Czy model socios miałby szanse sprawdzić się w Legii?

Styczeń 15, 2017 in Bez kategorii

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie wydarzenia, które ostatnio miały miejsce w otoczeniu Legii, czyli nadchodzące rozwiązanie kwestii właścicielskich oraz dość błaha, zdawać by się mogło, kwestia zwrotu za mecz z Realem. A dokładniej reakcje kibiców na rozwiązania, które proponuje klub.

Na początek nakreślmy, kim dokładnie są socios. Są to kibice posiadający karty członkowskie oraz uiszczający roczne opłaty na rzecz klubu, ale za to dysponujący też kilkoma dodatkowymi przywilejami w postaci m. in. zniżek, priorytetowego kupna biletów oraz możliwości udziału w wyborach prezydenta klubu. Na przykładzie Barcelony z 2014 roku, opłata członkowska wynosiła 136,50 euro, co można przyjąć za równowartość około dwóch biletów. Gdy dodamy do tego fakt, że w 2015 roku zarejestrowanych socios było 145 tysięcy, zbiera nam się całkiem pokaźna kwota. Czy coś takiego mogłoby funkcjonować w Legii? Gdyby przełożyć to na złotówki, równowartość dwóch spotkań należałoby przyjąć na poziomie około 100 pln (uśredniając koszt biletów na wszystkie sektory). Akurat tak się składa, że jest to kwota, która (po uśrednieniu) jest zbliżona do wysokości zwrotu za mecz z Realem Madryt.

Część kibiców wystąpiła o zwrot, część tego nie zrobiła – jakie są dokładne liczby niestety nie mam pojęcia. Istotne jest jednak to, w jaki sposób argumentuje się swoje postępowanie. Daleki jestem od oceniania, kto zrobił dobrze, kto zrobił źle – każdy miał prawo zdecydować, czy chce te pieniądze odebrać, czy może zostawić w klubie. Klub dla tych kibiców, którzy nie dokonali zwrotu przygotował 50% zniżki na mecz z Ajaxem, co było pozytywnym zaskoczeniem, ale i tu pojawiły się głosy krytyki. Znamienne było to, że w niektórych komentarzach pojawiały się matematyczne kalkulacje, czy bardziej opłacało się odebrać zwrot i kupić bilet na Ajax za pełną kwotę, czy może skorzystać z rabatu. Czytając to wszystko, powoli zacząłem się zastanawiać, czy piszący je ludzie to jeszcze kibice, czy może już klienci? Jakże zupełnie inny wydźwięk mają takie wypowiedzi w zestawieniu z dobrowolnymi składkami rocznymi, które hiszpański kibic wpłaca na swój klub, wiedząc, że te pieniądze pójdą na jego rozwój. Zastanawiam się, jak duża część kibiców byłaby skłonna z własnej woli dokonać corocznej wpłaty w wysokości 100 pln na rzecz klubu, jednocześnie nie mogąc zdecydować, na co zostaną wydane pieniądze? Jasne, argument o tym, że jeśli za coś płacimy, to należy nam się usługa/towar można stosować, ale wydaje się, że kibicowanie i przychodzenie na stadion jest czymś więcej niż zwykłą wymianą handlową. Osobiście, gdy tylko dowiedziałem się, że meczu z Realem nie obejrzę, ostatnią rzeczą, o której pomyślałem, to było odbieranie 1/3 wartości pakietu na LM. Po prostu emocji na stadionie nikt mi nie zwróci, a jednocześnie pomyślałem od razu, jak wiele klub straci przez pusty stadion. Stąd bardzo szanuję decyzję każdego kibica, który nie skorzystał ze zwrotu i potraktował to jako swoją cegiełkę w rozwój klubu.

Kolejną kwestią są wybory prezydenta, w których socios mogą brać udział. Załóżmy przez chwilę, że Dariusz Mioduski wykupuje duet Leśnodorski&Wandzel i zostaje właścicielem 100% akcji Legii. Jako właściciel powołuje prezesa, co do którego ma przekonanie. Diametralnie inaczej wygląda natomiast sytuacja, gdy prezes nie byłby powoływany, a wybierany w wyborach. W takiej sytuacji zakochany w Legii Bogusław Leśnodorski mógłby stanąć do rywalizacji z kandydatem Dariusza Mioduskiego i biorąc pod uwagę, że na swoim koncie ma jeden z najpiękniejszych okresów Legii w historii, na pewno nie stałby na straconej pozycji. Co więcej, śmiem twierdzić, że wygrałby i to dość pewnie. Są to oczywiście tylko teoretyczne rozważania, ale pokazujące, jak zupełnie inaczej wygląda sprawa kontynuacji strategii prowadzenia klubu w sytuacji, gdy właściciel musi liczyć się z głosem fanów. Bo czasy, gdy właściciel się z tym głosem nie liczył już przerabialiśmy i chyba nikt nie chciałby, aby one wróciły.

Na koniec mała kalkulacja. Legia ma ponad 200 tysięcy wyrobionych kart kibica, sprzedała ponad 10 tysięcy karnetów. Jest spora grupa kibiców, którzy chodzą regularnie na mecze, ale nie posiadają karnetu, co widać po frekwencji, gdzie w bieżącym sezonie utrzymujemy ją na średnim poziomie w okolicach 20 tysięcy. Ile mogłoby się znaleźć chętnych, do bycia członkiem klubu i jednocześnie współdecydowaniu o jego losach? Jeśli założymy, że każdy z regularnie uczęszczających kibiców wpłacałby rocznie kwotę 100 pln, otrzymujemy 2 miliony złotych. 500 tysięcy euro. Po dwóch sezonach jest milion. Dodatkowy milion euro na np. transfer lub opłacenie kontraktu zawodnika wysokiej klasy, jakim jest chociażby Odjidja-Ofoe.

Biorąc pod uwagę to wszystko, z jednej strony taki model daje ogromne dodatkowe możliwości funkcjonowania i dodatkowego kopa finansowego, z drugiej strony… czy nie zrobiłem zbyt optymistycznych założeń? Jeśli kibice na forach narzekają na formy zwrotów, przerzucają się kwotami różniącymi się o 20 pln i wykazywaniem, jaka forma zwrotu się bardziej opłaca, to zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy w naszych polskich, legijnych warunkach, taki system mógłby się sprawdzić.

0
0