Reklama

Jurgen Klopp – szlifierz diamentów, który czeka na przełom

redakcja

Autor:redakcja

24 kwietnia 2018, 17:03 • 4 min czytania 5 komentarzy

Jurgen Klopp tylko pozornie prowadzi łatwe życie zawodowe. Niby pracuje w dużych klubach, gdzie niczego nie brakuje, niby dostaje pieniądze na transfery, ale ogólnie stoi na niespecjalnie stabilnym gruncie. Niemiec od kilku sezonów regularnie porusza się bowiem po placu budowy. Może nie musi zaczynać od wylewania fundamentów, by następnie z mozołem wznosić kolejne piętra, ale pracy i tak ma dużo. W jego drużynach cały czas coś się dzieje, coś się zmienia, coś jest przerabiane. Efekt jest taki, że brakuje stabilizacji i spokoju, co bez wątpienia przekłada się na rezultaty. Niewykluczone jednak, że obecny sezon, z naciskiem na Ligę Mistrzów, będzie przełomowy i remonty wreszcie przestaną przeszkadzać.

Jurgen Klopp – szlifierz diamentów, który czeka na przełom

Odkąd Klopp pojawił się na Anfield Road, niemal co okienko transferowe zmuszony jest ostro kombinować ze składem. Przed i w trakcie bieżących rozgrywek do jego zespołu dołączyło sześciu zawodników. Poza Dominikiem Solanke wszyscy pełnią ważne lub bardzo ważne role w układance niemieckiego szkoleniowca. Wprowadzanie do drużyny takiej ilości zawodników siłą rzeczy nie jest proste i w jakiś sposób musi odbić się na wynikach. Oczywiście Liverpool radzi sobie całkiem, całkiem, ale hurtowe zmiany raczej nie gwarantują trenerowi pełni komfortu.

Klopp z podobną sytuacją musiał zresztą mierzyć się już sezon wcześniej. Pięć transferów ważnych zawodników do klubu i cała rzesza wysłanych w przeciwnym kierunku, to naprawdę spory ruch. Z jednej strony jest to zrozumiałe, bo Niemiec, po prostu zaczął tworzyć drużynę według autorskiego planu, ale z drugiej – zestawiając ze sobą cztery okienka transferowe – brakuje w tym wszystkim ciągłości pracy. A przecież to właśnie ciągłość pracy ma największe przełożenie na osiągane rezultaty.

Cofając się jeszcze dalej, można zauważyć, że z podobnymi problemami Klopp musiał zmagał się też w Borussi Dortmund. Od 2012 roku skład zespołu przechodził gruntowny remont, co przełożyło się na dużo mniej obfity w trofea okres. Nie można powiedzieć, że słaby, ponieważ Borussia cały czas była w skali Europy naprawdę solidną firmą, ale w porównaniu z tym, co było wcześniej, różnicę dało się zauważyć gołym okiem. Klopp oczywiście cały czas dawał radę, choć skrycie marzył pewnie o trochę innych warunkach do pracy.

Fakt, iż drużyny, które prowadził, mimo licznych liftingów potrafiły utrzymać się w ligowej czołówce, to przede wszystkim zasługa niemieckiego trenera. Klopp ma w sobie pierwiastek, który pozwala mu dotrzeć do piłkarzy i wydobyć z nich wszystko, co najlepsze. To właśnie pod jego czujną opieką wielu zawodników wykonało milowy krok do przodu. Niektórzy dobili nawet do poziomu światowego, dzięki czemu mogli przenieść się do zespołów lepszych niż Borussia czy Liverpool. Najświeższy przykład to oczywiście Philippe Coutinho, który grając u Jurgena Kloppa, zaliczył statystycznie najlepszy sezon w karierze i dziś po boiskach biega już w koszulce Barcelony. Wcześniej pod okiem Niemca kapitalnie rozwinęli się Robert Lewandowski i Mario Goetze zgarnięci w odpowiednim momencie przez Bayern Monachium oaz Ilkay Gundogan z Manchesteru City. W kolejce do sportowego awansu ustawiony jest też Mohamed Salah, który aktualnie robi w Premier League wszystko, na co tylko ma ochotę.

Reklama

Lewandowski, Salah czy Coutinho to najbardziej jaskrawe przykłady świetnej ręki Kloppa do piłkarzy. Jeśli jednak zejdzie się trochę niżej, to łatwo można dojść do wniosku, że Niemiec maksimum potrafił wyciągnąć też z zawodników o znacznie mniejszym talencie. W Borussii dał szansę chociażby Marcelowi Schmelzerowi, który ostoją defensywy klubu stał się na kilka ładnych sezonów. Nuri Sahin co prawda nie poradził sobie nigdzie poza Dortmundem, ale umówmy się, że Real Madryt raczej nie sięga po byle kogo. Analogicznie rzecz ma się z Shinjim Kagawą, który przepadł na Old Trafford, a który u Kloppa czarował praktycznie zawsze. Na wyższy poziom wskoczył nawet James Milner, piłkarz wydawałoby się mocno zużyty, który idealnie odnajduje się w systemie niemieckiego trenera.

Skoro zatem Klopp potrafi tak świetnie wpływać na piłkarzy, to dlaczego prowadzone przez niego drużyny od 2014 r. nie potrafią nic wygrać? Odpowiedzią na to pytanie może być właśnie permanentna przebudowa, z którą spotyka się w każdym miejscu pracy. Oczywiście inne kluby, zwłaszcza angielskie, też kupują na potęgę, ale Niemiec mimo wszystko celuje w trochę innych zawodników niż Chelsea czy oba Manchestery, więc już na starcie ma utrudnione zadanie.  – Jeśli ktoś zawoła sobie sto milionów euro za jakiegoś zawodnika, to temat od razu przestaje mnie interesować. Nie chcę tyle płacić. Znacznie lepiej jest samemu sprzedać piłkarza za takie pieniądze. Dzisiaj wszyscy myślą, że w futbolu najważniejsze są pieniądze. Pieniądze, pieniądze, pieniądze! Okej, ale trzeba pamiętać, że nie można wyrzucać ich w błoto. Trzeba umieć oszczędzać, żeby mieć możliwość wydawania na ważniejsze rzeczy niż transfery – mówił kilka tygodni po objęciu The Reds w rozmowie z portalem goal.com

Czy Klopp kiedykolwiek zmieni swoje podejście? Być może rynek na swój sposób już to na nim wymusił, o czym świadczyć może zimowy transfer Virgila van Dijka. Generalnie jednak Niemiec woli być szlifierzem diamentów niż ich kolekcjonerem. Wychowywanie piłkarzy i rozwijanie w nich najlepszych cech wychodzi mu fantastycznie. Problem pojawia się wtedy, gdy z jego drużyny wyciągane są kolejne klejnoty. Wówczas swoją pracę musi zaczynać od początku, a to siłą rzeczy delikatnie przeszkadza w wygrywaniu. Przełom, i to wielki, może jednak nadejść już wkrótce.

Fot. Newspix.pl

Najnowsze

Anglia

Komentarze

5 komentarzy

Loading...