Stado baranów prowadzone przez baranów

Zalało nas tekstami o wczorajszym wpierdoluxie. Wielu już zaczęło buczeć, że już tego za dużo, więc pasuje jeszcze coś do sprawy dodać. Napiszę więc, dlaczego wciąż mnie denerwuje, że po każdej kompromitacji polskiego zespołu połowa kibiców mówi o tym, że piłkarze naszych klubów czy reprezentacji nie potrafią grać w piłkę. Potrafią – co prawda średnio – ale wciąż lepiej od Słowaków czy Luksemburczyków. Dla drugiej połowy mogą to być oczywistości.

W sytuacji, kiedy piłkarze ligi słowackiej walczą o angaż w Ekstraklasie, nie można mówić o tym, że tamtejsze kluby zjadają nasze sportowo. Kiedy w Mistrzu Polski pensje pobierają ćwierćfinaliści Mistrzostw Europy, nie można mówić, że jesteśmy piłkarską pustynią. W porównaniu do czołowych lig jesteśmy słabiutcy, ale nie zrównujmy się do tych naprawdę słabych, a jak wspomniałem – robi tak połowa kibiców. Oczywiście chodzi o naszych kopaczy.

Jesteśmy dużym krajem, w którym lubi grać się w piłkę. Nie narzekamy na nadmiar talentów, ale popularność tego sportu w Polsce sprawia, że materiał ludzki w tej dziedzinie jest przynajmniej jako taki. Nie gorszy od tego, który biega po boiskach w Trnawie czy Bratysławie.

Sęk w tym, że gdyby istniał ranking poziomu zarządzania w piłce, nasza liga plasowałaby się gdzieś pomiędzy czwartą ligą armeńską a osiemnastą gibraltarską.

Wczoraj na twitterze Tomasz Ćwiąkała wymienił opinie z założycielem Weszło o wpływie kołcza na grę warszawskiej drużyny. Dziennikarz Jedenastu Sportów uznał, że brakiem trenera można usprawiedliwiać porażki z jakimś Trencinem, ale nie z Dudelange. Stwierdził, że tutaj przekroczono granicę, gdzie rywal jest tak słaby, że powinno się go pojechać samymi umiejętnościami piłkarskimi. Nie mogę się z tym zgodzić. Podobnie jak Stanowski, uważam, że w dużej mierze to właśnie zatrudnianie nie-trenerów na stanowiska trenerów doprowadziło do wczorajszego syfu.

Oba kluby – mimo wszystko – są na poziomie zawodowym. Oczywiste jest to, że Legia powinna zamknąć ich na własnej połowie, wrzucić parę bramek, tracąc może ewentualnie jedną po pechowej kontrze. Łatwo, bezboleśnie – tak się to powinno skończyć. Ale nie wiem, czy można do końca jebać za to piłkarzy, że nie mogą przeprowadzić z dużo słabszym zespołem składnej akcji, skoro od roku nie miał kto ich tego uczyć. Trzeba przypominać do znudzenia, że od ponad roku w Mistrzu Polski nie widziano gościa, który miałby dostateczne pojęcie o taktyce i zarządzaniu czy też odpowiednie doświadczenie do pełnienia roli trenera.

Ok, co do tego drugiego, to taki Nagelsmann za bardzo go nie miał, ale zatrudniając niedoświadczonego młokosa, niemieccy działacze stawiali równocześnie na analityka taktycznego, który – skoro tak szybko wskoczył do trenerskiego topu – musiał wykazywać bardzo wcześnie potencjał. Za to, dla porównania, w ostatnim czasie kopacze z L-ką byli dowodzeni przez wiadomo kogo, wiadomo z jakim rezultatem. Szydzi się z selekcjonera Kuwejtu po dziś dzień, a o doświadczeniu w piłce kobiecej jego asystenta wie każdy średnio zorientowany kibic.

