Królewska abdykacja?

Listopad 2, 2017 in Bez kategorii

sergio-ramos-sad-champions-league

Wczorajszy mecz z Tottenhamem był kwintesencją tego, co w zasadzie od początku sezonu, dzieje się z Realem Madryt. Grają słabo. W lidze regularnie gubią punkty, nawet jeśli wygrywają, to styl pozostawia wiele do życzenia. Co się stało z tą znakomitą drużyną z zeszłego sezonu?

 

Może to wina kadrowych zmian? Kilku graczy odeszło: Pepe, James, Morata. To duże nazwiska, ale każdy przypadek należy rozpatrywać osobno.

 

Pepe nie był podstawowym obrońcą, zdecydowanie więcej grał Varane. Na pewno był wartościowym zmiennikiem, zwykle nie zawodził, ale czy można jego odejście traktować jako wielkie osłabienie? W moim odczuciu raczej nie, a na pewno nie jest to jakieś gigantycznie destabilizowanie formacji obronnej.

 

James… Wielka gwiazda, w minionym sezonie całkiem dobre liczby (a przecież wchodził głównie z ławki). Rzecz w tym, że Kolumbijczyk formą, delikatnie mówiąc, nie imponował. Osłabienie? Nie sądzę!

 

Morata to inna bajka. Jego bardzo mi szkoda. Sadzanie go na ławce na tak długie minuty, przy chimerycznej postawie Benzemy, uważam za coś w rodzaju sabotażu. Zidane zapewne uważał, że Francuz bardziej pasuje mu do koncepcji. Lepiej gra piłką, częściej schodzi z pozycji, pomaga w rozgrywaniu, a Morata to typowa dziewiątka. Tyle, że napastnik jednak ma strzelać gole, a te Benzema czasem i strzela, ale częściej staje się bohaterem powtórek z najbardziej spektakularnie spartolonymi setkami. Nawet w tym sezonie Francuz mógł spokojnie rozstrzygnąć mecze z Valencią, czy pierwszy z Kogutami, ale… Skończyło się na remisach.

 

Nie odejście Benzeny jest tu jednak problemem. Problem jest głębszy, ale, moim zdaniem, bardzo oczywisty.  Real Madryt cierpi na pewien syndrom. Nazywam to „zespołem tłustego kotka”. Koteczek bardzo się w ostatnim czasie najadł, świetnie polował na myszki, wszyscy go za to chwalili, ale ostatnio brzuszek mu napęczniał, a chęci do biegania za zdobyczą się zmniejszyły. Niestety myszki bluesa nie czują i same w łapki nie wpadają.

 

Oczywiście początek sezonu (czyli Superpuchar Europy i Superpuchar Hiszpani) jeszcze bardziej podbudował naszemu kotkowi ego, a brzuszysko zaczęło się przelewać boczkami. Wtedy jednak nikt nie widział problemu. Media się nad kosmicznym Realem rozpływały, zakładały kolejne korony skazując rywali na oglądanie królewskich pleców. Głowy były bardzo bardzo wysoko…

 

Czy nagle wszyscy gracze Realu zapomnieli jak się gra? Modric i Kross zapomnieli jak się podaje? Isco stracił błyskotliwość dryblingów? Ramos już nie wie jak się ustawiać w obronie? Asensio zgubił gdzieś lewą nogę i ma teraz dwie prawe? Pytać można dalej, ale oczywiście, że odpowiedź brzmi: nie! Tu po prostu główka przestała pracować jak należy. Tłustego koteczka należałoby kopnąć w zadek, ale czy na tym etapie to jeszcze ma szanse pomóc?

