Ile warte jest zwycięstwo w Lidze Europy?

Październik 2, 2017 in Bez kategorii

J.W. szerokim łukiem omija dentystów, Smuda gwałci polszczyznę, w listopadzie są Zaduszki, a Liga Europy jest ubogą krewną Ligi Mistrzów. Hierarchia klubowych rozgrywek europejskich nie ulega żadnej wątpliwości. Najlepsi w krajowych ligach trafiają do Champions League, a tym, których pozostawią w pokonanym polu, rzuca się mniej smakowite ochłapy. Czy nędzne? Przyjrzymy się wszystkim finalistom Pucharu UEFA/Ligi Europy z ostatniej dekady, którzy po wakacjach przystępowali do gry w elicie i sprawdzimy, jak szło im kopanie piłki pokrytej gwiazdkami.

Od 2015 roku analizę mocno ułatwia nam UEFA, która zdecydowała o przyznawaniu każdemu zwycięzcy LE urzędowego miejsca w fazie grupowej LM (bądź w ostatniej rundzie kwalifikacji, jednak tylko w wypadku, gdy triumfator LM nie zapewni sobie przepustki na kolejny sezon w rozgrywkach krajowych). Wcześniej nie było to regułą. W latach 2007-14 zaledwie pięciu mistrzów i trzech wicemistrzów LE w kolejnym sezonie rywalizowało w piłkarskim raju.

 

Od Sevilli do Sevilli

Puchar UEFA 2006/07

Finał – Espanyol 2:2 (1:3 k.) Sevilla*

Podsumowanie rozpoczynamy obszerną notką na temat niekwestionowanej królowej tego zestawienia, a zarazem najlepszego świadectwa przepaści dzielącej LE i LM – Sevilli.

W 2007 roku drużyna z Andaluzji zdobyła drugi z rzędu Puchar UEFA, a w La Liga finiszowała zaledwie pięć punktów za plecami mistrzowskiego Realu i wywalczyła upragnione prawo gry w elicie. Za znakomitą ekipą Juande Ramosa przemawiały mało prestiżowe, ale efektowne zwycięstwa w Superpucharach – Europy 2006 (3:0 z Barceloną) oraz Hiszpanii (1:0 i 5:3 z „Królewskimi”) już u progu nowego sezonu 2007/08.

Tamta drużyna miała charakter. W bramce Andres Palop, w obronie świętej pamięci Antonio Puerta, Javi Navarro czy wciąż rozwijający się Dani Alves. Druga linia dyrygowana przez Renato i śmiertelnie niebezpieczne żądła w postaci Frederica Kanoute oraz Luisa Fabiano, którzy wykańczali piłki dogrywane z prawej strony przez młodziutkiego Jesusa Navasa. Wydawało się, że ten zespół może poważnie namieszać w LM, zwłaszcza że jedyny rywal w eliminacjach – AEK Ateny – z podkulonym ogonem czmychnął do Pucharu UEFA po porażkach 0:2 i 1:4. W losowaniu grup Andaluzyjczykom dopisało wyjątkowe szczęście w postaci Steauy Bukareszt i Slavii Praga. Kłopoty mógł sprawić im tylko rozstawiony w pierwszym koszyku Arsenal. Po początkowych perturbacjach (0:3 na Emirates Stadium) zespół prowadzony już przez Manolo Jimeneza szybko zaczął grać na miarę oczekiwań i z aż 15 punktami na koncie zwyciężył w grupie. W 1/8 finału czekało Fenerbahce, które w grupie G wyprzedziło CSKA i PSV Eindhoven. Nikt nie spodziewał się, że Turcy sprawią Sevilli jakiekolwiek kłopoty – Andaluzyjczyków powoli kreowano na nowego giganta europejskiej piłki. Tymczasem pierwsze od 50 lat zderzenie z fazą pucharową LM zakończyło się dla nich aż nazbyt boleśnie. Fenerbahce triumfowało na Pizjuan po serii rzutów karnych, w lidze nie udało się wywalczyć miejsca w elicie na kolejny sezon, a latem drużyna przeszła gruntowną przebudowę.