I przy takim trenerskim krajobrazie, wydaje mi się, że taki Kucharczyk czy inny Carlitos może przynajmniej w jakimś stopniu tłumaczyć się z tej porażki problemami klubu. Bo nie tylko o braki w taktyce chodzi. Legia, co nie trudno zauważyć, chujowo wygląda też fizycznie. Jedną sprawą jest to, ile zostawiasz serca na boisku, ale jeśli masz dojebaną nadwagę to po dwóch sprintach złapie cię zadyszka i po graniu. Może w Legii dużych brzuchów nie ma (choć ten klub wydatne brzuszki też pamięta), ale na poziomie jednak-kurwa-zawodowym, jeśli żaden z piłkarzy nie zachwyca dynamiką, jest duży problem. Nie masz za bardzo sił biegać, nikt cię za bardzo nie przygotował taktycznie, zero schematów, rękę trenera widać tylko machającą przy boxie, nie w grze drużyny. Dudelange ma naprawdę słabszych piłkarzy, ale ma dużo lepszych zarządców w pionie sportowym i nie tylko niż dzisiejszy Mistrz Polski. Nie jest to jakiś szczególnie wielki wyczyn, bo w sumie Legia nie grała jeszcze w tym sezonie z kimś gorzej prowadzonym od siebie.

Nie jestem jakoś szczególnie związany emocjonalnie ze stołecznym klubem. Kibicuje każdej polskiej drużynie w europejskich pucharach. Parafrazując jednak Chorążego Głusia, nieważne co mam w sercu, ważne co mam w dupie. A w dupie mam oglądanie tak gównianej piłki w wykonaniu polskiego klubu. To przez nich straciłem czwartkowy wieczór, który mogłem poświęcić na chuj wie co innego. I takich wieczorów nie ma od wczoraj, a jeśli nic się nie zmieni – będzie jeszcze sporo w tej dekadzie.

Zostając przy tej narracji, żadne stosowne „napierdalać!” Legii nie pomoże, co zresztą dzielnie udowadnia Vuković. Samym bojowym nastawieniem można osiągnąć w piłce tyle, ile osiąga właśnie Mistrz Polski w tym sezonie. Serb ma w sumie w tej całej sytuacji dość dużego pecha. Gdyby nie wciśnięto go na tymczasowego (miejmy nadzieję) trenera Wojskowych, nie wydałoby się jak słaby warsztat posiada. Po długim i wygodnym pobycie w klubie na stanowisku asystenta, trafiłby najpewniej do jakiegoś Sosnowca, tam zostałby zwolniony po rundzie, potem pojawiłby się kontrakt w jakimś Szczecinie i by się jakoś żyło. Wpaść na ekstraklasową karuzelę trenerską i bujać się w kolejnych zespołach z marnymi rezultatami. To nie jest najgłupszy pomysł na życie. Ale gdyby Vuković nawet takie plany miał, to jedyną rzeczą w CV jaką posiada, jest blamaż Legii, który będzie wspominany jeszcze w 2026 roku. A to chyba u nas nawet nie przejdzie, bo nawet pierwszoligowa Termalica nie da się na kogoś takiego nabrać.

Założyciel tego portalu twierdzi, że w Polsce są dobrzy trenerzy, tylko nie mają odpowiednich warunków. Uważam, że tych dobrych trenerów na obecnej ekstraklasowej karuzeli jest niewielu – ale mimo wszystko są. Obecny skład tej karuzeli wynika z decyzji podejmowanych przez prezesów klubów. Decyzji często złych. Tylko, co zabawne, potrafią oni skakać ze skrajności w skrajność. Z brania gości z karuzeli zrezygnowała taka Jagiellonia i wzięła trenera Mamrota – wyszła na tym zajebiście. Z brania gości z karuzeli zrezygnowała też Legia, tylko ona brała gości, którzy nie są trenerami i wyszła na tym chujowo. Zresztą, pomyliło się tym nie tylko w Warszawie, bo w Gdańsku z ligi spuszczał klub Walijczyk od przygotowania fizycznego. Idea oryginalnych-lepszych rozwiązań jest świetna, ale no musi za nią stać minimalne pojęcie o piłce. Wzięcie nazwiska spoza karuzeli to może być dobry pomysł, ale w zakresie „spoza karuzeli” jest zarówno Mamrot, jak i Krzysztof Krawczyk.