 

Sezon dla Królewskich można uznać za stracony? Niekoniecznie, choć mam wrażenie, że cudów już raczej nie będzie. Oczywiście nie takie metamorfozy piłkarski świat już widział. Sergio Ramos po przegranym meczu z Gironą, powiedział, że choć strata do lidera wynosi 8 punktów, to nie takie straty się już odrabiało… Arogancja? Może, ale czy to zupełnie niemożliwe? Teoretycznie Real może się w każdej chwili odrodzić, może klęska w Londynie była właśnie kopem w dupę, którego w Madrycie potrzebowali. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak to, że po prostu po niezwykle owocnych czasach, przyszły dla Realu czasy chudsze. Zjawisko dość naturalne, jednak ciężko nad nim przejść do porządku dziennego. Wygrywanie to fajna rzecz, trudno z nią się rozstać. Zamiast jednak wykonywać nerwowe ruchy, Real powinien spokojnie trudniejszy czas przeczekać. Mają fajną kadrę, sporo w niej młodych graczy, którzy mogą podążyć szlakiem Asensio. Pomysł na drużynę jest, a że nie zawsze się wygrywa? Każda epoka się kiedyś kończy, być może ta właśnie się skończyła. Zamiast płakać za czasem minionym, lepiej budować podwaliny pod kolejne żniwa. Filozoficznie zabrzmiało? Jeśli tak, to trudno.

2
3

Przypadek Benoît Assou-Ekotto

Wrzesień 18, 2017 in Bez kategorii

Benoît Assou-Ekotto…

Kojarzycie? Większość z Was pewnie tak. Niezły piłkarz, który w kilku klubach sobie pograł. Dlaczego o nim piszę? Dlatego, że udzielił swego czasu wywiadu, w którym ośmielił się wyraźnie i bez ogródek powiedzieć, że w piłkę gra dla pieniędzy. Szum się zrobił niebywały, kibice Tottenhamu oburzeni (reprezentował wtedy barwy Kogutów)… Piłkarz, zamiast wyznać miłość do barw, ma czelność powiedzieć, że klub jest dla niego zwykłym zakładem pracy. To, że Kameruńczyk zapewnił, że w swoją pracę wkłada 100% zaangażowania, że chce to robić najlepiej jak umie nie miało już znaczenia!

money

Dziś czytam, że Michał Żewłakow twierdzi, że w klubie z Łazienkowskiej jest tylko „dwóch prawdziwych Legionistów”. Jak rozumiem jest to jedna z przyczyn, z których Legia w końcu musiała wpaść w kłopoty. No i wpadła. Pomijając jednak fakt, że przecież sam Żewłakow, w dużej mierze, odpowiadał w ostatnich latach za „ilość Legionistów w Legii”, to, moim zdaniem, jest to szukanie przyczyn porażki tam, gdzie jej nie ma.

Budujmy drużynę z ludzi, którzy kochają klub!

Piękne hasło, ale czy nie jest to dziś pustosłowie? Z pasji i miłości do klubu, to (pewnie z nielicznymi wyjątkami) grają zapewne tylko amatorzy z najniższych klas, bo czy z całą stanowczością stwierdzicie, że zawodowi piłkarze kierują się w swych wyborach głosem serca? Ok. Często jest tak, że taki głos może ułatwić jakiś trudny wybór, ale jak często? 99% zawodowych piłkarzy gra dla pieniędzy. Ich kariera trwa 10, może 15 lat i jest to czas, gdy trzeba zarobić ile się da! Tak myślą i czy można im się dziwić? Benoît Assou-Ekotto powiedział to, co myśli większość piłkarzy. Rzecz w tym, że boją się o tym nawet napomknąć. Kibice by nie darowali, musieliby po mieście poruszać się kanałami…

Żewłakow mówi o Legionistach w Legii. Problem w tym, że Legii nie brakuje Legionistów, bo kwestia pochodzenia, czy emocjonalnej więzi z klubem, wygląda ładnie tylko w wyobrażeniach co bardziej naiwnych kibiców. Zamiast szukać legionistów, proponuję skupić się na tym, by w szatni znaleźli się profesjonaliści. Ludzie, którzy mogą nawet nienawidzić piłki, rzygać nią, nie cierpieć Warszawy, ale w pracy, za którą dostają duże pieniądze, zapierniczać na 100% swoich możliwości. Ludzi, którzy nie będą się skarżyć na wystającą kępkę trawy, drapiący materiał koszulek, czy zbyt dużą wilgotność powietrza, lecz robić swoje. Robić to, za co dostają sowite przelewy na konto.

