym i drugim.

Leszek Milewski

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments