Zdjęcie profilowe znomsy

by znomsy

Jaka formacja na Mistrzostwa?

Czerwiec 4, 2018 in Bez kategorii

Dzisiaj dowiedzieliśmy się informacji co najmniej druzgocącej. Filar naszej defensywy, szeryf obrony, doznał kontuzji barku. W zasadzie sposób, w jaki to zrobił, jest tematem na osobny artykuł, którego zawartość nie będzie składała się tylko z wiadra pomyj wylewanych na skład i samego kontuzjowanego. Ale do rzeczy. Wpadła mi i mojemu przyjacielowi do głowy pewna myśl. Dlaczego nie zagrać by na mundialu systemem 5-4-1? Czytaj dalej →

1
2
Zdjęcie profilowe znomsy

by znomsy

Dlaczego uważam, że angielska liga jest lepsza od hiszpańskiej?

Maj 26, 2018 in Bez kategorii

Zanim zaczniecie wyzywać mnie od nieznających się na piłce świń, małp i innych zwierząt, chciałbym zaznaczyć, że nie kwestionuję w żaden sposób wielkości Realu Madryt. Jest on dla mnie teraz taką samą potęgą, jak dla Was i też uważam, że jest obecnie najlepszym klubem na świecie. Teraz jednak wróćmy do tematu. Kilkanaście minut po wygranym przez Królewskich finału Ligi Mistrzów z Liverpoolem takie stwierdzenie wydaje się dziwnym bredzeniem, jednak sądzę, że właśnie w takiej chwili trzeba to jak najmocniej podkreślić.

Zaczniemy może od sytuacji w tabeli. Przeanalizujemy po kolei miejsca w lidze angielskiej, a potem w hiszpańskiej. Miejsca od 1-7 w Premier League: Manchester City, Manchester United, Tottenham, Liverpool, Chelsea, Arsenal, Burnley. I jeszcze ostatnie trzy miejsca w angielskiej ekstaklasie: Swensea, Stoke, West Brom. Teraz LaLiga: Barcelona, Atletico Madryt, Real Madryt, Valencia, Villareal, Betis, Sevilla. I ostatnie trzy miejsca: Deportivo La Coruna, Las Palmas, Malaga. Widzimy więc chyba, że o wielkości ligi nie świadczy wielkość najlepszych drużyn. Pod uwagę trzeba wziąć całą ligę, z wszystkimi mocnymi i słabymi zespołami, żeby pokazać, która liga rzeczywiście jest lepsza. Jako, że w europejskich pucharach w tym sezonie, jak i w poprzednim, prym wiodły kluby z Półwyspu Iberyjskiego, czym nie jestem zdziwiony, to zajmijmy się klubami z niższych miejsc w tabeli. Weźmy w takim razie różnice punktowe w obu ligach. Liga angielska jest zdecydowanie bardziej wyrównana. Nie ma w niej 3 klubów, które wygrywają z każdym, by potem mieć kolosalną przewagę nad resztą stawki i grać każdy mecz o pietruszkę. W Premier League mecze z drużynami ze środka tabeli mogą być ciężkie. Mogą o tym świadczyć chociażby różnice punktowe w strefach spadkowych w tym sezonie. W Anglii pierwsza spadająca drużyna traciła do ostatniego utrzymanego 3 punkty. Jeden wygrany mecz i cała tabela wygląda inaczej. W Hiszpanii jest to 14 punktów. Nie trzeba pokazywać więc, jakiej klasy kluby spadają do drugiej klasy rozgrywkowej w LaLidze, a jakie w Premier League. Pojedynki o pierwsze miejsce nie potwierdzają mojej reguły, ale to, kto zdobywał mistrzostwo w danym roku już tak. Mistrzostwo Anglii zdobywali od 2000 roku: Manchester United (7 razy), Arsenal (2 razy), Chelsea (5 razy), Manchester City (3 razy) i Leicester City (1 raz). W Hiszpanii analogicznie: Real Madryt (6 razy), Valencia CF (2 razy), Barcelona (9 razy) i Atletico Madryt (1 raz). Na pierwszy rzut oka widać, że więcej różnorodności w mistrzach jest w Anglii. Ważne jest też, że Valencia swoje mistrzostwa zdobywała w roku 2002 i 2004, więc 14 lat temu. Mimo wszystko nie jest to kolosalna różnica, jednak na takim poziomie nie możemy mówić o wielkich różnicach w grze klubów z różnych lig. Piłka jest na podobnym poziomie w czołowych europejskich ligach, ale stoi ona na wyższym poziomie w Anglii niż w Hiszpanii. Można się ze mną kłócić, ale wydaje mi się ostatnim i bardzo dobrym argumentem jest to, że na wyspach piłka nożna jest na dobrym poziomie mniej więcej do czwartego szczebla rozgrywkowego. Każdy słyszał o Wycombe czy Cambridge United. Nie są to potęgi, jednak są to kluby, które prezentują przyzwoity poziom gry w futbol. Ale czy ktokolwiek czytał o Racing Club Villables albo Boiro. Wiadomo, że nie świadczy to o poziomie najlepszych lig w danym państwie, ale przecież pokazuje to, że dużo lepszym trzeba być w najwyższej lidze w Anglii niż w Hiszpanii.

Oczywiście jest to subiektywna opinia, która na pewno nie wszystkich przekona. Zawsze jednak warto próbować. Nawet jeżeli angielska piłka przegrała bitwę w obu finałach europejskich pucharów, to nie przegrała wojny.

3
1
Zdjęcie profilowe znomsy

by znomsy

Podsumowanie 2017 w Małopolsce (głównie transferowe)

Grudzień 29, 2017 in Bez kategorii

Rok 2017 przyniósł nam wiele zmian i nowych doświadczeń. W klubach z Małopolski też mogliśmy zauważyć bardzo dużo różnych nowych zdarzeń, a największym jest chyba awans Sandecji Nowy Sącz do LOTTO Ekstraklasy. Ale po kolei.

Zaczniemy od największej nowości w tym roku, czyli właśnie klubu z Nowego Sącza. Pierwszy mecz w 2017 roku rozegrali 2 lutego przeciwko Puszczy Niepołomice. To towarzyskie spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1 dla Sądeczan. Później, w I lidze zanotowali przez rundę wiosenną 11 zwycięstw, 1 remis i 5 porażek, dzięki czemu zapewnili sobie awans do Ekstraklasy z pierwszego miejsca, wyprzedzając Górnik Zabrze trzema punktami. W 2017 udało im się ściągnąc kilku nowych zawodników: z Korony Kielce wypożyczyli Tomasza Zajaca i kupili Charliego Trafforda. Z Górnika Łęczna zdobyli Adriana Bastę, a z Cracovii wypożyczyli Mateusza Wdowiaka. Udało im się również kupić Adriana Jurkowskiego z GKS Katowice. Przed startem Ekstraklasy zespół Radosława Mroczkowskiego również dokonywał zakupów, głównie z Cracovii Kraków. Wypożyczyli on stamtąd Mateusza Cetnarskiego, a kupili Tomasza Brzyskiego. Z Jagielloni Białystok sfinalizowali transfer Jonatana Strausa, a z cypryjskiej pierwszej ligi, z zespołu Etchnikos Achnas, zakupili Plamena Krachunova. Udało im się także kupić Patrika Mraza z Piasta Gliwice, a także Bartosza Gęsiora z drugiej drużyny Ruchu Chorzów. Jeszcze jednego zawodnika ściągneli z za granicy działacze Sandecji, bowiem Dawid Pietrzkiewicz z FK Gabala został kupiony do małopolskiego klubu. Jeden transfer udało się także dogadać ze Stalą Mielec, ponieważ grający tam Aleksandar Kolev zasilił szeregi Sądeczan. Po letniej przerwie klub z Nowego Sącza zaczął rozgrywki w Ekstraklasie. Jak do tej pory zanotował 4 zwycięstwa, 9 remisów i 8 porażek. Po kilku przegranych meczach z klubu tego został zwolniony Radosław Mroczkowski, a zastąpił go Kazimierz Moskal.

Drugim klubem z Małopolski, grającym na co dzień w Ekstraklasie jest Bruk-Bet Termalica Nieciecza. W poprzednim sezonie, w rundzie wiosennej wygrali tylko dwa mecze, zremisowali cztery, a przegrali aż 10 spotkań. W następnym sezonie LOTTO Ekstraklasy zwyciężyli w 5 pojedynkach, zremisowali w 6, a przegrali w 10. W kwestii transferów, klub z Niecieczy mocno stawia na młodzież. W tym i w poprzednim sezonie udało im się przesunąć z zespołu U-19 do seniorskiej drużyny aż trzech zawodników, z czego tylko jednego w kalendarzowym roku 2017 (Winicjusz Wanicki). Ściągneli oni także Kamila Słabego z Sandecji Nowy Sącz, Jána Muchę z Slovana Bratysławy, Bartosza Szeligę z Piasta Gliwice, Bartosza Śpiączkę z Górnika Łęczna czy Martina Mikovicia ze Spartaka Trnava. Wypożyczyli oni Ákosa Kecskésa z Atalanty Bergamo. Kupili oni też Vitalijsa Maksimenko z SV Mattersburg, Krystiana Pede z drugiej drużyny Pogoni Szczecin i Gabriela Iancu z rumuńskiego FC Viitorul. Najnowszym transferem jest kupno Gabriela Matei z FK Zira, który w drużynie z Niecieczy będzie mógł grać dopiero od 1 stycznia 2018 roku. Oprócz zmian w składzie piłkarskim, doszło też do zmiany trenera w tej drużynie. 19 września tego roku klub poinformował, że nowym szkoleniowcem Słoników zostanie rewelacja poprzedniego sezonu, czyli Maciej Bartoszek. Na tym stanowisku zastąpił on Mariusza Rumaka, który również został zatrudniony w 2017 roku, jednak trzy miesiące wcześniej. Rumak przejął stanowisko po Marcinie Węglewskim. Widzimy więc, że na stołku trenera w Niecieczy często coś zmieniano, ale nie przekłada się to zbytnio na wyniki w tym sezonie.

Teraz przenosimy się do stolicy Małopolski, czyli do Krakowa, gdzie swoje stadiony mają Cracovia i Wisła. Najpierw zajmiemy się jednak alfabetycznie Cracovią.

Klub w poprzednim sezonie nie grał najlepiej, zajął tylko 14 miejsce, wyprzedzając 2 punktami Górnik Łęczna. Kiedy nie idzie, winą najczęściej obarcza się trenera, więc dla nikogo nie było zaskoczeniem, że Jacek Zieliński wyprowadził się z Kałuży. Na jego miejsce zatrudniony został Michał Probierz, który z Jagiellonią osiągnął bardzo wiele, jednak nie udało mu się jak na razie dać nadziei na taki wynik pod koniec sezonu kibicom. Po rundzie jesiennej zajmują oni bowiem 12 miejsce z 5 zwycięstwami, 7 remisami i 9 porażkami. Rundę wiosenną poprzedniego sezonu skończyli z 4 wygranymi, zremisowali 6 razy, a przegrali 7. Oni również, podobnie jak Termalica, większości zawodników szukali na własnym podwórku. Aż 3 zawodników ściągnęli oni ze swojej drugiej drużyny(m.in. Kamila Pestkę, który rozgrywa dużo spotkań w pierwszym składzie w LOTTO Ekstraklasie) i 3 z drużyny U-19. Oprócz tego, udało im się kupić  Jaroslava Mihalika z SK Slavia Praga, Segieja Zenjova i Javiego Hernandeza z FK Gabala, Szymona Drewniaka z Lecha Poznań,  Adama Deję z Podbeskidzia Bielsko-Biała czy Lennarda Sowaha z Heart of Midlothian FC. Wypożyczyli oni także Maticia Finka, podstawowego prawego obrońcę w układance Michała Probierza, z Caykur Rizespor. Sfinalizowali też transfer Michała Helika z Ruchu Chorzów, Oleksiy Dytiayeva z Karpat Lwów, Michala Peskovicia z Korony Kielce czy Michala Siplaka ze słowackiego MFK Zemplin Michalovce.

Drugi krakowski klub to Wisła. Ich również nie ominęła zmiana trenera. Ta roszada nie była według mnie najmądrzejszym pomysłem, zwłaszcza, że Biała Gwiazda nie osiągała bardzo złych wyników. Uważam, że bardziej uzasadnione byłoby zwolnienie Ramireza po porażce w Wielkich Derbach Krakowa i z Zagłębiem Lubin. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, nowy trener jest już w Krakowie i oglądał już obiekty Wisły, pozostaje mieć nadzieję, że będzie osiągał lepsze wyniki w oczach działaczy klubu. W poprzednim sezonie Wiślacy zajęli 6 miejsce, a w rundzie wiosennej zaliczyli 7 zwycięstw, 2 remisy i 8 porażek. Z kolei w rundzie jesiennej tego sezonu 9 razy wygrali, 4 razy zremisowali, a 8 razy przegrali, co daje im 8 miejsce w tabeli. Jeśli chodzi o transfery, najwięcej piłkarzy przesunęli oni z drużyny U-19 (Kacper Laskoś, Kacper Chorążka i Błażej Sikorski). Oprócz tego wypożyczyli Evera Valencię i Cristiana Echavarrię z Independiente Meddelin, Ze Manuela z FC Porto, kupili Marko Kolara i Tibora Halilovicia z NK Lokomotiva Zagreb, Zorana Arsenicia z NK Osijek, Denysa Balanyuka z Dnipro Dniepropetrowsk, Martina Kostala ze Spartaka Trnava i Victora Pereza z Realu Valladolid. Ściągnęli oni też Hugo Videmonta z AC Ajaccio, Jesusa Imaza z Cadiza CF, Jakuba Bartkowskiego z Wigier Suwałki, Ivana Gonzaleza z AD Alcorcon, Carlitosa z Villarealu CF B, Pola Lloncha z Girony FC, Kamila Wojtkowskiego z RB Lipsk U-19, Vullneta Bashe z UCAM Murcia CF i Wojciecha Słomkę z AS Progresu U-19. Jak widać, bardzo dużo zawodników zostało ściągniętych z Hiszpanii, czego powodem był na pewno dyrektor ds. sportowych w Wiśle, który jest Hiszpanem. Działacze Białe Gwiazdy spotkali się również z falą krytyki dotyczącej dużej ilości obcokrajowców. Osobiście nie zgadzam się z tymi głosami. Wydaje mi się, że jest to przesadzone, w ostatnim spotkaniu z Zagłębiem Lubin w pierwszym składzie co prawda wyszło tylko pięciu Polaków, ale cała ławka rezerwowych, z wyjątkiem Denysa Balanyka, była zapełniona naszymi rodakami. Oczywiście zawsze może być lepiej, ale sądzę, że nie jest na razie tak źle, jak niektórzy to przedstawiają.

To już koniec tego podsumowania. Jak widać, małopolskich klubów nie ominęły zmiany, ale wszyscy mamy nadzieję, że te roszady przyniosą efekt. Jak na razie bowiem, z czterech ekstraklasowych drużyn z Małopolski, trzy znajdują się na miejscach od 12 do 14.

1
2
Zdjęcie profilowe znomsy

by znomsy

Wisła przegrywa z Wisłą…

Grudzień 10, 2017 in Bez kategorii

Nie mogą do udanych zaliczyć ostatnich tygodni zawodnicy Wisły Kraków. Dzisiaj zanotowali drugą z rzędu porażkę, tym razem ze swoją imienniczką z Płocka, i znajdują się na 8 pozycji, wyprzedzając swojego dzisiejszego rywala dwoma punktami. Jakby tego było mało, dwie godziny po spotkaniu zarząd poinformował na swojej stronie, że Kiko Ramirez został zwolniony i jutro poznamy nazwisko jego następcy.

W zasadzie, piłkarze nie rozpieszczali nas w to zimne, grudniowe popołudnie. Przez pierwsze pół godziny gry nie widzieliśmy choćby jednej groźnej sytuacji. Cały czas pochłonęło bezsensowne klepanie piłki między obrońcami i długie podania albo na Carlitosa, albo na Kante. W 34 minucie z boiska musiał zejść Igor Łasicki, który po uderzeniu Kiełpina w głowę kilka razy podbiegał do sztabu medycznego na ławce trenerskiej i mówił, że nie wie gdzie jest. Dziesięć minut przed przerwą zdecydował się na zejście z boiska, a za niego pojawił się na nim Alan Uryga, co kibice na Reymonta przyjęli bardzo ciepło. Pięć minut później pierwsze sprawiające niebezpieczeństwo uderzenie oddał Wojtkowski, najlepszy zawodnik gospodarzy w tym meczu, ale piłka minęła słupek Kiełpina. Kilka minut później, całkowicie niespodziewanie, bramkę strzeliła drużyna gości. Po słabym wybiciu futbolówki z pola karnego dopadł do niej Damian Szymański i mocnym uderzeniem pokonał Cuestę, który nie bronił w tym meczu dobrze, ale w tej sytuacji nie miał nic do powiedzenia. Jeszcze przed gwizdkiem arbitra szansę mieli podopieczni Kiko Ramireza. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę uderzył główką Carlitos, ona jednak odbiła się od poprzeczki, a poprawkę obronił Kiełpin. Po przerwie nie widzieliśmy nadal dobrych i szybkich akcji, a wręcz przeciwnie, ponieważ goście zamurowali własną bramkę, próbując strzelić drugą bramkę z kontry, a krakowianie atakowali tak nieporadnie i niedokładnie, że niespodzianką byłoby wyrównanie. Przez ostatnie dziesięć minut gospodarze właściwie tylko wybijali piłkę na Lópeza, a zawodnicy z Płocka wyszli z kilkoma kontrami. Jedna z nich skończyła się czerwoną kartką dla Victora Péreza, który  w przeciągu dosłownie trzydziestu sekund dwa razy spóźnił się z kopnięciem i dwa razy trafił w nogi przeciwnika, za co arbiter, słusznie, wysłał go do szatni.

Ważnym wydarzeniem był także debiut w pierwszej drużynie Marcina Wasilewskiego, co było spowodowane głównie czerwoną kartką zdobytą przez Głowackiego w meczu z Górnikiem. Nie może jednak były reprezentant Polski zaliczyć tego meczu do udanych. Otrzymał on żółtą kartę za brzydki faul na Kante, nie był na tyle wartościowy w obronie, żeby można było uznać go za chociaż lepszego od Arsenicia, który też nie zagrał dziś rewelacyjnie. Jak na razie, Wisła z Wasylem w składzie nie wygrała ani jednego spotkania.

W następnej kolejce Wisła Kraków podejmie na wyjeździe Cracovię w 195 Wielkich Derbach Krakowa, a Wisła Płock zagra u siebie z Sandecją.

10.12.2017,  Ekstraklasa

Wisła Kraków – Wisła Płock 0:1 (0:1)

Bramki: Damian Szymański 42’

Kartki: Marcin Wasilewski 52’, Victor Pérez 90’, 90’  – Damian Szymański 24’

Wisła Kraków: Julián Cuesta – Jakub Bartkowski, Marcin Wasilewski, Zoran Arsenić, Maciej Sadlok – Victor Pérez, Kamil Wojtkowski (Paweł Brożek 56’), Vullnet Basha – Rafał Boguski (Jakub Bartosz 69’), Carlos López, Jesús Imaz (Patryk Małecki 69’)

Trener: Kiko Ramirez

 

Wisła Płock: Seweryn Kiełpin – Cezary Stefańczyk, Adam Dźwigała, Igor Łasicki (Alan Uryga 34’), Arkadiusz Reca – Konrad Michalak (Jakub Łukowski 83’), Damian Szymański, Semir Štilić (Dominik Furman 67’), Damian Rasak, Nico Varela – José Kanté

Trener: Jerzy Brzęczek

 

Sędzia główny: Bartosz Frankowski

Sędzia asystent 1: Jakub Winkler

Sędzia asystent 2: Marcin Sadowski

Sędzia techniczny: Tomasz Wajda

Sędzia VAR 1: Krzysztof Jakubik

Sędzia VAR 2: Marcin Boniek

 

Widzów: 10 141

0
0
Zdjęcie profilowe znomsy

by znomsy

Mecz 12 kolejki, w którym drużyna pierwszy raz od początku sezonu wygrywa ligowy mecz na własnym podwórku

Październik 16, 2017 in Bez kategorii

Pierwsze zwycięstwo w lidze przed własną publicznością zaliczyli dziś podopieczni Michała Probierza. W meczu z 13 w tabeli Pogonią nie zagrali może wspaniałego futbolu, ale to, co zaprezentowali w zupełności wystarczyło na wygraną 3:0. Mają co świętować krakowianie, bowiem tym zwycięstwem zapewnili sobie wyjście ze strefy spadkowej właśnie na rzecz szczecinian.

Jednak trzeba powiedzieć, że pierwsza połowa była dużo ciekawsza niż druga, mimo iż padło w niej mniej bramek. Na prowadzenie wyprowadził Pasy już w 2 minucie spotkania Malarczyk, który dopadł do piłki przed polem karnym i zdecydował się na uderzenie, który po odbiciu się od słupka wpadło do siatki. Do przerwy goli już nie oglądaliśmy, jednak na nudę nie mogliśmy narzekać. Wiele dobrych szans mieli zarówno zawodnicy Cracovii na podwyższenie prowadzenia, lecz także gracze Pogoni mogli doprowadzić do wyrównania. Na przykład w 30 minucie świetną szansę miał Frączczak, ale jego uderzenie z główki było bardzo niecelne.  Z kolei w drużynie Cracovii wyśmienitą sytuację zmarnował Hernandez, którego strzał z wolnego z 20 metra minął słupek.

Po zmianie stron nie widzieliśmy wielu strzałów i groźnych akcji, ale jeżeli jakieś uderzenie było, to zazwyczaj kończyło się bramką. W 51 minucie zrekompensował swój wcześniejszy rzut wolny meksykański pomocnik, który strzałem z 16 metra pokonał Załuskę. Mógł się jednak lepiej zachować w tej sytuacji bramkarz Pogoni, który właściwie miał już piłkę na rękach, ale mimo to prześlizgnęła się ona do bramki. Ostatni celny strzał w meczu to gol Piątka na 3:0. Po fatalnym błędzie Dvaliego, który przed tą sytuacją grał niezły mecz, na akcję sam na sam wyszedł napastnik Pasów i strzelił swoją 6 bramkę w lidze.