 

 

12
2

Czerwo dla Pazdana

Sierpień 24, 2017 in Bez kategorii

Na gorąco pytam was:

Co sądzicie o wyrzuceniu z boiska Pazdana? Zasłużył, czy jednak sędzia się popisał? Pierwsza żółta za łokieć (nie do oceny przy takiej transmisji), druga za złapanie sędziego za rękę… Niby sędzie nietykalny, ale jakoś nie widuje się, by za takie coś karano… Tego typu kontakty są raczej na porządku dziennym.

1
2

Odkodowany Eleven

Sierpień 18, 2017 in Bez kategorii

Może już wiecie i piszę niepotrzebnie, ale od 18 do 28 sierpnia kanały Eleven są odkodowane (przynajmniej na Cyfrze Plus).

 

Nie ma za co.

4
2
mickiewicz

Strofy z sofy

Lipiec 13, 2017 in Bez kategorii

mickiewicz

Znowu Oni wracają…

Nadchodzi moment dobrze nam znany,
Moment przez wszystkich wyczekiwany!

Sieć nam się grzeje, szaleje prasa,
Bo znów grać będzie nasza E-klasa.

Legia korony znów będzie bronić
I w Lidze Mistrzów najlepszych gonić!
W Jadze już whisky nikt nie pierdolnie,
Bo Mamrot pije dość nieudolnie!
Lech kupił chyba pół Europy,
By falstartowej nie powtórzyć wtopy!
Kibice Lechii już dają dyla,
Bo rządzić mają Peszko i Mila.
W Kielcach nie będzie wielkiego wzlotu,
Jest zaś Lettieri i kupa szrotu!
Nikt nie wie, co się z Wisłą wydarzy,
Nie ma tam wypłat – nie będzie piłkarzy!
Za to nadzieja Portowców nie ginie,
W końcu bramkarza mają w Szczecinie!
W Niecieczy naród dobrych wieści słucha,
Na trąbkę Słonia przysiadła Mucha!
A rudy trener wielce się głowi,
Co znów odjebią jego Miedziowi?
W Gliwicach radość, strzelają szampany!
Kostia Vassiliev tak jest witany!
Czy to samolot, czy śląska owca?
Nie: To Kosecki goni Tarasovsa!
Brzęczek to w Płocku jest postać nowa!
Może się wielkiej gwieździe spodoba?
By sezon Arki nie był udręką,
Siemaszko wszystkim pomacha ręką!
Probierz ku chwale poprowadzi pasy!
Zrobi użytek z Filipiaka kasy!
Starzy znajomi z Zabrza wracają,
Ale nikt nie wie, jak w piłkę grają.
Sandencja póki co ma trzech piłkarzy,
Ale z pewnością cud się tam zdarzy.

Jest kolorowo i jest wesoło
A ja Wam będę jedno powtarzał w koło
Taka jest prawda, jeśli nie wiecie:
Nasza E-Klasa jest najlepsza w świecie!

5
0

Pan Prezes oświadczenie napisał, czyli Dziady kieleckie

Czerwiec 30, 2017 in Bez kategorii

Będzie znów o Koronie Kielce. Wiem, że temat jest wciąż uparcie maglowany i miałem w planach, przynajmniej chwilowo, go nie poruszać, ale zajrzałem na stronę kieleckiego klubu i trafiłem na oświadczenie Prezesa Zarządu Korona S.A. Krzysztofa Zająca. Streszczać szczegółowo nie mam zamiaru (chętni do przeczytania znajdą je z łatwością), ale obojętnie obok przejść nie mogę.