Puchar UEFA 2007/08

Finał – Zenit St Petersburg 2:0 Rangers

Miejmy to za sobą – świeżo po tym finale, naprawdę ogromnym sukcesie dla całej szkockiej piłki, Rangersi zaliczyli największą kompromitację spośród wszystkich zespołów uwzględnionych w rozstawieniu – w II rundzie eliminacji LM 2008/09 odpadli po dwumeczu z… litewskim FBK Kowno. Eurowpierdol na miarę Mariusza Rumaka lub mistrzowskiego Śląska Wrocław.

Zenit to już osobna historia i kolejny przykład drużyny, na którą (przez chwilę) z zachwytem patrzyło pół kontynentu. Mieszanka znakomitych obcokrajowców (Martin Skrtel, Alejandro Dominguez, Anatolij Tymoszczuk) i młodych gniewnych Rosjan, z których pięciu chwilę po wygraniu Pucharu UEFA dotarło z reprezentacją do półfinału Euro 2008. Lista pokonanych w fazie pucharowej robi wrażenie: kolejno Villarreal, Olympique Marsylia, Bayer Leverkusen, Bayern Monachium (4:0 u siebie!) i wreszcie Rangers.

Liga Mistrzów, do której Zenit przystąpił bez kwalifikacji jako mistrz Rosji sezonu 2007, przywitała drużynę Dicka Advocaata grupą śmierci z Realem Madryt, Juventusem i białoruskim kopciuszkiem BATE Borysów. Sondowano, czy Rosjanom uda się powalczyć o awans ze Starą Damą z Turynu, która powracała wówczas na salony po dwóch latach banicji naznaczonej grą w Serie B i powolnym odbudowywaniem potęgi. Mimo że latem w Petersburgu nie doszło do znaczących osłabień składu, Zenit wywalczył tylko marne pięć punktów w sześciu meczach i jak niepyszny powrócił do Pucharu UEFA. Tam dość szybko, bo w 1/8 finału, lepsze okazało się Udinese.

Puchar UEFA 2008/09

Finał – Szachtar Donieck 2:1 Werder Brema

Sezon, który delikatnie rzecz ujmując nie stanowi argumentu dla zwolenników prestiżu Ligi Europy/Pucharu UEFA. W 2009 roku w półfinale spotkały się dwa kluby z Ukrainy oraz piąta i dziesiąta drużyna Bundesligi. Ostateczny triumfator z Doniecka był drużyną w zasadzie pozbawioną gwiazd. Dopiero kilka lat później eksplodowały talenty przyszłych mistrzów Anglii Fernandinho i Williana czy strzelca 20 bramek w Champions League Luiza Adriano. Reszta zespołu (w tym podstawowa „szóstka” Szachtara, Mariusz Lewandowski) szczyty swoich karier przeżywała właśnie podczas finału z Werderem Brema w Stambule.

Drużynie Mircei Lucescu trzeba oddać, że Tottenham, Marsylia i CSKA, które stanęły na jej drodze przed półfinałem z Dynamem Kijów, to nie są leszcze, ale prawdziwą siłę mistrzów Ukrainy zweryfikowała LM – a właściwie jej przedsionek – skąd już w trzeciej rundzie kwalifikacji zostali z hukiem wyrzuceni przez rumuńską Timisoarę. Transfer do nowo powstałej Ligi Europy również nie przyniósł sukcesów, bo jedynie 1/16 finału i przegrany dwumecz z Fulham.

Sezon 2008/09 dał Szachtarowi głównie impuls do dalszego rozwoju – po zwycięstwie w Pucharze UEFA drużyna Rinata Achmetowa przez pięć lat z rzędu zostawała mistrzem Ukrainy. Od tamtej pory trzykrotnie udało jej się też wyjść z grupy Ligi Mistrzów, a także w 2016 roku nawiązać do osiągnięcia sprzed siedmiu lat i awansować do półfinału Ligi Europy.

Liga Europy 2009/10

Finał – Atletico Madryt 2:1 Fulham

Żaden z zespołów nie wywalczył miejsca w Lidze Mistrzów na sezon 2010/11.

Liga Europy 2010/11

Finał – FC Porto 1:0 SC Braga

Sezon 10/11 przyniósł Lidze Europy jedną z silniejszych, jeśli nie najsilniejszą drużynę w jej krótkiej historii. FC Porto jak burza przeszło przez rozgrywki, wygrywając (w większości gładko) 12 z 15 meczów od fazy grupowej aż do portugalskiego finału w Dublinie. Największa gwiazda „Smoków”, Falcao, strzeliła w nich… 17 goli! To do dziś absolutnie niedościgniony rekord rozgrywek. Kolumbijczykowi, który stał się wówczas pełnoprawną gwiazdą europejskiego futbolu, pomagali Hulk, Joao Moutinho, rozgrywający sezon życia Fredy Guarin, a także 19-letni James Rodriguez. Jako że Porto jednocześnie rozniosło w pył krajowe podwórko, finiszując o kosmiczne 21 punktów przed drugą Benficą, oczywiście zapewniło sobie start w Lidze Mistrzów w kolejnym sezonie.

Choć z klubu odszedł ojciec sukcesu, Andre Villas-Boas, a także Falcao i Guarin, kibice z Estadio de Dragao zadawali sobie pytanie, czy Porto jest w stanie na tyle namieszać w Champions League, by przywołać wspomnienia znakomitej drużyny Jose Mourinho z 2004 roku. Nic z tego – „Smoki” zajęły zaledwie trzecie miejsce w jednej z najsłabszej grup za plecami Zenita i APOEL-u, a następnie z LE jeszcze w lutym wyrzucił ich Manchester City. Kolejny dowód na lej krasowy dzielący europejskie rozgrywki klubowe.

Liga Europy 2011/12

Finał – Atletico Madryt 3:0 Athletic

Żaden z zespołów nie wywalczył miejsca w Lidze Mistrzów na sezon 2011/12.

Liga Europy 2012/13

Finał – Chelsea 2:1 Benfica

I tym sposobem docieramy do jedynego w całej dekadzie przypadku, gdy zwycięzca Ligi Europy zaszedł naprawdę daleko w kolejnym sezonie Ligi Mistrzów. Chelsea to jednak mocno specyficzny przypadek. Przecież „The Blues” ledwie rok wcześniej sięgnęli po Champions League! Nietrafione transfery Roberto di Matteo sprawiły jednak, że klub ze Stamford Bridge jesienią musiał w fazie grupowej uznać wyższość odrodzonego Juventusu i chyba najmocniejszego w swojej historii Szachtara. Jako że o mistrzostwie Anglii zespół przejęty przez Rafę Beniteza także mógł zapomnieć w okolicach Świąt, a zwyciężyć nie udało się nawet w Klubowych Mistrzostwach Świata, za punkt honoru „The Blues” postawili sobie uratowanie sezonu w Lidze Europy. Udało się, i to właściwie bezboleśnie, jako że drabinka, po jakiej wspinali się do finału, nie była zbyt wymagająca – kolejno Sparta Praga, Steaua Bukareszt, Rubin Kazań i FC Basel.

W kolejnym sezonie Chelsea powróciła tam, gdzie zazwyczaj jej miejsce, i dotarła aż do półfinału. Londyńczycy zdominowali grupę z Schalke, Bazyleą i Steauą, odprawili z kwitkiem Galatasaray, następnie po dramatycznym dwumeczu (słynny rajd Jose Mourinho po golu Demby Ba) uporali się z PSG, by przy ogromnym udziale własnego bramkarza, wypożyczonego do Atletico Thibaut Courtois, pożegnać się z LM o krok przed finałem. Trudno powiedzieć, by taki rezultat „The Blues” był niespodzianką. Ot, kolejny sezon jednego z obrzydliwie bogatych klubów na salonach europejskiej piłki. To wiosna 2013 roku, spędzona w Lidze Europy, była wypadkiem przy pracy. To tam Chelsea była na występach gościnnych.

Droga Benfiki do finału również wiodła przez Ligę Mistrzów. Swoją grupę G lizbończycy zakończyli na trzecim miejscu za plecami Barcelony i Celticu, a wiosną w Lidze Europy wyeliminowali Bayer, Bordeaux, Newcastle i Fenerbahce. W kolejnym sezonie jako wicemistrzowie Portugalii ponownie stanęli do walki w Champions League. Z podobnym powodzeniem – trzecie miejsce i transfer do Ligi Europy. A tam…

Liga Europy 2013/14

Finał – Sevilla 0:0 (4:2 k.) Benfica

Bezczelny plagiat scenariusza z poprzedniego sezonu. Rozpoczęcie rywalizacji w LE od 1/16 finału i zakończenie na przegranym finale z Sevillą. Tym razem zabrakło mniej, bo triumfatora wyłoniły dopiero rzuty karne. Tego samego roku zespół Jorge Jesusa po czterech latach odzyskał prymat na krajowym podwórku i ponownie zawitał do fazy grupowej Champions League, gdzie spisał się jeszcze mizerniej niż zwykle. Czwarte miejsce w słabo obsadzonej grupie, daleko za Monaco, Bayerem i Zenitem.

Liga Europy 2014/15

Finał – Sevilla 3:2 Dnipro Dniepropietrowsk

Pierwszy finał, którego zwycięzca lądował automatycznie w fazie grupowej LM. Można było się spodziewać (pokazały to zresztą kolejne lata), że stawka LE powędruje w górę. Co ciekawe to właśnie wtedy sensacyjnym finalistą zostało Dnipro Dniepropietrowsk – klub ze sponiewieranej wojną Ukrainy, którego największym osiągnięciem w pucharach po rozpadzie ZSRR była 1/16 Pucharu UEFA/LE, a więc pułap względnie regularnie osiągany nawet przez drużyny z Polski. W decydującym starciu na Stadionie Narodowym kopciuszek ze wschodu po dzielnej walce uległ królowej rozgrywek z Estadio Sanchez Pizjuan. To oznaczało dla drużyny Grzegorza Krychowiaka grę w fazie grupowej kolejnej edycji LM.

A tam… Dwa zwycięstwa i aż cztery porażki w silnie obsadzonej grupie z Juventusem, Manchesterem City i Gladbach. Trzecie miejsce, a następnie to, co andaluzyjskie tygrysy lubią najbardziej. Kolejny triumf w LE.

Liga Europy 2015/16

Finał – Liverpool 1:3 Sevilla

Ten bardzo silnie obsadzony finał zwiastował wzrost prestiżu LE. Juergen Klopp po przejęciu Liverpoolu postanowił za wszelką cenę zdobyć przepustkę do Champions League. Jako że w Premier League „The Reds” od sierpnia ani raz nie wzbili się ponad szóstą lokatę, wiosną na Anfield wszystkie karty postawiono na grę w Europie. Było blisko – po wyeliminowaniu poważnych firm (Manchester United, Borussia Dortmund, Villarreal) przeszkodą nie do przeskoczenia okazała się oczywiście Sevilla, która wprawdzie miała nieco łatwiejszą drabinkę, ale jak wiadomo w Lidze Europy z Sevilą wygrać się nie da.