Po meczu pokazali swoją radość kibice krakowian, którzy pierwszy raz od bardzo dawna podziękowali swoim piłkarzom za grę. Nie było wyzwisk ani obelg, choć wydawać by się mogło, że piłkarze nie starli jeszcze do końca złego wrażenia. Z kolei w zespole Macieja Skorży nastroje są coraz gorsze. Po tej porażce zajmują oni bowiem dopiero 15 miejsce w tabeli, wyprzedając jedynie Piast (tylko różnicą bramkę, punktów te obie drużyny mają po tyle samo). Szczecinianie również od dawna nie zaznali słodyczy ligowego zwycięstwa. Ostatnie trzy punkty zgarnęli oni w meczu z Arką Gdynia 19 sierpnia 2017 roku. Mimo że trener Pogoni trzyma się jeszcze swojego krzesełka, na pewno znajdą się tacy, którzy wyrzuciliby go jak najprędzej. Jako, że jestem przeciwnikiem takich rozwiązań, liczę bardziej na twardą, męską rozmowę w szatni i realną zmianę, którą może zaznają piłkarze po zorientowaniu się, że niebezpiecznie zbliżyli się do spadku do I ligi.

1
2
Zdjęcie profilowe znomsy

by znomsy

Jedna rzecz do poprawy i będzie epicko!

Październik 11, 2017 in Bez kategorii

Doszedłem dziś do wniosku, że my naprawdę mamy świetną reprezentację. Jedyna rzecz do poprawy to tylko gra, kiedy wynik mamy korzystny. Wiem, że mówiło to przede mną miliony ludzi i pewnie po mnie powtórzy to kolejny milion, ale w zasadzie w tym jednym zdaniu kryje się niesamowicie dużo ukrytych znaczeń. Przecież my wychodzimy na niezłą reprezentację Danii i po pierwszej połowie ją miażdżymy. Wychodzimy na równie niezłą Czarnogórę i po kwadransie jest 2:0. Możemy mówić o potknięciach, ale czy inne drużyny nie miały wypadków przy pracy?

Chodzi mi głównie o to, że kiedy mamy remis albo przegrywamy jesteśmy niewyobrażalnie silni. Przecież na EURO 2016 ciśniemy Szwajcarię, bezproblemowo klepiemy Portugalię. Jesteśmy nie do zatrzymania, ale niestety tylko do momentu, w którym nie musimy bronić wyniku. Powstaje troszkę paradoks. Wtedy, kiedy wszyscy grają spokojnie, dwubramkowe prowadzenie, jesteśmy ewidentnie lepsi, nasza narodowa drużyna zaczyna potykać się o własne nogi i to na prostej drodze. W zasadzie paradoksy najtrudniej wytłumaczyć, więc nie oczekiwałbym na tłumaczenie ze strony selekcjonera. Liczę bardziej na jego niezaprzeczalny kunszt trenerski i na jego okres przygotowawczy do MŚ, w którym MUSIMY to poprawić. Wszystkie nasze niepowodzenia opierają się tylko na tym problemie. Eliminując cofanie się po stracie bramki, prawdopodobnie wygralibyśmy z Portugalią. W półfinale możliwe, że pokonalibyśmy Walię. I co? Finał EURO. Jedna rzecz, a z ćwierćfinału możemy zrobić półfinał, a nawet sam finał. Zabrzmiało to logicznie, ale teraz czas na rozwiązanie problemu.

Jak już wcześniej pisałem, rozwiązać go będzie trudno, ale nie jest to niemożliwe. W towarzyskich meczach z Urugwajem, Meksykiem, a później w spotkaniu w marcu (możliwe, że z Brazylią)  trener Nawałka musi wymusić grę średnim pressingiem cały mecz. Nie można wpłynąć na umysłu piłkarzy, ale może rozmowy, treningi i wypróbowanie stabilnej taktyki pomoże naszemu zespołowi. Mam nadzieję, że uda się nie tylko zainicjować grę nowych zawodników w kadrze, ale też właśnie spróbujemy zastosować nową taktykę, która raczej naszej reprezentacji nie zaszkodzi, może co najwyżej pomóc.

2
0
Zdjęcie profilowe znomsy

by znomsy

Reprezentacja z awansem na mundial!!!

Październik 10, 2017 in Bez kategorii

Teraz, po wszystkich dziesięciu ciężkich spotkaniach w grupie eliminacyjnej, po trudnych momentach w meczu z Danią i po tych wspaniałych, jak na przykład mecz w Erywaniu, możemy odetchnąć z ulgą i powiedzieć sobie, że polska reprezentacja jedzie na Mistrzostwa Świata 2018 do Rosji! W ostatnim spotkaniu z Czarnogórą polskiej drużynie wystarczył remis (porażka była możliwa tylko w przypadku remisu lub porażki Danii z Rumunią), ale na szczęście mecz ten nie bezproblemowo wygraliśmy.

Pierwsze 15 minut spotkania wyglądało tak, jak prawie zawsze. Dwie szybko strzelone bramki, pierwsza przez Mączyńskiego po wydaje się przypadkowej asyście Zielińskiego, a drugą Grosicki po dobrym podaniu od Lewandowskiego. Do przerwy jednak to Czarnogórcy starali się strzelić bramkę, my byliśmy za bardzo cofnięci. I na nasze nieszczęście, w 78 minucie pięknym strzałem popisał się Mugosa, dając bramkę kontaktową dla gości. Bardzo szybko, bo już pięć minut później, wyrównanie dał Tomasević, który wykorzystał bierność naszych zawodników po rzucie rożnym i mocno po ziemi, sprzed pola karnego pokonał Szczęsnego. W takich momentach bardzo często rodzą się bohaterowie. W naszej reprezentacji już taki się narodził, ale w tym meczu tylko utwierdził nas w swoim przekonaniu. Bramka na 3:2 była tylko zasługą naszego napastnika, który instynktownie poszedł za za lekko podaną piłką przez obrońcę, w starciu z bramkarzem nie odstawił nogi, przez co znalazł się sam na sam z pustą bramką. Pozostało mu tylko dopełnić formalności i wprawić w wielki entuzjazm cały PGE Narodowy i wszystkich kibiców w całej Polsce. Po tym golu w zasadzie nie przestaliśmy atakować. Chwilę później bardzo mocno z woleja w pole karne piłkę posłał Błaszczykowski, tam musnęła ona jeszcze nogę Lewandowskiego, a potem odbiła się od obrońcy gości i wpadła do bramki Petkovicia. Tego już naprawdę nie dało się zepsuć. Szybko uciszeni Czarnogórcy nie byli w stanie już się podnieść i w ostateczności zwyciężyliśmy 4:2, co dało nam awans na mundial bez patrzenia na wyniki innych spotkań. Co prawda Dania tylko zremisowała z Rumunią, więc nawet porażka dawałaby nam radość, ale zdecydowanie lepiej w tabeli wygląda zwycięstwo, a nie przegrana.

W poniedziałek w programie internetowym poświęconym całkowicie awansowi Dariusz Szpakowski powiedział bardzo mądre zdania: „Teraz, najważniejsza jest pokora. W 2002 roku też awansowaliśmy po 16 latach i wszyscy wiemy, jak to się skończyło (4 miejsce w grupie, 3 punkty, 3 bramki strzelone i  7 straconych). Podobnie było w roku 2006 (3 miejsce w grupie, 3 punkty, 2 bramki strzelone i 4 stracone).” I tego właśnie trzeba życzyć piłkarzom przed nadchodzącymi Mistrzostwami Świata. Jesteśmy dobrą reprezentacją, ale nie najlepszą. Musimy znać swoją wartość, ale nie popadać w samozadowolenie, bo brakuje nam jeszcze wiele, zwłaszcza w defensywie. Mimo tego wszystkiego musimy trzymać kciuki za naszych zawodników i cieszyć się z tak wielkiego doświadczenia, jakim jest mundial.

 

1
2