Pan Prezes skupia się głównie na niesprawiedliwej, Jego zdaniem, krytyce, która spadła zewsząd na klub. W Koronie nie ma żadnego konfliktu, wszystko jest jak w bajce, relacje między pracownikami są doskonałe, jego drzwi dla każdego stoją otworem i generalnie istna sielanka. Skąd więc te wszystkie medialne wrzutki? Zawiść środowiska? Spisek dziennikarzy? Odpowiedzi nie udziela… A kilka linijek później jednak podpowiada skąd…

Okazuje się bowiem, że zdecydowanie za dużo wycieka z klubowej szatni, która, co Prezes kilka razy podkreśla, powinna być szczelna, jak właz łodzi podwodnej! Zatem z tej nieszczelnej szatni wyciekają informacje o konfliktach, czy incydentach, które są zupełnie normalne (co ciekawe, bo przecież żadnych konfliktów nie ma) i one są pożywką dla złych dziennikarzy i internetowych troli, choćby na takim weszlo.

Przykładem takiej „burzy w szklance wody”,  jest oczywiście afera klapkowa z Palancą w roli głównej. Dowiadujemy się, że w zasadzie nie o klapki poszło, ale głównie o to, że zawodnik od początku nieprofesjonalnie się zachowywał. Poza tym zakaz wkładania klapek na posiłki jest bardzo logiczną konsekwencją dbania trenera o szczegóły, takie jak estetyka (nogi piłkarzy są zniszczone i brzydko wyglądają) i bezpieczeństwo zawodników ( w klapkach łatwiej się przewrócić).  Wszystko jasne.

Dowiadujemy się też z oświadczenia o językowych umiejętnościach trenera Lettiriego. Okazuje się, że trener w ogóle nie zna takiego słowa w języku niemieckim. Pan Prezes zresztą też (a niemiecki zna bardzo dobrze).

Najciekawsze jest jednak na koniec. Prezes absolutnie odrzuca zarzuty, jakoby Korona miała być „niemiecką drużyną”. Chodzi oczywiście o politykę transferową i wielokrotnie powtarzane informacje o nadchodzącym ataku poniemieckiego szrotu. Nic z tych rzeczy! Zakontraktowano Kaczarawę, przedłużono kontrakt z Rymaniakiem…

„To, że aktualnie na testach przebywają zawodnicy występujący w przeszłości za naszą zachodnią granicą, spowodowane jest tym, że o tamtym rynku mamy największą wiedzę.”

” Gwarantuje także wszystkim Kibicom, że na boisku w Żółto-czerwonych barwach będą grali najlepsi zawodnicy, nieważne jakiej będą narodowości, wyznania, koloru skóry czy tego, kto czyim jest ojcem czy synem”

Ostatnie zdanie brzmi już naprawdę komicznie i nie trzeba tłumaczyć, do kogo się odnosi. Jak w kontekście zapewniania o wysokiej jakości wygląda gość, który w wieku 25 lat ma na koncie 101 meczów w przeciągu 8 sezonów, najwyżej grał w 3 lidze (całe 7 spotkań),  a jego średnia długość przebywania podczas meczu na boisku wynosi niecałe 48 minut!

Swoją drogą jakoś o synu właściciela ostatnio ucichło. Czyżby schowano go do szafy, jak to się robi z kontrowersyjnymi politykami przed wyborami, by w odpowiednie momencie wyciągnąć go z powrotem? Korona wybrała się na zgrupowanie do Bremy, podano kadrę na wyjazd. Oczywiście Fabian Burdenski się w niej znajduje.

Przy okazji trafiłem na informację o sparingu Korony z Puszczą Niepołomice i poznałem nazwiska testowanych w meczu zawodników. Nic wam nie powiedzą, ale podam kilka faktów. To dwóch Niemców, Grek i Amerykanin. Czwartoligowiec, dwóch trzecioligowców i były drugoligowiec ( z całym jednym występem na koncie ale w sezonie 15/16). Oczywiście wszyscy prosto z Niemiec. Wspominałem, że już wcześniej w klubie pojawił się bramkarz z niemieckiej 4 ligi? No pojawił się. Będzie zapewne konkurentem Macieja Gostomskiego.