W sporze prezesowskim w Legii kibicowałem Mioduskiemu swego czasu. Uważam, że Leśniodorski na krótko przed odejściem podjął naprawdę wiele złych decyzji i jednak obrywał za to znajomy Obamy. Wydaje mi się, że obecny prezes Wojskowych po prostu za bardzo chciał udowodnić swoją przewagę nad Bogusławem. No i nie zna się jakoś za bardzo na piłce. To niegłupi człowiek, który wybrał dla siebie złą rolę w klubie. Jednak uważam, że jedynym dużym błędem, który popełnił kilkakrotnie było zatrudnianie nie-trenera. Ten błąd – bazowy, fundamentalny – przyniósł milion innych problemów. Ale no nie można tłumaczyć prezesa klubu piłkarskiego, że – no kurczę – jedyne co zjebał, to to, że nie zatrudnił przez ponad rok trenera. Pan Mioduski okazał się niestety niesamowicie chujowy na tym stanowisku. Gdyby działał tak w takiej Arce, po dwóch latach działalności w Gdyni byliby właśnie na starcie zmagań o mistrzostwo II ligi.

Prezes najbogatszego klubu w Polsce przez rok nie zatrudnił trenera. Wydał w tym czasie w pizdu kasy na gości, którzy trenerów udawali. I to w taki sposób, że wyszłoby im to lepiej, gdyby w sklepie „Tanie przebrania” kupili maskę Jose Mourinho i założyli na ryj.

Być może polska polityka powinna już dawno nas nauczyć, że Polacy we krwi zarządzania akurat nie mają. Może to tylko pierdolenie, bo ci, którzy do tego się nadają, nie mają po prostu jak się wykazać. W polskiej lidze, obok sensownie zarządzanej Jagiellonii, pojawiła się nadzieja na kolejną organizację, którą będzie można stawiać jako wzór. Miedź Legnica, spokojnie budowana od lat, w tym okienku zrobiła kilka niezrozumiałych transferów. Tyle, że – choć to kolejna drużyna, która poszła w oryginalne rozwiązania – oni ogarnęli kopaczy, którzy powinni wyśmiać ofertę kopania w jakiejś Legnicy w Polsce. Gdyby prezes Miedzi zarządzał Legią, o europejskie puchary byłbym spokojny.

Mamy więc złych prezesów. Słabych trenerów na karuzeli, którzy mogą i tak liczyć na angaż w kolejnych klubach. Słabe warunki do trenowania i szkolenia w klubach, bo są i źli prezesi. Chujowe piony sportowe, chujowe decyzje zarządów i chujową mentalność. Przy tym wszystkim mamy finanse i potencjał ludzki, by spokojnie ogrywać sobie rywali z chuj-wie-jakich lig, by po przejściu słabiaków dostać wpierdol od poważnych zespołów. Pod tym względem nie jest najlepiej. Nie jest też najgorzej. Jest średnio. Więc nie zwalajmy winy na piłkarzy za ich słaby poziom – taki Jędrzejczyk w formie potrafi prosto kopnąć w piłkę, ale co z tego, skoro nie miał trenera od dłuższego czasu? I też nikt mu nie pozwala w tę piłkę kopać, bo ktoś swego czasu zaproponował mu określoną ilość pieniędzy, którą ma zamiar pobierać.

Fajnie opakowana liga. Od czasu do czasu trafi się niezły piłkarz, który wyjedzie. Na boiskach, żeby być uczciwym, biega też trochę szrotu. Ale największy szrot jest u nas w gabinetach.

Stado baranów prowadzone przez lwa ma, według Napoleona, być lepsze od stada lwów prowadzonego przez barana. Lwów piłkarskich nie mamy, ale taki Vuković nie wygrałby z Realem Madryt nawet Pucharu Burmistrza w Jeleniej Górze.

3
0
Zdjęcie profilowe Romuald Romuald

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Voitcus

Przepraszam, TL;DR, ale słowo „wpierdolux” bardzo mi się spodobało :-)

wpDiscuz