W sezonie 2016/17 Andaluzyjczycy przystąpili do rywalizacji w elicie z nieco przewietrzoną szatnią. Niezbyt trudną grupę (Juve, Lyon i Dinamo Zagrzeb)  zakończyli na drugiej pozycji, by kilka dni później ucieszyć się z najłatwiejszego możliwego rywala w 1/8 finału – Leicester City, które w momencie przystąpienia do dwumeczu zajmowało 17. miejsce w Premier League. Niestety nawet taki przeciwnik był w stanie pozbawić Sevillę marzeń o sukcesie w Champions League. Można zastanawiać się, czy na Sanchez Pizjuan pluli sobie wówczas w brodę, że nie finiszowali w grupie oczko niżej…

Liga Europy 2016/17

Finał – Manchester United 2:0 Ajax

Kolejny przykład drużyny z TOP 5, która poprzez zwycięstwo w LE postanowiła uratować sezon.

Tegorocznego finału z oczywistych względów nie uwzględniamy w zestawieniu, ale trzeba przyznać, że przygodę z trwającą LM United rozpoczęli wyśmienicie, od dwóch zwycięstw i bilansu bramkowego 7:1. Okaże się, czy „Czerwone Diabły” będą w stanie zostać pierwszym od czasu Chelsea z sezonu 2013/14 triumfatorem Ligi Europy, który poważnie namiesza w elicie.

*Pogrubione tylko nazwy klubów, które sezon później rywalizowały w LM.

 

Losy mistrzów i wicemistrzów Ligi Europy w kolejnym sezonie Ligi Mistrzów:

  • 2 drużyny odpadły w eliminacjach
  • 5 drużyn nie wyszło z grupy
  • 2 drużyny odpadły w 1/8 finału
  • 1 drużyna odpadła w półfinale

Liga Europy to tak uboga krewna, że rodzina po wizycie u niej doznaje prawdziwego szoku termicznego na widok włości Champions League. Idealnym świadectwem jej siły i prestiżu jest nieszczęsna Sevilla – klub za mocny na LE, i jak pokazują kolejne liczne podejścia, zdecydowanie za słaby na sukces w LM. Ten notoryczny triumfator, którego herb można by właściwie wkomponować w logo rozgrywek, stanowi tak naprawdę ich największą antyreklamę. Oczywiście nie można przy tym zapominać też o takich przypadkach jak Rangers czy Szachtar, które zwyczajnie się kompromitowały.

Wydaje się jednak, że do tej pory UEFA czyniła całkiem sensowne kroki w kierunku zwiększenia znaczenia Ligi Europy. Nieco pomogła zarówno gigantyczna reforma z 2009 roku, jak i premiowanie zwycięzcy awansem do LM. Szkopuł w tym, że w sezonie 2018/19, gdy w życie wejdzie nowy format eliminacji Champions League, LE znów dostanie w twarz. Przede wszystkim gigantów do fazy grupowej przestanie dostarczać IV runda eliminacji, gdzie ścierały się nieraz trzecie-czwarte siły lig z TOP 5 i odpadały w ostatnich latach AS Roma, Ajax, Monaco, Napoli czy Lyon. Teraz te drużyny miejsce w LM będą miały zapewnione z urzędu. Wciąż zostają jednak kluby z trzecich miejsc w grupach i oczywiście pokusa walki o przepustkę do elity. Niewykluczone, że niemal co roku będzie trafiać się gigant, który po słabej jesieni na krajowym podwórku wiosną przypuści zdecydowaną szarżę na bilet do raju – jak Liverpool czy MU. Wydaje się, że właśnie w Premier League, która już dawno nie jest najlepszą, ale na pewno wciąż najbardziej wyrównaną ligą w Europie, znajduje się najwięcej kandydatów do takiej roli. Dla około sześciu klubów z Anglii choć roczny rozbrat z „kaszanką” stanowi prawdziwy dramat. Zwykle drużyny z tego kraju, zwłaszcza z drugiego szeregu (West Ham, Southampton), traktowały Ligę Europy po macoszemu. Teraz to się zmienia.

 

W kolejnym tekście zajmiemy się piłkarzami, którzy poprzez występy w Lidze Europy wypłynęli na szerokie wody europejskiego futbolu.

5
0