Sam fakt, że Prezes pisze takie, a nie inne oświadczenie, w którym, w iście tabloidowym stylu, próbuje tłumaczyć się z sytuacji w klubie, już świadczy o tym, że „coś gnije w państwie kieleckim”. Kolorowe opowieści o wzmacnianiu kadry, dokraszone patetycznym tonem, w zderzeniu z faktami dopełniają obrazu tragikomedii. Kiedyś żartowano, że Jerzy Engel ma zostać nominowany do prestiżowej nagrody teatralnej, za wystawienie Dziadów w Korei. Póki co mam wrażenie, że kolejna adaptacja Dziadów zostanie wystawiona w Kielcach, a scenografia buduje się w porażającym tempie. Aktorzy jeszcze co prawda nie za bardzo wiedzą co grać, ale reżyser Lettieri, z pomocą producenta Burdenskiego i jego asystenta Zająca, już ich nauczą.

Informacje o doszłych i niedoszłych zawodnikach Korony podałem na podstawie strony Transfermarkt.

8
3

Pokonany przez realia

Czerwiec 22, 2017 in Bez kategorii

Mój ostatni wpis na Trybunie wywołał wiele negatywnych reakcji. Na chłodno muszę przyznać, że w większości słusznych. Za bardzo przypominał, w swojej formie, dokonania Wujo Wójta. Troszkę się rozhasałem i wyszło nie do końca strawnie. Rzeczywiście przyszedł czas, by się określić. Błazen, wierszokleta, czy poważny komentator.

Gino Lettieri, to oczywiście była pewna poza, która miała na celu wyolbrzymienie absurdu, który miał miejsce w Kielcach. Opisywać Wam tego nie muszę. Wykreowałem postać aroganckiego oportunisty, który wsiadł za kierownicę Korony. Rzeczywistość mnie jednak zaskoczyła…

Fabian Burdenski. Żartowałem, że zostanie ściągnięty do Korony, a rzeczywiście się pojawił na testach. „Wzmocni” ją? Nie wiem, nie ma potwierdzenia na obecną chwilę…

Fachowość Lettieri’ego. Wcześniejsze dokonania mówią wiele i może nie jest to ostateczny wyznacznik, ale nie można tego lekceważyć…

Praca z drużyną? Tu kompletne zaskoczenie. Można się było spodziewać, że piłkarze , po odpaleniu Bartoszka, będą na gościa patrzeć podejrzliwie, ale tym bardziej spodziewałem się, że włosko-niemiecki coach, będzie chciał jakoś zjednać sobie szatnię. Tymczasem mamy informację o ciekawych zwyczajach językowych (polskie świnie) i dokładnej wizji modowej (zakaz spożywania posiłków w klapkach).

Zostałem pokonany przez rzeczywistość!

Z pokorą tą klęskę przyjmuję i czekam na więcej, bo czuję się troszkę jak domorosły prorok. Tylko kibiców Korony mi żal…

 

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

 

4
8

Przyszedł czas, by się oświadczyć.

Czerwiec 21, 2017 in Bez kategorii

1338119892

Jestem w Polsce już jakiś czas i przyznać trzeba, że poza kilkoma wpisami na portalu weszlo.com, raczej nie pokazywałem się w mediach. Troszkę nie chciałem, troszkę wolałem inna drogę (by moje dotychczasowe cv i bieżąca praca mówiły za mnie), a trochę zabronił mi szef (ale o szefie potem). Czas jednak opowiedzieć coś o mnie, byście wiedzieli, jak to było.

Niepodziewanie dostałem propozycję pracy w Koronie Kielce i od razu stałem się obiektem powszechnego hejtu w Polsce. Smutne to dla mnie było. W końcu nie jestem jakąś, jak wy to mówicie, popierdółką! Dwa mecze w ostatnim okresie mojej pracy zawodowej, to się same nie wygrały. Oczywiście, mogłeś Gino więcej wygrać. Mogłem, mogłem, guzik mogłem. Jak mogłem, skoro ostatnie dwa lata byłem bez pracy! No to jak mogłem, mądrale?

Postanowiłem to zignorować. Przyjechałem do Polski i dawaj na Kielce. Przyznam, że Wasz kraj nieco mnie zaskoczył. Długo by mówić o kulturowych różnicach, no bo kto by się mógł spodziewać, że tak będziecie dziwnie reagować, na grzecznościowy tekst „ty polska świnio”. Przez ostatnie lata wiele się u was zmieniło!

Same Kielce też zaskoczenie. Jadę sobie, o są przedmieścia, jest tablica Kielce. Jadę dalej, wypatruję momentu, gdy dojadę do centrum, a tu … wyjechałem z Kielc. No nieco szok. Zawróciłem więc, poszukałem największego budynku i tam zapytałem gdzie na stadion… Pokierowali mnie , a wtedy też nauczyłem się nowego polskiego zwrotu grzecznościowego. Jak to szło… Coś jak: wypierdalaj frajerze, no czy jakoś tak! Ale szczęśliwie dotarłem!

I już w klubie znów kłopoty! Właściciel jest ok. Swój chłop, ale prezes… Dziwny jakiś. Pytam go o coś. Chce pogadać… On tylko jeden teskt: ich weiss nicht… No dezerter jakiś…

Ale to pikuś, bo szatnia to dopiero jazda! Krzywo patrzą od początku. Myślałem, że mi ubliżają, bo ciągle tylko słyszałem jedno słowo: Bartoszek! Baroszek to, Bartoszek tamto, Bartoszek owamto. Jak nic się nabijają myślałem, z nieznajomości języka korzystają. Aż mi właściciel drużyny w końcu powiedział. Bartoszek to był poprzedni trener. Właściciel go zwolnił i zatrudnił mnie. Szatnia go lubiła, więc mamroczą. Zastanowiło mnie to, więc spytałem szefa Dietera, skoro szatnia gościa lubiła, a i wynik był niezgorszy , to czemu go zwolnił? Odpowiedział, że Bartoszek zupełnie nie pasował mu do koncepcji! Zasępiłem się nieco i spytałem jak ta koncepcja wygląda, a właściciel odrzekł, że jeszcze jej nie wymyślił, ale jak już to zrobi to się dowiem pierwszy i to już mnie zupełnie uspokoiło. Nie dawało mi jednak spokoju, skąd Pan Prezes w ogóle wiedział o moim istnieniu… Okazało się, że syn mu powiedział, że jestem spoko i dawałem mu pograć, gdy razem pracowaliśmy. Ech piękne lata. Tego wieczora mogłem spać spokojnie.

 

594a4db162369_o,size,969x565,q,71,h,f431e8

Niestety w szatni wciąż mam kwas. Paru grajków odeszło. Słabizna, nic ciekawego. Rozglądamy się troszkę w Oberlidze, ale póki co mamy dwóch nowych. Jeden, to mój skarb, bo wyczekiwany Fabian Burdenski. Zbieżność nazwisk oczywiście nieprzypadkowa, ale ja naprawdę chciałem tego zawodnika. Był mi potrzebny i tej wersji będę się trzymał.   Drugi to jakiś Gruzin. Kaczarawa, czy coś takiego. Z nim mam kłopot, bo dobry skunks! Technikę ma względną, pojęcie o taktyce chyba. Nie wiem jak tu grę ułożyć, by mi syna szefa nie przyćmił. No pomyślę. Starzy gracze tymczasem dalej naburmuszeni. Treningi im się nie podobają. No Bielików banda. Taktyki chcą, strategii, wariantów różnych… Kurwa ludzie, jakbym się znał na tym… Biegać się nie chce? To gwiazdeczki marudzą. Obiadu im raz nie dałem i afera… A no i znowu wyszło, że polska świnia, to nie jest dobrze dziś u was odbierane. No nie mogłem się odzwyczaić i wymknęło mi się… kilkadziesiąt razy, w tym kilka razy do murzyna… Trzeba było jego minę widzieć! Cóż pracuję dalej, walczę i mam już sukcesy. Fabian Burdenski umie już sam zawiązać buty, zna drogę na boisko. Od jutra uczę go pompować piłkę!

Miały być jednak oświadczyny, czy oświadczenie. Jakoś tak to nazywacie!

Pojawiły się informację, że mnie ktoś siłą do lasu wywiózł na pertraktacje. Że tam mnie nakrzyczano, że źle piłkarzy traktuję, że niegrzeczny jestem, że mam się poprawić!

ABSOLUTNIE DEMENTUJĘ

Nikt mnie nigdzie siłą nie wywiózł! Dostałem dwa razy w gębę, to grzecznie sam poszedłem.

Bildnummer: 04766486 Datum: 25.08.2009 Copyright: imago/Alfred Harder Trainer Gino Lettieri (Weiden); Vdig, quer Regionalliga Süd 2009/2010, SpVgg Weiden Wiesbaden Fußball Herren Mannschaft Deutschland Porträt optimistisch Randmotiv Personen Image number 04766486 date 25 08 2009 Copyright imago Alfred Harder team manager Gino Lettieri Pastures Vdig horizontal third division South 2009 2010 Spvgg Pastures Wiesbaden Football men Team Germany Portrait optimistic Rand motive Human Beings

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

8
15

Powietrze z balonika śmierdzi…

Czerwiec 17, 2017 in Bez kategorii

Ach jaki piękny balonik wisi nad Polską. Taki kolorowy, majestatyczny…

 

Euro zbliża się wielkimi krokami, artykułów o imprezie coraz więcej. Nic dziwnego. Obiekty mamy ładne, Polska w roli gospodarzy. Kibice się szykują. No właśnie. Kibice i (jak to się ich nazywa?) Janusze. Osobiście nie lubię tego słowa, ale niech będzie. Wiemy o kogo chodzi, choć to dość szeroka grupa, jak sądzę. Przyjmijmy, że Janusz to kibic niedzielny. W uproszczeniu.

Nikt nie zabrania zainteresowania reprezentacją tym, którzy codziennie nie śledzą piłkarskich rubryk. To duża impreza, na dodatek u nas, więc nie ma się co dziwić, a wręcz dobrze, że pojawiają się kibice sezonowi. Zainteresowanie, frekwencja, klimat, to wszystko sprzyja ogólnemu odbiorowi imprezy. Rzecz w tym, że taki kibic z doskoku (w tym oczywiście legendarne Janusz) swoją wiedzę przed imprezą czerpie z mediów i to (omówmy się) nie fachowych, branżowych, ale masowych, w tym szczególnie tabloidów. A tam? Orgia na całego!

Idziemy po medal!

Polskie Orły wielkie jak nigdy!

Pokolenie złotych chłopców!

Medal będzie nasz!

Czytają, czytają i czego mają oczekiwać? Obraz jest prosty: my jesteśmy super, a reszta chuja gra i opierdolimy ich! A potem przychodzi dzień meczu…

balloon-popping

Nie tak miało być! Co oni kurwa graja! Gwiazdorki jedne! Lenie! Wstyd mi za was! Gówno leje się strumieniami… A media i tak są zadowolone, bo teraz dobrze sprzedają się tytuły z wielkim słowem HAŃBA na jedynce…

Nie wiem czy pompowanie balonika jest typowo polską przypadłością. Może w innych krajach też się zdarza. Nie ma to jednak znaczenia. Ten balonik przeraża swym ogromem. Nie zostaje też z pewnością bez wpływu na zawodników. Wiem, wiem… Choć młodzi, to jednak przecież zawodowcy. Presja nie powinna być im obca. Zgoda, ale mimo wszystko, to nie pomaga. Charakterystyczną cechą tego balonika jednak jest to, że nie jest on pompowany helem. To raczej coś w rodzaju ciężkich śmierdzących gazów, będących efektem przemiany materii. Balonik z helem będzie się wznosił. Ten nasz, jest wielki, ale cholernie ciężki, więc trzeba go wznieść wysoko jakimś dźwigiem, na siłę. Natury jednak nie oszukasz i prędzej, czy później spadnie. Spieprzy się na ziemie, pęknie z wielkim hukiem i cała śmierdząca zawartość rozejdzie się po okolicy. Póki co jeszcze nie spadł, ale wyraźnie się rozszczelnił. Obniża się i grozi katastrofą. Jeszcze wisi, ale smród czuć już wszędzie. Gdy spadnie, będzie katastrofa i to nie ekologiczna.

 

9
1
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY